12:46 30 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor ,
32179
Subskrybuj nas na

Wybory prezydenckie na Białorusi odbędą się 9 sierpnia, ale opinia publiczna nie jest zainteresowana kandydatami. Zajmuje się raczej filmami fabularnymi. Według sondażu ze strony tut.by 61% głosowało na film „Trzy kobiety” Roberta Altmana. A „Samotny człowiek” Toma Forda zdobył tylko 3%.

Ponieważ tylko kilka organizacji może przeprowadzać sondaże opinii politycznej w tym kraju, a tut.by do nich nie należy, jasne jest, że taka zawoalowana ankieta zebrała na portalu nie kinomanów, ale wyborców.

​Według autorów sondażu „Samotnym człowiekiem” jest obecny prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, ubiegający się obecnie o szóstą kadencję. „Trzy kobiety” to żony i powierniczki kandydatów, których Mińsk z jakiś powodów nie dopuścił do udziału w wyborach: żona byłego szefa Parku Zaawansowanych Technologii Walerija Cepkało – Wiktoria, sojuszniczka byłego szefa Belgazprombank Wiktora Babariko – Maria Kolesnikowa i wreszcie, żona blogera Siergieja Cichanouskiego – Swietłana, wokół której zjednoczyły się siły opozycji.

Tłumaczka i gospodyni domowa Cichanouska, która nie miała (i nie ma) ambicji politycznych, stała się Antyłukaszenką – ucieleśnieniem nastrojów protestacyjnych, dziesiątki tysięcy Białorusinów uczestniczyło w wiecach z jej udziałem. Alaksandr Łukaszenka open air preferował spotkania z ograniczonym gronem uczestników, głównie z funkcjonariuszami bezpieczeństwa i parlamentarzystami.

Ponieważ inni kandydaci do fotela prezydenckiego są czysto formalni, jedyną intrygą zbliżających się wyborów jest to, czy obecny szef państwa, który piastuje ten urząd od 1994 r., utrzyma się przy władzy, a może Białoruś po raz pierwszy pójdzie inną drogą.

Nie ma ucieczki przed Rosją

Rosyjski politolog Andriej Suzdalcew w artykule na łamach „Forbes” wskazuje na to, że według stanu na 1 stycznia 2020 roku łączna suma rosyjskich dotacji, preferencji, koncesji i umorzeń na rzecz Mińska w ciągu ostatnich dwudziestu lat wyniosła 133 mld dolarów.

I choć Łukaszenka skarżył się, że Białoruś straciła w ciągu pięciu lat około 9,5 mld dolarów z powodu drogich pożyczek i wojen handlowych z Rosją, trudno zaprzeczyć, że to Moskwa była i pozostaje głównym sojusznikiem gospodarczym i politycznym Mińska, w ujęciu Suzdalcewa – „naturalnym sponsorem”.

Białoruski przywódca zawsze podkreślał rolę Moskwy. Co prawda, jak ktoś dowcipnie zauważył w Internecie, częstotliwość zmiany tonu wypowiedzi Łukaszenki o Moskwie można mierzyć w hercach. W swoim ostatnim wystąpieniu prezydent powiedział, że Rosja zamieniła braterskie stosunki z Mińskiem na partnerstwo i rutynowo zarzucał Moskwie próby „rozkołysania” sytuacji na Białorusi (w tym samym czasie, gdy ten tekst był przygotowywany do publikacji, ukazał się wywiad Łukaszenki dla ukraińskiego dziennikarza Dmitrija Gordona, w którym nazwał on Putina swoim „starszym bratem” – red.)

Skandaliczna i niejasna sytuacja z „najemnikami”, którzy albo znaleźli się na Białorusi w drodze do Afryki, albo przygotowywali się w niewielkiej liczbie i bez broni do zdestabilizowania sytuacji w ojczyźnie Łukaszenki, w której nie brakuje wojskowych i służb specjalnych, tylko dolała oliwy do ognia i wywołała konsternację, m.in. w zachodniej prasie. Krytycy uważają, że to tylko kolejny spektakl na dużą skalę, pisał „Der Spiegel”. Jednak, oczywiście, znalazło się też wielu, którzy twierdzili, że to putinowskie „zielone ludziki” przybyły, aby uczynić z Białorusi część Rosji.

(…) Dziś rosyjsko-białoruskie stosunki – powiem więcej – państwo związkowe, integracja - stały się błahą kartą przetargową podczas kampanii wyborczej

– powiedział niedawno Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

W rozmowie ze Sputnikiem szef biura analitycznego projektu Sonar-2050 Iwan Lizan, komentując retorykę Łukaszenki, podkreśla, że Białoruś nie ma na kogo się przeorientować. Jego zdaniem zwycięstwo obecnej głowy państwa doprowadzi do nałożenia sankcji ze strony UE i Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie nie należy liczyć na Chiny, o których często wspomina prezydent, najwyraźniej jako alternatywie dla Rosji. Państwo Środka, zdaniem Lizana, jest zainteresowane wyłącznie Białorusią jako platformą dostępu do rosyjskiego rynku i dawcą perspektywicznych technologii, np. związanych z produkcją wywrotek.

„Co więcej, nikt nie może zastąpić Białorusi Rosji jako rynku zbytu towarów. W zeszłym roku Białoruś dostarczyła do Rosji samych serów za 1 mld dolarów, a żywności za ponad 4 mld dolarów. Dla porównania: w 2019 roku Republika Białorusi eksportowała do Chin żywność za około 153 mln dolarów” – mówi ekspert.

Nie jest ważny Krym, a palące problemy

Rywalka Łukaszenki, Swietłana Cichanouska, powiedziała w wywiadzie dla rosyjskiego portalu „Meduza”, że opowiada się za zachowaniem dobrosąsiedzkich stosunków z Moskwą, ale nie za uzależnieniem od niej czy umową sojuszniczą z Rosją. Pytana o przynależność Krymu kandydatka powiedziała, że ta kwestia dzieli społeczeństwo, a ona nie jest politykiem, ale osobą, która za główny cel uważa zjednoczenie wszystkich sił w celu rozwiązania głównego zadania – zmiany rządu i przeprowadzenia uczciwych wyborów, w których mogliby uczestniczyć ci, których władza tym razem nie dopuściła do udziału.

Andriej Skriba, pracownik naukowy Centrum Kompleksowych Studiów Europejskich i Międzynarodowych przy Narodowym Uniwersytecie Badawczym „Wyższa Szkoła Ekonomiczna”, w rozmowie ze Sputnikiem powiedział, że Cichanouska z trudem wyjaśni, na czym polega sedno umowy związkowej, ale ta kwestia jest dla niej drugorzędna.

Jest nową postacią w polityce. Raczej podobał mi się sposób, w jaki mówiła o Krymie. Myślę, że ta odpowiedź była dużo bardziej zgodna z jej własną opinią w tym sensie, że nie ma ona jasnego stanowiska (co do tego, kto jest punktem odniesienia w polityce zagranicznej Białorusi – red.) – Rosja czy Zachód. Dla niej najważniejsze jest coś innego: „Mam męża w więzieniu, zabrałam swoje dzieci w bezpieczne miejsce za granicę, próbuję rozwiązać palące problemy, a wy pchacie się z tym, czego jeszcze nie rozumiem

– wyjaśnia ekspert swoją wizję logiki kandydatki.

Iwan Lizan jest skłonny traktować kandydaturę Cichanouskiej jako fenomen będący wynikiem działań białoruskich władz, które walczyły z głównymi kandydatami. Zdaniem eksperta Cichanouska, jako osoba bez wiedzy politycznej i ekonomicznej, została zakładnikiem białoruskich nacjonalistów i „oczywistych szaleńców, z których jeden niedawno wychwalał Hitlera”.

Mowa o niedawnym skandalu z już byłym powiernikiem Cichanouskiej, Nikołajem Solanikiem, który w jednym ze swoich przemówień podał Hitlera jako przykład silnego przywódcy narodu, co jednak protestującym bardzo się nie spodobało.

„Elektorat Cichanouskiej jest wyraźnie nacjonalistyczny i prozachodni. Prorosyjscy wyborcy byli do niedawna zwolennikami Łukaszenki” – twierdzi Iwan Lizan, szef biura analitycznego projektu Sonar-2050.

Jednocześnie ekspert jest raczej pesymistą. Uważa, że zwycięstwo Cichanouskiej potencjalnie doprowadziłoby do zerwania więzi z Rosją, jednak zwycięstwo Łukaszenki, jeśli ten nie zmieni swojej polityki, będzie oznaczało stopniowe zerwanie współpracy z Moskwą.

Potrzebna jest reforma konstytucji, ale kto może się tego podjąć?

Alaksandr Łukaszenka w swojej kampanii wyborczej podkreśla stopniowy, a nie spontaniczny charakter zmian i nieustannie podkreśla, że opozycja chce wykorzystać technologie „Majdanu”. Na krótko przed wyborami przywódca kraju opublikował program, w którym mowa jest o potrzebie reformy konstytucyjnej. Eksperci uważają, że ma on na celu ograniczenie „ręcznego zarządzania” państwem poprzez zwiększenie roli parlamentu i samorządów.

Andriej Skriba twierdzi, że program związany ze zmianami był pożądany od bardzo dawna.

Głównym zarzutem wobec Łukaszenki jest to, że dużo mówi o tych zmianach, ale nie są one szczególnie widoczne. Społeczeństwo jest teraz podzielone. Jedna połowa uważa, że tylko on może dokonać tych zmian, a druga część populacji twierdzi, że każdy, tylko nie on. Ponieważ Łukaszenka od dawna stara się przeprowadzić te zmiany – od około 15 lat, to mu się nie udaje i nie ma powodu, by wierzyć, że uda mu się to w ciągu najbliższych 5 lat

– mówi Skriba.

Z kolei Iwan Lizan sugeruje, że format zmian będzie silnie zależał od czynnika polityki zagranicznej i od tego, czy Republika Białorusi podąży ścieżką pogłębiania integracji z Rosją, czy, jak mówi, adaptuje ideologię dżucze Korei Północnej, „opierając się na własnych siłach, których zresztą nie ma".

„Agenda konstytucyjna w mediach w ostatnich latach była uśpiona, ale od czasu do czasu o nieuchronności zmian w tekście ustawy zasadniczej dyskutowali eksperci. Ale w pełnej krasie problem ten pojawił się po wypowiedzi (Wiktora) Babariko o konieczności cofnięcia konstytucji Republiki Białorusi do wersji z 1994 roku (co przede wszystkim zakładało ograniczenie kadencji prezydenta i zmniejszenie jego uprawnień – red.). Następnie kandydat nr 1, Aleksandr Łukaszenka, próbował przechwycić program. Ale czy mu się udało, nie jest jasne. Potrzebujemy danych z sondaży opinii publicznej, a ich nie ma” – mówi Lizan.

Polonizacja czy bałtyzacja?

W trakcie kampanii wyborczej Łukaszenka powiedział, że Białoruś powinna „wziąć dobry przykład z czasów radzieckich”, a także skorzystać z doświadczeń Chin, które mają dobre plany i „betową dyscyplinę”.

Pracownik naukowy Centrum Kompleksowych Studiów Europejskich i Międzynarodowych przy Narodowym Uniwersytecie Badawczym „Wyższa Szkoła Ekonomiczna” Andriej Skriba uważa, że rozumowanie prezydenta dotyczące Chin jest raczej abstrakcyjne.

Chiny to nie tylko dyscyplina pracy, to także inny system polityczny. Białoruś jest państwem znacznie bardziej scentralizowanym niż Chiny. Wyobrażenie sobie, że prezydent Łukaszenka zdecyduje się na decentralizację – wówczas w ogóle zmieni się cały system polityczny

– podkreśla rozmówca Sputnika.

Iwan Lizan uważa za niewłaściwe przeprowadzanie analogii z okresem radzieckim.

„Białoruś jest niebywale daleko od ZSRR: ma mały rynek krajowy, w przeciwieństwie do Związku Radzieckiego. A jaka może być gospodarka planowa, jeśli kluczowy rynek zbytu – Rosja – wyraźnie żyje w ramach paradygmatu rynkowego?” – zastanawia się Lizan.

Zarówno Wiktor Babariko, jak i Walerij Cepkało krytykowali istniejący model gospodarczy Białorusi, zanim zostali odsunięci od wyborów. Teraz, po tym, jak jednym z głównych kandydatów opozycji została Cichanouska, która nie ma jasnego programu gospodarczego, społeczność ekspertów snuje różne przypuszczenia, jakby mógł on wyglądać. Strateg inwestycyjny firmy zarządzającej Arikapital Siergiej Suwerow w rozmowie z rosyjskim portalem gazeta.ru zasugerował, że jeśli wygra rywalka Łukaszenki, kraj najprawdopodobniej wybierze ścieżkę „polskiego modelu gospodarki zorientowanej społecznie, ale gospodarki rynkowej, bo wielu Białorusinów pozytywnie postrzega właśnie polskie doświadczenia jako najbardziej udane pod kątem reform”.

Lizan przypomina o kluczowej roli unijnych dotacji w polskim modelu gospodarczym i pyta, kto będzie subsydiował Białoruś.

„Nie ma chętnych. Pozycja Rosji od dwóch lat nie zmienia się: nie ma pieniędzy bez prawdziwej integracji. Dlatego Białoruś czeka raczej bałtyzacja niż polska droga” – mówi ekspert i tłumaczy, że bałtyzacja oznacza głównie deindustrializację i masową migrację zarobkową ludności.

Skriba przypomina, że znana jest opinia białoruskich ekspertów spośród przedstawicieli sektora prywatnego gospodarki mówiąca o tym, że konieczna jest zmiana struktury gospodarczej i warunków pracy w kraju.

„Czy Białoruś pójdzie za polskim modelem? Myślę, że polski model, jak każdy model z lat 90., jest wyjątkowy. Teraz warunki są inne. Tak, mogą coś zaczerpnąć z Polski, ale coś innego pominąć. W każdym razie będzie to swego rodzaju specjalny model” – ocenia ekspert i dodaje, że rozmowa o zwycięstwie Cichanouskiej dla niego wciąż „pozostaje w kręgu fantastyki”.

Piękni demonstranci i milcząca większość

© AP Photo / Belarusian KGB, State TV and Radio Company of Belarus
Media społecznościowe i opozycyjne grają na kontraście. Z jednej strony pokazywane są kolorowe mitingi, na których wielotysięczne tłumy zwolenników Cichanouskiej włączają latarki telefonów komórkowych. Z drugiej strony pokazane są umiejętnie dobrane zrzuty ekranu przedstawiające raczej szare twarze słuchające prezydenta Łukaszenki. Ale prawda, jak zawsze, znajduje się gdzieś po środku.

„Alaksandr Łukaszenka ma ponad 70%, które «wyrysowali» mu dziennikarze, jest to tak samo dalekie od prawdy, jak 3%, które jego przeciwnicy zamienili w markę” – ocenia Lizan.

Jednocześnie rozmówcy Sputnika zwracają uwagę, że kontrola nad procesem wyborczym na Białorusi jest wbudowana w system polityczny kraju.

„Osoby, które liczą (głosy), pracują w lokalach wyborczych, wspierają obecny rząd” – mówi Andriej Skriba.

Wszyscy opozycyjni kandydaci mają mniej niż 1% przedstawicieli w komisjach wyborczych

– dodaje Iwan Lizan.

Skriba uważa, że Swietłana Cichanouska rzeczywiście zdołała zgromadzić wokół siebie bardzo znaczną grupę ludności, ale na Białorusi jest „ogromna milcząca większość, która pracuje głównie w przedsiębiorstwach państwowych”.

„Z jednej strony trudno przewidzieć, jak się zachowa, a z drugiej – we wszystkich poprzednich kampaniach wyborczych była lojalna wobec władz. Oczywiście stopień zmęczenia (Łukaszenką) wśród ludzi jest wysoki, ale nie na tyle, żeby głosowali na kogoś innego. Cichanouska może pokazać, że rząd nie ma takiego żelaznego wsparcia. Ale nie wierzę, że to doprowadzi do zwycięstwa. Zaryzykowałbym nawet sugestię, że nie doprowadzi to do drugiej tury” – zaznacza.

Iwan Lizan również nie wierzy w zwycięstwo Cichanouskiej. Mówi, że jest mało prawdopodobne, aby była w stanie „bronić swojego hipotetycznego zwycięstwa w sądach, nawet z bardzo silną chęcią i superprofesjonalnymi prawnikami”:

Sama postawa kandydata nr 1, nie mówiąc już o jego retoryce, jasno wskazuje, że Cichanouska na pewno nie będzie kolejną głową państwa – nie zamierza tego robić.
Łukaszenka zszedł ze sceny

Wystąpienia programowe Cichanouskiej i Łukaszenki odbyły się z różnicą około dwóch tygodni. Najpierw, 21 lipca, na głównym białoruskim kanale wyemitowano przemówienie Swietłany, która mówiła o protestach, niskim ratingu prezydenta i bogaceniu się elit oraz oszukańczym liczeniu głosów. „Wiem, jak daleko mogą posunąć się władze, próbując zachować swoje krzesło” – powiedziała.

4 sierpnia głowa państwa tradycyjnie zwróciła się do obywateli i parlamentu, apelując, aby odróżniać „prawdziwą politykę” od „marionetek”. Wspomniał o fabrykach, że tacy kandydaci schodzą z linii montażowej i podkreślił, iż władze widzą, kto za nimi stoi.

„Nie oddamy wam kraju. (...). Jest ukochany! A ukochanej się nie oddaje!” – powiedział Łukaszenka i zszedł z trybuny. Zgromadzeni w Pałacu Republiki przez kilka minut bili brawo pustej trybunie. Prezydenta już na niej nie było.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Białoruś „gwarantem bezpieczeństwa” w Europie?
Polska i Litwa mają na oku wybory na Białorusi. Kraj dołączy do Trójkąta Lubelskiego?
Polskie MSZ: Z zaniepokojeniem obserwujemy rozwój wydarzeń na Białorusi
Tagi:
reforma konstytucyjna, Chiny, Rosja, opozycja, wybory prezydenckie, Alaksandr Łukaszenka, Białoruś
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz