01:51 02 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (25)
14403
Subskrybuj nas na

„Pewne dogmaty dotyczące polityki zagranicznej, jak nienaruszalny sojusz z USA, czy kwestia sceptycyzmu wobec Chin, konfrontacyjna polityka wobec Rosji, mesjanizm w polityce wschodniej – to wszystko w zasadzie minister Czaputowicz sam nie wymyślił. On to odziedziczył wraz ze stanowiskiem”, – uważa politolog Janusz Niedźwiecki.

Jego zdaniem, w Polsce od wielu lat toczy się dyskusja, czy Warszawa w ogóle posiada politykę wschodnią. Politykę, rozumianą przede wszystkim, jako działania na rzecz interesu narodowego i korzyści, a nie na realizację emocjonalnych haseł. Czy jest choćby minimalna szansa na poprawę relacji na linii Warszawa-Moskwa? Czy ewentualna zmiana na stanowisku ministra spraw zagranicznych Polski przyniesie cokolwiek?

Komentator Agencji Sputnik Polska Leonid Swiridow rozmawia na ten temat z polskim publicystą Januszem Niedźwieckim, prezesem Stowarzyszenia Europejska rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka.

— Po wyborach prezydenckich w Polsce wszyscy są w oczekiwaniu na zmianę rządu. Wiadomo, że premier Morawiecki pozostaje na stanowisku, ale będą zmiany w rządzie, zarówno strukturalne, jak też personalne. Będzie mniej ministerstw, i, odpowiednio, mniej ministrów. Rzecz jasna, będzie też jakaś personalna zmiana ministrów. Interesuje mnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, bo ma w swojej gestii stosunki dwustronne: polsko-rosyjskie, polsko-białoruskie, polsko-ukraińskie. Jak Pan uważa, jeżeli będzie zmiana szefa MSZ, kto by mógł objąć to stanowisko?

— Niestety, zmartwię Pana redaktora: nie jestem w stanie spekulować na temat konkretnych nazwisk. Ponieważ praktyka pokazuje, iż zwłaszcza w tym rządzie jest to szczególnie niewdzięczne. Ministrowie bardzo szybko się zużywają. I w związku z tym dość szybko następuje ich rotacja.

Przede wszystkim z tego względu, iż rząd Jarosława Kaczyńskiego, ale formalnie rząd premiera Morawieckiego, jest bardzo zręczny, jeżeli chodzi o zarządzanie polityką wewnętrzną, co pokazuje trwale wysokie poparcie dla rządu PiS i rezultat ostatnich wyborów, gdzie prezydent Andrzej Duda wygrał w drugiej turze. To się bardzo rzadko się zdarza, żeby urzędujący prezydent w drugiej turze jednak wygrał. Więc PiS-owi udało się osiągnąć tę dość niebywałą sztukę polityczną.

Wracając do kwestii ministerstwa spraw zagranicznych, ten rząd jest szczególnie nieudolny – „nieudolny” to może za mocne słowo, – ale szczególnie niewprawny, jeżeli chodzi o kwestie polityki zagranicznej. A co za tym idzie, ministrowie są obarczani winą za całokształt polityki, za którą sami nie odpowiadają, ponieważ, jeśli przyjrzeć się temu zadaniu, które postawiono przed ministrem Czaputowiczem, on ma bardzo małe możliwości manewru.

Janusz Niedźwiecki, prezes Stowarzyszenia Europejska rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka
© Zdjęcie : Janusz Niedźwiecki
Janusz Niedźwiecki, prezes Stowarzyszenia Europejska rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka

Główne kierunki polityki zagranicznej zostały wyznaczone w zasadzie nie przez niego, a po prostu mu podyktowane. Pewne dogmaty dotyczące polityki zagranicznej, takie, jak nienaruszalny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, czy też kwestia sceptycyzmu wobec Chińskiej Republiki Ludowej, konfrontacyjna polityka wobec Rosji, mesjanizm w polityce wschodniej – to wszystko w zasadzie minister Czaputowicz sam nie wymyślił. On to odziedziczył wraz ze stanowiskiem, a w związku z tym musi realizować politykę, która nie jest jego autorską polityką.

Co zaś dotyczy spekulacji na temat nazwisk, myślę, że to będzie tak zwany drugi garnitur polityków, ponieważ nikt się nie rwie szczególnie na to stanowisko, bo w gabinecie PiS-owskim trudno by było wybić się na tym. Oczywiście, jest też parę osób, które zapewne chciałyby dostać takie stanowisko – tak, jak chociażby pani poseł Gosiewska, ale wątpię, by PiS desygnuje kogoś z tak zwanych jastrzębi ze swego obozu.

Uważam, że będzie to po prostu kolejny polityk formatu pana ministra Czaputowicza. Czyli bardziej taki solidny urzędnik państwowy, ktoś, kto będzie posłusznie i przykładnie wykonywał polecenia przełożonych i realizował zadania, jakie zostaną mu postawione na tym stanowisku.

— Jak Pan ocenia politykę wschodnią polskiego rządu i MSZ? Jaka to jest polityka? Nie mówimy o Chinach, a w tym kontekście mówimy o Rosji, Białorusi?

— W Polsce od wielu lat toczy się dyskusja, czy my w ogóle posiadamy politykę wschodnią. Politykę, rozumianą jako spójny zbiór pewnych celów i narzędzi, za pomocą których można by je realizować. Politykę, rozumianą przede wszystkim jako działania na rzecz interesu narodowego i korzyści, a nie na realizację pewnych emocjonalnych haseł.

Jeśli przyjrzeć się dość chaotycznym działaniom kolejnych rządów, bo to dotyczy również rządu Platformy, to bardzo trudno powiedzieć, że coś takiego, jak spójna polityka wschodnia w Polsce funkcjonuje. Jeśli przypomnimy sobie, że była taka wola ze strony rządu PO, żeby doprowadzić do resetu z Rosją, to z tego nic nie wyszło. Ponieważ Polska nie potrafiła jednoznacznie pokazać, że to nie jest taktyczna zagrywka – ta wyciągnięta ręka w stronę Rosji, a faktyczna chęć porozumienia, i wysyłała sprzeczne sygnały.

— Ale jeżeli chodzi o Białoruś, na początku rząd PiS-u próbował nawet dogadać się z prezydentem Łukaszenką?

— Takim gestem była nawet zapowiedź likwidacji „Biełsatu”, który jest traktowany, i dość słusznie, jako dywersja informacyjna na Białorusi. Polska w tym nie jest zbyt skuteczna, ale mimo wszystko, jeżeli przyjrzyjmy się działaniom tej telewizji, to systematycznie i konsekwentnie stara się ona podważać legalność władz białoruskich, krytykować je tak, aby otworzyć furtkę dla białoruskiej opozycji.

Biorąc pod uwagę, że jest to stacja finansowana przez rząd polski, to nie dziwi fakt, że władze białoruskie traktują to jako działania wrogie. Należałoby chociażby zmienić format tej stacji, kierownictwo itd., a nie mówić o jej likwidacji. I to jeden z warunków wstępnych, żeby zacząć mówić o jakimś resecie z Białorusią. Taka była zapowiedź na początku, jednak PiS się z tego szybko wycofał. Co pokazuje, że działania naszego rządu są nie tylko nie spójne, ale do końca nie kontroluje on pewnych środków wpływu, które funkcjonują w obrębie państwa polskiego.

Druga rzecz, przyjrzymy się ostatnim najświeższym reakcjom władz Polski na to, co działo się na Białorusi po wyborach. Po takich dość ostrych starciach opozycji, niezadowolonej z oficjalnych wyników wyborów, to najpierw mieliśmy bardzo pojednawcze wspólne stanowisko prezydentów Polski i Litwy, które wpisywało się de facto w unijną politykę nie wywierania zbytniej presji na Białoruś, żeby nie wepchnąć jej, broń Boże, w objęcia Rosji poprzez zwiększenie izolacji na arenie międzynarodowej. Ale zaraz po tym mieliśmy stanowisko zupełnie inne w tonie premiera Morawieckiego, który ogłosił, że potrzebny jest specjalny szczyt unijny dotyczący Białorusi.

A pan Czaputowicz ogłosił, że to będzie na niższym szczeblu – szefów dyplomacji UE. Też nie wiadomo, czy to dojdzie do skutku, ale samo to pokazuje, że polityka zagraniczna nie jest mocną stroną tego rządu. Warto też pamiętać, że duża część polityki zagranicznej Polski jest realizowana, żeby to ująć eufemistycznie, w porozumieniu z naszymi strategicznymi sojusznikami, czyli ze Stanami Zjednoczonymi. Wcześniej też z Unią Europejską, teraz już troszkę mniej, ale głównie z USA. Tym samym Polska po prostu przejmuje pewne kierunku koncepcji działań polityki zagranicznej, ograniczając własne samostanowienie w tym zakresie.

— Jeżeli chodzi o Rosję, Polska jednak sama zadecydowała i zrobiła wszystko, żeby nie było żadnych możliwości rozmowy z Moskwą. Bo generalnie nie ma żadnych relacji politycznych, nie ma stosunków kulturalnych, i nie ma nawet stosunków międzyludzkich. Jeszcze do tego dołożyła się sytuacja z koronawirusem na świecie. Czy jest jakaś szansa, nie tyle, że na dialog między Warszawą a Moskwą, ale chociażby na jakąś rozmowę?

— Moim zdaniem, jeżeli chodzi o środki budowania napięć pomiędzy Polską a Rosją, to one już się wyczerpały. W zasadzie jedyne, co Warszawie zostało, żeby te napięcia jeszcze piętrzyć, to byłaby likwidacja polskiej ambasady w Moskwie, i po tym zostaje chyba ...już tylko wojna. Ale mam nadzieję, że, oczywiście, nie dojdzie do tego.

Wydaje mi się też tak naprawdę, nie jest to celem obecnego rządu.

PiS od samego początku swego istnienia budował na tym napięciu swoje poparcie, bo spora część społeczeństwa polskiego jest rusofobiczna. Trudno dyskutować na temat konkretnych liczb, ale ze względu na to, iż, powiedzmy, są pewne doświadczenia historyczne, wpływ długoletniej propagandy itd., to wszystko sprawiło, że, w mojej ocenie, to około 30% społeczeństwa polskiego w naturalny sposób przyjmuje tę narrację rusofobiczną. Niestety, zapędzono się tak daleko, że stało się to pewnym dogmatem.

Nawet Lewica, jeśli przyjrzeć się jej w Polsce, również w zasadzie nie pali się do tego, żeby wychodzić z postulatami, że należy z Rosją rozmawiać, wznowić dialog.

Ja osobiście nie widzę w wewnętrznej polityce polskiej przestrzeni do tego, aby trochę urealnić naszą politykę wschodnią, relacje z Rosją. Ponieważ jak tylko ktoś próbuje zrobić krok w tę stronę, od razu jest atakowany przez przeciwległy obóz polityczny, który po prostu próbuje skapitalizować wewnętrzną polską rusofobię.

— I co w tej sytuacji pozostaje? Czy może coś zrobić społeczeństwo obywatelskie, zwykli ludzie, obywatele obu krajów – Rosji i Polski? 

— Niestety, obawiam się, że za bardzo nie, ponieważ towarzyszy temu również tak zwana szpiegomania, której Pan redaktor też osobiście padł ofiarą. I osoby, które chciałyby coś takiego zrobić, niestety, narażają się na działania służb w Polsce.

Nie ma sprzyjających warunków do tego, aby oddolnie to robić, jak powiedział jeden z dyplomatów, Polska nie jest aż tak suwerennym krajem, żeby o wszystkim decydować samodzielnie.

Ale widać już, że w Waszyngtonie dochodzi świadomość, że należy odmrozić relacje z Rosją: ostatnio pojawił się list, podpisany przez stu ekspertów z USA. Oni mówią wprost – nienormalną sytuacją jest to, żeby zamrozić wszelkie relacje z mocarstwem nuklearnym, i konieczne jest posiadanie po prostu skutecznych form porozumienia i dialogu, które też nie będą aż tak upubliczniane. To jest, moim zdaniem, bardzo ważny sygnał: należy wznowić relacje dyplomatyczne jako pierwszy krok, który jest ważny.

Ja sądzę, że jeśli ten list znajdzie posłuch wśród demokratów, a wszystko wskazuje na to, że wygrają oni w zbliżających się wyborach prezydenckich, i zmieni się polityka względem Rosji w Waszyngtonie, bardzo szybko podobne kroki zostaną podjęte w Polsce, ponieważ wtedy będzie można je jakoś wytłumaczyć. To znaczy, skoro nasz główny sojusznik postanowił, żeby urealnić relacje z Rosją, również musimy to zrobić.

Dopóki Stany Zjednoczone nie zmienią tego konfrontacyjnego tonu, to nie sądzę, żeby były jakieś przesłanki, żeby w Polsce doszło do takiej zmiany.

— Bardzo dziękuję za komentarz.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (25)

Zobacz również:

Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
OMON rozpędza protestujących w Mińsku przy pomocy granatów hukowych i gumowych kul
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
W Mińsku zadziałał Internet
Nieznane losy Polaków w Mińsku: Pojechali obserwować wybory i wspierać znajomych
W Mińsku wypuszczono zatrzymanych dziennikarzy Ruptly
Tagi:
Prawo i Sprawiedliwość, stosunki polsko-rosyjskie, Jacek Czaputowicz, Rząd RP, Warszawa, ABW, Moskwa, USA, rusofobia, polityka, zamieszki, Mińsk, Białoruś, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz