06:29 31 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (28)
6540
Subskrybuj nas na

„Cała nominacja prof. Zbigniewa Rau wskazuje na to, że polski MSZ przestał już być centrum polityki zagranicznej. Ma znaczenie, kto odbierze telefon z ambasady USA. Dość wyraźnie widać, że teraz ten telefon będzie odbierany bezpośrednio przez pałac prezydencki” – uważa politolog Konrad Rękas.

W najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci” nowy minister spraw zagranicznych RP Zbigniew Rau w rozmowie z Jackiem i Michałem Karnowskimi („Trójmorze ma potencjał przyciągania”) podkreśla rolę inicjatywy Trójmorza oraz mówi o miejscu Polski na współczesnej mapie Europy.

Szef polskiej dyplomacji podkreśla, jak wielkie znaczenia dla kraju ma realizacja idei Trójmorza: „Oczywiście były różne pomysły w dziejach naszego kraju i regionu na federacje, konfederacje, i w kraju, i na emigracji. Teraz jednak mamy do czynienia z wizją, która zaczyna się materializować, i to jest rzecz więcej niż cenna. To jest umacnianie tej części Europy, która ma bardziej optymistyczne, bardziej ambitne, głodne sukcesu społeczeństwa”.

Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas odpowiada na pytania komentatora agencji Sputnik Polska Leonida Swiridowa.

— Przeczytałem wywiad z nowym ministrem spraw zagranicznych RP panem profesorem Rau. W jednej z odpowiedzi pan minister mówi, że on, i w ogóle Polska, jest w poszukiwaniu inspiracji w polityce zagranicznej...

— Polska nie tylko poszukuje inspiracji – Polska znalazła inspirację: jedyną inspiracją polskiej polityki zagranicznej są rozkazy Waszyngtonu, a jeszcze dokładniej: telefony pani ambasador Mosbacher. I dopóki ten stan będzie trwać, żadnej inspiracji polskiej dyplomacji nie potrzeba. Tym chyba można wytłumaczyć też mianowanie ministra spraw zagranicznych pana profesora Rau, który ma z pewnością głęboką wiedzę, na przykład, przemyśleń Alexisa de Tocqueville, na temat demokracji, systemów politycznych oraz polityki Wielkiej Brytanii na terenie irlandzkim, natomiast na tym jego doświadczenia dyplomatyczne zdecydowanie się kończą. Zresztą, z tego wywiadu to wynika.

Cały początek tego wywiadu i w ogóle początek działalności pana ministra Rau to jest przemieszanie profesorskiego gadania i miłości własnej. To znaczy, miłość własna jest typowa dla ministra spraw zagranicznych w Polsce, zresztą, zupełnie nie uzasadniona.

— Przypomnimy, na przykład, pana ministra Radosława Sikorskiego, Dariusza Rossatiego itd.

— To była klasa sama w sobie, zwłaszcza, że im większe nic, tym większe miało o sobie mniemanie.

Prof. Rau ma niewątpliwy dorobek naukowy, ceniony, więc dokłada do swej misji profesorskie gadanie, i to ma zabezpieczyć realizację rozkazów Waszyngtonu. Pod tym względem, oczywiście, nic się nie zmieni, żadna nowa myśl się nie pojawi, z tego wywiadu również nie przebija.

— Cytat z pana Rau: „To, jak sobie układamy relacje z naszymi sąsiadami, z tymi narodami, które znamy od tysiąca lat, to jest rzecz absolutnie podstawowa”. Bardzo dużo jest w tym wywiadzie mowy o Białorusi. Ale zupełnie nie ma Rosji. O Rosji były dwie albo trzy wzmianki tylko w kontekście Białorusi. Nie bardzo rozumiem, czy Polska do dnia dzisiejszego nie ma żadnej koncepcji, jak Warszawa ma rozmawiać z Moskwą?

— Może akurat z Rosją, z Rosjanami od tysiąca lat nie graniczymy? To nowa teoria filozoficzna. Ale powtórzę: zdaje się, że po prostu, rozkazy się zmieniły. To znaczy, zaciągnięto cugle na polskim kagańcu – amerykańskim kagańcu na polskiej twarzy – zalecając na razie zamknąć się i zająć innym zakresem zadań. Proszę zwrócić uwagę, że clou tego wywiadu to jest rozpływanie się nad sukcesem Trójmorza.

Tego sukcesu właściwie nikt nie widzi poza Warszawą, ale kolejni polscy politycy nad nim się rozpływają: premier Morawiecki, prezydent Duda, i teraz profesor Rau, który opowiada dużo o tym Trójmorzu, tak, jak gdyby ono już istniało, a nie było tylko wymysłem. I co bardzo ważne: zaznaczam, jedno zdanie w tym wywiadzie rzeczywiście jest interesujące. Tylko jedno na cały ten wywiad. On tam mówi, że projekt Trójmorza, czyli amerykański projekt dla Europy, ograniczony jest do krajów Unii Europejskiej. To jest istotne, bo znaczy, że do tej pory Polska, zgodnie z zaleceniami amerykańskimi, twierdziła, że jest ambasadorem krajów pozaunijnych – Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Białorusi, itd. A tu nagle ograniczymy się do UE, czyli, staje się jasne, że Trójmorze – to projekt amerykański przeciw Unii Europejskiej.

To jasno de facto z wypowiedzi prof. Rau wynika, i z tego też z kolei wychodzi to, co on mówi o Białorusi. Bo jeśli prof. Rau nagle mówi na temat pani Ciechanowskiej „mało rewolucyjna twarz”, to nie jest komplement, rzuca to ciekawe światło na postawę Warszawy. To znaczy, miała być demokracja czy rewolucja? Bo była mowa o demokracji, a skoro chodzi o rewolucję, to Ciechanowska nie ma twarzy do rewolucji. Rewolucja się nie udała.

Trochę potwierdza się, że prezydent Łukaszenka miał rację, widząc warszawskie pośrednictwo w kręceniu lodów na Białorusi. Prof. Rau mówi też, na przykład: porównujmy sytuację na Białorusi do sytuacji w PRL-u. Mówi z przekąsem, że w PRL-u każda niezależna inicjatywa przypisywana była obcej inicjatywie. Tak, przecież wiemy, że to prawda. Wiemy, że te tak zwane niezależne inicjatywy w PRL-u były finansowane za pieniądze CIA i były przekazywane przez Watykan. Czyli zdecydowanie była obca inspiracja. Tak samo było na Białorusi.

— Ale wróćmy do tematów polsko-rosyjskich. Jaki mamy klimat?

— Warto przyjrzeć się temu numerowi tygodnika „Sieci” jako całości. Otóż, tuż przed wywiadem z panem prof.Rau jest tekst pod jak że znamiennym tytułem „Polska, zmartwienie Putina”. To pokazuje, że polską formację rządzącą nadal cechuje ta sama megalomania w stosunku do Rosji.

Z pewnością, nie ma prezydent Putin innych zmartwień, tylko siedzi i łamie sobie głowę, co tam, w tej Polsce słychać? Przeszły te norki czy nie przeszły te norki? To w ogóle artykuł kuriozum, bo, m.in, czytamy o tym, dlaczego prezydent Putin się martwi? Bo jego najważniejszym zadaniem jest dogonić Polskę!

Bo Rosja to biedny mały kraj, gdzieś, nie wiadomo gdzie, na jakimś dalekim końcu świata, musi dogonić przodującą Polskę. Jeśli polskie elity mają taką wizję sytuacji międzynarodowej, to niech one nie robią lepiej żadnej polityki, bo nie chodzi o to, że to się źle skończy. Ale ja po prostu jako Polak, nie lubię, gdy z Polaków się śmieją za granicą.

To już nawet nie jest cyrk, to jest zbankrutowane wesołe miasteczko.

— Czy możemy oczekiwać jakiejś korekty linii politycznej, na przykład, w odróżnieniu od linii ministra Jacka Czaputowicza?

— Powiem tak. Cała nominacja prof. Rau wskazuje na to, że MSZ przestał już być w najmniejszym nawet stopniu centrum polityki zagranicznej. To znaczy, według wszelkiego prawdopodobieństwa, ma znaczenie, kto odbierze telefon z ambasady USA. Dość wyraźnie widać, że teraz ten telefon będzie odbierany bezpośrednio: można nazwać pałac prezydencki.

Prezydent Duda będzie mógł sobie znowu pojeździć po świecie, bo takie jest pojęcie prezydenta Dudy na temat polityki zagranicznej. Znowu pojeździ i będzie mówił o Trójmorzu. A pan prof. Rau będzie sobie opowiadał takie różne kawałeczki i dowcipy o Unii Lubelskiej, de Tocqueville’u, o bitwie pod Mohaczem i bitwie pod Białą Górą i snuł sobie inne anegdotki historyczne. Ambasadorów obsadzi mu pospołu premier Morawiecki z prezydentem Dudą, a on sobie tak będzie gawędził.

MSZ został w polskim systemie partyjno-rządowym zdeklasowany. W tej chwili jest poniżej gradacji. Na samej górze jest Trump, potem jest Mosbacher, potem długo, długo nic, a potem w Polsce triumwirat: jest prezes Kaczyński, a potem Duda z Morawieckim coś zlecą do robienia.

— Szkoda. W każdym bądź razie, byłbym bardzo zainteresowany, żeby pan Zbigniew Rau odwiedził Rosję. I można by było porozmawiać w Moskwie z panem ministrem spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej, zadać kilka pytań. Nie wiem, czy to się uda? Przynajmniej, można pomarzyć.

— Takie rozkazy, jeśli przyjdą, z pewnością zostaną w Warszawie wykonane. Na razie o odwilży polsko-rosyjskiej myśleć raczej nie można, aczkolwiek –sam ukochany autorytet profesora Rau – de Tocqueville – widział przecież przy wszystkich swoich błędach obserwacyjnych, że i Stany Zjednoczone, i Rosja będą kiedyś mocarstwami światowymi.

Być może, prof. Rau, posługując się swoim de Tocqueville’em i z jego posążkiem w ręku, przyjmie do wiadomości, że Rosja jest mocarstwem światowym, podobnie, jak mocarstwem światowym są Stany Zjednoczone . Wobec powyższego Polska musi mieć swoją politykę zagraniczną wobec Rosji. Co więcej, polska polityka zagraniczna wobec Rosji jest najważniejsza z punktu widzenia przyszłości naszego kraju, jego szans i potencjału rozwojowego.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (28)

Zobacz również:

„Ros-Pol-Quiz: bitwa erudytów” – w oczekiwaniu finału
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
„Fakty po Mitach”: Proszę uwierzyć, że myślenie nie boli
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
ETPC przyjął pozew Swiridowa przeciwko polskim władzom
„Miastu i światu”: Listy Polaków do mieszkańców Stalingradu
Tagi:
Trójmorze, Konrad Rękas, USA, ABW, MSZ Rosji, Rosja, Polacy, Polak, polityka, polityk, Zbigniew Rau, MSZ RP, MSZ, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz