01:19 28 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
4350
Subskrybuj nas na

Śmierć wybitnego polskiego historyka idei i intelektualisty prof. Andrzeja Walickiego wywołała falę refleksji nad jego dorobkiem, ale też planów wydawniczych. Do publikacji są przygotowane jego książki i dzienniki, które skrupulatnie pisał przez wiele lat.

Prof. Andrzej Walicki, jak informowaliśmy, zmarł 20 sierpnia. Jego pogrzeb odbył się na warszawskim cmentarzu prawosławnym tydzień później.

O roli myśli prof. Andrzeja Walickiego w Polsce z politologiem dr. Mateuszem Piskorskim rozmawiał komentator Sputnika Leonid Swiridow.

— Dowiedzieliśmy się, że już wkrótce ukażą się kolejne prace zmarłego profesora Andrzeja Walickiego. Czy jego odejście oznaczać może renesans zainteresowania jego myślą?

— Bardzo bym chciał, żeby tak było. Jednocześnie smutne jest to, że gdy żył i był wśród nas, przez wiele lat go przemilczano. Mieliśmy w Polsce prawdziwy skarb nauki i myśli, autentycznego inteligenta w klasycznym rozumieniu tego słowa w jego osobie.

I wydawało się, że prof. Walicki powinien wskazywać nam wszystkim różne rozwiązania bieżących problemów, stawiać diagnozy, których z uwagą powinny słuchać polskie elity. Diagnozy stawiał do ostatnich swych dni, jednak niespecjalnie był słuchany. Chociaż jego język był przystępny, jasny i konkretny, zrozumiały również dla ludzi spoza hermetycznego z natury świata nauki.

— Czyli profesor był osobą, która mogła skutecznie przekazywać swoją mądrość polskiej opinii publicznej?

— Tak. Przecież można było publikować jego teksty, organizować wywiady z nim, spotkania, jeszcze wtedy, gdy pozwalał na to stan jego zdrowia. Wydaje mi się, że on wręcz chciał dzielić się swoimi przemyśleniami na różne tematy. Rządzący establishment jednak zawsze woli bezrefleksyjnych potakiwaczy od rzeczowych krytyków. Uważam, że niewykorzystywanie w sferze publicznej wiedzy, mądrości i patriotyzmu prof. Walickiego było wręcz zbrodnią. Ale jednocześnie rozumiem – i to jest kolejne tego potwierdzenie – że żyjemy w czasach, gdy z debaty publicznej eliminowani są ci, którzy wygłaszają w spokojny, zrównoważony i uargumentowany sposób opinie krytyczne.

Mateusz Piskorski
© Zdjęcie : Igor Stanow
Mateusz Piskorski

— Co mogło szczególnie razić polskie elity w wypowiedziach profesora?

— Moim zdaniem, przede wszystkim dwie kwestie, w których nawoływał do umiarkowania i rozsądku.

Pierwsza to jego diagnoza tego, czym była Polska Ludowa. Nie formułował jej jako ktoś z zewnątrz, nie pamiętający tamtych czasów. On tamte czasy przeżył i wielokrotnie podkreślał, że po 1956 roku PRL była państwowością polską, była państwem, które jemu i wielu innym umożliwiała rozwój naukowy. Przecież prof. Walicki właśnie wtedy, po 1956 roku, rozwijał szerokie kontakty międzynarodowe przede wszystkim na Zachodzie, wyjeżdżał na stypendia do Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, poznawał tamtejszych uczonych.

Jego przykład pokazuje, że mitem jest powtarzane przez młodych historyków – propagandzistów z IPN – twierdzenie o rzekomym totalitarnym ucisku w ówczesnej Polsce. To było państwo polskie, oczywiście, że nie w pełni demokratyczne, ale na pewno nie wolno mówić o tym, że w Polsce panował komunizm czy tym bardziej stalinizm, że to był jakiś potworny reżim totalitarny.

Prace Andrzeja Walickiego z tamtego okresu nie noszą większych śladów ingerencji cenzury, dlatego są nadal aktualne. I tu pada kolejny mit o tym, że rzekomo w Polsce ówczesnej nie można było wydawać prac naukowych obiektywnie opisujących jakieś zjawisko, że podobno zawsze trzeba było odwoływać się do interpretacji marksistowsko-leninowskiej każdego problemu. Nieprawda. Wystarczy poczytać prace profesora z tamtych lat i samemu się przekonać. Były to książki wydawane w oficjalnym obiegu, przez państwowe wydawnictwa.

I druga sprawa, szczególnie bolesna dla elit rządzących Polską po 1989 roku: stosunek do Rosji, czy szerzej, polityki wschodniej. Prof. Walicki nawoływał tu do wzajemnego szacunku, zrozumienia racji każdej ze stron i dialogu.

Dziś szef polskiego rządu w jakichś wpisach na Twitterze twierdzi wprost: nie chce dialogu z Rosją, o żadnym porozumieniu i kompromisie nie może być nawet mowy. Cały dorobek prof. Walickiego był zaprzeczeniem takiego zamkniętego podejścia, opartego na ślepej, pełnej furii rusofobii. Nie oznacza to, że wszystko mu się we współczesnej Rosji podobało, ale ją rozumiał, w tym rozumiał jej problemy na arenie międzynarodowej i starał się wyjaśniać Polakom, że możemy mieć dobre, przyjazne relacje. Niestety, większość go nie słuchała.

Rozmawiałem z nim na tydzień przed jego śmiercią i jeszcze wtedy, do samego końca żywo interesował się Rosją, dopytywał o różne wiadomości. Ale to nie wszystko: choć miał problemy z mówieniem, wygłosił dla mnie pewnie swój ostatni wykład, w którym logicznie, z ogromną precyzją i dyscypliną opisał jego rozumienie władz rosyjskich. Z wielką aprobatą wypowiedział się na temat poglądów i dążeń prezydenta Władimira Putina, ze zrozumieniem odniósł się do kwestii przynależności Krymu do Rosji.

Takiego człowieka, jak Andrzej Walicki nie dało się zakwalifikować jako rosyjskiego agenta wpływu, nie sposób było go znieważać publicznie. Dlatego wybrano wobec niego taktykę przemilczania. Polski pogląd na Rosję wyrażają zatem niedouczeni dziennikarze i pseudoeksperci, a wielki międzynarodowy autorytet w tych sprawach, jakim był prof. Walicki, docierał ze swym przesłaniem do stosunkowo niewielkiej grupy niezależnych intelektualistów.

— Wróćmy do jego dziedzictwa. Czy będzie teraz o nim głośniej?

— Mam nadzieję. Wkrótce ukaże się jego książka z tekstami na temat Polski Ludowej wydana przez tygodnik „Przegląd”.

Z kolei tygodnik „Myśl Polska” zamierza opublikować wznowienie jego fundamentalnego eseju „Trzy patriotyzmy” wraz z wyborem innych tekstów na temat pojmowania narodu i ojczyzny.

Na wydanie czekają genialne dzienniki, które skrupulatnie pisał przez wiele lat i które zawierają zalążki książek, jakich nie zdążył już napisać.

Na pogrzebie profesora przemawiał jego przyjaciel i współpracownik prof. Paweł Kozłowski, który wspomniał, że jednym z ostatnich jego zdań przed śmiercią było: „Bądźmy w kontakcie”. Dlatego wysłuchać powinniśmy wszyscy jego woli i być w tym kontakcie z jego myślą i dorobkiem.

— Czy to prawda, że władze polskie w żaden sposób nie zaznaczyły swojej obecności na uroczystościach pogrzebowych?

— Jedynym przedstawicielem władz państwowych, który przekazał list kondolencyjny, był ambasador Federacji Rosyjskiej w Warszawie Siergiej Andriejew. Nie sądzę, by wymagało to dalszych komentarzy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kształtowanie opinii publicznej: Piskorski, Duda, Trzaskowski
Joanna Senyszyn: YouTuberzy z Rosji wykręcili nam numerek
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
Poseł Rozenek: „Nie można siadać do stołu z kimś, kto odczłowieczył dwa miliony Polek i Polaków”
Piotr Ikonowicz: Duda skończy jak Kwaśniewski – na drugiej kadencji i emeryturze politycznej
Opinia: „Emigracja jest już stałym elementem polskiej świadomości”
Tagi:
Andrzej Walicki, Mateusz Piskorski, Siergiej Andriejew, PiS, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz