15:19 30 Listopad 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Protesty w Polsce i za granicą po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji (108)
38923
Subskrybuj nas na

„Uniwersytet przestał być siedzibą autorytetów nie tylko moralnych i społecznych, ale również naukowych, zwłaszcza w humanistyce. Uniwersytety stworzyły na gruncie negacji wartości uniwersalnych ideologię politycznej poprawności” – mówi profesor Anna Raźny, komentując oświadczenie naukowców z UW w sprawie „błyskawicy”, symbolu protestujących.

Protesty społeczne przeciwko zaostrzeniu przepisów dotyczących aborcji, które rozpoczęły się w Polsce po wyroku wydanym 22 października przez Trybunał Konstytucyjny, przybrały już formę polityczną. W wielu przypadkach podnoszone są hasła przeciwko partii rządzącej oraz antyrządowe, antyklerykalne (opowiadające się za rozdziałem Kościoła od państwa), a także antykatolickie. Są to największe masowe protesty w Polsce od czasu przemian ustrojowych w 1989 roku.

Czerwony piorun w logotypie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet budzi skrajne emocje. Jedni porównują go do znaku SS, emblematu paramilitarnej formacji nazistowskiej, inni nawiązują do oznaki Grup Szturmowych Szarych Szeregów.

W sprawie błyskawicy ostatnio głos zabrali naukowcy oraz pracownicy instytucji naukowych. Pojawiło się oświadczenie niemal 50 pracowników naukowych Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, pod oświadczeniem podpisali się badacze z innych uczelni i wydziałów.

W oświadczeniu naukowców czytamy, że „błyskawica i piorun to znak gniewu, oburzenia, ale również siły i szybkości działania. Symbol ten funkcjonował także w polskiej symbolice wojskowej. Wiązanie go z symboliką faszystowską jest albo świadomą manipulacją, albo przejawem niewiedzy”.

Z takim stanowiskiem instytutów naukowych kategorycznie nie zgadza się kulturolog, politolog i polityk, profesor Anna Raźny, z którą rozmawiał Sputnik Polska.

— Jak Pani ocenia oświadczenie naukowców z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego? Jak można by było określić dzisiejszy stan świadomości społecznej?

— Ten list to kompromitacja tych, którzy się pod nimi podpisali, a także uczelni, którą oni reprezentują, w tym wypadku Uniwersytetu Warszawskiego, z którego list wyszedł. Świadczy bowiem o zaangażowaniu pracowników uczelni oraz dyscypliny, którą uprawiają, w walkę polityczną i rozpętaną w jej ramach rewolucję kulturalną, która ma obecnie miejsce w Polsce. Jest to, niestety, zaangażowanie po stronie sił rewolucji, której czynem jest szeroko pojęta destrukcja: społeczna, moralna, kulturowa, cywilizacyjna.

Co to za historycy sztuki, którzy milczą, gdy wściekły tłum profanuje kościoły katolickie, dewastuje zabytkowe katedry i bazyliki, mury średniowiecznych klasztorów, dewastuje święte dla Polaków pomniki i symbole? Co to za nauczyciele akademiccy, którzy usprawiedliwiają agresję, chamstwo, chuligaństwo, dewastację? Którzy przekreślają dewizę, jaka od wieków była przestrzegana na uniwersytetach w Polsce: „Rozum przed siłą” – „Plus racio quam vis”.

Przejawem tych procesów jest właśnie list historyków sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, list broniący rewolucji, toczącej się obecnie w Polsce, broniący jej metod, którymi są: chamstwo, wulgaryzmy, ataki na kościoły, na duchownych, na wiernych.

Uczelnia przestała być tą świątynią poszukiwań prawdy. Ukrywa się prawdę. Dlaczego lekarze nie są w stanie powiedzieć, skąd się biorą wady, nazwane letalnymi? Jaki one mają związek z antykoncepcją, z in vitro, ze sposobem życia, z narkotykami? Dlaczego tego nie powiedzą? Dlaczego tego nie badają? Wskazuje się najprostszą drogę do barbarzyństwa, czyli zabić najsłabszego z ludzi - dziecko nienarodzone. Więc dla mnie jest to oburzające, ja się już nie utożsamiam.

— Z Pani słów wynika, że naukowcy akademiccy w ten sposób angażują się w procesy polityczne, po stronie protestujących. Czy można pogodzić postawę wspomnianych pracowników naukowych z celami nauki?

— Taka postawa przeczy celom nauki i uczelni, które mają być ponad wszelkimi ideologiami, ponad sporami politycznymi, nade wszystko ponad trwającą od ponad pół wieku rewolucją kulturalną. Dlaczego przede wszystkim ponad rewolucją kulturalną?

Dlatego, że doświadczenia uniwersytetów są tutaj zdecydowanie i wyłącznie negatywne. Europejskie i amerykańskie uniwersytety rozpętały tę rewolucję w 1968 roku. I to one odpowiadają za jej skutki w najważniejszych sferach życia. Wystarczy przytoczyć w tym miejscu książkę Allana Blooma „Umysł zamknięty”, opisującą dokładnie ten proces na przykładzie amerykańskich uniwersytetów i humanistyki, która zaangażowała cały swój autorytet na rzecz tej rewolucji.

To był początek końca uniwersytetów, które przestały być miejscem poszukiwań prawdy, wolnej od wszelkiej ideologii. Utraciły charakter uniwersitas, a więc, wspólnoty, kierującej się etosem ukształtowanym na gruncie wartości uniwersalnych, wartości najwyższych, symbolizowanych przez prawdę, dobro i piękno.

Właśnie średniowieczne uniwersytety sprawiły, że te wartości – prawda, dobro i piękno – uznane zostały za transcendentalia, czyli te, które są niezależne od czasu, przestrzeni, geografii i od tych, którzy winni je realizować, między innymi, właśnie na uniwersytecie.

Zniknęła też instytucja profesora-mistrza, który prowadzi swego ucznia, bo mistrz powinien być także autorytetem w sferze społecznej, moralnej, winien dawać przykład, jak żyć, jak postępować, a nie tylko prowadzić swego ucznia ku prawdzie. Polskie uniwersytety zeszły na tę drogę po 1989 roku, czyli po „okrągłym stole”, po oficjalnym upadku ideologii komunistycznej w Polsce. Na ile, zauważmy, pierwsze dwa dziesięciolecia III RP były jeszcze okresem hamowania rosnących wpływów politycznej poprawności, o tyle w ostatnim dziesięcioleciu widzimy już jej dominację.

Obecnie mamy dyktaturę politycznej poprawności. Ci, którzy myślą inaczej, ci, którzy chcieliby te uniwersalne wartości prawdy, dobra i piękna urzeczywistniać w swoim dążeniu do prawdy na gruncie swojej dyscypliny naukowej, ale także w procesie wychowania, w procesie kształcenia postaw, właśnie niezależnych od polityki, a związanych z tymi wartościami, ukierunkowanymi na nie, nie tylko, że są w mniejszości, ale są piętnowani, są odrzucani, są czasem wręcz bojkotowani. Przykładów tutaj mamy sporo...

Uniwersytet przestał być siedzibą autorytetów nie tylko moralnych i społecznych, ale również naukowych, zwłaszcza w humanistyce. Uniwersytety odrzuciły te wartości i stworzyły na gruncie negacji wartości uniwersalnych ideologię politycznej poprawności.

— Oświadczenie zawiera tezę, że błyskawica to znak gniewu, oburzenia, również siły i szybkości działania... Co, Pani zdaniem, oznacza ta błyskawica?

— Ta błyskawica to rzeczywiście jest taka wojna z nienarodzonymi dziećmi. Historycy sztuki bronią kontrowersyjnego znaku graficznego, jakim jest owa błyskawica czerwona na czarnym tle, czy też piorun na czarnym tle. A przecież większości Polaków znak ten kojarzy się z symbolem hitlerowskich organizacji, takich, jak np. Hitlerjugend. Mamy tutaj próbę obrony tego znaku. Mało tego, sygnatariusze tego listu piszą, że ten znak jest zrozumiały, gdyż wyraża gniew ludzi, protestujących wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego, ograniczającego prawa kobiet do decydowania o sobie poprzez ograniczenie aborcji.

Tu chodzi o wykluczanie aborcji eugenicznej. Mamy tu nie tylko zaangażowanie w walkę polityczną i ideologię rewolucji kulturalnej, ale również szczyt zakłamania.

W liście nie ma bowiem mowy o prawie dziecka nienarodzonego do życia – a więc o podstawowym prawie człowieka. Pamiętajmy, że w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka mamy 30 artykułów, i w żadnym z nich nie ma mowy o prawie kobiet do aborcji. Jest natomiast w 3 artykule tejże Deklaracji mowa o prawie do życia. To jest podstawowe prawo człowieka. A więc, zakłamanie w tym liście polegające na tym, iż tutaj usuwa się w cień, że całkowicie się pomija owe prawo do życia dziecka nienarodzonego, świadczy o tym, że mamy do czynienia ze świadomą manipulacją, ze świadomym usuwaniem w cień tego ważniejszego prawa – bo najważniejszego, a więc, do życia.

Natomiast jest mowa tutaj o prawie kobiet, o prawie, które ustanowiły feministyczne ruchy na Zachodzie, które wniosła do ustawodawstwa Zachodu właśnie rewolucja kulturalna w 1968 roku. A nie jest to powszechne prawo, o którym mówi Deklaracja Praw Człowieka.

Tymczasem zrewoltowany tłum nie uznaje Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, która mówi o prawie do życia. Uznaje natomiast jakieś absolutnie uzurpacyjne prawo kobiet do zabijania dzieci. Nie ma również tutaj mowy o cierpieniu abortowanych dzieci, o tym, że nie mają one swoich grobów, że ich ciała stają się materiałem dla przemysłu aborcyjnego. Dla przemysłu, który przekazuje tak zwany „materiał aborcyjny” albo koncernom farmaceutycznym, albo kosmetycznym.

— Brzmi to niezbyt optymistycznie...

— Obserwując takie zachowanie środowisk uniwersyteckich, widząc ze strony kilkunastu uczelni, uniwersytetów, taką kierowaną do studentów zachętę, aby uczestniczyć w protestach rewolucyjnych, uzasadnione staje się pytanie - po co nam takie uniwersytety? Zwłaszcza kierowane ono może być – i ataki kieruje - pod adresem humanistyki, która ogłosiła już sporo czasu temu, że nie ma humanistyki, jest posthumanistyka. Nie ma człowieka, jest postczłowiek. Nie ma prawdy, jest postprawda. Kto to głosi? Nie ci, którzy, jak się okazało, są najważniejsi w czasie pandemii – ci, którzy ratują życie; nie ci, którzy pozwalają nam normalnie funkcjonować, czyli piekarze, wszyscy ci, którzy pracują w służbach miejskich, którzy dają nam możliwość uczestniczenia w dobrodziejstwach cywilizacji, że możemy, pomimo pandemii, korzystać i z Internetu, i z telefonów, i możemy zamawiać przez Internet żywność i różne inne usługi et cetera. To nie oni są głosicielami tych haseł, ale środowiska uniwersyteckie.

Więc, możemy stawiać pytanie – po co nam takie uniwersytety? Zwłaszcza, jeśli to są uniwersytety utrzymujące się z naszych podatków?

To jest pytanie, które sprowokował ten list historyków sztuki w obronie logo rewolucji kulturalnej, w obronie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, w obronie wszystkich innych środowisk, które wsparły tę rewoltę, która trwa, nawet w dzień bardzo ważny dla Polaków. Nawet tych, którzy nie utożsamiają się już z kościołem katolickim: w Dzień Wszystkich Świętych 1 listopada, w Krakowie przed siedzibą biskupów krakowskich, archidiecezją krakowską, mieliśmy protest, który wyraził się poprzez hasło utworzone przez protestujących: „siedziba szatana”. To jest coś, co moje pokolenie powaliło.

— Władza poszła naprzeciw protestującym, proponując nowelizację ustawy aborcynej, w tym łagodząc przepisy zakazujące aborcji. Czy oznacza to, że możliwy jest kompromis, który pozwoli rozładować sytuację?

— Ona się będzie tliła i przy pierwszej lepszej okazji znowu wybuchnie. Dlatego, że hasłem ogólnopolskiego „Strajku kobiet”, wszystkich innych organizacji, właśnie takich, które mają w swoich programach prawa LGBT+, a także polityków, którzy ten ogólnopolski „Strajk kobiet” poparli, nie jest utrzymanie tego kompromisu, ale powszechny dostęp do aborcji, aborcja na życzenie. A jeśli chodzi o polityków, którzy przystąpili do tych bulwersujących wydarzeń, do tej rewolucji kulturalnej, ich interesuje obalenie na ulicy - nie przy urnie - obecnych władz, obecnego rządu. Tak, że będą czekali kolejnej okazji, aby znów wyjść na polskie ulice i domagać się pełnej, powszechnej aborcji. Tak, że ta inicjatywa pana prezydenta Andrzeja Dudy, rządu premiera Mateusza Morawieckiego nie satysfakcjonuje absolutnie zwolenników ogólnopolskiego „Strajku kobiet”.

Proszę zauważyć: „Strajk kobiet” to nie tylko wycofanie się, czy też odmowa wykonywania jakichś zajęć, jakiejś pracy w ramach czy też w wymiarze społecznym. To jest sprzeciw wobec tego daru natury kobiety, jakim jest przekazywanie życia. Kobiety nawet wobec tego dalej strajkują, odrzucają ten dar, mówią: „nie chcemy być inkubatorami”. To jest ta fala rewolucji kulturalnej, w której mamy do czynienia z walką z płcią, z nienawiścią do płci.

Dlatego ogólnopolski „Strajk kobiet” tak łatwo połączył się na ulicy z tymi środowiskami, które występują z tęczową flagą, ze środowiskami, domagającymi się praw dla ludzi LGBT.

Ja tutaj nie widzę politycznego rozwiązania. Rozwiązanie może być na drodze powrotu do wartości uniwersalnych, które winien szanować każdy. Jeśli nawet nie jest w stanie ich realizować, to nie może ich odrzucać, nie może negować w wymiarze społecznym. Do prawdy, do dobra - a przecież ochrona życie nienarodzonych jest dobrem, i do piękna, bo piękne jest życie wtedy, kiedy ono toczy się w prawdzie.

I tu historyków sztuki trzeba na nowo wychowywać, aby zrozumieli, czym jest prawdziwe piękno. Na czym polega rola nauczyciela akademickiego? Naprowadzić do tych uniwersalnych wartości, niezależnie od tego, w jakiej szerokości geograficznej działamy, pracujemy. Musimy wrócić do tych czasów, w których uczelnie, zwłaszcza uniwersytety, zwłaszcza humanistyka, były sanktuariami, w których mówiono prawdę, a poszukiwania do prawdy były udziałem wszystkich ludzi, niezależnie od ich światopoglądu. Ale były jednocześnie wolne od powiązań politycznych tych ludzi z instytucjami, z partiami politycznymi pozauniwersyteckimi. Więc, tutaj należy rozpocząć taki proces edukacyjny elit uniwersyteckich. Trzeba im wypominać, że prowadzą młodzież na drogę agresji, na drogę zła moralnego, zła społecznego i wpisują się w ciąg tych pokoleń, które wyrządziły wielką krzywdą uniwersytetom i współczesnemu światu.

— Dziękujęmy za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Protesty w Polsce i za granicą po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji (108)

Zobacz również:

„Aborcja bez granic” o decyzji TK: To walka o władzę, kobiety dostały rykoszetem
„Diabelskie kobiety od czerwonych SS błyskawic”: symbol Strajku Kobiet w ogniu krytyki – foto
„Aborcja bez granic” o decyzji TK: Kobietom już powiedziano, że nie zostaną przyjęte w szpitalach
Nadmierne spożycie witaminy C jest niebezpieczne, szczególnie dla kobiet
Tagi:
protesty, aborcja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz