02:49 26 Listopad 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Protesty w Polsce i za granicą po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji (102)
10309
Subskrybuj nas na

Grupa aktywistek działających na rzecz dostępu do aborcji „Aborcyjny Dream Team” stara się zmienić stosunek do aborcji w Polsce. W ramach inicjatywy „Aborcja bez granic” dziewczyny informują i pomagają przerwać ciąże kobietom z Polski.

Sputnik porozmawiał z Natalią Broniarczyk, jedną z twórczyń inicjatywy „Aborcja bez granic” na temat wczorajszych wydarzeń w Warszawie.

—  Jak wiemy, wczoraj po ogłoszeniu decyzji Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającej przepisy aborcyjne bardzo dużo ludzi w Warszawie wyszło na ulice. Czy można się było tego spodziewać?

—  Myślę, że tak, ponieważ to kolejny raz, kiedy za czasów rządu PiS próbowano zaostrzyć ustawę antyaborcyjną. I chyba gdzieś tam osoby cały czas miały nadzieję, że to się jednak nigdy nie zdarzy. Jednak to się wczoraj wydarzyło. W związku z tym, osoby zaryzykowały swoim zdrowiem i podczas epidemii wyszły na ulice. Myślę, że wśród ludzi panowało przekonanie, że taką dużą ilością trzeba pokazać, że nie uda się rządowi zrobić tego bezkarnie. Więc był to bardzo duży protest. Dzisiaj o 19:00 w tym samym miejscu w Warszawie odbędzie się kolejny protest, jak i w innych polskich miastach. Więc to się nie zakończyło tylko na jednym dniu.

—  Czy Pani nie zastanawiała się nad tym, dlaczego decyzja Trybunału Konstytucyjnego została ogłoszona akurat teraz? Czy może być tak, że rząd chce odwrócić uwagę od czegoś innego?

—  Na pewno chce odwrócić uwagę od tego, że nie radzi sobie z epidemią. To jedna rzecz. Ale druga rzecz jest związana z przepychanką o władzę. Mam wrażenie, że rząd wcale nie chciał zaostrzyć tej ustawy i bał się protestów. Jednak wczoraj wygrali politycy PiS oraz Konfederacji - bardzo konserwatywni. To oni bardzo chcieli, żeby Trybunał Konstytucyjny orzekł, że polska ustawa antyaborcyjna jest niezgodna z Konstytucją. Gdyby nie było tych superkonserwatywnych posłów, to byśmy nie mieli tej sytuacji. Natomiast ciągle jest walka o władzę, o tego najbardziej konserwatywnego wyborcę, ale też o poparcie kościoła. Kobiety dostały po prostu rykoszetem. 

—  Czy zgadza się Pani z tym, że jeżeli kobiety nie będą mogły skorzystać z tego typu usług medycznych w Polsce, będą szukać możliwości wykonania zabiegu za granicą?

—  To już się dzieje. My jako inicjatywa „Aborcja bez granic” pomagamy kobietom wyjeżdżać za granicę do Niemiec, Holandii, Anglii. Już z naszą pomocą wyjechało ponad 160 kobiet tylko w tym roku. Jesteśmy gotowi pomagać większej liczbie osób - temu tysiącowi osób, które robiły aborcję w publicznym szpitalu. Wczoraj wieczorem uruchomiliśmy zrzutkę i w tym momencie mamy już prawie pół miliona polskich złotych.

Zamierzamy te pieniądze wykorzystać również na naszą dalszą pracę, która koncentruje się na pomaganiu w aborcji. Również są osoby, które do tej pory nie mogły korzystać z aborcji w publicznym szpitalu, chociaż ich cena nie była duża - przerywały ciążę za granicą, bo nie chciały, żeby zostały rozpoznane. Będziemy pomagać takim osobom w dalszym wyjeżdżaniu za granicę. 

—  Czy można powiedzieć, że „skorzystają” na tym inne kraje?

—  Na pewno turystyka aborcyjna i lekarze na Słowacji czy w Czechach na tym skorzystają. Bo to prawdziwe pieniądze dla zagranicznych lekarzy, którzy będą otrzymywać pieniądze od polskich klientek. Czechy są o tyle problematyczne, że już mają dosyć polskich klientek, już bardzo często zdarzy się, że kobieta jedzie do Czech i musi wrócić do Polski, ponieważ nie ma tam dla niej miejsca.

Aborcje w Czechach powinny robić Czeszki, a nie Polki. Dlaczego Czechy, Niemcy, Słowacja mają być takim skrzydłem ratunkowym? Mam nadzieję, że powtórzy się scenariusz irlandzki, kiedy w pewnym momencie premier powiedział wprost: skoro są kobiety, które chcą przerywać ciąże, a muszą wyjeżdżać do Anglii, musimy im to umożliwić i nie możemy przerzucać tego problemu na inny kraj.

Mam nadzieję, że nasza władza też kiedyś zmądrzeje i zobaczy, że to, że nie tylko obciąża obywatelki, bo muszą wyjeżdżać, ale też obciąża ochronę zdrowia krajów sąsiedzkich. 

—  Jeśli popatrzeć pod nieco innym kątem, czy jest jakaś gwarancja tego, że rząd będzie w stanie zapewnić normalne, pełnowartościowe życie choremu dziecku, zarówno jak i jego matce, której nie pozwolono dokonać aborcji ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu?

—  Nie oszukujmy się. Ten rząd w 2018 roku miał zrealizować postulaty osób niepełnosprawnych, które protestowały i okupowały Sejm. I nie zrobił tego, odwrócił się od nich. To będzie i teraz. To są bardzo duże pieniądze i to jest bardzo duża grupa osób. Nie wystarczy wspierać tylko matek, które się opiekują takimi osobami, ale też trzeba wspierać te osoby z niepełnosprawnościami- zapewnić im dostęp do rehabilitacji, opieki zdrowotnej, edukacji. One też chcą się uczyć, pracować, a nie siedzieć w domach.

Za takim wsparciem idzie emancypacja, a rządowi nie zależy na tym, żeby te osoby się emancypowały. Im chodzi o to, żeby ta opieka odbywała się w domach, żeby ta osoba była niewidoczna, nie podejmowała żadnych decyzji, tak jak osoba sprawna. I to po prostu gadanie, żeby uspokoić nastroje społeczne. Przypomnę, że ten rząd wprowadził separatyzm edukacyjny dla osób z niepełnosprawnością, wyprowadził te osoby ze szkół – mają uczyć się w domach. 

—  Jak Pani uważa, czy może będzie jakaś odpowiednia opieka dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunek czy opiekunów?

—  Te osoby są przede wszystkim zamykane w domach ze swoimi opiekunkami, które nie mogą pracować. I taka rodzina dostaje bardzo skromne wsparcie socjalne od strony państwa. Wiem akurat o tym, ponieważ sama jestem siostrą osoby z niepełnosprawnością - zarówno fizyczną, jak i intelektualną. Moja mama nie pracowała zawodowo 25 lat, ponieważ zajmuje się opieką nad tym dzieckiem.

Teraz to dorosły człowiek, który ciągle potrzebuje wsparcia. I moja mama nie ma prawa do ochrony zdrowia, tej która byłaby dostosowana do jej potrzeb. Potrzebuje opieki psychologicznej, opieki wytchnieniowej. Tego nie ma. I te osoby są skazane na siedzenie w domu, tak samo jak ich niepełnosprawne dzieci, czyli niepełnosprawni dorośli, którymi się opiekują.

Wszyscy udają, że tych osób nie ma, wszystkie polityczne partie do tej pory udawały, że nie trzeba im pomagać, że ich praca nie jest ważna. Więc nie należy nazywać zakazu aborcji ochroną życia. Ochrona życia to jest również wsparcie socjalne dla takich rodzin, a to się nie dzieje. 

—  Być może znów będzie mowa o projekcie ustawy działaczki Pro-life Kai Godek, która uważa, że „aborcja jest gorsza niż koronawirus” i proponuje zniesienie przepisu dopuszczającego możliwość przerwania ciąży, która powstała w wyniku gwałtu? 

—  My się tego boimy rzeczywiście. To jest realna obawa, że za czasów tego rządu ustawa zostanie całkowicie zaostrzona. Jednak ciąże przerywane na skutek gwałtu czy aborcja w przypadku wady płodu, czyli kiedy życie i zdrowie kobiety w ciąży jest zagrożone, to jest bardzo mały procent wszystkich aborcji. Większość aborcji to aborcje, które osoba robi, bo nie chce być w ciąży. Symbolicznie Polska zostanie prawdopodobnie jednym z dwóch państw, gdzie funkcjonuje całkowity zakaz aborcji. W tym momencie jest nim Malta.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Protesty w Polsce i za granicą po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji (102)

Zobacz również:

Protesty po decyzji Trybunału ws. aborcji: „Nie oddamy naszych praw!”, „Macie krew na togach”
Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję ws. aborcji. Tusk: Polityczne łajdactwo
„Piekło kobiet”. Po decyzji Trybunału Konstytucyjnego na Twitterze wrze
Tagi:
Polska, aborcja, Trybunał Konstytucyjny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz