04:18 29 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
18223
Subskrybuj nas na

„Ponieważ nie można ubiegać się o prezydenturę po raz trzeci, jest nadzieja, że Andrzej Duda zacznie grać na dwie strony i zacznie popierać opozycję. Szczerze mówiąc, jeżeli w PO mieli takie nadzieje, to trzeba było przyjść na jego zaprzysiężenie. Popełnili tu błąd, strzelili do własnej bramki” – uważa Piotr Ikonowicz.

Andrzej Duda dzisiaj złożył przezd Zgromadzeniem Narodowym przysięgę, rozpoczynając tym samym drugą kadencję prezydencką. Podczas uroczystości w Sejmie z powodu epidemii koronawirusa obowiązywały specjalne środki bezpieczeństwa. Po złożeniu przysięgi prezydent wygłosił orędzie.

Politycy, zarówno opozycji, jak i koalicji, aktywnie komentują to wydarzenie.

Znany polski polityk i działacz społeczny, poseł na Sejm II i III kadencji (1993–2001), kandydat na urząd prezydenta RP w wyborach w 2000 roku Piotr Ikonowicz odpowiada na pytania komentatora Agencji Sputnik Leonida Swiridowa.

Piotr Ikonowicz
© Zdjęcie : J. Augustyniak
Piotr Ikonowicz

— Pan oglądał dzisiaj inaugurację prezydenta Andrzeja Dudy?

— Nie.

— Dlaczego?

— Bo takie ceremonie są zwykle nudne.

— Jednak mam nadzieję, że Pan czytał w gazetach, że na inaugurację zgłosił się tylko pan prezydent Kwaśniewski, a wszyscy inni powiedzieli, że nie przyjdą na ceremonię zaprzysiężenia Andrzeja Dudy. Dlaczego tak się stało, jak Pan uważa?

— To jest wynik generowania przez obie główne strony konfliktu politycznego, takiego sporu, który jest sporem fałszywym. Sporu między Polską A i Polską B: Polską wykształconą i Polską z wykształceniem zawodowym, Polską wielkich miast a Polską małych miasteczek i wsi.

To jest konflikt sztuczny, który jednak służy  dwóm głównym partiom – PiS i PO – do zwierania szeregów, budowania bardzo niepotrzebnego napięcia, a nawet nienawiści między ludźmi. I ta nienawiść nie ma swoich korzeni w jakichś obiektywnych interesach, tylko w emocjach, które są starannie reżyserowane przez polityków.

Nie mam jakiegoś przesadnego szacunku dla instytucji prezydenta. Prezydent w Polsce nie odgrywa zasadniczej roli w systemie konstytucyjnym, ale mam wielki szacunek dla tych wszystkich ludzi, którzy wzięli udział w wyborach. Trzeba ich wybór uszanować.

Ludzie, którzy nie pojawili się na zaprzysiężeniu prezydenta Andrzeja Dudy, okazali pogardę prawie ponad połowie tych głosujących, czyli dużej części współobywateli, co niedobrze rokuje dla demokracji, dla Polski.

— Jak Pan ocenia w ogóle sytuację przedwyborczą, wyborczą, zmianę terminu wyborów, sytuację z koronawirusem, przełożenia wyborów prezydenckich?

Były powody, żeby przełożyć. Wiadomo, że konstytucja, przepisy nie są w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji. No, i nie było też przepisu, który przewidywał taką epidemię. Więc, władza musiała reagować, mniej lub bardziej zręcznie.

Wiadomo było, że w warunkach, kiedy zamarło życie polityczne i społeczne, bo wszyscy zostali w domach, właściwie jedynym aktorem na scenie pozostawał prezydent Duda. I on wtedy miał jak by w kieszeni wygraną wyborczą, gdyby to się odbyło właśnie w warunkach zamrożenia stosunków politycznych i społecznych. Tak, jak proponował PiS, żeby to zrobić szybko i korespondencyjnie. Takim wyborom wiele można by było zarzucić. Troszkę byłyby one w stylu łukaszenkowskim, że jest jeden aktor i ten aktor ciągle występuje, no to ludzie nie wiedzą zbyt wiele o kontrkandydatach i głosują na tego, którego najczęściej widzą w telewizji.

Na szczęście, ten impas został przełamany, wszystkie siły polityczne się porozumiały co do nowego terminu. I nawet głosy, które się od czasu do czasu podnoszą co do wierzytelności tych wyborów, to są głosy niezbyt głośne, niezbyt energiczne.

Jednak Polska – i już myśmy się przyzwyczaili, – jest krajem, w którym różne dziwne rzeczy się dzieją, ale większość uważa, że wybory w Polsce są uczciwe. I ten wynik jest uczciwy, on jest wynikiem takiego, a nie innego podziału opinii publicznej.

— Pamiętam, że w Pan w 2000 roku też był kandydatem na prezydenta. Ja w roku 2000 pracowałem w rosyjskiej telewizji publicznej i byłem korespondentem w Warszawie. I akurat pamiętam tę sytuację przedwyborczą, wyborczą, dzień głosowania, wyniki. Dzisiaj mamy 2020 rok, w ciągu tych 20 lat, jak zmieniła się Polska i jak zmieniła się polska polityka?

Pałac prezydencki w Warszawie
© Sputnik . Władimir Pesnya
— Ja myślę, że Polska się zmienia w rytmie takich podziałów, według których społeczeństwo jest dzielone. W czasach, kiedy ja kandydowałem w 2000 roku, polskie społeczeństwo było podzielone według historycznej osi: Solidarność i komuna. Ponieważ stałem po środku, starałem się być obiektywny, przyznawałem wielkie zalety i zasługi Solidarności, ale uważałem też, że Polska Ludowa też wiele wniosła. Takie obiektywne stanowisko w momencie, kiedy toczyła się „święta wojna” między Solidarnością i komuną, musiała się skończyć sromotną klęską, i taką też poniosłem w tych wyborach, bo nie stanąłem po żadnej stronie tego konfliktu.

Zresztą, był to konflikt również wtedy sterowany przez elity, które przy okazji prywatyzowały gospodarkę. Przez te 20 lat, oczywiście, my mamy taki dziki kapitalizm, jaki mamy: ludzie, którzy są zadłużeni, zapracowani, z niskimi emeryturami, wstydzą się tego, że są krzywdzeni, a ci, którzy ich krzywdzą, chodzą dumni i bladzi. Ten system został zbudowany na wstydzie biednych i pokrzywdzonych i dumie tych, którzy żyją z tej krzywdy.

Niewątpliwie, przez ostatnich kilka lat doszło do swoistego przełomu, który polega na tym, że mamy już nie jeden komunikat, a dwa komunikaty. Bardzo długo w mediach w Polsce, i publicznych, i prywatnych, jedyne, co słyszeliśmy, to było coś, co się da określić „jedynie słuszną linią Leszka Balcerowicza”. Wszyscy uważali, zgodnie z Balcerowiczem, że ludzie powinni pracować jak najciężej, za jak najmniej pieniędzy, bo to jest dobre dla gospodarki. Również uważano, że podatki są złe i że pobieranie podatków od obywateli to jest właściwie rodzaj grabieży, i że nie może być transferu socjalnego, bo jesteśmy za biedni, żeby dzielić to, co już mamy, w sposób bardziej sprawiedliwy.

A PiS udowodnił, że lewica – ta prawdziwa lewica – miała rację, i zaczął się dość pokaźny transfer socjalny; okazało się, że pieniądze były i wciąż są na to, żeby pewne środki kierować jako transfer socjalny, do ludzi, tego potrzebujących. Stosunek do podatków też się zmienił na lepsze. Ludzie, widząc, że za te podatki jednak coś jest świadczone, zaczynają popierać płacenie podatków.

Tutaj wiele rzeczy się zmieniło, ale przede wszystkim zmieniło się to, że mamy dzisiaj dwa komunikaty. Z jednej strony, mamy linię Balcerowicza, linię neoliberalną, która jest w mediach prywatnych, a z drugiej strony, mamy linię rządową, która jest taką, z grubsza ciosaną, prymitywną propagandą, ale jednak propaństwową, propodatkową, i, w jakiejś mierze, prosocjalną. Przy okazji, ksenofobiczną, homofobiczną, nacjonalistyczną, to też taka mieszanka. Proszę zauważyć, że kiedyś mieliśmy tylko jeden komunikat, a teraz przynajmniej mamy dwa. Więc rodzaj pluralizmu się pojawił.    

— Ostatnie pytanie: Jak Pan ocenia pierwszą prezydenturę pana Andrzeja Dudy i jakie są oczekiwania od tej drugiej kadencji, która się rozpoczyna?

— Pierwsza prezydentura była prezydenturą słabo zauważalną. To znaczy, że był prezydent, wszyscy wiedzieli, kto jest prezydentem, ale na czym polega jego rola, to mało kto wiedział, bo jego rolą było jak by się zgadzanie z obozem władzy. On właściwie nie podejmował jakiejś polemiki, nie miał własnych szczególnie dużo pomysłów. Tak naprawdę wszystko było oparte o to, że on chciał być znowu prezydentem RP, w związku z czym musiał być grzeczny i słuchać się Kaczyńskiego i się słuchał.

Teraz wszyscy mają nadzieję - ponieważ nie można ubiegać się o prezydenturę po raz trzeci, że Andrzej Duda zacznie grać na dwie strony, że zacznie popierać opozycję. Szczerze mówiąc, jeżeli w PO mieli takie nadzieje, to trzeba było przyjść na jego zaprzysiężenie. Popełnili tu zwyczajny błąd, strzelili do własnej bramki. Bo na pewno, jeżeli chcieli wymyślić coś, żeby się na nich obraził i nie chciał z nimi współpracować, to właśnie to zrobili. To po pierwsze.

A po drugie, wszyscy mają nadzieję, żeby prezydent Duda miał własne pomysły, musiał by mieć jakieś poglądy polityczne. W moim przekonaniu, nie ma żadnych. On jest pustą formą. Jest dużo takich ludzi, jak Andrzej Duda, jak Emmanuel Macron. Czyli są po prostu takimi kukiełkami: gdyby ich rozkroić, to wypadnie sprężyna i baterie. On nie ma własnych koncepcji. Żeby się zbuntować, trzeba mieć w imię czego.

Może, od czasu do czasu coś zawetuje, żeby pokazać, że jest prezydentem, ale to się nie ułoży w jakąś opcję polityczną, bo on tak naprawdę miałby szanse na cokolwiek, gdyby chciał czegokolwiek. To znaczy, gdyby chciał stać się podmiotem jakiegoś nowego ruchu politycznego, albo gdyby chciał powalczyć o przywództwo w zjednoczonej prawicy czy w PiS-ie.

Moim zdaniem, on jest na to za słaby. I on nawet sobie takiego zadania nie postawi. Czyli skończy jak Kwaśniewski na drugiej kadencji i emeryturze politycznej. Tak mi się wydaje.

— Bardzo dziękuję za komentarz.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kształtowanie opinii publicznej: Piskorski, Duda, Trzaskowski
PiS „majstruje” przy mapie Polski? Grodzki: Nieracjonalne, Trzaskowski: Polityka
MSZ Rosji: Działania Polski wobec Swiridowa to brudna historia
Czarzasty o rządzie PiS: Jesteście za tym, żeby kobieta dostawała w łeb
Rosyjski doktorat polskiego „pożytecznego idioty”
Duda z zadowoleniem o dowództwie wojsk USA w Polsce: Efekt spotkań w Białym Domu
Tagi:
Emmanuel Macron, Jarosław Kaczyński, Aleksander Kwaśniewski, Prawo i Sprawiedliwość, Platforma Obywatelska, polityka, Polska, kadencja, zaprzysiężenie, prezydent, Andrzej Duda, wybory prezydenckie, wybory lokalne, wybory
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz