01:23 01 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
5203
Subskrybuj nas na

Po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich nic się nie zmieni. Jakkolwiek, by nie straszyli zwolennicy Rafała Trzaskowskiego przed wyborami, to akurat ta prezydentura, była całkowicie przewidywalna.

Prezydent Duda przed 12 lipca podpisywał wszystkie przedłożone mu przez PiS ustawy, a prezydent Duda po 12 lipca będzie dla odmiany… podpisywał wszystkie przedłożone mu ustawy.

Wiemy, co będzie przez następne 3 lata

Będzie to kontynuacja polityki, która wielu ludziom się nie podoba, ale jednak kontynuacja. W nowej kadencji Andrzej Duda nie będzie mordował gejów i lesbijek, bo i takie „argumenty” słyszałem, o tym co się stanie jak nie oddam głosu na Trzaskowskiego. Tych szantaży było zresztą znacznie więcej.

Teraz, już po wyborach, bez strachu, że ktoś mnie posądzi o jakąś agitację, można zapytać co zmieniłaby prezydentura Trzaskowskiego? Też nic. Tyle właśnie może w Polsce prezydent. Nic nie zmienia to dla przeciętnego człowieka. A przeciętny człowiek chodzi do pracy, ma dzieci, korzysta z publicznej komunikacji, placówek oświaty, służby zdrowia etc. W jego interesie jest pewność tej pracy, dach nad głową czy dostępność i powszechność usług publicznych, tych opłacanych właśnie przez budżet państwa. O ile jednak Trzaskowski jest bardziej liberalny gospodarczo i w tych sprawach blisko mu do Konfederacji, o tyle Duda i jego formacja też nic nie zrobi, by bogatym podwyższyć podatki, by te usługi publiczne było z czego finansować. Stosunki miedzy pracą i kapitałem w przypadku obu wygranych pozostaną takie same.

Zwycięstwo Trzaskowskiego nie byłoby jednak bez znaczenia dla jego macierzystej, powoli obumierającej formacji, Platformy Obywatelskiej, która właśnie przegrała siódme wybory z rzędu. Rafał Trzaskowski w Pałacu Prezydenckim to byłby przyczółek, służący powrotowi do władzy formacji, której ostatnio nic się nie udaje. W nim gromadziłyby się „elity”, wszyscy ci, którzy realnie tracą na rządach PiS; ta „warszawka”, dobrze wykształcona, zarabiająca i pełna pogardy dla zwykłych ludzi, którym się tak jak im nie powiodło. Do tych, którzy w większości stanowią elektorat PiS. A sam prezydent hojnie by wspomagał rożne opozycyjne inicjatywy, ale tylko te związane z Platformą Obywatelską czy tym co po niej powstanie jeśli się rozpadnie. Trzaskowski nadal wierzy w projekt Platformy, o czym mówił już po wyborach na antenie TVN. Mówił o potrzebie przebudowy partii i otwarciu się na nowych ludzi. Co miał na myśli? Dopytywany powiedział, że trzeba „przede wszystkim określić jasno swój program, wydyskutować go". Ale co znalazłoby się w tym programie, który miałby się stać atrakcyjny dla tych „chamów i buraków”, tej „ciemnoty”, tej „patologii z podstawowym wykształceniem”, albo używając słów Kuby Wątłego na antenie „Halo Radio” – tej „biomasy, zamieszkującej zachodnie tereny Azji”, czyli wyborców PiS? Tych, których przecież z taką pogardą on i mający się za elitę jego zwolennicy traktowali podczas kampanii? Otwarcie na nowych ludzi? To chyba na nich, bo na kogo? Jak przekonać tę „biomasę”, by nadal chciała być obornikiem? To są dwa różne światy. Światy, które gdzie indziej mieszkają, pracują, gdzie indziej robią zakupy czy choćby wypoczywają. Te światy spotykają się tylko przy urnie wyborczej, co innego do niej wrzucają i nic o sobie nie wiedzą. Żywią tylko wzajemną niechęć Trudne będzie przekonać tych ludzi, że ich interesy są tożsame z warszawskimi salonami. Raczej już niemożliwe. Tego pogodzić się już nie da. Nie da się już ludzi tak otumanić, by głosowali za pustymi frazesami o wolności, demokracji i równości, na partię elity, która tych równości jest zaprzeczeniem.

Jaka jest przyszłość PiS-u?

Krzysztof Bosak
© Sputnik . Алексей Витвицкий
Po kolejnym zwycięstwie być może Jarosław Kaczyński pójdzie na zasłużoną emeryturę i przekaże władzę któremuś młodszemu ze swego otoczenia, a sam będzie… dalej pociągał za jego sznurki, ale już z Żoliborza, a nie z Nowogrodzkiej? Dawno temu w wywiadzie powiedział, że chciałby zostać zbawcą narodu. Czy w jego przekonaniu już przyszło to zbawienie? Nie sądzę. Dlatego w tę emeryturę nie bardzo wierzę. On ma jeszcze wiele do zrobienia. Ale PiS czekają być może ciężkie czasy, bo jesienią uderzy w nas gwałtownie kryzys gospodarczy wywołany pandemią, który może długo potrwać. Wtedy za 3 lata, gdy będą nowe wybory do Sejmu, PiS ma duże szanse na przegraną, bo za każde niepowodzenie cały czas odpowiada samodzielnie, bo i samodzielnie rządzi. A więc i sam będzie rozliczany. Chwalenie się 500+ już nie wystarczy. Z ewentualnym wybuchem protestów społecznych może sobie nie poradzić. Za trzy lata przegrać może także, już choćby z powodu zmęczenia wyborców tą formacją. To zmęczenie też było jednym z powodów utraty władzy przez Platformę w 2015 roku, gdy na początku poprzedniej kadencji nic jeszcze tego nie zapowiadało. Istnieje również, choć małe, prawdopodobieństwo, że „długopis” prezydentowi się wypisze i w nowej kadencji, która jest jednocześnie ostatnią kadencją Andrzeja Dudy, ten będzie bardziej samodzielny, bo wolny od dbania o poparcie ze strony PiS w kolejnych wyborach, w których udziału już wziąć nie będzie mógł. By to wiedzieć, trzeba znać odpowiedź na pytanie – czy ten człowiek ma w ogóle jakieś poglądy? Czy choćby myśli o tym jak zapisze się w naszej historii? Przez najbliższe trzy  lata polityka PiS będzie kontynuowana. Przejmowane będą kolejne urzędy, jak np. Rzecznika Praw Obywatelskich, którego kadencja się skończy, dokończenie zmian w sądach czy próba przejmowania mediów.

Platforma najlepszym przeciwnikiem dla PiS

Rafał Trzaskowski, czy wcześniej tym bardziej Małgorzata Kidawa-Błońska, był najlepszym przeciwnikiem dla urzędującego prezydenta. Bo gdyby naprawdę opozycji chodziło o odsunięcie Dudy od władzy za wszelką cenę, Platforma nie wystawiłaby żadnego kandydata, a poparła np. Krzysztofa Hołownię. Gdyby to on znalazł się z Dudą w drugiej turze wyborów, miałby większe szanse uzyskać głosy wyborców, którzy w pierwszej turze oddali je na innych kandydatów. Powód? Nie ma on tak negatywnego, szczerze nienawidzącego go elektoratu jak będzie miał każdy kandydat PO. Górę wziął jednak partyjny partykularyzm i ambicje ich polityków Platformy. Spowodowało to, że wyborcy, którzy dopiero w drugiej turze stanęli przed dylematem – Duda czy Trzaskowski – musieli sami siebie zapytać czy bardziej nie lubią tego czy drugiego? Część z nich, niechętna Dudzie, nie była w stanie się tak nagiąć, by zagłosować na kandydata, dla nich równie odrażającego i pozostała w domu.

Z kandydatem Platformy Duda po prostu nie mógł przegrać. 10 maja w wyborach, które były ale się nie obyły, kandydatką PO była jeszcze Małgorzata Kidawa-Błońska. Gdyby tych wyborów nie było, ale się odbyły, czy jakoś tak, nie miałaby ona najmniejszych szans, by rywalizować z Dudą w drugiej turze wyborów. Majowe sondaże dawały jej raptem kilka procent poparcia. Do drugiej tury przeszedłby Hołownia. I może tego się właśnie prezes Polski obawiał? Dał więc szansę Platformie na podmianę konia i wybory kazał przesunąć. Bo każdy koń z tej stajni był najlepszym przeciwnikiem dla Dudy w prawdopodobnej od początku drugiej turze prezydenckich wyścigów.

Prezes, niczym Pawlak w „Samych swoich”, zapytany dlaczego osiedla się w domu na ziemiach odzyskanych w sąsiedztwie znienawidzonego Kargula, odpowiedział : a po co mam szukać sobie nowego wroga? Andrzej Duda nie tylko mógłby z innym przeciwnikiem przegrać, ale po przegranej z kretesem Kidawy-Błońskiej mogłoby dojść do szybkiej dekompozycji, a następnie rozpadu Platformy Obywatelskiej, którą niewątpliwie zastąpiłby jakiś nowy „wróg”. A po co prezesowi nowy wróg, skoro ten jest dobry, a będąc największą siłą opozycji, jest równocześnie niewybieralny? Platformie i tak grozi rozpad, bo Trzaskowski też przecież mimo wszystko przegrał. Dłużej tej partii w formie antyPiSu, chyba się już ciągnąć nie da. Ten rozpad może teraz trochę dłużej potrwać, ale prezes Polski już coś tam wymyśli, rzuci im jakieś koło ratunkowe, żeby na następne wybory Platforma pozostała największa „siłą” opozycji. A pomyśleć, że jeszcze w 2011 roku, najlepszym przeciwnikiem dla PO był PiS. Wiele zależy od samego Trzaskowskiego, czy ten będzie się starał, swój mimo wszystko osobiście dobry wynik, zdyskontować w ramach Platformy, czy może w porę pomyśli o własnym projekcie? Nie wiadomo też jak swój sukces zagospodaruje Hołownia. Jeśli stworzy w oparciu o niego jakiś byt polityczny, który zagości na naszej scenie, też będzie kolejnym zagrożeniem dla przyszłości partii Trzaskowskiego, bo to właśnie do niego mogą zacząć przepływać pasażerowie tonącej Platformy.

Kto skorzysta na upadku Platformy?

Na upadku Platformy może skorzystać Konfederacja, zwłaszcza jeśli dojdzie do zaostrzenia społeczno-gospodarczego kryzysu i wzrostu bezrobocia, bo wtedy populistyczne, nacjonalistyczne hasła mają coraz większe wzięcie. Ale może też skorzystać lewica i to niekoniecznie ta, która w ubiegłym roku do Sejmu powróciła. Klęska jej kandydata, Roberta Biedronia, który osiągnął jedynie 2% poparcia, przemawia raczej za tym, że ta lewica rywalem dla Konfederacji być nie może. A na pewno do czasu, gdy nie zrozumie na czym polega sukces PiS i że to właśnie wśród jego wyborców są jej potencjalni zwolennicy, a nie na warszawskich salonach. Tylko dla tych wyborców trzeba coś mieć. SLD i jego satelity takiej oferty nie ma i nie dociera do nich, że małżeństwa czy adopcja dzieci przez pary homoseksualne, jest ostatnim czego ten elektorat oczekuje i potrzebuje. Wśród nich także i te pary jednopłciowe. Skończy się to najpewniej tym, że za trzy lata ta lewica znów znajdzie się poza Sejmem. Więc jeśli ktoś chce budować prawdziwą lewicę socjalną, patriotyczną i propracowniczą, to teraz jest na to najlepszy czas. Czas, którego nie wolno zmarnować jak lata 2011-2014, gdy jakiejkolwiek lewicy w Sejmie nie było, ale i niewiele się poza nim pojawiło. Bo jeśli Polska nie sczerwienieje choć trochę, to na pewno po następnych wyborach zbrunatnieje, gdy ludzie alternatywy nie znajdą. Bywało już tak w historii, a jej powtórki bardzo byśmy chyba nie chcieli.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Merkel pogratulowała Dudzie wygranej w wyborach
Duda jedzie do Watykanu
Duda „rozgryzł prowokację” Rosjan? Za dobrze wymówili słowo „żubrówka”
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz