06:41 31 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
511123
Subskrybuj nas na

Prezydent Andrzej Duda przebywał z trzydniową wizytą na Ukrainie. Padło podczas niej wiele deklaracji nie tylko politycznych, ale i gospodarczych.

O perspektywach rozwoju relacji polsko-ukraińskich z politologiem dr Mateuszem Piskorskim rozmawiał red. Igor Stanow.

— Andrzej Duda złożył, pomimo ograniczeń związanych z pandemią w ostatnim okresie kolejną wizytę na Ukrainie. Czy Kijów to nadal dla polskich władz strategiczny partner?

— Sądząc po zachowaniu władz ukraińskich, absolutnie nie. W Kijowie mają świadomość tego, że Polska nie liczy się specjalnie w Unii Europejskiej, a z Amerykanami mogą porozumiewać się sami i zresztą aktywnie to robią. Polska z punktu widzenia Ukrainy jest partnerem trzeciorzędnym, nie mającym zbyt wielkiego znaczenia. Choć przyznać trzeba, że prezydent Wołodymyr Zełenski mniej prowokuje Warszawę w sprawach tożsamościowych i historycznych – tutaj specjalistą był jego poprzednik Petro Poroszenko.

— Chodzi o deklarację prezydentów dotyczącą ekshumacji i poszanowania miejsc pamięci?

— Tak, to na razie deklaracja polityczna i okaże się, jakie będą jej skutki w rzeczywistości. Jest faktem, że Zełenski nie przywiązuje szczególnej wagi to tendencji neobanderowskiej, która swoje już zrobiła i nie jest chyba dzisiaj jego obozowi politycznemu do niczego potrzebna. Choć niektóre środowiska w Polsce zauważyły, że nic w warstwie symbolicznej się nie zmieniło, bo np. oddając salut kompanii honorowej wojska ukraińskiego polski prezydent musiał, a może po prostu chciał, wykrzyczeć banderowskie pozdrowienie. Prezydent Polski, w związku z oczywistymi zaszłościami historycznymi, nie powinien się na coś takiego faktycznie godzić, można było tego uniknąć za pomocą protokołu dyplomatycznego i kuluarowych uzgodnień.

— Prezydenci obu krajów sporo mówili o współpracy w dziedzinie energetyki. Czy jest to realistyczny plan?

— Polska, co staje się coraz bardziej oczywiste, ma być dystrybutorem amerykańskiego gazu w Europie. Polskie władze promują interesy sektora wydobywczego zza oceanu. To też jest bardzo czytelne. W związku z tym należy się spodziewać, że jednym z komercyjnych celów firm amerykańskich jest przejęcie rynku ukraińskiego, mimo wszystko całkiem sporego.

Pośrednikiem ma być tu strona Polska, taki komiwojażer amerykańskich korporacji w naszej części Europy. Nie wiemy, ile Polacy na tym zarobią. Wątpię, że mogłoby to zrekompensować wysokie koszty zakupu amerykańskiego gazu skroplonego. Wiemy jednak na pewno, że z podwyżkami będą musieli liczyć się obywatele i właściciele firm ukraińskich. Dziwię się, że prezydent Zełenski tak ochoczo opowiadał o połączeniu systemów energetycznych Polski i Ukrainy.

— Podobno jednym z efektów wizyty ma być nowy korytarz transportowy Gdańsk – Morze Czarne?

— O takiej infrastrukturze transportowej mówi się już od wielu lat. Sprawa była dość istotna w okresie względnie dobrej koniunktury gospodarczej na Ukrainie. Niestety, po roku 2014 mamy raczej do czynienia z dramatycznym kurczeniem się ukraińskiej gospodarki. Mówimy o kraju, w którym po przewrocie w 2014 roku PKB spadł o 10% i który do tej pory nie był w stanie odbudować gospodarki po tym tąpnięciu. Prognozy spadku PKB Ukrainy w związku z obecną fazą kryzysu kształtują się na poziomie 8,2%.

Kijów desperacko szuka jakichkolwiek inwestycji, brnąc w kolejne pożyczki i kredyty. Te z kolei obwarowane są warunkami, które prowadzą do dalszego rujnowania istniejącej jeszcze substancji gospodarczej. Ukraina jest bankrutem. Dlatego nie bardzo wiem, czemu miałby służyć ten korytarz transportowy. Jeśli wpisywałby się w chińskie plany budowy „Jednego Pasa, Jednej Drogi”, to jeszcze miałoby jakiś sens. Ale wystarczy popatrzeć na mapy dotyczące planów Pekinu: żadna z tras tej nowej odmiany jedwabnego szlaku nie zakłada połączenia Odessa-Gdańsk.

Mateusz Piskorski
© Zdjęcie : Igor Stanow
Mateusz Piskorski

— Czy podczas wizyty padły jakieś ważne deklaracje polityczne?

— Nie wiem, czy one były ważne, bo w zasadzie nie wybiegały poza rytuał, konwencję. Ukazało się stanowisko, w którym Duda i Zełenski mówią o sprawach kompletnie surrealistycznych, np. jakiejś „deokupacji” Krymu. Oczywiście, wypowiadają też o rzekomej rosyjskiej agresji w Donbasie. To wszystko oklepane formułki, ale czegóż więcej spodziewać się po Dudzie, który przecież nie jest jakimś kreatorem polityki zagranicznej, a jedynie miernym wykonawcą pewnej ogólnej linii.

Mateusz Piskorski
© East News / Anna Abako
Esencję przesłania polskiego prezydenta zawierają jego słowa, że „sankcje wobec Rosji są czymś naturalnym”. Jak mniemam, taki głos części ukraińskiej klasy politycznej bardzo się podoba. Tyle, że to nie prezydent Duda wprowadzał te sankcje i nie on będzie decydował o ich utrzymaniu w przyszłości. Ot, taka retoryczna sztuka dla sztuki, której już specjalnie nikt nie zauważa.

— Czyli w zasadzie znów wizyta prezydenta Dudy ograniczyła się do gestów symbolicznych?

— Tak, i to dość wątpliwych. Na przykład w Odessie odsłonięto pomnik Anny Walentynowicz, a polski prezydent opowiadał, jak wielkim symbolem była ta postać dla polsko-ukraińskiego dialogu. Tymczasem z niedawno wydanej biografii tej działaczki dowiedzieliśmy się, że Walentynowicz przez długie kilkadziesiąt lat w ogóle ukrywała swoje ukraińskie pochodzenie. Wypierała się swojej ukraińskości, może dlatego, że niektórzy członkowie jej rodziny aktywnie działali w banderowskich strukturach kolaboracyjnych podczas II wojny światowej. Chyba można by znaleźć w historii najnowszej jednak nieco bardziej jednoczące Polaków i Ukraińców postacie. Ale tu jedynym cementem jest stanowisko patologicznie antyrosyjskie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Przekaz dnia przestał działać – Polacy nie obawiają się Rosji
Deszcz pada. Mosbacher nigdzie nie pojedzie
100-lecie w kręgu mitów
Kto ma prawo nosić znaczek?
Cenzura polityczno-korporacyjna?
Twitterowe harce MSZ
Tagi:
polityka, Wołodymyr Zełenski, Andrzej Duda, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz