03:17 26 Listopad 2020
Opinie
Krótki link
Autor
12619
Subskrybuj nas na

„W Polsce na dzień dzisiejszy nie ma możliwości zastąpienia produkcji energii opartej na węglu produkcją taniej energii ze źródeł odnawialnych lub opartej na atomie, bo nie ma takiej alternatywy” – stwierdził ekspert Jerzy Markowski.

Z analitycznego raportu energetycznego think tanku Ember wynika, że ceny hurtowe energii elektrycznej w Polsce są aktualnie najwyższe w Unii Europejskiej. Pomiędzy kwietniem a wrześniem tego roku średnie ceny hurtowe energii elektrycznej w Polsce wynosiły 46 euro za megawatogodzinę (MWh), czyli prawie 50 proc. więcej niż średnia dla reszty unijnych krajów (31 euro/MWh). W większości państw UE odnotowano poważne spadki cen, co związane było m.in. z przeniesieniem produkcji energii na niewykorzystane moce gazowe ze względu na niższe ceny błękitnego paliwa.

Z wyliczeń Ember wynika, że obecnie nawet najmniej wydajne elektrownie gazowe produkują energię taniej niż najbardziej wydajne elektrownie węglowe.

Winą CO2?

„Są dwie przyczyny, z powodu których jest taka różnica w cenach” – wyjaśnia w rozmowie ze Sputnikiem Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.

Pierwsza przyczyna jak gdyby sprowadza sprawę do winy tylko i wyłącznie polskiego górnictwa. Polega ona na tym, że opiera się w Polsce na wysokich cenach węgla kamiennego, które w obrocie krajowym są wyższe, niż w obrocie międzynarodowym. I polski odbiorca węgla kamiennego z polskich kopalń płaci więcej za węgiel, niż płaciłby gdziekolwiek poza granicami kraju – mówi.

Druga przyczyna zdaniem rozmówcy jest trudniejsza do wykrycia, ale jest bardzo istotna. Wzrost cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla był i pozostaje jedną z głównych przyczyn wzrostu cen energii w Polsce, ponieważ sektor energetyczny, wciąż zdominowany przez węgiel, jest w największym stopniu obciążony cenami emisji.

„Ten czynnik fiskalny stanowi jedną trzecią kosztów produkowania energii elektrycznej” – zaznacza ekspert.

Według analiz Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych (CAKE) zwiększenie planowanej do 2030 r. redukcji CO2 w ramach systemu EU ETS może spowodować wzrost cen uprawnień z obecnych 27-30 euro za tonę do 41 euro w 2025 r. i do 76 euro w 2030 r. (warto przypomnieć, że trzy lata temu kosztowały niecałe 7 euro). To może być zabójcze dla unijnej gospodarki, ale i dla zwykłych konsumentów. Oznacza to, że zakłady przy dużo wyższych niż dziś cenach uprawnień do emisji będą miały większe koszty produkcji. Albo je przerzucą (jeśli będą mogły) na swych klientów, albo przeniosą produkcję poza UE, gdzie elektrownie i zakłady przemysłowe nie muszą płacić za emisję, więc energia jest tańsza.

Zdaniem Jerzego Markowskiego w Polsce na dzień dzisiejszy nie ma możliwości zastąpienia produkcji energii opartej na węglu produkcją taniej energii ze źródeł odnawialnych lub opartej na atomie. Polska w dalszym ciągu pozostaje w tyle pod względem mocy wiatrowych i słonecznych. „W Polsce nie ma takiej możliwości, bo nie ma takiej alternatywy” – mówi Jerzy Markowski.

„Na pewno potrzebna będzie zgoda Unii Europejskiej. Mając taki, a nie inny model elektroenergetyki węglowej, nie jesteśmy w stanie ograniczyć emisji do poziomu 50 proc. na samych elektrowniach na węgiel, czego oczekuje od nas UE. Natomiast, jeżeli włączymy do systemu energetykę jądrową, która jest bezemisyjna z punktu widzenia CO2, to wtedy siłą rzeczy ta wielkość będzie mniejsza, i siłą rzeczy część elektrowni węglowych mogła by dalej przez jakiś czas pracować w swoich parametrach. Jeżeli, jednak, polskie władze zachowują się sprytnie i programem energii jądrowej będą broniły pozycji węgla w Polsce, to wtedy jest to do bronienia” – przekonuje Jerzy Markowski, tłumacząc to tym, że Polska, jako kraj, jest dzisiaj rozliczana z emisji dwutlenku węgla z produkcji całego sektora przemysłowego. „Tak, że jest to do pogodzenia w zakresie programu zmniejszenia emisji dwutlenku węgla” – tłumaczy rozmówca.

Zdaniem eksperta w tej chwili energetyka jądrowa jest sposobem na stabilizację, przynajmniej elektroenergetyki opartej na węglu i w takim tempie, który pozwoli na odchodzenie od węgla, ale bez blackoutu.

W poszukiwaniach atomu

Przy okazji szczytu Trójmorza, jaki odbywał się w połowie października w estońskim Tallinnie, doszło do podpisania wstępnego porozumienia o udziale Amerykanów w programie budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Budowa ma rozpocząć się w 2026 roku. Wcześniej terminy te były wielokrotnie zmieniane. Nie ulega wątpliwości, że Polsce nie uda się uniknąć poważnych trudności finansowych. Tym niemniej, według prognozy ministra Naimskiego, w pierwszej połowie lat 40. XXI wieku udział energii jądrowej będzie wynosił około 20% całkowitej produkcji krajowej.

Budowa energetyki jądrowej w zakładanej przez polski rząd formule będzie wymagała zgody Komisji Europejskiej na pomoc publiczną.

Warto jednak brać pod uwagę, że Komisja od dłuższego czasu pomija energetykę jądrową w kluczowych strategiach i aktach prawnych. Podobne stanowisko zajmuje także Europejski Bank Inwestycyjny. Jego zaangażowanie w dekarbonizację nie przekłada się na zwiększenie finansowania dla energetyki jądrowej.

Co prawda, miały miejsce sposoby wyboru technologii jądrowej, które Komisja zatwierdzała i były to technologie pochodzące spoza UE. Zdarzyło się tak chociażby w przypadku elektrowni jądrowej Paks II na Węgrzech, gdzie węgierski rząd podpisał umowę na budowę z rosyjskim Rosatomem. KE zatwierdziła wtedy sposób wyboru technologii i dała na to zgodę.

Polska liczy na wsparcie finansowe Unii

Niedługo polski rząd ma przejąć bezpośredni nadzór nad polskim projektem atomowym. Grupy energetyczne już w przyszłym roku mogą pozbyć się udziałów w spółce, która od 2010 roku się nim zajmuje.

Założeniem programu energetyki jądrowej (PPEJ) jest nabycie przez Skarb Państwa 100 proc. udziałów w spółce celowej realizującej inwestycje w energetykę jądrową w Polsce. Stąd do finansowania budowy elektrowni jądrowej środki publiczne będą niezbędne.

Zdaniem Jerzego Markowskiego w Polsce nie ma środków prywatnych. Państwo musi zachować sobie przewagę kapitałową w tym podmiocie, bo chodzi o planowane mniej więcej 6-9 tys. megawatów.

Nawet 3 tys. megawatów, to jest wielkość znacząca. To jest prawie jedna czwarta systemu energetycznego kraju – mówi Markowski.

Według niego przy ostatnich inwestycjach za 1 GW mocy z elektrowni jądrowej trzeba było zapłacić ok. 5 mld dol. (19,3 mld zł). Cały program do 9 GW byłby zatem wart nawet 173 mld zł.

„Nie wiem, jaki jest stan kasy u pana ministra finansów, ale przynajmniej, gdyby pan minister zwrócił się o zaangażowanie środków publicznych na budowę tego typu obiektu, to wtedy w drugim etapie mógłby sięgnąć po środki unijne. Ale najpierw niech załatwi zgodę na środki publiczne” – powiedział rozmówca Sputnika Jerzy Markowski.

Prawda tkwi w szczegółach

Budowę elektrowni jądrowej w Polsce można w zasadzie nazwać decyzją racjonalną. Jednak wybór Warszawy na korzyść Stanów Zjednoczonych budzi wątpliwości, ponieważ obecnie w dziedzinie energetyki jądrowej Stany Zjednoczone znacznie ustępują Rosji, Francji i Korei Południowej.

W rzeczywistości żadna amerykańska firma nigdy nie zbudowała ani jednej elektrowni jądrowej za granicą, dopóki USA nie zawarły z krajem klienta „Umowy o współpracy w dziedzinie pokojowego wykorzystania energii atomowej”. Ale tak długa nazwa jest używana tylko na poziomie oficjalnym, znacznie częściej jest używana jako krótsza - „Umowa 1 2 3” .

Te umowy są podpisywane przez Stany Zjednoczone na podstawie ich własnego „Prawa atomowego” z 1954 r.. Artykuł 123. „Prawa atomowego” stawia wymóg wobec prezydenta USA, do którego jest zobowiązany przy negocjowaniu podpisania „Porozumienia 1 2 3”. Wymóg jest „prosty”.

Państwo, które podpisuje umowę z USA, zobowiązuje się: nie rozwijać własnych technologii wzbogacania uranu; przesyłać zużyte paliwo jądrowe wyłącznie do Stanów Zjednoczonych lub do wskazanych przez nie krajów sojuszniczych; nie przekazywać otrzymanych technologii do krajów trzecich; przedstawiać Stanom Zjednoczonym roczne sprawozdania dotyczące poziomu energii podczas eksploatacji i zużycia paliwa jądrowego; na żądanie Stanów Zjednoczonych zobowiązuje się umożliwić swoim przedstawicielom monitorowanie stanu i wykorzystania wszelkich materiałów przekazywanych do użytku oraz pracy reaktorów; zgadza się z klauzulą, że Stany Zjednoczone nie mają obowiązku przekazywania żadnych „tajnych danych”, ale jednocześnie dzieli się ze stroną amerykańską informacją „na temat działania reaktorów, wykorzystania izotopów promieniotwórczych w badaniach fizycznych, biologicznych, medycznych i innych, a także w przemyśle.

Nierównoprawna „przyjaźń”

Lista zobowiązań wzajemnych ze strony Stanów Zjednoczonych jest znacznie krótsza: USA zobowiązują się zapewnić prywatnym amerykańskim firmom prawo do budowy elektrowni jądrowej na terytorium kraju partnerskiego i zaopatrzenia go w paliwo jądrowe. To wszystko, lista się skończyła.

Jeśli ten tekst zostanie „przetłumaczony” na ludzki język, okaże się, że będzie on znacznie krótszy: kraj - „partner” Stanów Zjednoczonych w ramach „Umowy 1 2 3” sam znajdzie niezbędne inwestycje na elektrownię jądrową, która będzie budowana przez prywatne firmy amerykańskie na terytorium „kraju partnera”. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych będą zaś w pełni kontrolować prace tych elektrowni jądrowych i wszelkie badania naukowe, które będą prowadzone w tych elektrowniach.

„Umowy 1 2 3” Stany Zjednoczone podpisały z czterdziestoma krajami. Średnio negocjacje, przygotowanie dokumentów, ratyfikacji trwały od sześciu do ośmiu lat. Raczej do pełnego podpisania „Umowy 1 2 3” Stany Zjednoczone nie będą miały podstaw do omówienia części finansowej budowy polsko-amerykańskiej elektrowni atomowej - nawet jeśli założymy, że władze USA nagle będą miały taką chęć.

Czy UE przyjdzie Polsce z pomocą? To też bardzo wątpliwe - jeśli Polska rozpocznie negocjacje z USA w sprawie „Umowy 1 2 3”, będzie to oznaczać kategoryczną odmowę współpracy z Francją, jedynym krajem w UE, który ma własny projekt „Elektrownia jądrowa”, który spełnia wszystkie wymogi bezpieczeństwa MAEA po Fukushimie.

Czy można więc traktować „atomowe negocjacje” między Dudą i Trumpem jako opcję ostateczną? Pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski podkreślał, że to amerykańska oferta zostanie wybrana przez polski rząd.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Miał być węgiel, będzie gaz: transformacja elektrowni w Ostrołęce
Bułgaria w jednym rzędzie z Polską i Węgrami? Ekspert: To mogłoby zagrozić naszej reputacji
Połączy Bułgarię i Węgry: kiedy zostanie ukończone przedłużenie „Tureckiego Potoku”?
Tagi:
górnik, węgiel brunatny, węgiel, energetyka odnawialna, sektor energetyczny, energetyka wodorowa, energetyka atomowa, energetyka jądrowa, Unia Energetyczna, energetyka, Polska, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz