19:11 29 Październik 2020
Opinie
Krótki link
591013
Subskrybuj nas na

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow udzielił wywiadu dziennikarzom Sputnika. Szef MSZ Rosji mówił m. in. o głównych kierunkach światowej polityki – wyborach w USA, sprawie Nawalnego a także o polityce historycznej i polskiej walce z pomnikami.

— Chciałbym rozpocząć rozmowę od relacji rosyjsko-amerykańskich, jeśli nie ma Pan nic przeciwko pytaniu o wybory, które mają się odbyć w Stanach Zjednoczonych za niecałe 2 miesiące. Amerykańska elita, niezależnie od przynależności partyjnej, bardzo często mówi o wyłącznej roli swojego kraju jako absolutnego światowego lidera. Na ile znaczący jest wpływ tej wewnętrznej agendy na politykę zagraniczną USA, stosunki z sojusznikami i partnerami, w tym stosunki z Rosją? Jak, Pana zdaniem, amerykańska zasada własnej wyjątkowości wpływa na procesy międzynarodowe?

— W sumie chyba wszyscy już sami wyciągnęli wnioski, to znaczy ci, którzy uważnie i profesjonalnie obserwują przebieg wewnętrznej walki politycznej. Wewnętrzna walka polityczna zawsze była motywem dla pozycji, które zajmowali zarówno Republikanie, jak i Demokraci. To, czego jesteśmy świadkami, nie jest wyjątkiem. Najważniejsze jest zebranie jak największej liczby argumentów, aby prześcignąć rywali na polu informacyjnym, retorycznym, polemicznym. Wkrótce odbędą się debaty między głównymi kandydatami na prezydenta z Partii Demokratycznej i Republikańskiej, a kwestia rosyjska, kwestia rosyjskiej ingerencji, co jest już stereotypowo odbierane, w sprawach wewnętrznych Stanów Zjednoczonych zajmuje jedno z dominujących miejsc.

To prawda, że w ostatnich tygodniach, może nawet miesiącach, zostaliśmy wyprzedzeni przez ChRL, które obecnie zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce na liście wrogów Ameryki, którzy próbują zrobić wszystko, aby w Ameryce zaszły jakieś katastrofalne procesy. W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się już do tego. To nie zaczęło się przy obecnej administracji, zaczęło się za administracji Obamy. To on zadeklarował, także publicznie, że rosyjskie kierownictwo świadomie prowadzi politykę psucia relacji między Moskwą a Waszyngtonem. Stwierdził również, że Rosja ingerowała w wybory w 2016 roku, wprowadził też pod tym pretekstem zupełnie bezprecedensowe sankcje, w tym przejęcie rosyjskiego mienia w Stanach Zjednoczonych, wydalenie kilkudziesięciu naszych dyplomatów wraz z rodzinami i wiele innych. A i teza o amerykańskiej wyjątkowości jest tezą podzielaną zarówno przez Demokratów, jak i Republikanów oraz wszystkie inne ruchy polityczne w Stanach Zjednoczonych.

Niejednokrotnie komentowaliśmy, że próby przedstawienia siebie jako sędziego losu całej ludzkości, bezgrzesznego i rozumiejącego wszystko lepiej niż inni, zdarzały się już w historii i nie prowadziły do niczego dobrego. Dlatego potwierdzamy nasze podejście do wszelkich wewnętrznych procesów politycznych w jakimkolwiek kraju: to jest wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow udzielił wywiadu dziennikarzom Sputnika
© Sputnik . Alexey Kudenko
Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow udzielił wywiadu dziennikarzom Sputnika
To smutne, że w swoje wewnętrzne sprawy polityczne wplątują ogromną ilość retoryki, przy czym retoryki, która nie odzwierciedla rzeczywistego stanu rzeczy na arenie międzynarodowej. Smutne jest również to, że aby zdobyć jak najwięcej punktów w tym wyścigu przedwyborczym, bez żadnych wątpliwości i bez wahania, wprowadzane są bezprawne sankcje, nawet bez powodu, wobec tych, którzy powiedzą coś na arenie międzynarodowej niezgodnie z głosem amerykańskich przedstawicieli.

I ten instynkt sankcji, który wypracowała przede wszystkim obecna administracja, ale powtarzam – Obama też się tym aktywnie zajmował – staje się, niestety, na kontynencie europejskim zaraźliwy: Unia Europejska coraz częściej ucieka się do bata sankcji.

Stąd mój wniosek jest bardzo prosty: będziemy oczywiście współpracować z każdym rządem, który zostanie wybrany w jakimkolwiek kraju, dotyczy to również Stanów Zjednoczonych, ale rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi we wszystkich kwestiach, które je interesują, będziemy wyłącznie na zasadzie równości, wzajemnych korzyści, poszukiwania równowagi interesów. Rozmawianie z nami poprzez ultimatum jest bezcelowe i bezużyteczne.

Jeśli ktoś jeszcze tego nie zrozumiał, to są to bezwartościowi politycy.

— Wspomniał Pan o presji sankcji, która w wielu przypadkach nie pojawia się w kręgach politycznych, ale jest inicjowana przez media. W USA, Wielkiej Brytanii, Europie zdarza się to dość często. Amerykańska prasa oskarżyła Rosję o spiskowanie z talibami przeciwko armii USA w Afganistanie, brytyjskie MSZ przekonywało, że Rosja prawie na pewno ingerowała w wybory parlamentarne w 2019 roku, kraje UE dyskutują w tym tygodniu o kolejnym pakiecie sankcji wobec Rosji w związku z domniemanym naruszeniem praw człowieka. Czy są szanse, że to podejście, ta polityka demonizowania Moskwy, jakoś się zmieni, czy może wręcz przeciwnie, wzmocni się?

— Na razie nie widzimy żadnych oznak zmiany tej polityki. Niestety, ten sankcjonujący świąd tylko się nasila. Na podstawie przykładów z ostatniego czasu: chcą nas ukarać za to, co się dzieje na Białorusi, chcą też ukarać nas za incydent z Nawalnym, choć kategorycznie odmawiają wypełnienia zobowiązań wynikających z Europejskiej Konwencji o udzielaniu pomocy prawnej i odpowiedzi na oficjalne wezwania Prokuratury Generalnej.

Preteksty są zdecydowanie naciągane. Niemcy mówią: „Nie możemy wam nic powiedzieć, skierujcie się do OPCW”, byliśmy tam kilka razy, tam mówią – zwróćcie się do Berlina. Jest takie idiomatyczne wyrażenie: „Iwan kiwa na Piotra, a Piotr na Iwana” – mniej więcej w tym stylu nasi zachodni, że tak powiem, partnerzy, reagują na nasze prawne podejście i głośno deklarują, że „otrucie zostało ustanowione, z wyjątkiem Rosji nikt nie mógł tego zrobić, przyznajcie się".

Wszystko to już było ze Skripalami, a przy okazji jestem pewien, że gdyby nie obecna sytuacja z Nawalnym, wymyśliliby coś innego. Wszystko jest na tym etapie podporządkowane temu, aby w jak największym stopniu osłabić stosunki między Rosją a UE. Są kraje w Unii Europejskiej, które to rozumieją, ale nadal kierują się zasadą konsensusu, tak zawanej solidarności; ta zasada jest rażąco nadużywana przez kraje, które stanowią rusofobiczną, agresywną mniejszość.

Teraz Unia Europejska rozważa możliwość, jak zrozumiałem z prezentacji raportu przewodniczącego Komisji Europejskiej, podejmowania decyzji w niektórych sprawach nie w drodze konsensusu, ale w drodze głosowania. Będzie to interesujące, bo wtedy zobaczymy, kto jest zwolennikiem nadużywania prawa międzynarodowego, a kto nadal prowadzi przemyślaną, wyważoną politykę opartą na pragmatyzmie i realizmie.

Ale oczywiście te rzeczy, o których właśnie wspomnieliście, kiedy oskarżano nas o nawiązywanie stosunków z talibami w celu nakłonienia ich do przeprowadzenia specjalnych operacji przeciwko amerykańskim żołnierzom za wynagrodzenie finansowe, talibowie walczą kierując się swoimi interesami i przekonaniami i podejrzewać nas, że możemy robić tego typu rzeczy, po prostu bandyckie – uważam, że to jest nawet poniżej godności amerykańskich urzędników. Nawiasem mówiąc, Pentagon został zmuszony do odrzucenia tego rodzaju wymysłów, nie znajdując żadnego potwierdzenia tych sfabrykowanych doniesień. Sami talibowie oświadczyli, że to absolutna nieprawda.

Jednak w naszych czasach sieci społecznościowych, w dobie dezinformacji i fałszywych wiadomości, wystarczy wrzucić jakiś wymysł do przestrzeni medialnej, bo już nikt nie przeczyta sprostowania. Pierwsza furora, by tak rzec, wywoływana przez tego rodzaju sensację, jest właśnie tym, czego oczekują jej autorzy.

Z tego powodu zarówno Amerykanom, jak i Brytyjczykom wielokrotnie powtarzaliśmy: „Jeśli macie jakieś skargi na nas, proszę, poprowadźmy profesjonalny dialog dyplomatyczny oparty na faktach”. Ponieważ większość twierdzeń o ingerencji dotyczy cyberprzestrzeni – jesteśmy oskarżani o hakowanie niemal na poziomie państwowym, o wchodzenie do wszystkich możliwych i niepojętych podstawowych systemów naszych zachodnich kolegów – zaproponowaliśmy wznowienie dialogu na temat cyberbezpieczeństwa, międzynarodowego bezpieczeństwa informacji we wszystkich jego aspektach i stwierdziliśmy, że będziemy gotowi do rozpatrzenia wzajemnych obaw. Zarejestrowaliśmy również wiele przypadków, które pozwalają nam podejrzewać ingerencję zachodnich stron, przedstawicieli, hakerów na nasze kluczowe zasoby. [Otrzymaliśmy] kategoryczną odmowę. Czy wiecie, pod jakim pretekstem? „Zapraszacie nas do dialogu na temat cyberbezpieczeństwa, czyli tej samej sfery, w której ingerujecie w nasze sprawy wewnętrzne”. I tyle.

— Kilka pytań odnośnie Francji i USA. Zacznijmy od Francji. Emmanuel Macron jest u władzy 3 lata i jego pierwsze oficjalne zaproszenie zostało skierowane do Władimira Putina w celu poprawy stosunków rosyjsko-frrancuskich. Czy może Pan powiedzieć, jakie realne zmiany od tego czasu na szczeblu dyplomatycznym zaszły we współpracy z Francją i sprecyzować, czy spotkanie w Paryżu, zostało przeniesione z 16 września z powodu Alieksieja Nawalnego? O ile wiem, wczoraj w Paryżu miało się odbyć spotkanie, do jakiego jednak nie doszło...

— Nie wczoraj. Miało się ono odbyć kilka dni wcześniej, ale nie jest to istotne. Po pierwsze, Francja to jeden z naszych kluczowych partnerów międzynarodowych. Już dawno scharakteryzowaliśmy naszą współpracę jak partnerstwo strategiczne. Prezydent Macron od razu po swojej wygranej w wyborach, zrobił to jako jeden z pierwszych kroków w polityce zagranicznej, zaprosił prezydenta Rosji.

I po zakończeniu tej wizyty, do jakiej doszło dosłownie w maju 2017 w Wersalu, został potwierdzony zamiar i gotowość obydwu krajów, liderów obydwu państw, żeby pogłębiać nasze partnerstwo, między innymi w sferze współpracy dwustronnej, sferze stosunków międzynarodowych, problemów regionalnych i globalnych. Po zakończeniu tego szczytu w Wersalu zostało założone Forum Dialogu i Społeczeństw Obywatelskich, Dialogu Trianońskiego, które do tej pory funkcjonuje dość dobrze, chociaż z powodu ograniczeń w związku z koronawirusem nie udaje się teraz organizować spotkań osobistych.

Od tego czasu odbyły sie jeszcze wizyty prezydenta Macrona w Rosji i prezydenta Putina we Francji. Ostatnim spotkaniem, jakie miało miejsce w sierpniu ubiegłego roku, była wizyta prezydenta Putina i negocjacje z prezydentem Macronem w Fort de Bregancon.

Jak powiedziałem, był to sierpień ubiegłego roku. Odbyła się tam bardzo owocna, głęboka i oparta na zaufaniu dyskusja nt. konieczności stosunków strategicznych, które bedą skierowane na rowiązanie kluczowych problemów współczesnego świata, przede wszystkim w Europie, regionu euroatlantyckiego, zadań w ramach wzmocnienia tu bezpieczeństwa.

Prezydenci porozumieli się wówczas w sprawie utworzenia rozgałęzionych mechanizmów współpracy zarówno na linii Ministerstw Spraw Zagranicznych, jak i Ministerstw Obrony – został wznowiony format 2+2, który powstał już dawno, ale była przerwa w jego funkcjonawaniu, we wrześniu ubiegłego roku kolejne posiedzenie formatu 2+2 odbyło się w Moskwie.

Oprócz tych dwóch ministerstw kwestie stabilności strategicznej postanowiono również omawiać na linii doradców ds. polityki zagranicznej dwóch prezydentów. Za ich zgodą, za zgodą prezydenta Putina i prezydenta Macrona, sformowano ponad 10 grup roboczych na różnych liniach, które są związane ze współpracą w sferze stabilności strategicznej: kontrolą nad zbrojeniami, nierozprzestrzenianiem broni masowej zagłady i innymi sprawami.

Ogólnie rzecz biorąc, większość z tych mechanizmów funkcjonuje i ma na celu to, abyśmy wspólnie z francuskimi kolegami występowali z inicjatywami, które bedą skierowane na stabilizację stosunków w Europie, na normalizację obecnej nienormalnej sytuacji, kiedy pogłębiane są podziały, kiedy NATO zwiększa swoją infrastrukturę wojskową na terytorium nowych państw członkowskich, co narusza Akt założycielski Rosja-NATO, podpisany jeszcze w latach 90. i uważany za podstawę naszej współpracy.

Istnieje wiele niepokojących tendencji, miedzy innymi jednym z przejawów takich destabilizujących czynników jest wyjście USA z Traktatu INF i oficjalnie zadeklarowany zamiar rozmieszczania takich rakiet nie tylko w Azji, ale najwyraźniej także w Europie. Te systemy przeciwrakietowe, które są rozmieszczone w Rumunii i zostaną zdyskolowane w Polsce, mogą być jak najbardziej użyte nie tylko do zwalczania pocisków, nie tylko w celach obronnych, ale i w celach ofensywnych, ponieważ z tych samych wyrzutni można uruchamiać również uderzeniowe pociski manewrujące, co było zakazane w „Układzie o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu”. Teraz jednak umowy nie ma i Amerykanie mają wolną rękę.

Prawie rok temu, (wkrótce bedziemy obchodzić rocznicę tego posłania), prezydent Putin zwrócił się do wszystkich przywódców państw europejskich, USA, Kanady i szeregu innych krajów w związku z tym, że Amerykanie naruszyli Traktat INF.
Zaapelował, by nie rozkręcać teraz wyścigu zbrojeń, a ogłosić dobrowolne, dwustronne moratorium na te systemy uderzeniowe, które były zakazane w traktacie INF. Ani jeden z liderów nie zareagował konkretnie na tę propozycję – oprócz prezydenta Macrona. I doceniliśmy to. Pokazało to, że francuskiemu przywódcy naprawdę zależy na wykorzystaniu wszystkich możliwości w celu dialogu z Rosją.

A bez takiego dialogu, wszyscy przyznają to coraz bardziej otwarcie, bezpieczeństwa w Europie nie da się zapewnić. Dlatego rzeczywiście, planowaliśmy spotkania w formacie 2+2, ale z przyczyn, jakich można się tylko domyślać, francuscy koledzy powiedzieli, że muszą trochę zrewidować grafik naszych spotkań, kolejne spotkanie ministerialne 2+2 ministrów obrony i spraw zagranicznych zostało przeniesione na późniejszy termin.

Nie będę mówić o przyczynach, ale najwyraźniej obecna ogólna atmosfera, ogólny ton, jakiego używa się teraz w Unii Europejskiej wobec Rosji, wpływa na grafik naszych kontaktów. Niemniej jednak konsultacje w zakresie wielu ważnych problemów odbyły się dosłownie niedawno: i odnośnie walki z terroryzmem, i odnośnie problemów cyberbezpieczeństwa. To wszystko stanowi część planów, jakie zostały zaaproobowane przez prezydentów Putina i Macrona.

— Jak niedawno zauważył stały przedstawiciel Rosji przy OBWE Aleksander Łukaszewicz sytuacja agencji Sputnik we Francji w ogóle się nie poprawiła. Nasi dziennikarze do tej pory nie są wpuszczani na konferencje prasowe i wszelkie inne wydarzenia przy Pałacu Elizejskim. Chcielibyśmy się dowiedzieć, jakie możliwości rozwiązania tej sytuacji są brane pod uwagę i czy omawiano ten problem ze stroną francuską.

— Oczywiście, ta sprawa była omawiana. Uważamy za niedopuszczalne, że korespondenci Sputnika i RT są jawnie dyskryminowani we Francji oraz, co dotyczy Sputnika, w krajach nadbałtyckich – to również dobrze znany fakt. To, że w ostatnich latach, od 2017 roku, ani RT ani Sputnik nie mają akredytacji w Pałacu Elizejskim – to przecież godne pożałowania. Ale, co bardziej zadziwiające, to że przy całym zaangażowaniu w wolność, równość i braterstwo, no i siostrzeństwo też, nasi francuscy koledzy mówią, że nie zmienią zdania, akredytacja nie będzie wydana, dlatego że RT i Sputnik to „nie media, a narzędzia propagandy”. 

Uważam, że nie ma co komentować absurdalności i niedorzeczności takich etykiet, ponieważ RT i Sputnik cieszą się ogromną popularnością. W coraz większej liczbie krajów rośnie liczba odbiorców, widziałem statystyki. Mogę jedynie przypuszczać, że to kolejne przejawy strachu konkurencji przed tym, kto do niedawna dominował na światowym rynku informacyjnym.

Te pytania postawiliśmy nie tylko Francuzom, żądając od nich zaprzestania dyskryminacji mediów zarejestrowanych w Rosji. Faktem jest, że przedstawiają nam argument, że są one finansowane przez państwo, ale finansowanych przez państwo jest wiele mediów, które uważane są za drogowskazy demokracji. Radio Liberty czy BBC również korzystają z rządowego finansowania, ale z jakiegoś powodu w stosunku do nich nie podjęto żadnych restrykcyjnych działań. Włączając w to Internet, gdzie otwarcie wprowadzana jest cenzura, zarówno Google, YouTube czy Facebook podejmują działania, otwarcie pod naciskami amerykańskich władz, które dyskryminują rosyjskie media w zakresie zamieszczania materiałów na ich platformach.

Zadajemy te pytania, jak już powiedziałem, stawiamy je nie tylko dwustronnie, ale również zadajemy je OBWE, gdzie jest specjalna jednostka ds. wolności mediów, zadajemy je UNESCO, które jest powołane do wspierania wolnego dziennikarstwa i wolności słowa, zadajmy te pytania Radzie Europy.

Co ciekawe, w latach 90. XX wieku, na przełomie lat 80 i 90 poprzedniego stulecia, kiedy przechodziliśmy przez procesy pieriestrojki i kiedy formowała się nowa polityczna rzeczywistość, kiedy Rosja otworzyła się na świat, jak przyjęto mówić, w ramach OBWE nasi zachodni partnerzy aktywnie promowali rozwiązania, które wymagały zapewnienia swobodnego dostępu do wszelkich informacji, zarówno ze źródeł krajowych, jak i z zagranicy.

Miało to wyraźnie wzmocnić tendencję do pokazania społeczeństwa radzieckiego światu zewnętrznemu itd. A tymczasem, kiedy przypominamy o tamtych rozwiązaniach i oczekujemy poszanowania dla dostępu do informacji, również we Francji w stosunku do Sputnika i RT, nasi zachodni partnerzy wstydzą się nawet podjąć te same działania, które z ich inicjatywy były podejmowane 30 lat temu. Podwójne standardy, hipokryzja – to, niestety, słowa, które przychodzą na myśl, żeby opisać ich stanowisko. Ale zbliża się kolejny szczyt ministerialny OBWE w grudniu tego roku, te kwestie nigdzie z porządku obrad nie znikną, a nasi zachodni koledzy będą się długo tłumaczyć.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow udzielił wywiadu dziennikarzom Sputnika
© Sputnik . Alexey Kudenko
Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow udzielił wywiadu dziennikarzom Sputnika

— Oprócz nieporozumień, jakie pojawiły się teraz w relacjach z naszymi zachodnimi partnerami odnośnie aktualnych wydarzeń, są sprawy, w których nie zgadzamy się z nimi, jeśli chodzi o interpretację historii. W tej chwili masowe protesty i demonstracje, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych, doprowadziły do bardziej radykalnych wydarzeń. W rzeczywistości rozpoczął się przegląd dużej części amerykańskiej międzynarodowej historii i kultury: bezcześci się pomniki, zmienia się opisy niektórych wydarzeń. W tym takie próby były i nadal są w odniesieniu do II wojny światowej oraz roli w niej Związku Radzieckiego. Jakie, Pana zdaniem, konsekwencje mogą mieć próby rewizji historii dla Stanów Zjednoczonych, a jakie w skali globalnej?  

— Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, co obecnie dzieje się w tej sferze – w historii świata, historii Europy. Obserwujemy, szczerze mówiąc, agresję historyczną, która ma na celu zrewidowanie współczesnych podstaw prawa międzynarodowego, które ukształtowały się po II wojnie światowej w postaci ONZ, zasad jej statutu. Przede wszystkim używa się argumentu, który jest próbą zrównania Związku Radzieckiego i faszystowskich Niemiec, agresorów i zwycięzców nad agresorami, zwycięzców nad tymi, którzy próbowali zniewolić Europę i zamienić większość narodów naszego kontynentu w niewolników.

Obraźliwe są dla nas bezpośrednie wypowiedzi, że Związek Radziecki ponosi jeszcze większą winę za wybuch II wojny światowej, niż Niemcy Hitlera. Zarazem rzeczowa strona sprawy jest zgrabnie zamiatana pod dywan: jak wszystko się zaczęło w 1938 roku, jak wcześniej zachodnie mocarstwa prowadziły politykę udobruchania Hitlera, przede wszystkim Francja i Wielka Brytania. Nie ma potrzeby długo rozmawiać na ten temat, wiele już powiedziano; a w uogólnionej formie artykuł prezydenta Władimira Putina zawiera oczywiście wszystkie nasze kluczowe argumenty i odwołuje się do dokumentów, przekonująco ukazuje bezsens, bezproduktywność i destrukcyjny charakter prób podważenia wyników II wojny światowej.

Przy okazji wspiera nas przeważająca część społeczności światowej, co roku na sesjach Zgromadzenia Ogólnego ONZ przedstawiamy rezolucję o niedopuszczalności gloryfikacji nazizmu; tylko 2 kraje głosują przeciw – USA i Ukraina, a cała Unia Europejska – niestety – wstrzymuje się od głosu. Wstrzymuje się, ponieważ, jak wyjaśniają nam kraje Europy, przede wszystkim kraje bałtyckie domagają się, aby nie popierać tej rezolucji. Ale, jak mówią, na złodzieju czapka gore: w tej rezolucji żaden kraj, żaden rząd nie jest wymieniony personalnie, po prostu wzywa się całą społeczność światową, aby nie dopuszczała do prób gloryfikowania nazizmu, walki z pomnikami itp.

Czyli kraje, które domagają się od UE, aby nie popierała tej absolutnie oczywistej, bezpośredniej rezolucji, która nie ma podwójnego dna, czują, że nie mogą podpisać się pod tymi zasadami. Ale w rzeczywistości tak się dzieje: widzimy marsze SS, widzimy niszczenie pomników – przede wszystkim nasi polscy sąsiedzi zajmują się tym dość aktywnie, jeszcze w Czechach uruchomiono podobne procesy. To niedopuszczalne. Nawiasem mówiąc, oprócz tego, że podważa to wyniki II wojny światowej zapisane w Karcie Narodów Zjednoczonych, rażąco narusza również dwustronne traktaty, które mamy z tymi krajami i innymi krajami, które są dedykowane ochronie miejsc pochówków żołnierzy i utrzymaniu grobów wojskowych oraz pomników, które zostały wzniesione w Europie ku pamięci ofiar II wojny światowej, ku pamięci bohaterów, którzy wyzwalali poszczególne kraje.

Dlatego będziemy kontynuować tę pracę i uważam, że bardzo ważne jest, aby zwrócić uwagę na ten punkt: ci, którzy sprzeciwiają się naszej linii zwalczania gloryfikacji nazizmu, powołują się na prawa człowieka. Niby, że wolność myśli i wolność słowa, które istnieją w Stanach Zjednoczonych i innych krajach zachodnich, nie podlegają żadnej cenzurze, a jeśli ta wolność myśli i słowa jest ograniczona przez niedopuszczalność gloryfikacji nazizmu, będzie to niezgodne z odpowiednim ustawodawstwem.

Ale szczerze mówiąc to, co obserwujemy teraz w Stanach Zjednoczonych, prawdopodobnie ma coś wspólnego z tym, co mówimy o niedopuszczalności rewizji wyników II wojny światowej. Najwyraźniej w Stanach Zjednoczonych ma miejsce rozpasanie nazizmu i istnieją siły polityczne, które próbują wzbudzić takie rasistowskie nastroje i wykorzystać je w swoich interesach politycznych. Obserwujemy to prawie codziennie.

— Mówiliśmy już o sytuacji w USA, o sytuacji w Europie, a chcielibyśmy jeszcze poruszyć temat świata arabskiego. Nie mogę nie zacząć od pytania o Syrię. Jak ocenia Pan amerykański Plan Cezara, który uderzył nie tylko w Syrię, ale i w najbliższych partnerów Damaszku? Jakie nowe działania mogą zostać podjęte dla poprawy sytuacji humanitarnej w kraju w związku z trudną sytuacją gospodarczą?

— Ten plan, o którym wspomnieliście, Amerykanie nazywają go Aktem Cezara, zakłada głównie wprowadzenie sankcji, które oni chcieliby widzieć jako przyduszające narzędzie przeciwko władzy Syryjskiej Republiki Arabskiej. W zasadzie, te sankcje, tak jak poprzednie – a było ich wiele ze strony USA i ze strony UE oraz wielu innych sojuszników Waszyngtonu – uderzają przede wszystkim w prostych ludzi, obywateli Syryjskiej Republiki Arabskiej. Dosłownie wczoraj w Nowym Jorku Rada Bezpieczeństwa omawiała kwestię sytuacji humanitarnej w Syrii i nasi zachodni koledzy, jak to się mówi, bardzo żarliwie i patetycznie bronili swoich racji, mówiąc, że sankcje kierowane są wyłącznie na ograniczenie działań i możliwości urzędników i przedstawicieli, jak oni to mówią, reżimu, i że prości ludzie nie cierpią, dlatego że w sankcjach przewidziane są humanitarne wyjątki dla dostaw leków, żywności i innych rzeczy pierwszej potrzeby.

To wszystko nieprawda, bo żadnych dostaw tych rzeczy z krajów, które wprowadziły sankcje, rzekomego wycofania sankcji przeciwko Syrii, nie oferują, być może z wyjątkiem bardzo małych partii. Przede wszystkim Syria handluje z Rosją, z Iranem, z Chinami, z niektórymi krajami arabskimi, a liczba krajów, które rozumieją konieczność, żeby przezwyciężyć obecną sytuację i wznowić stosunki z Syryjską Republiką Arabską, wciąż rośnie. Coraz więcej krajów, również z obszaru Zatoki Perskiej, podejmuje decyzje o wznowieniu pracy swoich ambasad w Syryjskiej Republice Arabskiej i coraz więcej krajów rozumie, że te duszące sankcje z punktu widzenia praw człowieka są absolutnie nie do przyjęcia.

Sankcje były ogłoszone jednostronnie, są więc nieprawomocne. I dosłownie wczoraj czy przedwczoraj Sekretarz Generalny ONZ António Guterres ponowił swój apel, który wygłosił już pół roku temu, że kraje, które wprowadziły sankcje przeciwko temu czy innemu krajowi rozwijającemu się, powinny te sankcje wstrzymać przynajmniej na czas walki z pandemią.

Zachód jest głuchy na te wezwania, chociaż zdecydowana większość krajów członkowskich ONZ popierało te wezwania. Będziemy zabiegać o dalsze potępienie podobnych praktyk. W ONZ podejmowane są specjalne uchwały, według których jednostronne sankcje są nielegalne i nieprawomocne i potwierdzają, że tylko sankcje wprowadzone przez Radę Bezpieczeństwa powinny być przestrzegane – to jedyne legalne, oparte na prawie międzynarodowym, narzędzie.

Ogólnie w sprawie syryjskiej ugody działamy aktywnie zgodnie z astańskim procesem pokojowym z naszymi tureckimi i irańskimi partnerami. Niedawno razem z premierem rosyjskiego rządu Jurijem Borisowym (wicepremier - red.) byliśmy w Damaszku. Prezydent Asad i jego ministrowie potwierdzili swoją skłonność do wypełnienia ustaleń, które na szczycie „Astańskiej Trójki” były uzgodnione między rządem, a opozycją. W Genewie wznowił prace komitet konstytucyjny, zebrała się komisja redakcyjna. Strony przystąpiły do negocjacji odnośnie przyszłości Syrii, co pozwoli rozpocząć prace nad reformą konstytucji.

Na świecie stopniowo zawęża się przestrzeń, którą kontrolują terroryści, przede wszystkim dotyczy to obszaru deeskalacji w Idlibie. Rosyjsko-tureckie umowy, w tym także o konieczności odcięcia zwyczajnych opozycjonistów, gotowych podjąć się dialogu z rządem, od terrorystów, którzy zostali za nich uznani przez Radę Bezpieczeństwa, stopniowo są wypełniane, chociaż nie tak szybko jak byśmy tego sobie życzyli. Ale nasi tureccy sojusznicy są oddani sprawie, a my aktywnie z nimi współpracujemy.

Niepokoi sytuacja na wschodnim brzegu Eufratu, gdzie bezprawnie rozlokowano amerykańskich żołnierzy, usilnie wspierając separatystyczne tendencje Kurdów. Bardzo żałujemy, że podżeganie Kurdów przeciwko władzy powstrzymuje naturalne dążenie Kurdów do rozpoczęcia dialogu z rządem. Oczywiście jest to niepokojące ze względu na integralność terytorialną Syryjskiej Republiki Arabskiej, ze względu na zagrożenie bombowe, podsycane przez Amerykanów wokół kwestii kurdyjskiej. Jak wiadomo, jest ona aktualna nie tylko dla Syrii, ale również dla Iraku, Iranu, Turcji, jest to niebezpieczna gra w tym obszarze.

Amerykanie z przyzwyczajenia prowadzą takie działania, by wywołać chaos, który mają nadzieję, że będzie do opanowania. Oni sami są daleko, ich to w zasadzie nie dotknie, ale dla regionu następstwa mogą być katastrofalne, jeżeli oni będą wspierać tendencje separatystyczne. W ostatnim czasie były ogłoszone działania tej nielegalnej amerykańskiej grupy na wschodzie Syrii, która razem z kurdyjskimi przywódcami podpisała ugodę, która pozwala amerykańskiej kompanii naftowej wydobywać węglowodory na terytorium suwerennego państwa syryjskiego – rażące pogwałcenie wszelkich możliwych zasad prawa międzynarodowego. Dlatego problemów Syryjskiej Republiki Arabskiej jest sporo, już wystarczy. Tym bardziej, że sytuacja znacząco się ustabilizowała w porównaniu do tego, co było jeszcze kilka lat temu, a działalność formatu astańskiego, nasze inicjatywy, które wcielaliśmy w życie, odegrała oczywiście kluczową rolę w tym procesie.

Obecnie w porządku obrad jest rozwiązanie palących problemów humanitarnych i odbudowa państwa, które zostało zniszczone przez wojnę. Aktywnie wspieramy dialog z innymi krajami, m.in. z Chinami, Iranem, Indiami, krajami arabskimi. Uważamy za bardzo ważne zaangażowanie organizacji i systemów ONZ w wydarzenia, które mają na celu mobilizację pomocy humanitarnej dla Syryjskiej Republiki Arabskiej, jako pierwszy krok i na kolejnym etapie, pomoc międzynarodową w odbudowie gospodarki i infrastruktury, które były zniszczone przez wojnę. To dużo pracy, ale w każdym razie jest jasne, jaką drogę należy obrać.

— Nie możemy nie zapytać o współpracę z krajami Zatoki Perskiej. Jakie są obecnie perspektywy międzynarodowej współpracy Rosji z krajami Zatoki Perskiej? Czy są dla nas jakieś priorytetowe kraje w tym regionie? Czy Rosja rozważa możliwość mediacji w rozwiązaniu katarskiego kryzysu, który trwa już cztery lata?

— Jeśli chodzi o Zatokę Perską, to prawdopodobnie nie zgrzeszę przeciwko prawdzie, jeśli powiem, że jako pierwsi ze wszystkich krajów, które mają stosunki z państwami tego regionu, zaproponowaliśmy zajęcie się opracowywaniem długoterminowego planu stabilnego, normalnego, dobrosąsiedzkiego rozwoju tej strefy. Już w latach 90. strona rosyjska zaproponowała koncepcję zapewnienia bezpieczeństwa i współpracy w strefie Zatoki Perskiej. Od tego czasu koncepcja była kilkakrotnie aktualizowana, w zeszłym roku zaktualizowana wersja została rozpowszechniona, a nawet we wrześniu ubiegłego roku przeprowadziliśmy ekspercką dyskusję nad tą koncepcją z udziałem naukowców, społeczności ekspertów z Rosji i krajów Zatoki Perskiej, krajów arabskich i Iranu.

Koncepcja ta w istocie proponuje oparcie się na doświadczeniach spotkań, dotyczących bezpieczeństwa i współpracy w Europie, kiedy w szczytowym okresie zimnej wojny istniały niełatwe stosunki między Związkiem Radzieckim, Układem Warszawskim i zachodnim blokiem NATO, a mimo to świadomość potrzeby współistnienia wciąż budziła wszystkie kraje regionu euroatlantyckiego – Europę, Stany Zjednoczone, Kanadę – aby zjednoczyć się i wypracować normy zachowania oparte na zaufaniu – tam ustanowiono specjalne środki budowy zaufania – przejrzystości. A mechanizmy, które zostały ustanowione w ramach tej narady, umożliwiły rozważenie wszelkich kwestii, które pojawiły się z jednej czy drugiej strony.

Zaproponowaliśmy też, aby te same zasady były podstawą interakcji w ramach koncepcji zapewnienia bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej. Przedstawiliśmy ją Radzie Współpracy Zatoki Perskiej, która, jak wiecie, obejmuje 6 monarchii Bliskiego Wschodu i zaprezentowaliśmy ją naszym irańskim kolegom. Kilku członków Rady Zatoki Perskiej wyraziło gotowość do dyskusji na jej temat. Niektórzy członkowie tej organizacji potrzebują jeszcze trochę czasu na dalsze przestudiowanie jej.

Kontynuujemy dialog, a dyskusje, które toczyły się na poziomie środowiska naukowego oczywiście pomagają promować te inicjatywy. Kłopot w tym, że w ostatnich latach, jak wiecie, obecna administracja USA demonizuje Iran.

Iran został uznany za główny problem całego regionu, w tym również innych regionów świata, gdzie Iran jest w taki czy inny sposób oskarżany o ingerowanie w wewnętrzne sprawy poszczególnych krajów. Amerykanie próbują przenieść cały dialog dotyczący problemów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej na antyirański tor. Po pierwsze, to jest bez perspektyw, ponieważ problemy można rozwiązać w sposób zrównoważony i niezawodny tylko w drodze porozumień między wszystkimi uczestnikami, a cała obecna logika amerykańskiej polityki opiera się na tym, że Iran powinien znaleźć się w centrum wszelkich wysiłków na rzecz powstrzymania, ukarania i tylko zmiana reżimu pozwoli, aby wreszcie cały region mógł swobodnie odetchnąć.

To ślepa uliczka. Sankcje, które próbują zdusić Iran, nigdy nie zadziałały i również teraz nie zadziałają. Iran wielokrotnie wyrażał swoją gotowość do dialogu i ta gotowość utrzymuje się, do dialogu, który nie może opierać się na tych ultimatum, które strona amerykańska co jakiś czas wysuwa. Będziemy gotowi pomóc w nawiązywaniu takiego dialogu. Wraz z krajami europejskimi, z ChRL, bronimy porozumienia nuklearnego w sprawie rozwiązania irańskiego problemu nuklearnego, które zostało zatwierdzone w 2015 roku przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, które teraz niszczą Amerykanie, ponownie kierując się wyłącznie linią demonizowania Iranu o wszystko. Obecnie trwają dyskusje w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, 13 z 15 krajów kategorycznie sprzeciwiło się próbom zniszczenia tego porozumienia nuklearnego i zrobienia z Iranu winnego wszystkiemu.

Wspomnieliście o sporach w Radzie Współpracy Zatoki Perskiej, kiedy jakiś czas temu kilka krajów tej organizacji i nasi koledzy z Arabskiej Republiki Egiptu weszli w konflikt z Katarem. Jesteśmy gotowi zaoferować nasze usługi mediacyjne w każdej kwestii konfliktu, jeśli wszystkie strony nas o to poproszą. Jak dotąd nie otrzymaliśmy takiego wniosku. Utrzymujemy dobre stosunki ze wszystkimi krajami bez wyjątku, w tym ze wszystkimi członkami Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Wiem, że amerykańska administracja stara się pogodzić antagonistów i przekonać Arabię ​​Saudyjską, jej najbliższych partnerów, do budowy mostów i pogodzenia się z Katarem. Życzymy powodzenia wszelkim wysiłkom, które mają na celu zjednoczenie krajów, a nie ich rozdzielanie i tworzenie linii podziału. Będziemy gotowi do pomocy, jeśli – jeszcze raz powtórzę – zostaniemy o to poproszeni i będą tym zainteresowane wszystkie zaangażowane strony.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Szef MSZ Iranu dla Sputnika: Po wyjściu z porozumienia jądrowego USA staną się wyrzutkiem
Siergiej Andriejew dla Sputnika: Powodów dla konfrontacji nie dostrzegam
Ławrow ostrzega przed eskalacją na Białorusi: Opozycja na Zachodzie chce krwi
Ławrow: Rosja nie będzie „przyjaźnić się przeciwko”
Ławrow: w sprawie Nawalnego nasi zachodni partnerzy przekroczyli wszelkie granice zdrowego rozsądku
Tagi:
wojna, Syria, Aleksiej Nawalny, MSZ Rosji, MSZ, polityka, polityka, Siergiej Ławrow, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz