01:36 02 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
232822
Subskrybuj nas na

Kolejne wizyty amerykańskiego sekretarza stanu Mike’a Pompeo w Warszawie zazwyczaj kończą się kontrowersjami politycznymi i wątpliwościami wokół celowości podejmowanych przez niego inicjatyw. Wątpliwości te podnoszą opozycyjni eksperci i publicyści. Ugrupowanie rządzące zadowolone jest niezmiennie i konsekwentnie. Tak było też i tym razem.

O tym, jakie interesy realizował swoją wizytą w Warszawie 15 sierpnia Mike Pompeo, red. Igor Stanow rozmawiał z politologiem dr. Mateuszem Piskorskim.

- 15 sierpnia, gdy obchodzono święto Wojska Polskiego i 100. rocznicę bitwy warszawskiej do polskiej stolicy zawitał Mike Pompeo. Dlaczego akurat w takim terminie?

- Obecne polskie władze lubią pewną pompatyczność, przywiązują wagę do dat. Poza tym ewidentnie istniał już od dawna plan wykorzystania 100. rocznicy bitwy warszawskiej do akcentowania istniejącego rzekomo nadal zagrożenia rosyjskiego. Przecież żadne współczesne wydarzenia, zjawiska czy wypowiedzi polityków rosyjskich takiego zagrożenia nie potwierdzają. A przypominanie – oczywiście, przez pryzmat określonej, upolitycznionej narracji politycznej roku 1920 ma wywołać to poczucie zagrożenia ze Wschodu. Ono jest potrzebne do realizacji bardzo konktentego celu: dalszej militaryzacji terytorium Polski i zwiększenia liczby staconujących w naszym kraju wojsk amerykańskich.

Pod kątem socjotechnicznym moment ten wybrano zatem całkowicie świadomie, przy czym nikt jeszcze kilka miesięcy temu nie był w stanie przewidzieć, że nadal będziemy mieli w tym okresie problemy z zagrożeniem epidemiologicznym, czyli że nie będą możliwe żadne gigantyczne, masowe imprezy. Nikt też do końca nie przewidywał, że na pierwszych stronach światowych mediów dominować będzie sytuacja na Białorusi. Impreza zatem nie była tak wystawna, jak planowała strona polska.

- Ale cele wizyty udało się zrealizować?

- Tak, wizyta miała charakter, powiedzmy, geopolityczno-biznesowy.

- Na czym polegała w sferze geopolityki?

- Na zapowiedzi kolejnych ruchów związanych ze zwiększaniem obecności militarnej Stanów Zjednoczonych w Polsce. Dodatkowe 1000 żołnierzy i kolejny punkt dowodzenia to tylko część większego planu, polegającego na militaryzacji tzw. wschodniej flanki NATO. Kiedyś, w latach zimnej wojny, polski szef MSZ Adam Rapacki występował z inicjatywami rozbrojenia państw regionu, zakazu stacjonowania broni jądrowej na ich terytorium. Dziś mamy ze strony polskich władz odwrotność myślenia Rapackiego; założenie, że militaryzacja jest celem samym w sobie.

Mamy zatem kolejne zwiększenie napięcia w regionie, ogłoszenie zwiększenia sił obcego mocarstwa w dniu święta Wojska Polskiego, co zresztą jest kolejnym paradoksem. Najciekawsze w związku z tym wydarzenia czekają nas jednak jesienią, we wrześniu, gdy Sejm będzie obradował nad ratyfikacją umowy o statusie żołnierzy amerykańskich w naszym kraju. To będzie ciekawa debata, bo nie uda się już przed opinią publiczną ukryć zapisów, które będą odzwierciedlały faktyczny, bardzo niski status państwa polskiego z punktu widzenia Waszyngtonu.

- Wizyta zbiegła się z kryzysem powyborczym na Białorusi. Czy można jakoś wiązać te dwa wydarzenia?

- Nie ma żadnych wątpliwości, że Polska, podobnie jak Litwa, jest jednym z podwykonawców polityki destabilizacji obszaru postradzieckiego prowadzonej przez Waszyngton konsekwentnie od wielu lat. Zresztą, Pompeo przyznał, że sprawa sytuacji na Białorusi była dyskutowana. Obstawiam, że strona polska otrzymała w tej kwestii po prostu określone instrukcje. Zresztą, w zasadzie w przededniu wizyty, z inicjatywy premiera Mateusza Morawieckiego ogłoszono pięciopunktowy plan wzmocnionej ingerencji w sprawy wewnętrzne Białorusi. A zaraz po wizycie Pompeo niezbyt dyskretny białoruski opozycjonista Walerij Cepkało oznajmił, że niebawem będzie odbywał jakieś tajemnicze spotkanie w Warszawie, z wysoko postawionymi przedstawicielami Waszyngtonu. Czyli stolica Polski będzie takim punktem kontaktowym wywiadu i urzędników amerykańskich z antysystemową opozycją ze Wschodu.

- A efekty biznesowe wizyty? 

- Administracja Donalda Trumpa traktuje wszelkie działania dyplomacji w kategoriach merkantylnych. Tu mamy bardzo konkretne interesy. Po pierwsze parafowano umowę o współpracy w dziedzinie cywilnej energetyki jądrowej. Czyli firmy amerykańskie z branży będą mogły uczestniczyć w projektach związanych z budową polskiej elektrowni atomowej. Takie projekty to miliardy dolarów i długofalowe zyski. Wszystko to jest z punktu widzenia polskich interesów dość osobliwe, bo najpierw powinno się porównać oferty różnych korporacji z tej branży, a tu w praktyce przesądza się umową rządową przebieg przyszłych przetargów.

Mamy też niezwykle symptomatyczne zjawisko polegające na ostatecznym i oficjalnym opowiedzeniu się Warszawy przeciwko interesom Unii Europejskiej. W przeddzień wizyty Pompeo w Polsce, 24 kraje członkowskie UE potępiły wspólnie planowane sankcje amerykańskie przeciwko firmom ze Starego Kontynentu, które podjęłyby współpracę z inwestorami Nord Stream-2. Europa była tu niemal jednomyślna. Rzecznik polskiego rządu Piotr Müller stwierdził, że Polska tego stanowiska nie popiera. Ergo Warszawa faktycznie opuszcza mentalnie, politycznie i cywilizacyjnie Europę i dryfuje niczym „Titanic” w kierunku wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Trump: Putin to szachista światowej klasy
Tagi:
Mateusz Piskorski, Mike Pompeo, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz