02:05 27 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
22743
Subskrybuj nas na

Prezydenci Polski Andrzej Duda, Litwy Gitanas Nauseda i Rumunii Klaus Iohannis wystąpili ze wspólnym oświadczeniem w sprawie Białorusi. Apelują w nim o pomoc dla białoruskiego społeczeństwa i gospodarki.

O tym, czy takiej pomocy z ich strony ktokolwiek oczekuje, z politologiem dr. Mateuszem Piskorskim rozmawiał red. Igor Stanow.

— Kolejna inicjatywa polityków z Europy Środkowej w sprawie Białorusi budzi pewne zdumienie. Przed szczytem unijnym zaplanowanym na 24-25 września wnioskują o wsparcie Białorusi. Czy ktoś od nich tego oczekiwał?

 — Zapewne wyłącznie ich mocodawcy zza oceanu. Tak, ten list to kolejne z serii kuriozalnych pism wystosowywanych przez Warszawę, tym razem ze wsparciem Wilna i Bukaresztu…

— No właśnie. Co w tym gronie robi Rumunia i jej prezydent Klaus Iohannis?

— To dość logiczne. Strefa wpływów Stanów Zjednoczonych w Unii Europejskiej kurczy się coraz bardziej. Aktualnie znajduje się w niej – rzecz jasna – Polska i w nieco mniejszym stopniu kraje bałtyckie, szczególnie Litwa. Na tzw. flance południowo-wschodniej Amerykanie już od lat konsekwentnie stawiają na Rumunię. Próbowali też swego czasu rozciągnąć swoje wpływy na Bułgarię, ale okazało się, że to właśnie Rumunia jest w tej części Europy najbardziej podatna na retorykę antyrosyjską, co można wykorzystać do obecnych rozgrywek geopolitycznych. Bukareszt jest odpowiednikiem Warszawy na południu, jej bałkańską analogią.

— O co właściwie apelują prezydenci? Doprawdy, patrząc na to z dystansu, z Moskwy, dość trudno zrozumieć sens ich postulatów.

— Jak wspomniałem, sama zawartość pisma jest wyjątkowo absurdalna, chociaż czegóż innego moglibyśmy się tu właściwie spodziewać. Można było jednak zredagować tekst na nieco wyższym poziomie, ale widocznie kancelarie prezydenckie chciały napisać coś na kolanie, bez większego wnikania w sens niektórych stwierdzeń i sformułowań. Zaczynają od wyborów, czyli postulatów natury politycznej, co nie jest niczym nowym po 9 sierpnia i zwycięstwie Aleksandra Łukaszenki. Chcą, aby białoruskie wybory odbywały się zgodnie z zapisami Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ.

Znamienne jest to, że Mińsk jest pouczany m.in. przez Warszawę, która z dochowaniem procedur demokratycznych ma problemy przynajmniej od 2015 roku. To nie moja opinia, lecz Unii Europejskiej i szeregu organizacji międzynarodowych. Pokazały to wyraźnie ostatnie wybory prezydenckie, a przede wszystkim poprzedzająca je kampania.

Następnie domagają się obecności obserwatorów międzynarodowych na Białorusi. Czy do ich krajów przjeżdżają regularnie obserwatorzy? Oczywiście, nie. A tymczasem władze białoruskie takich obserwatorów zapraszały – sam otrzymałem zaproszenie, podobnie, jak kilku moich przyjaciół – politologów z krajów UE. Z uwagi na konieczność odbycia kwarantanny po powrocie niewiele osób się jednak w tym roku na taki wyjazd zdecydowała.

© Sputnik . Igor Stanow
Polski polityk i politolog Mateusz Piskorski

— Większość przypadków ingerencji zewnętrznej w wybory w krajach postradzieckich, i nie tylko, ma jednak na celu sprawy zupełnie przyziemne. Doprowadzenie do zmiany struktury własności.

Flaga Polski
© REUTERS / Agencja Gazeta/Dawid Zuchowicz
— Tak. I to widać w oświadczeniu wspomnianej trójcy. Otóż oni wprost piszą, że Białoruś powinna wybrać model „gospodarkę rynkową”. Czyli, nieważne jest to, czy może Białorusini mogą na przykład preferować gospodarkę planową albo gospodarkę społeczną, ważne jest, że wielki kapitał, w którego interesie odezwali się Duda i jego koledzy, chce tam gospodarki rynkowej. Wszystko staje się jasne. Demokracja demokracją, ale dla neoliberalizmu w wydaniu środkowoeuropejskim nie ma alternatywy.

A już, gdy czytałem, że prezydenci gotowi są podzielić się z Białorusinami swoim doświadczeniem w zakresie transformacji gospodarczej, to aż zaśmiałem się przez łzy. Może wiele osób, tych młodszych, nie pamięta, ale lata 90-te w tych krajach były okresem traumatycznym. I dziś taka transformacja, jak nazwał to prof. Grzegorz Kołodko „szok bez terapii”, stawiana jest za wzór krajowi, który tej katastrofy cudem tylko uniknął po rozpadzie Związku Radzieckiego.

— Prezydenci deklarują też, że pomogą Mińskowi w negocjacjach dotyczących członkostwa w Światowej Organizacji Handlu. Na czym taka pomoc miałaby polegać?

— Nie wiem. Białoruskie władze już od dawna prowadzą negocjacje z WTO na ten temat, które miały się zakończyć pod koniec tego roku. Nie potrzebują do tego żadnego wsparcia. Jak już, to dobrymi radami może tu służyć Rosja czy Chiny, które twardo swoje członkostwo w tej strukturze negocjowały. Mnie jeszcze bardziej zafascynował fragment dotyczący ściągnięcia na Białoruś międzynarodowych organizacji finansowych.

Wygląda na to, że prezydenci Polski, Litwy i Rumunii chcą Białorusinom ściągnąć na głowę groźby szantażu ze strony takich struktur jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

— Ale przecież cała ta inicjatywa „wsparcia” Białorusi została określona przez premiera Mateusza Morawieckiego mianem „planu Marshalla”. Chyba zakłada jakąś pomoc?

Flaga Polski
© REUTERS / Agencja Gazeta/Dawid Zuchowicz
— Na razie to takiej pomocy prędzej potrzebuje gospodarka wyludnionej Litwy, pogrążonej w korupcji Rumunii czy coraz mniej praworządnej Polski, a nie Białorusini, którzy – biorąc pod uwagę obecne zjawiska kryzysowe – radzą sobie wcale nie najgorzej. Poza tym prezydent Łukaszenko powiedział jasno, że żadnej prywatyzacji nie planuje. A jeśli już będzie zmuszony do korzystania z czyjejś pomocy, to raczej zwróci się do Rosji lub nawet do Chin. Bo one nie stawiają żądań zmiany całego systemu gospodarczego i likwidacji tego, z czego Białorusini mogą być dumni – wielkich, mocnych i zaawansowanych technologicznie zakładów przemysłowych.

— Czy ten list, oświadczenie może wywrzeć jakikolwiek wpływ na rzeczywistość?

— Absolutnie nie. O sprawach Białorusi i jej reform konstytucyjnych rozmawiać mogą przywódcy Francji czy Niemiec z przywódcami Federacji Rosyjskiej. Warszawa czy Bukareszt już dawno, zamrażając relacje z Moskwą, same wykresliły się z jakiejkolwiek gry na tym obszarze. Po prostu, ich inicjatyw nikt nie traktuje poważnie, a coraz mniej państw je w ogóle zauważa. Papier wszystko przyjmie, ale na oświadczenia Dudy, Nausedy i Iohannisa trochę szkoda drzew, które poświęcone są na ich druk. Na szczęście, na razie nie są to drzewa białoruskie, bo tam jeszcze korporacyjni inwestorzy promowani przez ową piszącą w nadmiarze triadę nie dotarli, i lasami nadal gospodaruje państwo.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

PE: Od 5 listopada Łukaszenka „nie będzie” prezydentem Białorusi
Polska, Litwa i Rumunia namawiają UE na „Plan Marshalla” dla Białorusi
Rosyjskie MSZ o rezolucji Rady Praw Człowieka ONZ ws. Białorusi
Szef dyplomacji UE: Sytuacja na Białorusi nadal się pogarsza
Tagi:
sankcje, sankcje, plan Marshalla, Unia Europejska, Unia Europejska, Alaksandr Łukaszenka, Białoruś, Białoruś, politycy, polityka, polityk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz