19:20 04 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Świat zmaga się z pandemią koronawirusa (152)
4106
Subskrybuj nas na

„Wracam do domu około godziny 21.00, to mogę powiedzieć, że jedzie się bardzo dobrze. Nie ma korków. A ponieważ posiadam zaświadczenie z pracy, to mogę jeździć pustymi drogami i korzystać z godziny policyjnej” – mówi polski działacz lewicowy Michał Nowicki, mieszkający na stałe w Paryżu.

Kolejny dzień z rzędu we Francji odnotowano rekordowy przyrost zakażeń koronawirusem. Francuskie ministerstwo zdrowia poinformowało w niedzielę wieczorem, że w ciągu poprzedniej doby stwierdzono 52 010 nowych infekcji koronawirusem. Stanowi to europejski rekord.

Przewodniczący Rady Naukowej doradzającej rządowi Francji w walce z epidemią koronawirusa Jean-François Delfraissy oświadczył, że sytuacja sanitarna we Francji jest krytyczna. Ocenił, że realnie dochodzi do ok. 100 tys. zakażeń koronawirusem dziennie.

Merowie wielu miast domagają się jak najszybszego stworzenia przez wojsko sieci szpitali polowych. Alarmują, że coraz bardziej brakuje miejsc na oddzialach intensywnej terapii w regionach, w których druga fala epidemii koronawirusa uderza najmocniej.

Prezydent Francji Emmanuel Macron podczas wizyty w szpitalu w Pontoise pod Paryżem stwierdził, że z koronawirusem trzeba będzie żyć do przyszłego lata. Dodał, że nie zamierza na razie ograniczać godziny policyjnej, która obowiązuje na większości terytorium kraju, a może nawet ją wydłużyć.

Michałem Nowickim (Paryż) rozmawia komentator Sputnika Leonid Swiridow.

— Panie Michale, tydzień temu wprowadzono we Francji godzinę policyjną. Czy może Pan powiedzieć, jak na nowe obostrzenia reagują Francuzi? Co się zmieniło w Pana życiu?

— Muszę powiedzieć, jako ojciec ośmiomiesięcznego synka, godzina policyjna właściwie nic w moim życiu nie zmieniła. Nowe przepisy nakazujące siedzenie w domu w godzinach 21 wieczór – 6 rano idealnie się wpisują w grafik mojego synka, który właśnie w tych godzinach śpi. Na osiedlu jest cicho i jako człowiek, który w ostatnich miesiącach jest często nie wyspany, bardzo tę, ciszę doceniam. Ale zaznaczam, że moja sytuacja jest specyficzna, gdyż od ponad roku, a więc od momentu gdy ciąża mojej żony była już mocno widoczna, to my po prostu ograniczyliśmy nasze nocne życie towarzyskie.

Porównując to z przepisami, które obowiązywały we Francji na wiosnę, to teraz czuję się znacznie mniej skrępowany. Na wiosnę zamknięto parki, a każde wyjście z domu wiązało się z uciążliwym wypełnianiem formularzy. W dodatku wyjście na spacer było ograniczone do jednego kilometra od miejsca zamieszkania. Teraz, przynajmniej moje życie, wygląda w miarę normalnie. Jedynym uciążliwym obowiązkiem jest noszenie maseczki.

Niestety obawiam się, że sytuacja wkrótce się zmieni i to na gorsze.

Michał Nowicki, polski działacz lewicowy
© Zdjęcie : Michał Nowicki
Michał Nowicki, polski działacz lewicowy

— Zresztą tak zapowiedział rząd Francji, poziom restrykcji będzie uzależniony od rozwoju epidemii...

— Tak, ponieważ każdego dnia są bite kolejne rekordy zakażeń, to koledzy w mojej pracy ciągle spekulują, jaki będzie następny krok.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan
© AP Photo / Burhan Ozbilici
Głośno mówi się o wydłużeniu godziny policyjnej (np. od godziny 18) lub też o ponownym wprowadzeniu częściowej kwarantanny (troszkę na wzór tego, co było we Francji w maju i czerwcu). Wszyscy też się głośno zastanawiają, czy i kiedy Prezydent Macron zdecyduje się na zamknięcie szkół i na jakich warunkach.

Gdy na wiosnę zamknięto szkoły, to wielu moich kolegów zostało w domu ze swoimi dziećmi i dostawali pensje w tej samej wysokości, co podczas zwolnienia lekarskiego (czyli jakieś 80 procent pensji).

Oczywiście nie mamy wpływu na to, co będzie, co nie przeszkadza nam wyrażać własnego zdania, co o tym sądzimy. Ja należę do frakcji, która opowiada się za jak najszybszym zamknięciem szkół, dzięki czemu mógłbym zostać w domu. Z drugiej strony, osoby obciążone kredytami, czy też mające gorszą sytuację finansową, modlą się o to, by szkoły cały czas były otwarte.

Dodam na koniec, że jest to też kwestia, która różni mnie z żoną. O ile ja jestem robotnikiem fizycznym i każdy dzień, gdy nie muszę pracować, uważam za dar od Boga. To z kolei moja żona pracująca w branży eventowej, obawia się zamknięcia firmy.

— Czy wprowadzenie nowych restrykcji zmieniło coś w Pańskiej pracy?

— Co prawda w nowej sytuacji pracuje dopiero od tygodnia, ale mogę wymienić dwie ważne zmiany.
Pierwsza - to spore natężenie pracy. W ostatnim tygodniu zrobiłem prawie 47 godzin, co przy francuskim 35 godzinnym tygodniu pracy umożliwiło mi zarobienie nadgodzin. I chociażby dlatego trudno mi mówić, co się dzieje na ulicy, gdyż ja ciągle pracowałem. Wracam do domu około godziny 21, to mogę powiedzieć, że jedzie się bardzo dobrze. Nie ma korków. A ponieważ posiadam zaświadczenie z pracy, to mogę jeździć pustymi drogami i korzystać z godziny policyjnej.

Przypomina mi to sytuację z początku marca, gdy też mieliśmy ogromne natężenie pracy. W momencie, gdy cały świat mówił o epidemii we Włoszech, to my codziennie rozładowywaliśmy mnóstwo włoskich ciężarówek. W branży logistycznej wszyscy spodziewają się ponownego zamrożenia gospodarki i teraz pracujemy na pełnych obrotach.

Druga rzecz, która się zmieniła, to przepisy dotyczące noszenia maseczek.

— No właśnie, a co z noszeniem maseczek u Pana w pracy?

— Co prawda, w naszej pracy taki wymóg istnieje od marca, ale do tej pory był to raczej przepis martwy. Wszyscy mieli maseczki, ale albo zawieszone na szyi, albo też na brodzie. A zakrywanie ust i nosa miało miejsce tylko podczas wizyty firmowych ważniaków.

W czwartek zrobiono nam zebranie i postraszono nas karami za brak noszenia maseczek. Równocześnie sprecyzowano, że właściwie maseczki wszędzie należy nosić poza chłodnią (minus 25). Należy więc nosić maseczkę na platformie rozładunkowej, gdzie spędzam większość czasu (temperatura od 0 do 2 stopni). Równocześnie poinformowano, że jakaś instytuacja zewnętrzna – jakiś sanepid czy policja – w każdej chwili może mieć dostęp do monitoringu, i jeśli ktoś będzie przyłapany bez maseczki, to poniesie surowe konsekwencje. Jakie dokładnie, to nie sprecyzowano, ale zabrzmiało groźnie.

Od momentu wybuchu epidemii koronawirusa, mam za sobą dopiero pełne dwa dni pracy w masce. I jako pracownik fizyczny, który sporo się rusza, powoli staje się antymaseczkowcem.

Nie dość, że mi łzawią oczy i szybciej się męczę, to czynnikiem dodatkowo irytującym jest fakt, że osoby pracujące w naszej firmie w biurze, gdy w pokoju są sami, to maseczki mogą zdjąć. Mamy tu więc potrójną niesprawiedliwość. Nie dość, że zarabiamy od nich mniej, nie dość, że marzniemy i nasze mięśnie są zmęczone, to jeszcze musimy nosić te maseczki.

Póki co znaleźliśmy rozwiązanie tymczasowe.

Rozpoczynając pracę, bierzemy trzy maseczki i w dwóch robimy małe dziurki, a trzecia leży bezpiecznie w kieszeni na wypadek kontroli. Dziurki ułatwiają oddychanie i zmniejszają łzawienie, a równocześnie są niewidoczne dla kamery. Oczywiście wszyscy mają świadomość, że to nas nie chroni od wirusa, ale póki co bardziej boimy się zawału serca z powodu maseczki niż COVID-19.

Jako wieloletni działacz o prawa pracownicze uważam, że te restrykcje są typowym neoliberalnym działaniem, gdzie w przypadku problemów, narzuca się dodatkowe obciążenia dla pracowników. Jeśli wiadomo jest, że intensywny wysiłek fizyczny w maseczce jest niebezpieczny dla zdrowia, to powinno się zrobić wszystko, by zorganizować pracę w ten sposób, by można było zachować odpowiednie odległości między pracownikami i tym samym znieść uciążliwy obowiązek pracy fizycznej w maseczce. Nie trzeba być geniuszem.
W mojej branży wystarczyłoby wydłużyć dzień pracy o godziny nocne i w ten sposób rozrzedzić zagęszczenie ciężarówek i osób na platformie.

— Tylko godziny nocne są lepiej płatne!...

— ... i chociażby w ten prymitywny sposób poszukiwania oszczędności za wszelką cenę kosztem pracownika, narzuca się takie antypracownicze rozwiązania.

Nikomu z moich kolegów źle nie życzę, ale jak to dalej potrwa, to ktoś z moich starszych kolegów dostanie zawału serca i dyrekcja będzie musiała się z tego tłumaczyć.

Chciałbym jasno sprecyzować, że całkowicie akceptuje obowiązek noszenia maseczki w sklepach czy innych miejscach publicznych, gdzie ludzie przychodzą załatwić jakąś sprawę. Rozumiem nawet sytuację ekstremalną, gdy w ramach pracy, pracownik musi tę maseczkę założyć. Ale tylko jako rozwiązanie tymczasowe. Dziś założy maseczkę, a jutro tak praca zostanie zreorganizowana, że będzie więcej przestrzeni osobistej i maseczkę będzie można zdjąć.

My, tymczasem, jesteśmy teraz pod jakąś obserwacją kamer i pracujemy z perspektywą, że przez najbliższe pół roku nic się na lepsze nie zmieni.

— A co mówią media francuskie?

— Znowu Pana rozczaruje, bo w ostatnich miesiącach prawie tych mediów nie śledzę. Nie da się. Ciągle tylko wałkowanie tematu epidemii.

Pewnemu znanemu Gruzinowi przypisuje się cytat, że jedna ofiara to tragedia, a milion to statystyka. I choć teraz zakażeń na świecie jest znacznie więcej niż na wiosnę, to dla mnie to jest jedynie sucha statystyka, która powoli zaczyna mnie mdlić.

Sporo się mówi o kryzysie tradycyjnych mediów i równoczesnego wzrostu mediów internetowych. Na przykładzie mediów francuskich całkowicie to rozumiem.

Ostatnio zrobiłem dwa wyjątki. Pierwszy z powodu makabrycznego zamachu terrorystycznego, którego ofiarą był nauczyciel historii. Temat ten mną wstrząsnął, gdyż z wykształcenia właśnie jestem nauczycielem historii. Dzisiaj z kolei oglądaliśmy z żoną wiadomości na temat protestów kobiecych w Polsce. Niestety, jak interesujący nas temat się kończy i ponownie pojawia się rozmowa o epidemii, to przełączamy kanał.
Bo to ciągłe lanie wody i gadanie o niczym. Spekulowanie.

Czy epidemia się rozwinie?
Czy będzie kryzys?
Co zrobi Macron…
Im mniej ktoś wie, tym głośniej mówi. 

— Dziękuję bardzo za rozmowę.


Michał Nowicki (ur.1982) – historyk i dawny redaktor portalu Lewica Bez Cenzury, zamkniętego w 2008 roku przez warszawską prokuraturę. Pierwszy komunista w III Rzeczypospolitej represjonowany za działalność polityczną. Skazany w 2010 roku na karę 100 dni więzienia.

Od 8 lat – robotnik, emigrant we Francji. Najpierw usuwał azbest, dziś pracuje w podparyskiej chłodni w temperaturze minus 25 stopni. Członek francuskiego związku zawodowego CGT, autor kanału na YouTube Odrodzenie Komunizmu i inicjator kampanii Tydzień Denazyfikacji.

Prywatnie jest synem Wandy Nowickiej, znanej polskiej działaczki społecznej i feministycznej, posłanki na Sejm VII i IX kadencji, w latach 2011–2015 wicemarszałek Sejmu VII kadencji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Świat zmaga się z pandemią koronawirusa (152)

Zobacz również:

Waszyngton to nie Moskwa. Zdewastowano pomnik Tadeusza Kościuszki
MSZ Rosji: Działania Polski wobec Swiridowa to brudna historia
Francja: „To sprzeciw wobec rozprzestrzeniania się tureckiego islamu w Europie”
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
„Miastu i światu”: będzie kontynuacja zbioru archiwalnych listów Polaków do mieszkańców Stalingradu
Kraje islamskie nawołują do bojkotowania francuskich produktów. Paryż reaguje
Tagi:
ograniczenia, policja, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, protesty, Polska, Francja, Emmanuel Macron
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz