00:49 29 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Wybory prezydenckie na Białorusi i masowe protesty (103)
30979
Subskrybuj nas na

„Obecna sytuacja na Białorusi wydaje się pewnym kręgom politycznym dobrą okazją do głośnych deklaracji, nawoływania do różnego rodzaju działań politycznych ze strony nie tylko Polski, ale i Unii Europejskiej”– twierdzi niezależny publicysta Adam Śmiech.

Od niedzieli na Białorusi trwają protesty i starcia z siłami bezpieczeństwa. Rozpoczęły się one po niedzielnych wyborach prezydenckich, w których - według wstępnych wyników podanych przez CKW - wygrał dotychczasowy prezydent Alaksandr Łukaszenka. Opozycja z wynikami wyborów się nie zgadza. W stolicy Białorusi i innych miastach rozpoczęły się demonstracje i protesty, funkcjonariusze użyli siły.

Warszawa nie czekała z reakcją

Szybko nastąpiła reakcja Warszawy. Już w poniedziałek, na drugi dzień po wyborach, premier Mateusz Morawiecki zaapelował o specjalny szczyt UE w sprawie sytuacji na Białorusi.

Rezolucja w związku z wydarzeniami na Białorusi została też w środę przyjęta przez polski Senat. Dokument wzywa władze w Mińsku do zaprzestania używania siły przeciwko swoim obywatelom i nawiązania dialogu z nimi, a do prezydenta i rządu RP apeluje o wywarcie nacisku na białoruskie władze oraz zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

W sieciach społecznościowych w związku z wydarzeniami na Białorusi nieoczekiwanie pojawił się polski ślad. Dziennikarz Sławomir Sierakowski dorzucił paliwa do ognia, zamieszczając w Facebooku zdjęcie łuski naboju z napisem „Made in Poland” i stwierdzając, że znalazł amunicję po tym, jak policja zaatakowała demonstrantów w Mińsku. MON kategorycznie zaprzecza sprzedaży amunicji Białorusi. Jednak niektórzy polscy internauci sugerowali, że tego typu naboje trafiały na Białoruś za premiera Donalda Tuska, bo to właśnie takie gumowe kule były używane do rozpędzania wieców opozycji „w czasach Tuska”.

EADaily poinformował, że Polska nadzoruje ruch opozycyjny na Białorusi. Mateusz Morawiecki osobiście telefonował do przywódców Unii Europejskiej, wzywając ich do „obowiązku solidarnego działania z Białorusinami”.

Od „Myśli Jerzego Giedroycia” do Międzymorza i Trójmorza

Czym się kieruje Polska, aktywnie wspierając opozycję w ościennych krajach, próbując odgrywać rolę lidera w kształtowaniu polityki na kierunku wschodnim? Sputnik podjął tę kwestię w rozmowie z niezależnym publicystą z „Myśli Polskiej” Adamem Śmiechem. Uważa on, że to, co robi Polska, czy poszczególni przedstawiciele władzy, jest wynikiem ideologii przyjętej u podstaw państwa, które powstało w 1989 roku.

Po zmianie systemu monopartyjnego na system demokratyczny odwoływano się do ideologii I RP, która później przetrwała pod różnymi nazwami w XX wieku. Właśnie ta polityka przyniosła wyprawę kijowską Piłsudskiego, później była podtrzymywana na emigracji po drugiej wojnie światowej. Właśnie w Paryżu ukształtowała się ta ideologia, którą się nazywa „myślą Jerzego Giedroycia”

– mówi Adam Śmiech.

Jak twierdzi, z tego wywodzi się pomysł i Międzymorza, i Trójmorza, dążenie do odbudowania, oczywiście w nowych okolicznościach, jak się wydaje, obecnej władzy, I RP, w której liderem i czynnikiem decydującym ma być Polska, bez formalnego przyłączenia sąsiednich państw na Wschodzie. Według Adama Śmiecha rządzący wyobrażają sobie, że jest to jeden z podstawowych obowiązków Polski w stosunku do państw ościennych.

Biełsat przeciwko legalnym władzom Białorusi

„A to się przekłada bardzo jednoznacznie na stosunki z Rosją w intencji stworzenia kordonu państw dzielących Polskę i Rosję, jak tego chciał marszałek Piłsudski. Idea ta przetrwała z innym nieco myśleniem, które objawia się w szczególnych sytuacjach. Np. takich jak obecna, która powstała w związku z wyborami na Białorusi. Wcześniej mieliśmy trwającą kilka lat awanturę z panią Andżeliką Borys i Związkiem Polaków na Białorusi.

Proszę zwrócić uwagę, że cały czas istnieje Biełsat – telewizja finansowana przez państwo polskie, która otwarcie skierowana jest przeciwko legalnym władzom Białorusi. Nie chcę w to wchodzić, ale jak cierpliwi są Białorusini, kiedy sąsiednie państwo finansuje specjalną telewizję, którą powołało z jednoznacznym celem: obalić władzę sąsiedniego państwa

– twierdzi rozmówca.

Sądzi, że obecna sytuacja na Białorusi wydaje się pewnym kręgom politycznym dobrą okazją do głośnych deklaracji, nawoływania do różnego rodzaju działań politycznych ze strony nie tylko Polski, ale i Unii Europejskiej.

„Polska ma coś zrobić...”

„Wczoraj obejrzałem fragment programu telewizyjnego i dowiedziałem się od prowadzącej, że „Polska ma coś zrobić” z tą sytuacją na Białorusi... Ci ludzie, i nie tylko w telewizorze, nie za bardzo wyjaśniają, o co im chodzi.

To jest typowe dla ludzi, którzy tak naprawdę o niczym nie decydują w środku Europy, ale mają taki imperatyw, że mają coś zrobić. I jeżeli Polska czegoś nie zrobi, jak powiedziała pani prowadząca, to Białoruś może się stać kolejnym „łupem w imperialnej polityce Rosji”

– mówi publicysta.

Adam Śmiech zdaje sobie sprawę z tego, że części społeczeństwa białoruskiego może się nie podobać trwająca od wielu lat władza prezydenta Łukaszenki, ale jest on zdania, jako człowiek, który przeszedł pewne doświadczenie w Polsce, że oni nie wiedzą, czym by się skończyła ta „wolność” w mocnym cudzysłowie, gdyby do nich przyszła.

„Wiemy, czym to się skończyło w Polsce, co się stało na Ukrainie.

My, Polacy, mamy takie doświadczenie, tylko bez demonstracji, na przestrzeni 30 lat. Mamy zagładę tego, co zbudowano w okresie PRL-u. To jest wyprzedawanie środków produkcji, które zostały przejęte przez zagraniczne podmioty. Nasze firmy produkują półfabrykaty, głównie dla gospodarki niemieckiej, od której jesteśmy uzależnieni, jesteśmy po prostu siłą roboczą tańszą niż na tak zwanym Zachodzie. Białorusini mają w tej chwili własne państwo, które należy do nich, a może się stać tak, jak się stało na Ukrainie, gdzie rozkradanie przez quazi-mafijne organizacje nie jest nawet ukrywane

– powiedział Adam Śmiech.

Rozmówca Sputnika jest przekonany, że na terenie postradzieckim na pewno działają takie organizacje czy takie osoby, których celem jest zmiana władzy drogą takiego białoruskiego majdanu. Sugeruje, jednak, by protesty odbywały się pokojowo, bez użycia siły, ponieważ każda ofiara, czy to nastąpiło przypadkowo, czy nieprzypadkowo, to „paliwo” do tego, żeby rozpalić taki protest i po prostu podpalić państwo.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory prezydenckie na Białorusi i masowe protesty (103)
Tagi:
Alaksandr Łukaszenka, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, współpraca, Polska, zamieszki, protesty, wybory prezydenckie, Białoruś
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz