00:39 29 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
100-lecie Bitwy Warszawskiej (11)
30645
Subskrybuj nas na

Bitwa warszawska zawsze budziła emocje daleko wykraczające poza zwykłe debaty uczonych historyków. Zresztą cała wojna polsko-bolszewicka, czy polsko-rosyjska, to jedno z tych wydarzeń historycznych, które wykorzystywane są w bieżących sporach politycznych.

W Polsce jego znaczenie polega również na próbach podsycania nastrojów antyrosyjskich na kanwie tych wydarzeń. Mitologia wokół tych wydarzeń rozrosła się do takich rozmiarów, że warto czasem zapytać tych polskich historyków, którzy patrzą na przeszłość chłodnym, wolnym od polityki okiem, o ich ocenę 15 sierpnia 1920 roku oraz miesięcy wojny poprzedzających tą najbardziej znaną bitwę.

Kto w rzeczywistości dowodził wojskiem

Jednym z mitów jest powtarzane nieustannie przez establishmentowych historyków i publicystów przekonanie o fenomenalnych predyspozycjach wojskowych, politycznych i organizacyjnych Józefa Piłsudskiego. Tymczasem za skutecznym planem kontrofensywy wojsk polskich latem 1920 roku stali zupełnie inni dowodcy - powiedział w rozmowie za Sputnikiem historyk i publicysta Adam Śmiech.

„Tadeusz Rozwadowski wraz ze sztabem przygotował rozkaz nr 8358-III z 6 sierpnia 1920 roku, który zakładał skoncentrowanie w jednym miejscu dużych sił polskich i wykonanie uderzenia na lewe skrzydło głównych sił bolszewickich idących na Warszawę. Zaproponował Naczelnemu Wodzowi dwa miejsca koncentracji pod Garwolinem i koło Puław. Piłsudski wybrał wariant koncentracji pod Puławami.

Rozkaz został podpisany przez gen. Rozwadowskiego i płk Tadeusza Piskora i przekazany do realizacji. Rozwadowski samodzielnie wprowadził korekty do planu z 6 sierpnia i wydał 9 sierpnia nowy rozkaz pod fikcyjnym numerem 10000, napisany odręcznie. Na rozkazie tym widnieje podpis Piłsudskiego jako przyjmującego do wiadomości nowe rozwiązania. Polegały one na wzmocnieniu polskich sił na północnym odcinku frontu (V Armia gen. Sikorskiego), tak, aby mogły one wykonać równoległe uderzenie wraz z grupą znad Wieprza koło Puław, tzw. manewr kanneński (od manewru Hannibala pod Kannami).

Wobec obecności głównych sił bolszewickich na północ od Warszawy kontrofensywa V Armii gen. Sikorskiego miała decydujące znaczenie dla wyniku bitwy. Piłsudski zaatakował o dzień za późno, atakował w próżni i nawiązał kontakt z nieprzyjacielem dopiero po kilkunastu godzinach.

Głównodowodzącym de facto wszystkich polskich sił wobec nieobecności Piłsudskiego, był w czasie trwania bitwy gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski, jako Szef Sztabu i koordynujący wszystkie działania z Warszawy. Był też głównodowodzącym de iure, choc nie miał tego świadomości, gdyż Józef Piłsudski 12 sierpnia 1920 roku złożył na ręce premiera Wincentego Witosa dymisję z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, nad którą po zwycięstwie Piłsudski przeszedł do porządku dziennego.

Po dymisji, rankiem 13 sierpnia Piłsudski załamany i przerażony perspektywą klęski wyjechał z Warszawy do Puław, aby objąć dowodzenie grupy uderzeniowej znad Wieprza, jednak zamiast do Puław pojechał do Bobowej pod Tarnowem, gdzie znajdowała się wówczas jego konkubina z dwiema córkami.

Nie wiadomo, kiedy Piłsudski przybył do Puław. Pierwszy rozkaz Piłsudskiego pochodzi z 15 sierpnia i nie ma podanej godziny. Dodatkowo istnieją dowody na to, że tegoż 15 sierpnia Piłsudski brał udział w chrzcinach w jednym z kościołów w Puławach, jako ojciec chrzestny.

Gen. Tadeusz Machalski tak skomentował zachowanie Piłsudskiego: ‘Opuszczenie pola bitwy jest największą hańbą dla żołnierza. Można jeszcze mieć pewne wyrozumienie dla Piłsudskiego, który pod ciężarem odpowiedzialności za katastrofę, którą ściągnął na kraj, załamał się duchowo, tracąc panowanie nad sobą, ale trudno wybaczyć mu jego zachowanie po wojnie, kiedy to (…) zamiast okazać im [gen. Rozwadowskiemu i Witosowi – red.] swoją wdzięczność za wyratowanie go, mścił się bezlitośnie’” – przytacza cytat Adam Śmiech.

Stopień wojskowy pisany przez duże ‘M’

Zdaniem historyka mit kultywowany wobec Piłsudskiego od wielu lat w Polsce, szczególnie mocno akcentowany przez polityków opcji postsolidarnościowej, rodzi pytanie „czy jesteśmy na tyle dojrzali, aby o nim rzetelnie prowadzić dyskurs, czy też godzimy się na pozycję dzieci, naiwnie i łatwowiernie przyjmujących bajki historyczne za rzeczywistość”. Mit Piłsudskiego opierający się m.in. na fałszywym pojmowaniu jego roli w bitwie warszawskiej 1920 roku, jest szczególnie niebezpieczny z punktu widzenia stosunków polsko-rosyjskich.

Adam Śmiech w rozmowie ze Sputnikiem twierdzi, że „obecnie mamy do czynienia w Polsce z trzema kultami jednostki. Jest to kult Jana Pawła II, kult Lecha Kaczyńskiego, wreszcie najgroźniejszy z nich - kult i mit Józefa Piłsudskiego.

Mitem Piłsudskiego żywi się, jak życiodajnym płynem rusofobiczna kasta polityczna w Polsce. Opatrznościowy mąż, wskrzesiciel Ojczyzny, wielki zwycięzca wojenny, organizator państwa - jednym słowem - wielki (nad)człowiek (jeden z przedwojennych, grafomańskich panegiryków nosi tytuł „Polski Betlejemie”, sugerując mesjański i boski charakter osoby Piłsudskiego), wymykający się ocenom zwykłych śmiertelników, ba, heros, którego oceniać nie wolno (vide przedwojenna ustawa o ochronie czci Józefa Piłsudskiego). Postać, której stopień wojskowy profesorowie zwyczajni piszą przez duże ‘M’, pozbawiając się na starcie obiektywizmu”.

Tajne porozumienie z bolszewikami

Równie negatywnie rzeczywistą rolę Józefa Piłsudskiego sprzed stulecia w rozmowie ze Sputnikiem ocenia dziś historyk Jan Engelgard, redaktor naczelny tygodnika „Myśl Polska”. Koncentruje się on jednak na kwestiach wyborów politycznych dokonywanych w tamtym okresie przez naczelnika państwa.

„Józef Piłsudski, o czym jest przekonanych wielu historyków, mógł rozstrzygnąć losy wojny na Wschodzie a także losy wojny domowej w Rosji, latem 1919 roku.

Wystarczyło podjąć nawet ograniczoną współpracę z Armią Ochotniczą gen. Antona Denikina i pomóc mu w opanowaniu Moskwy i pobiciu bolszewików. Denikin, jako Polak po matce – oczekiwał tego i potem wprost oskarżył Piłsudskiego o uratowanie władzy bolszewików. Jest faktem, że inicjatorem tajnego porozumienia Piłsudskiego z bolszewikami był Julian Marchlewski, znający sporo osób z otoczenia Piłsudskiego, w tym Jozefa Becka seniora i Stanisława Wojciechowskiego. Przy poparciu Feliksa Dzierżyńskiego udało się do tego doprowadzić.

Polska wstrzymała ofensywę na wschodzie w końcu sierpnia 1919 i umożliwiła bolszewikom pełną koncentrację na froncie walki z Denikinem. Ci byli potem przekonani, że Piłsudski na tym wojnę zakończy i bardziej obawiali się Narodowej Demokracji. Była to ze strony bolszewików wielka pomyłka, bo było na odwrót – endecja chciała zakończenia wojny, a Piłsudski uznał, że po pobiciu białych, może bez większego ryzyka pobić bolszewików i realizować swój „wielki” plan przebudowy geopolitycznej na Wschodzie.

O mało nie zakończyło się to upadkiem polskiej niepodległości sierpniu 1920 roku. Paradoks polegał na tym, że w decydującej fazie wojny – pośrednio pomógł Polsce baron Piotr Wrangel, którego wojska stacjonujące na Krymie rozpoczęły w czerwcu 1920 roku ofensywę w tzw. Taurydzie, zmuszając bolszewików do przerzucenia sił na południe Rosji, tych sił, których zabrakło potem na froncie wojny z Polską.

W Polsce nie są to tezy popularne – powszechnie uważa się, że poparcie dla Denikina byłoby błędem, uparcie – wbrew elementarnej wiedzy – podnosząc, że Denikin nie akceptował polskiej niepodległości i chciał Rosji ‘od Kalisza po Władywostok’, a o Wranglu nie mówi się w ogóle, choć nawet Piłsudski był w tym czasie skłonny do zawarcia z nim sojuszu” – przypomina Jan Engelgard.

Nie było konieczności kontynuowania wojny w 1920 roku

Historyk zwraca też uwagę na praprzyczyny bitwy warszawskiej, uznając, że wyprawa kijowska jest traktowana na Zachodzie, a także w Rosji jako „polska agresja”.

„Ostatnio np. prof. John J. Mearsheimer, wykładowca nauk politycznych na uniwersytecie w Chicago w książce „Tragizm polityki mocarstw” pisze o realizowaniu przez Polskę tzn. teorii realizmu ofensywnego, co w praktyce oznaczało próbę „rozbicia Rosji” i zepchnięcia jej do roli państwa drugorzędnego. Nikt na Zachodzie takich planów nie popierał, wbrew temu co sądzili bolszewicy, co więcej, także w Polsce polityka wschodnia Piłsudskiego (tzw. federalistyczna) nie miała zwolenników nie tylko wśród czołowych partii politycznych, w tym Narodowej Demokracji, ale także wśród wojskowych.

Wiadomo, że przeciwko wyprawie kijowskiej byli tacy generałowie jak Tadeusz Rozwadowski czy Józef Haller. U nas jednak panuje przekonanie, potwierdzane przez zawodowych historyków, że wyprawa kijowska była prewencyjnym uderzeniem ubiegającym uderzenie bolszewickie.

Ci historycy, którzy są innego zdania, są ostro atakowani, mimo że nawet przed wojną wielu polskich polityków, w tym m.in. Stanisław Grabski, socjaliści Norbert Barlicki, Herman Liebermann czy ludowiec Maciej Rataj byli przekonani, że nie było konieczności kontynuowania wojny i należało podjąć rokowania pokojowe z bolszewikami już na początku 1920 roku. Co więcej, sądzili tak także wojskowi, w tym gen. Stanisław Szeptycki i gen. Władysław Sikorski

- powiedział Jan Engelgard.

„Sprawa jeńców bolszewickich niepotrzebnie nabrała wymiaru politycznego”

Wreszcie, można się spodziewać, że w okresie rocznicowym po raz kolejny pojawi się dyskusja na temat losu jeńców wojennych ze wschodu, którzy znaleźli się w polskiej niewoli. Wielu z nich faktycznie nigdy już nie powróciło do domów. Sporne mogą być jedynie liczby ofiar tej tragedii. Jan Engelgard uznaje, że „sprawa jeńców bolszewickich przetrzymywanych w polskich obozach po wojnie 1920 roku nabrała zupełnie niepotrzebnie wymiaru politycznego, po prostu zderzyły się dwie polityki historyczne, a wtedy kiedy w grę wchodzi „polityka historyczna”, prawda i badania naukowe schodzą na plan dalszy. Trzymajmy się więc ustaleń czysto historycznych.

Polski historyk zajmujący się tym problemem prof. Zbigniew Karpus z Torunia ustalił liczbę jeńców bolszewickich zmarłych w polskich obozach na 18-21 tysięcy, z kolei rosyjski historyk Giennadij Matwiejew, który zresztą współpracował z prof. Karpusem np. przy wydaniu zbioru  „Czerwonoarmiści w niewoli polskiej w latach 1919–1922. Zbiór dokumentów i materiałów” (wydanie w 2004) – w swoje ostatniej wydanej także w języku polskim książce „Polska niewola. Żołnierze Armii Czerwonej w niewoli u Polaków w latach 1919-1921” (Moskwa 2013) – podwyższył te liczbę do 25-28 tysięcy.Myślę, że obracamy się wokół cyfry 20 tysięcy i wszelkie inne szacunki, zwłaszcza te szermujące liczbami z powietrza są typowo propagandowe. Uważam, że generalnie liczba jeńców bolszewickich wziętych do polskiej niewoli jest zawyżana – kontynuuje rozmówca Sputnika.

Według niego, pod koniec Bitwy Warszawskiej w sierpniu 1920 roku na Froncie Zachodnim armia bolszewicka miała w pierwszej linii nie więcej niż 50-60 tys. żołnierzy. Duża cześć wycofała się na wschód lub przekroczyła granicę z Prusami Wschodnimi.

„Myślę, ze ogółem, na wszystkich odcinkach frontu tej wojny do polskiej niewoli dostało się najwyżej 40 tys. ludzi. Połowa z nich zmarła potem w obozach, głównie dlatego, że wybuchały epidemie, gdyż warunki sanitarne były bardzo złe, o czym nieraz meldowali komendanci tych obozów.

Musimy też pamiętać, że w tych obozach byli także przetrzymywani byli żołnierze Ukraińskiej Armii Ludowej (tzw. petlurowcy) oraz biali Rosjanie. Takie były ustalenia rozejmu polsko-bolszewickiego z października 1920 roku

– powiedział na zakończenie Jan Engelgard.

Niezależnie od głosów rozsądku i apeli o rzeczową debatę, niestety – jak łatwo przewidzieć – i ten problem w Polsce ulega całkowitemu upolitycznieniu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
100-lecie Bitwy Warszawskiej (11)

Zobacz również:

Szef amerykańskiej dyplomacji weźmie udział w obchodach stulecia Bitwy Warszawskiej
Wstyd w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
MSZ Rosji: Działania Polski wobec Swiridowa to brudna historia
100-lecie bitwy warszawskiej: „Jestem chodzącą historią”
Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
Tagi:
Armia Czerwona, kult, stosunki polsko-rosyjskie, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, historia, polityka, Rosja, Polska, Wojna polsko-bolszewicka, rewizja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz