19:12 04 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Zamach terrorystyczny w Wiedniu (10)
4211
Subskrybuj nas na

Sprawca ataku terrorystycznego w Wiedniu został skazany w kwietniu 2019 roku na 22 miesiące więzienia za udział w organizacji terrorystycznej. Jednak już po ośmiu miesiącach został zwolniony. Inne osoby, które nie kryją sympatii dla ISIS, również odbyły już swoje wyroki lub zostaną zwolnione w najbliższym czasie. Co dalej?

Kiedy w czerwcu 2014 roku Państwo Islamskie ogłosiło zamiar utworzenia własnego kalifatu na terytorium od syryjskiej Rakki po iracki Mosul, tysiące obywateli UE wyjechało do Syrii, gdzie od 2011 roku toczy się wojna zastępcza między wszystkimi regionalnymi mocarstwami na Bliskim Wschodzie. W tym czasie uczestniczyły już w niej niektóre kraje europejskie oraz Stany Zjednoczone.

Muzułmanie i osoby, które niedawno przeszły na islam, zarówno mieszkające na przedmieściach francuskich miast, jak i imigranci w innych krajach, głównie w Austrii – wszyscy chcieli mieć „własny” dżihad. Szalonym marzeniem niektórych znudzonych Europejczyków był udział w tworzeniu tego rzekomo „podobającego się Bogu” społeczeństwa i zniszczenie przy tym życia ludności syryjskiej.

Młodzi mężczyźni i nastolatkowie robili to z bronią w rękach, podczas gdy kobiety (tzw. „żony ISIS”) miały inne obowiązki. Do kalifatu udawali się zarówno kawalerowie, jak i całe rodziny. Niektóre z tych terrorystycznych „konwojów” można było zatrzymać nawet na terytorium krajów, które zamierzali niedługo opuścić, lub w Turcji, dokąd jechali z biletami zakupionymi w jedną stronę.

Tak było też w przypadku wiedeńskiego terrorysty. Złożył przysięgę wierności Państwu Islamskiemu i zamierzał wyjechać do Syrii – podobnie jak dziesiątki innych zwolenników ISIS.

Więzienie zamiast dżihadu – ale nie na długo

Już w 2015 roku wielu z nich stanęło przed sądem w Austrii za udział w organizacjach terrorystycznych. Procesy odbywały się przy zwiększonych środkach bezpieczeństwa. Oskarżeni i członkowie ich rodzin obrażali i grozili sędziom oraz prokuratorom. Kara pozbawienia wolności, na jakie skazywano oskarżonych, wynosiła z reguły 4-5 lat. Nikt nie został skazany na maksymalny wymiar kary (15 lat), ale niektórzy otrzymali 9 lat więzienia ze względu na szczególny potencjał zagrożenia, jakie stwarzali.

Podczas ówczesnych debat jako analityk często zadawałam pytanie: jak organy bezpieczeństwa i wymiar sprawiedliwości, ale także my wszyscy jako społeczeństwo będziemy widzieć sytuację w 2020 roku, kiedy większość z tych osób wyjdzie na wolność? Przecież nietrudno było przewidzieć, że niektórzy z nich w więzieniu nawiążą nowe znajomości i ulegną jeszcze większej radykalizacji. Równowaga prawna i społeczna między karą, ochroną przed zagrożeniem i resocjalizacją od początku budziła wątpliwości.

W ciągu ostatnich 10 lat pojawiła się nowa „gałąź” deradykalizacji.

Atak terrorystyczny w Brukseli
© AP Photo / Geert Vanden Wijngaert
Wiele organizacji postawiło ten temat wysoko w swoim programie i aktywnie wdraża go w szkołach, meczetach i więzieniach. Jakość tej pracy różni się w zależności od przypadku; ale często nie jest dostatecznie wysoka, nie brakuje ani wiedzy językowej, ani merytorycznej. Często ważną rolę odgrywa ocena kierownictwa klubu, kiedy władze powinny podejmować decyzje.

Wiedeński terrorysta, który posiada obywatelstwo Austrii i Macedonii Północnej, został przedterminowo zwolniony decyzją sędziego z grudnia 2019 roku. Jego przedterminowe zwolnienie (wyrok w zawieszeniu na trzy lata) wywołał wówczas spór między prokuraturą, która sprzeciwiała się tej decyzji, a sędzią, który wydał taki wyrok spodziewając się tego, że zwolniony będzie prowadził godne życie, uwzględniając jego miejsce zamieszkania i otoczenie społeczne.

Teraz jednak pojawia się pytanie: czy przestępcy udało się oszukać przedstawicieli władz, którzy wierzyli w jego deradykalizację? A może mamy do czynienia z porażką władz?

W kontaktach ze stowarzyszeniem sędziów zawsze zwracałam uwagę na to, że wszystkie osoby, którym uniemożliwiono wówczas przyłączenie się do dżihadu, jeszcze bardziej zwiążą się z tą ideologią. Przecież nigdy nie udało im się zobaczyć na własne oczy brutalnej codzienności kalifatu, gdzie różne odnogi dżihadystów nieustannie walczyły ze sobą.

Tak więc niektórzy bojownicy ISIS dopiero w Syrii zdali sobie sprawę, na co faktycznie się zdecydowali. Przecież od samego początku wśród europejskich islamistów było sporo kobiet. Od 2005 roku Europejki starają się dostać do Iraku w najbardziej szalony sposób, aby tam dołączyć do Al-Kaidy. Niemki, które przeszły na islam, były często uważane za szczególnie radykalne, a nawet dyktowały miejscowym kobietom, jak mają się zachowywać.

Zagmatwane środowisko dżihadystów w Austrii

W Syrii wkrótce po swoim pojawieniu się brygada czeczeńska zyskała niechlubną sławę – ze względu na szczególne okrucieństwo. Wielu jej członków było Czeczenami z Austrii, których rodziny wyemigrowały do UE na początku XXI wieku, otrzymując tam azyl polityczny. Poziom uznawania Czeczenów był szczególnie wysoki, zwłaszcza w Austrii. Spośród ponad 300 dżihadystów, którzy wyjechali z Austrii do Syrii około połowa była Czeczenami.

Austria trafiła na pierwsze strony gazet latem 2014 roku, kiedy okazało się, że kilka nastolatek w wieku 14-15 lat dołączyło do ISIS.

Tak jak, na przykład w Belgii i Danii, w Austrii liczba osób wspierających ISIS stale rosła z miesiąca na miesiąc. Pod względem liczby ludności ich udział był wyższy niż we Francji i Niemczech. Jednocześnie „profile” austriackich zwolenników Państwa Islamskiego są bardzo zróżnicowane. Było wśród nich wiele młodych kobiet, które na czatach wspierały swoich przyszłych mężów i ISIS, a wiele z nich pochodziło z rodzin, które przeniosły się do Austrii w latach 90. z ogarniętej wojną Jugosławii.

Kiedy w czerwcu 2015 roku w Graz pochodzący z Bośni i Hercegowiny mężczyzna usiadł za kierownicą samochodu i pomknął ulicami stolicy Styrii, potrącając po drodze pieszych, władze uparcie odmawiały uznania tego za atak terrorystyczny.

Wówczas otwarcie skrytykowałam tę linię i wskazałam na liczne aspekty tego masowego zabójstwa zainspirowanego przez ISIS. Kwestia tego, czy takie sprawy powinny leżeć w gestii psychiatrów, a może organów wymiaru sprawiedliwości, często jest bardzo delikatna.

Kto będzie monitorował?

Z około 300 dżihadystów znanych austriackim władzom około jedna trzecia zginęła w Syrii, jedna trzecia została tam, a pozostali wrócili do Austrii. Jednocześnie nie jest jasne, kto i w jakim stopniu monitoruje te osoby. Wszystkie organy bezpieczeństwa mają problemy personalne i z prawidłową oceną sytuacji. Niewątpliwie wielu zamachom terrorystycznym udało się zapobiec dzięki działaniom służb specjalnych, ale wiadomo, że wiedeński terrorysta znikł z „radarów” władz.

To, że zwolennicy ISIS wracający do domu mają doświadczenie bojowe, mówi sam za siebie. Obawiałam się i nadal jestem zaniepokojona tym, że wiele komórek ISIS przyciąga doświadczonych bojowników, a jednocześnie do walki wkraczają siły bezpieczeństwa. Wtedy nie byłby to już atak terrorystyczny, ale prawdziwa konfrontacja militarna w samym środku dzielnic mieszkalnych.

Podobne walki uliczne wybuchały w ostatnich latach, na przykład w Libanie, w palestyńskim obozie Nar el Bared w Trypolisie lub w Jordanii. W obu przypadkach mamy do czynienia z dobrze wyszkolonymi armiami, które mają duże możliwości stawiania oporu.

W Europie, obok pytania o jakość działań antyterrorystycznych, pojawiają się także liczne pytania natury społeczno-politycznej, na które odpowiedzi wielokrotnie wywoływały w przeszłości ostre dyskusje.

Często sama w nich uczestniczyłam, bezpośrednio wskazując na polityczne niedociągnięcia i wspominając o problemach „gniewnych młodych ludzi” w jednej ze swoich książek. Wiedziałam już wcześniej, że padnę ofiarą ataków ze strony wielu redakcji i partii politycznych, i były one kontynuowane głównie podczas mojej pracy na stanowisku ministra spraw zagranicznych.

Co teraz zrobić?

To, że ISIS jest nadal atrakcyjne dla niektórych i że nie zniknęło po zajęciu Mosulu przez armię iracką, znalazło wyraźne potwierdzenie w Wiedniu w poniedziałek wieczorem. Walczące ze sobą ISIS i Al-Kaida, a także ich liczne odgałęzienia działają w Afryce Północnej i regionie Sahelu. Źródłem pożywki dla terroryzmu nadal pozostaje anarchia w Libii, która rozpoczęła się w wyniku operacji wojskowej Francji i Wielkiej Brytanii w marcu 2011 roku. Sytuacja w Bośni i Hercegowinie wciąż przypomina próg piekła i jest wylęgarnią przestępczości zorganizowanej, która jest zawsze drugą stroną monety terroryzmu.

Nie można przeniknąć do tego środowiska terrorystycznego, ponieważ większość służb specjalnych UE po prostu nie ma wystarczającej liczby pracowników. Współpraca w tym zakresie ogranicza się więc do dobrowolnej wymiany informacji, ale praktycznie nie ma współpracy operacyjnej.

W ostatnich latach do Damaszku przylatywali przedstawiciele służb specjalnych, ponieważ problem powrotu bojowników ISIS był aktualny, ale inaczej było z rządami krajów na Bliskim Wschodzie. A w przyszłości, moim zdaniem, w zasadzie nie zajdą poważne zmiany – choćby z powodu zupełnie odmiennych stanowisk Berlina, Rzymu i Paryża w sprawie Libii.

Jest jeden punkt, którego realizacja byłaby dość prosta: rzeczy należy nazywać własnymi nazwami, ale tylko sine ire et studio – bezstronnie, jasno i wyraźnie. To wyzwanie dla wielu redakcji.

„The New York Times” przynajmniej przeprosił po wojnie w Iraku za liczne dezinformacje o jej rzekomych przyczynach. Potrzebujemy więcej analizy sytuacji i mniej moralizatorstwa. Rozłam w społeczeństwie jest namacalny, a z każdym nowym atakiem terrorystycznym, którego zagrożenie media będą starać się umniejszać, bo ktoś chce uzyskać maksymalną liczbę głosów wyborców, pogłębia się. Nie każdy może podejmować trudne decyzje polityczne. A jeśli ulegniemy emocjom i bez końca będziemy mówić coś w rodzaju „Bóg jest z nami”, terroryzm i przemoc niestety nigdzie nie znikną.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Zamach terrorystyczny w Wiedniu (10)

Zobacz również:

Turcja liczy, że USA przestaną wspierać terrorystów
Polska może zostać bez unijnego grosza
Co dzieje się w Waszyngtonie po ogłoszeniu przez media wygranej Joe Bidena?
Tagi:
bezpieczeństwo, azyl polityczny, ISIS, Daesh (Państwo Islamskie), Syria, Austria, terroryzm, Karin Kneissl
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz