05:07 30 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
121018
Subskrybuj nas na

Historia 22-letniej Polki, której niemiecki Jugendamt zabrał dwoje dzieci, czeka na rozwiązanie. „Bezzasadne jest pozbawienie tych dzieci matki, a skandalem ich rozdzielenie i przetrzymywanie w tureckich rodzinach zastępczych” – uważa prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech Wojciech Leszek Pomorski.

Jak to się stało, że niemiecki Jugendamt zabrał dwójkę małych dzieci i oddał na wychowanie muzułmańskim rodzinom zastępczym? Wojciech Leszek Pomorski szczegółowo opowiedział o tym w rozmowie ze Sputnikiem.

To nie pierwszy przypadek odebrania dzieci polskim rodzicom dla zastępczych „rodzin” innej wiary i języka, w tym muzułmańskich. Za tym kryje się też interes finansowy przybranych rodziców – uważa prezes.

Według niego pod przykrywką Jugendamtu zastępcze rodziny utrzymują się kosztem polskich dzieci, dostając po 13 tys. euro miesięcznie za każde dziecko.

Kolejnej polskiej rodzinie w Niemczech odebrano dzieci

Tym razem sprawa dotyczy Klaudii Majewskiej, która pochodzi z Wadowic. Od kilku lat mieszka w niemieckim Bad Salzuflen w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia.

„To jest szokująca sprawa. To jest pogwałcenie elementarnych, jakichkolwiek praw człowieka. Półtora roku temu 22-letniej matce, Polce, odebrano córkę Larissę, która miała wtedy 2 lata, i trzymiesięcznego synka Aarona. Rodzice i dzieci są obywatelami Polski, katolikami. Dzieci trafiły do rodzin z Turcji. A przecież Konwencja przyjęta pod koniec 2018 roku w Parlamencie Europejskim mówi, że na czas definitywnego rozstrzygnięcia sprawy najpierw dzieci powinno się oddać do rodzin zbliżonych kulturowo, językowo i wyznaniowo. Jak to się ma do ustaleń, do praw człowieka?” – oburza się rozmówca Sputnika.

Według niego proces sądowy trwa już 1,5 roku, adwokat, "z ulicy wzięty", nie pracował, praktycznie zawalił sprawę. Prezes Pomorski nie wyklucza, że w małym miasteczku mógł kolaborować z miejscowym Jugendamtem. W kwietniu bieżącego roku tę sprawę przejęło Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech, któremu udało się odroczyć decydującą rozprawę prawie o pół roku.

Mutter-Kind-Haus – przedsionek odebrania dzieci

Według Wojciecha Pomorskiego pani Klaudia Majewska posiada wszelkie prawa rodzicielskie. Do grudnia 2018 roku mieszkała z dziećmi oraz z siostrą w mieszkaniu swojej matki (babci dzieci). Następnie poprosiła Jugendamt o pomoc w znalezieniu odpowiedniego mieszkania dla niej, męża i dzieci. Pracownicy Jugendamtu zaproponowali jej mieszkanie w domu dla matek z dziećmi Mutter-Kind-Haus, czyli taki internat, który jest inwigilowany przez nadzorczynie z Jugendamtu. Od tego momentu matka dzieci jest pod stałą obserwacją i buduje się tak zwaną fikcyjną rzeczywistość, szuka się w ten sposób dowodów, by na ich podstawie odebrać matce dzieci. 

Ja to nazywam przedsionkiem odebrania dzieci. Pracownice Jugendamtu mają w tym jakiś interes finansowy. One tylko myślą, jak komuś zabrać dzieci i dobrze żyć za pieniądze, które podatnik płaci, będąc przekonany, że tu o dobro dziecka chodzi” – mówi Wojciech Pomorski. 

W Niemczech mamy muszą karmić swoje dzieci po niemiecku

Opowiedział, że w przypadku rodziny Majewskich jedną z takich sytuacji była kwestia pozostawienia butelki z mlekiem w kołysce, po karmieniu nocnym, którą matka pozostawiła w nogach dziecka, które zasnęło. Kiedy rano do pokoju weszła pracowniczka Jugendamtu, zaczęła głośno krzyczeć, wskazując na leżącą w kołysce butelkę, bo ta buteleczka tam, niby, nie powinna leżeć. Zarzucano też matce, że dzieciom nie daje się wody mineralnej, tylko soki; Niemcy zalecają, żeby podawać wodę mineralną. Stało się to jednym z pretekstów odebrania dzieci i przekazania „rodzinie” zastępczej.

Mama numer 1 nie znaczy, że to jest mama...

Opowiadając historię rodziny Majewskich, Wojciech Leszek Pomorski nie ukrywa oburzenia:

„Wręcz aż kipi! Czy można sobie wyobrazić odwrotną sytuację, że dzieci muzułmańskie oddawane są do katolików. Jest to wręcz niewyobrażalne. Wiem, jak ciężko przeżywa matka, jak słyszy, że dzieci po turecku wołają, a ona jest nazywana mama numer dwa, a tamta mama numer jeden – obca pani, która tylko kasę za te dzieci dostaje, żeby na nich zarabiać. Karmią je i kładą spać. To nie znaczy, że to jest mama. Z racji tego, że dzieci zostały rozdzielone (synek miał wtedy trzy miesiące), to nawet nie postrzegają siebie jako rodzeństwa, bo nigdy razem nie były. Matka nie widziała dzieci w odstępach kilku miesięcy. Ostatnio, jak się tym zajęliśmy, udało się wyegzekwować jakieś spotkania raz na dwa tygodnie, raz przesunęli i ona miesiąc nie widziała, ale to jest pod nadzorem tych Turków” – mówi prezes Pomorski.

Powrót do własnego obszaru kulturowego nie będzie łatwy

Rozmówca Sputnika nazywa szokującym zjawiskiem zakazywanie tym dzieciom mówienia w języku polskim w Niemczech i w Austrii. Uważa, że przypadek pani Klaudii i jej córeczki Larissy i synka Aaronka obrazuje, jak papierek lakmusowy, z jaką degeneracją społeczną ma się do czynienia, z jakim brakiem wyczucia pewnych niuansów i wrażliwości się spotyka.

Ja już do tego się przyzwyczaiłem, że praktycznie wszędzie zakaz języka polskiego to jest norma. To wręcz urąga kanonom normalnego, zdrowego myślenia, kanonom przyzwoitości i zdrowemu rozsądkowi. Gdyby sprawą nie zajęło się nasze Stowarzyszenie, urzędowe papierki zalegalizowałyby "oturczenie", islamizację polskich dzieci – twierdzi rozmówca.

Jak sądzi, trudno „będzie to wszystko odkręcić”, czyli dzieci na nowo uczyć polskiego, niemieckiego.

Zrobimy to. Jest tylko kwestia tego, ile to będzie trwało. Mam nadzieję, że nie odciśnie to większych śladów na psychice dzieci. Są jeszcze młodziutkie, bo chłopczyk będzie miał dwa lata niedługo, a dziewczynka trzy lata, tak że będą w stanie podołać zadaniu – przekonuje pan Pomorski.
Na co liczymy?

Były kandydat na prezydenta Białorusi, były szef Parku Wysokich Technologii Waleryj Cepkała
© AP Photo / Alexander Zemlianichenko
Sprawa toczy się w sądzie. 21 sierpnia sąd rodzinny w Lemgo w Niemczech zdecyduje, czy dzieci wrócą do swojej matki. Jak poinformował prezes Wojciech Leszek Pomorski, rodziny ma bronić adwokat, którego przydzieliło Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech.

„Włączyliśmy w to polski rząd, Мinisterstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Sprawiedliwości. Liczymy na to, że, minimum, dzieci zostaną przekazane babci na wychowanie, zanim będą wyjaśnione inne sprawy, kiedy zamkniemy wszelkie pomówienia. Najwyższe, o co gramy, to o oddanie dzieci rodzinie z powrotem” – powiedział na zakończenie Wojciech Pomorski, dodając, że matka tych dzieci pochodzi z Wadowic, rodzinnego miasta Papieża Jana Pawła II: „Może ta symbolika jest nieprzypadkowa”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska przyjęła pierwszych uchodźców z Białorusi
Niedoszły kandydat na prezydenta Białorusi wraz z żoną przybyli do Polski - foto
Polskie dzieci, niemiecki Jugendamt i muzułmańskie rodziny zastępcze
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz