10:33 01 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)
6611
Subskrybuj nas na

Jeszcze kilka dni temu z opublikowanych sondaży wynikało, że tylko ułamki procent dzieliły poparcie dla urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy od prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Napięcie utrzymywało się do ostatniej chwili. Dziś już mamy wstępne wyniki głosowania.

Państwowa Komisja Wyborcza podała w poniedziałek rano nieoficjalne wyniki wyborów prezydenckich: Andrzej Duda – 51,21 proc. (10,4 mln głosów), Rafał Trzaskowski 48,79 proc. (9,9 mln głosów). Są to dane z 99,97 proc. obwodów wyborczych.

Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, napisał w poniedziałek w mediach społecznościowych: „Prawie 10 mln głosów. Za wszystkie i za każdy z osobna serdecznie dziękuję. Dziękuję też za niesamowitą energię, jaką wspólnie udało nam się wyzwolić przez tych kilka tygodni". Pogratulował także wygranej prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

Prezes Stowarzyszenia Europejska Rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka, niezależny publicysta Janusz Niedźwiecki odpowiada na pytania Sputnika.

— Czyja kampania wyborcza okazała się bardziej skuteczna? Na co, czy na kogo, Polacy głosowali?

Wybory prezydenckie 2020
© AFP 2020 / Mateusz Slodkowski
— Dane, które do tej pory zostały opublikowane, pozwalają stwierdzić, że następne pięć lat urząd prezydencki będzie piastował Andrzej Duda. Jego kampania wyborcza okazała się wyjątkowo skuteczna. Przede wszystkim dlatego, że była skierowana do ludzi z mniejszych miejscowości, słabiej wykształconych, do ludzi starszych i i słabiej usytuowanych ekonomicznie, niż i do ludzi z dużych miast.

Te czynniki sprawiły, że Andrzej Duda uzyskał poparcie ponad 10 milionów Polaków przy frekwencji 68,12 proc., co daje bardzo mocny mandat na rządzenie.

Wstępna analiza głosowania pokazuje, że w Polsce bardzo ciężko wygrać wybory, jeśli przekaz nie jest skierowany do właśnie takich grup wyborców. 75 proc. uprawnionych w Polsce mieszka w miejscowościach poniżej 100 tysięcy mieszkańców. To pokazuje, że kampania oparta na wartościach konserwatywnych, skierowana do słabiej wykształconego wyborcy z mniejszych miejscowości okazała się skuteczna.

— Czy mógłby Pan wymienić cechy charakterystyczne dla obecnej kampanii wyborczej? Co, Pana zdaniem, zadecydowało o oddaniu głosów wyborców za tego czy innego kandydata na prezydenta Polski?

— Należy podkreślić, że kampania, zwłaszcza w ostatnim okresie, była dość brudna i odwoływała się w zasadzie do negatywnych emocji. Kampania ze strony sztabu Andrzeja Dudy straszyła Niemcami, straszyła LGBT. Przekaz kierowany do wyborców ze strony sztabu Andrzeja Dudy był negatywny i nastawiony na straszenie różnymi negatywnymi konsekwencjami, jeśli on przegra.

Negatywne emocje, jak się okazało, lepiej mobilizowały elektorat, niż nieco pozytywny przekaz ze strony sztabu pana Trzaskowskiego. Jednak tu też nie odbyło się bez brudnych zagrywek, chociażby ze sprawą ułaskawienia mężczyzny skazanego za pedofilię.

Niestety polski wyborca tak właśnie działa, że on się mobilizuje lepiej przeciwko czemuś niż za czymś. Zawsze twierdziłem, że polska demokracja jest demokracją protestu, i Polacy się jednoczą właśnie przeciwko różnym rzeczom, a nie za czymś w oparciu o jakiś pozytywny przekaz. Wynik tych wyborów pokazuje doskonale, że właśnie tak to działa. Tutaj należałoby jeszcze dodać, iż problematyczne dla pana Trzaskowskiego było to, że w przeciwieństwie do Kidawy-Błońskiej jego kampania była dużo krótsza. Nie udało się mu przekonać też Polaków, że będzie kandydatem bezpartyjnym, a przez to część tych wyborców, którzy głosowali wcześniej na przykład na pana Hołownię, po prostu nie poszła do wyborów. Wszystko to doprowadziło do tego, że przez kolejne 5 lat będzie rządził urzędujący prezydent pan Andrzej Duda.

Andrzej Duda uzyskał naprawdę mocny mandat. Trzeba po prostu pogodzić się z tym, że wizja polityki, wartości i program wyborczy, jakie zaprezentował, podobają się ogromnej rzeszy Polaków, zwłaszcza tych gorzej usytuowanych, z mniejszych miejscowości, z gorszym wykształceniem, i należy uszanować ich decyzję.

— Wspomniał Pan kandydata, który zajął trzecie miejsce w pierwszej turze – Szymona Hołownię. Pan Hołownia miał powiedzieć w Radiu Zet, że on nie ma wątpliwości co do tego, że wybory będą kwestionowane. Nie wykluczył nawet, że za miesiąc, dwa miesiące może będą kolejne wybory. Co Pan na to?

— Uważam, że to jest zupełnie nierealne. Absolutnie nie wierzę w ten scenariusz, który należy rozpatrywać tylko i wyłącznie jako deklaracje czysto polityczne, które nie będą miały praktycznych konsekwencji i są zorientowane na to, aby utrzymać swój elektorat, który udało się Koalicji Obywatelskiej w drugiej turze pozyskać. Uważam, że takie wypowiedzi są nawet szkodliwe, nawet, powiedziałbym, one są dość cynicznie kierowane przez niektórych polityków, żeby sobie coś ugrać na tym. Należałoby jednak pogodzić się z wynikiem i szykować się do następnych wyborów lepiej, jeżeli komuś zależy na tym, żeby w końcu wygrać.

Różnica głosów wynosi prawie pół miliona. Więc nie sądzę, żeby jakiekolwiek protesty mogły wpłynąć na ten wynik. Nawet jeżeli te wybory naprawdę zostaną mocno oprotestowane, to też nie sądzę, by sądy zakwestionowały ich legalność.

Trzeba pamiętać, że mimo przegranych wyborów Koalicji Obywatelskiej są one niekwestionowanym zwycięstwem opozycji. Koalicja przekonała 10 mln Polaków, aby oddali głos na jej kandydata. W oczach tak dużej rzeszy ludzi jest to olbrzymim kapitałem na kolejne lata, na kolejne wybory. I, żeby go nie roztrwonić, trzeba utrzymywać ten elektorat w stanie podwyższonej mobilizacji. 

— Wielu ludzi nie brało udziału w głosowaniu. Dlaczego?

— Ja bym tak nie oceniał. Frekwencja była bliska rekordowej, bo 68,12 proc. Jak na polskie warunki to była bardzo duża frekwencja. To jest dobry rezultat. Oczywiście zawsze by się chciało, aby tych wyborców było więcej.

— Wyborcy, czyli większa część społeczeństwa, tak naprawdę podzielili się pół na pół. Czy nie jest to zagrożeniem dla porozumienia narodowego?

— Niestety ostatnie dni kampanii najlepiej pokazują, jak głęboko ten podział przebiega. Uważam, że bardziej odpowiedzialne za pogłębienie tego podziału jest Prawo i Sprawiedliwość. Głównie dlatego, że posiadając wszelkie instrumenty władzy, wykorzystuje je na to, żeby tylko przeciągać szalę zwycięstwa na swoją stronę, a nie po to, żeby stworzyć płaszczyznę porozumienia narodowego. Tego, niestety, nie ma. Mamy upartyjnienie wszystkiego, co się da upartyjnić, a to pokazuje, że opozycja też się radykalizuje i temperatura sporu politycznego rośnie, a wojna polsko-polska staje się coraz bardziej brutalna, przynajmniej na razie w formie werbalnej. Mam nadzieję, że tak zostanie. Na pewno prawie 10 mln wyborców, które zagłosowało na Rafała Trzaskowskiego, jest bardzo niezadowolone z wyniku. I spora część tych ludzi tak łatwo się nie pogodzi z tą porażką, nie przyjmie do wiadomości, że prezydent Andrzej Duda będzie również ich prezydentem. To jest smutna wiadomość dla Polski, że ten spór polityczny buduje jakiś trwały podział między Polakami.

Wybory prezydenckie w Polsce 2020
© Sputnik . Aleksiej Witwickij
To doskonale widać na tych mapkach wyników, gdzie zarysowana jest granica pomiędzy „zaborem rosyjskim” a „austriacko-niemieckim”, czyli „Polską A” i „Polską B”. To się utrzymuje bardzo mocno. I Polska ma całe to szczęście, że mówi jednym językiem, bo gdybyśmy mówili dwoma różnymi językami, tak jak np. Ukraina, to nie wiem, czy nie mogło by to spowodować jakiegoś rozłamu na Wschód i Zachód. Polska szczęśliwie jest w lepszej sytuacji niż Ukraina. I, być może, jeżeli politycy trochę się opamiętają, to się uda trochę ten „topór wojenny” zakopać.

Mam też taką nadzieję osobistą, że prezydent Andrzej Duda w związku z tym, że to jest jego druga i ostatnia kadencja, będzie miał trochę więcej luzu, nie będzie musiał się ubiegać o reelekcję, pozwoli sobie na bardziej umiarkowaną politykę, żeby zapisać się w historii jako dobry prezydent. Liczę na to, że jego druga kadencja będzie dużo lepsza niż pierwsza. Pierwsza, mimo wszystko, pozostawiała wiele do życzenia, szczególnie jeżeli chodziło o to, że nie do końca sprawdził się jako gwarant porządku konstytucyjnego. Raczej stanął po stronie wizji przebudowy państwa polskiego i ignorowania pewnych zasad konstytucyjnych. Mam nadzieję, że w drugiej kadencji będzie to wyglądało dużo lepiej. I myślę, że są pewne szanse na to, ale jak będzie, to zależy już wyłącznie od prezydenta Andrzeja Dudy.

— Czy po wyborach można liczyć na zmiany w polityce zagranicznej? Od czego one mogłyby zależeć?

— Wszystko zależy tak naprawdę od tego, co się stanie po wyborach w Stanach Zjednoczonych. Dużo wskazuje na to, że Donald Trump przegra wybory. I jeśli tak się stanie, to Prawo i Sprawiedliwość znajdzie się w dość kłopotliwej sytuacji, bo do tej pory bardzo popierało politykę Donalda Trumpa. Podejrzewam, że będzie dalej trzymać się koncepcji podtrzymania radykalnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i polityki eurosceptycznej, jeżeli chodzi o Zachód, i antyrosyjskiej, jeżeli chodzi o Wschód. Nie sądzę, żeby się coś zmieniło.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)

Zobacz również:

Niedziela wyborcza i niedziela handlowa
Polska pomaga w Donbasie
Pierwsze sondaże exit poll: polski House of Cards
Tagi:
prezydent, pałac prezydencki, wybory prezydenckie, program wyborczy, wybory, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz