21:44 03 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Protesty w Polsce i za granicą po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji (110)
29994
Subskrybuj nas na

„Jeśli mówić metaforycznie i trochę z ironią, to bumerang wypuszczony przez Polaków na Białorusi wrócił do nich. Choć widać, że przyczyny protestów w Polsce mają zupełnie inny charakter” – uważa znany białoruski politolog i filozof Aleksiej Dzermant.

Masowe protesty w Polsce cieszą się coraz większym zainteresowaniem na świecie, a przede wszystkim w krajach ościennych. I oczywiście sprawa nie dotyczy tylko orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

Kilka tygodni temu prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka powiedział dosłownie:

To, że Polacy huczą dziś na Białorusi – poczekaj tydzień, a zobaczycie, co się stanie w Polsce. Dlaczego Litwini, Polacy i Ukraińcy do nas lezą? Ponieważ mają katastrofalną sytuację – muszą odwrócić uwagę ludności, a także pokazać palcem, że jesteśmy za to winni. Więc bądźcie cierpliwi – ludzie tam wkrótce zaczną się nimi zajmować.

Okazało się, że Alaksandr Łukaszenka miał rację?

Setki tysięcy Polaków codziennie wychodzą na ulice w całym kraju, mimo apelu Jarosława Kaczyńskiego. Co się później stanie? Czy władze powinny bać się nowej „kolorowej rewolucji”?

Aleksiej Dzermant, dyrektor Centrum Badań i Rozwoju Integracji Kontynentalnej „Północna Eurazja”, pracownik naukowy Instytutu Filozofii Akademii Nauk Białorusi, odpowiada na pytania komentatora Sputnika Leonida Swiridowa.

— Wiem, że śledzi Pan rozwój wydarzeń w regionie i widzi, co się dzieje w Polsce w ostatnich dniach. A w Moskwie już zaczynają żartować, że białoruska opozycja wyjechała do Polski, aby przekazać doświadczenia polskiej opozycji i „pomóc” organizować masowe wiece i protesty. Pomijając żarty, jak patrzy Pan na to wszystko z Mińska?

— Mówiąc metaforycznie i trochę ironicznie, powrócił do nich bumerang uruchomiony przez Polaków na Białorusi. Choć widać, że przyczyny protestów w Polsce są zupełnie inne.

Istnieje pewien ukryty powód tych protestów, ponieważ polskie społeczeństwo jest dość podzielone: istnieje rozłam między warunkową konserwatywną większością rządzącą, którą reprezentuje Prawo i Sprawiedliwość, prezydent i cała elita rządząca. Jest też część społeczeństwa, która wspiera liberalno-postępowe siły, które wybiera Platforma Obywatelska. Ten rozłam, mimo pewnej przewagi konserwatystów, nadal istnieje w polskim społeczeństwie. Nigdzie nie zniknął.
Aleksiej Dzermant, białoruski politolog i filozof
© Sputnik . Victor Tolochko
Aleksiej Dzermant, białoruski politolog i filozof

Po tym, jak Trybunał Konstytucyjny zakazał aborcji praktycznie we wszystkich głównych punktach, pozostały tylko minimalne, co spowodowało naturalną eksplozję ze strony obywateli wyznających liberalne i lewicowo-liberalne wartości, których w Polsce jest wielu. Obywatele protestują zarówno przeciwko tej decyzji, jak i w zasadzie przeciw ultrakonserwatywnej polityce samej partii rządzącej. Jest to konflikt permanentny, objawia się on podczas wyborów, w przypadku ważnych dat, a teraz na tle koronawirusa.

Wszyscy rozumiemy, że w Polsce panuje bardzo poważna sytuacja epidemiczna i wielu jest z tego niezadowolonych. Wszystko to ujęte jest w swego rodzaju zjednoczony protest skierowany przeciwko obecnemu rządowi, jego ideologii i aspiracjom. W rzeczywistości jest to również konflikt obywatelski w państwie polskim.

— Właśnie oglądałem TVP Info, sami Polacy mówią, że organizacja protestów jest bardzo podobna do akcji białoruskich: są różne grupy na portalach społecznościowych i kanale Telegram, są konkretni organizatorzy tych protestów, którzy instruują, gdzie się zbierać, jak przygotowywać się, jak się zachowywać, jak się ubierać, jak trzymać się za ręce, jak chodzić po ulicach. Istnieje wiele wersji, opcji i faktów dotyczących finansowania masowych protestów na Białorusi, a kto może sfinansować protesty w Polsce?

— Odnośnie tych samych metod. Wszyscy rozumiemy, że technologię (jeśli w ogóle są) można zastosować w każdym kraju, niezależnie od czynników zewnętrznych. Jeśli chodzi o zainteresowane strony polskiej konfrontacji, siły, które de facto wyprowadzają protesty na ulice, które są ich politycznym dachem, kierują nimi przede wszystkim Bruksela i lewicowo-liberalne środowiska elit europejskich. Polscy konserwatyści orientują się na USA.

I dlatego uważam, że protesty są w dużej mierze związane z niezadowoleniem Brukseli z polityki władz polskich w ostatnim czasie. W związku z tym mogą przesyłać środki finansowe za pośrednictwem fundacji, partii będących partnerami tych samych sił europejskich, przeprowadzać briefingi itp.

Rozumiemy, że Polska również znajduje się na skrzyżowaniu interesów różnych graczy. Myślę, że w tej sytuacji przejawia się również zewnętrzne zainteresowanie Warszawą.

— Jak przedstawiana jest sytuacja w Polsce w białoruskich mediach? Co pokazują białoruskie kanały telewizyjne, co piszą białoruskie gazety o polskich protestach?

— Obraz jest dość obiektywny, pokazuje przebieg protestów, zatrzymania protestujących i przy tym dość brutalne; mówi, dlaczego ci ludzie wyszli, jaka jest istota ich wymagań. To znaczy wystarczająco szczegółowo, z opisem celu, moim zdaniem, obrazu tego, co się dzieje.

Oczywiście pojawiają się komentarze, że Polska chciała masowych akcji na Białorusi, a teraz Warszawa otrzymała coś podobnego.

— Oczywiście prognozy to niewdzięczne zadanie, ale jak z Pana punktu widzenia to się skończy w Polsce? Co się później stanie?

— Myślę, że władze jednak nadal kontrolują sytuację w kraju. Prawdopodobnie stłumią te protesty i, najwyraźniej, polityczna przewaga jest po stronie obecnych władz polskich.

Oczywiście ten rozłam między dwiema częściami polskiego społeczeństwa nigdzie nie zniknie. Wierzę, że niejednokrotnie zobaczymy powtórzenie czegoś takiego, być może nawet w ostrzejszej formie.

— Czy jednak wydarzenia w Polsce można uznać za kolejną „kolorową rewolucję”?

— Póki co nie, bo „kolorowe rewolucje” zwykle zbiegają się w czasie z momentami elekcyjnymi, czyli z momentami przekazania władzy, z okresami „bezkrólewia”.

W Polsce powodem była decyzja Trybunału Konstytucyjnego. A to nie jest jeszcze zmiana władzy, nie zamach stanu. Ale może to być taka próba.

— Bardzo dziękuję za komentarz.


Aleksiej Dzermant urodził się w rodzinie wojskowej w 1979 roku w mieście Talgar w regionie Alma-Ata, w Kazachstankiej SRR. Ukończył Akademię Zarządzania przy Prezydencie Republiki Białoruś.

Dyrektor Centrum Badań i Rozwoju Integracji Kontynentalnej „Północna Eurazja”. Filozof, politolog, pracownik naukowy Instytutu Filozofii Akademii Nauk Białorusi. Redaktor naczelny portalu społeczno-politycznego IMHOclub.by. Redaktor naczelny almanachu „Siwer”. Członek Białoruskiego Związku Dziennikarzy.

Członek Rady Ekspertów Naukowych przy Przewodniczącym Rady Eurazjatyckiej Komisji Gospodarczej. Ekspert Centrum Analitycznego Republikańskiego Stowarzyszenia Społecznego „Biełaja Ruś”. Członek społeczności dziennikarzy i politologów Rosji i Białorusi „Przyjaciele-Siabry”, członek Klubu Redaktorów Naczelnych i Ekspertów Białorusi i Rosji, członek Klubu Liwadia.

Sfera zainteresowań: filozofia polityczna i społeczna, technologie polityczne i informacyjne, geopolityka, stosunki międzynarodowe, orientalizm, ideologia eurazjatyzmu, historia idei.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Protesty w Polsce i za granicą po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji (110)

Zobacz również:

Warszawa-Moskwa-Mińsk: Czy Polska posiada politykę wschodnią?
MSZ Rosji: Działania Polski wobec Swiridowa to brudna historia
„Jako Polak, nie lubię, gdy z Polaków się śmieją za granicą”: analityk o słowach szefa polskiego MSZ
Poseł Andrzej Rozenek: „Obecnie w Polsce najważniejszym urzędem państwowym jest urząd wicepremiera”
Wywiad z prof. Walickim w rosyjskich mediach – sygnał do Warszawy, że warto wznowić rozmowy
Tagi:
polityka, ABW, Trybunał Konstytucyjny, aborcja, protesty, Polska, Białoruś
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz