12:02 07 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
880
Subskrybuj nas na

Pomimo epidemii, kwarantanny i izolacji migranci cały czas kierują się do Włoch. Podczas gdy inne państwa pośpiesznie zamknęły granice ze względów bezpieczeństwa, łodzie z uchodźcami i cały czas przypływały do sycylijskich portów, przy czym ich ilość znacznie przewyższa wskaźniki z 2019 roku.

W tym trudnym okresie pandemii koronawirusa wiele sycylijskich władz miejskich zderzyło się z gwałtownym wzrostem napływu migrantów. Burmistrz Porto Empedocle (z ramienia „Ruchu 5 gwiazd”) Ida Carmina poprosiła rząd o konkretną pomoc:

„W naszym mieście nie ma chorych na koronawirusa, ale musimy cierpieć z powodu tego, na co w ogóle nie mamy wpływu. Rząd powinien z tym skończyć i zanim będą coś ogłaszać, niech przyjadą tutaj i zobaczą nasze problemy na własne oczy”. Obecnie migranci, którzy przybyli do Porto Empedocle na pokładzie statku NGO (organizacji pozarządowej), zostaną rozmieszczeni na objętym kwarantanną promie Moby Zaza.

Ta sytuacja nie tylko szkodzi wizerunkowi Porto Empedocle, jak i innym sycylijskim portom, jest również niebezpieczna z sanitarnego punktu widzenia, ponieważ przyjeżdżają ludzie, którzy są zakażeni koronawirusem. Sputnik Italia przeprowadził wywiad z Mauro Indelicato, redaktorem naczelnym portalu infoagrigento.it, a także redaktorem gazety „Il Giornale”.

— Czy można powiedzieć, że jesteśmy teraz świadkami prawdziwego szczytu napływu migrantów w porównaniu z ubiegłym rokiem? Jak wygląda obecnie sytuacja?

— Dane, udostępnione przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wyraźnie pokazują: migrantów przybyło o 162% więcej niż w pierwszej połowie 2019 roku. Trzeba wziąć pod uwagę, że był i okres izolacji, w marcu i kwietniu liczba migrantów, którzy tu przyjechali spadła i pomimo to tak czy inaczej zarejestrowano duży wzrost. I nie zapominajmy o sytuacji nadzwyczajnej w służbie zdrowia, która ogólnie rzecz biorąc stworzyła wiele problemów dla całego systemu przyjmowania migrantów we Włoszech.

— Z punktu widzenia służby zdrowia sytuacja jest teraz skomplikowana. Jak wygląda ona w miastach i portach na Sycylii?

— Sam mieszkam na Sycylii i razem z moją koleżanką Sofią Dinolfo od kwietnia obserwujemy to, co działo się z pierwszymi transportami na ląd od chwili wprowadzenia kwarantanny. Wiedzieliśmy, że Włochom bardzo nie podoba się ta sytuacja. Już w kwietniu nastroje się bardzo zaostrzyły. Kiedy całe miasta musiały pozostać w domu, nie pracować i obserwować jednocześnie, że migranci cały czas są wysadzani na ląd, że uchodźcy są cały czas przyjmowani, to ludzi to bardzo złościło. Na Sycylii już w kwietniu wielu burmistrzów zwracało się zarówno do rządu z żądaniem podjęcia natychmiastowych działań, jak i do prefektów, mówiąc, że obecność migrantów w niektórych strukturach stoi w ewidentnej sprzeczności z zasadami walki z koronawirusem. Wielu obywateli wyszło na ulice protestować, żeby zmotywować lokalne administracje do poszukiwania rozwiązania problemu, który stawał się coraz bardziej palący. I obecnie sytuacja jest bardzo napięta. Liczba przybywających migrantów rośnie, wielu z nich ma koronawirusa i wywołuje to panikę wśród ludzi. Włosi wiedzą, że w Libii zbliża się szczyt zachorowań na Covid-19 i obawiają się, że stamtąd zostanie przywiezionych jeszcze więcej zakażeń.

Burmistrz Porto Empedocle (z ramienia „Ruch Pięciu Gwiazd”) domaga się od rządu podjęcia konkretnych działań, żeby zrobić coś z przyjmowaniem statków z migrantami w tej trudnej sytuacji.

Sytuacja w Porto Empedocle jest przykładowa. Od maja funkcjonuje tam prom Moby Zaza, na którym migranci powinni odbywać kwarantannę. (Jego obecność – red.) powinna uspokoić ludzi, a w rzeczywistości okazało się, że może pomieścić mało osób i jego utrzymanie wiąże się z dużymi kosztami.

Żeby państwo wiedzieli, kosztuje on 900 tys. euro miesięcznie. Z powodu jego obecności do Porto Empedocle  nie wrócili turyści. Sycylia żyje w strachu, że zostanie pozostawiona sama sobie, a kryzys migracyjny zajmie miejsce epidemii koronawirusa i spowoduje jeszcze poważniejsze konsekwencje gospodarcze dla społeczeństwa.

— Jaka jest w tym rola statków NGO?

— W czerwcu statki organizacji pozarządowych znów zaczęły funkcjonować w pełnym wymiarze. W czasie kwarantanny statki Aita Mari i Alan Kurdi przycumowały w Palermo. Z ich powodu liczba migrantów, napływających do naszego kraju rośnie. Jednak ogólnie rzecz biorąc więcej migrantów przywożą autonomiczne statki, tak zwane „widma”, które przewożą tysiące ludzi przy obejściu kontroli granicznej Włoch.

Obecnie organizacje pozarządowe odgrywają ważniejszą rolę z politycznego punktu widzenia, ich obecność na wodach terytorialnych i w Porto Empedocle wywołuje powszechny brak zrozumienia wśród ludności. A fakt, że chorzy na koronawirusa migranci przybywali w większości właśnie statkami organizacji pozarządowych, jeszcze bardziej sprzyja wzrostowi napięcia w społeczeństwie.

— Kiedy Matteo Salvini był ministrem spraw wewnętrznych, liczba przybywających migrantów była znacznie niższa niż teraz. Jak Pan sądzi, czy politycy rzeczywiście mogą wpłynąć na sytuację, czy też napływ migrantów to fenomen, którego nie da się powstrzymać?

— Fenomenu migracji jako takiego nie da się bez wątpienia powstrzymać, jednak chęć polityków, aby wpływać na napływ nielegalnych migrantów ma bardzo ważne znaczenie. Wcześniej przytaczałem już cyfry odnośnie Włoch. Można sięgnąć również po statystykę Hiszpanii i Grecji, w pierwszej u sterów są socjaliści, w Grecji przedstawiciele prawicy i centrum, tak więc ogólnie rzecz biorąc kraje te mają przeciwstawną politykę. Mimo to obydwa państwa podejmują o wiele ostrzejsze działania w kwestii migrantów.

Grecja zamknęła granice lądowe i morskie z Turcją, co zmniejszyło napływ migrantów. Obecnie migranci rzeczywiście częściej wykorzystują trasę wschodnio-śródziemnomorską, ale w porównaniu z ubiegłym rokiem (ze statków – red.) wysadzono o 4 tys. migrantów mniej.

W Hiszpanii socjalistyczny rząd Sancheza przez 1,5 roku realizuje bardziej ostrą linię w stosunku do organizacji pozarządowych, co również przyczyniło się do zmniejszenia fali migrantów. Grupy uchodźców nie zarządzają same sobą i jeśli politycy przejawiają inicjatywę, to wszystko może się zmienić.

— Obecny rząd Włoch znów ma nadzieję, że Unia Europejska pomoże z podziałem migrantów. Włochy mają przecież mało szans na rozwiązanie tego problemu, jeśli będą liczyć tylko na UE?

Obecnie rząd próbuje rozwiązać problem, związany z konwencją dublińską, która już od 30 lat powoduje tylko ból głowy Włoch. Właśnie zgodnie tym dokumentem pierwszy kraj, gdzie zszedł na ląd emigrant, ma „zaszczyt” przyjęcia go. I wątpię, że w ciągu 2-3 miesiące Włochom uda się zrobić to, czego nie udało się osiągnąć przez 30 lat. I brak mi słów na to, że rząd liczy bardziej na przerzut migrantów do innych miejsc i rewizję konwecji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Bułgaria: Zatrzymano Polaka, który próbował przemycić migrantów
Włochy nie chcą automatycznego przedłużania sankcji wobec Rosji
Prąd z Niemiec, ciepło z Francji, a metro z Włoch. „Tak ma wyglądać Polska?”
Tagi:
Europa, koronawirus, imigranci, migranci, Włochy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz