20:55 02 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
29677
Subskrybuj nas na

„Nie sądzę, aby wezwania prezydenta Białorusi do współpracy zostały przyjęte. Z drugiej strony życie jest takie, że nie wiadomo, jak to się potoczy” – uważa znany białoruski politolog i filozof Aleksiej Dzermant.

W zeszłym tygodniu na Białorusi miały miejsce dwa ważne wydarzenia: w Mińsku otwarto trzecią linię stołecznego metra, a w Ostrowcu uruchomiono pierwszą białoruską elektrownię atomową.

Alaksandr Łukaszenka, otwierając białoruską elektrownię jądrową zaapelował do przywódców Litwy i Polski o zaprzestanie konfrontacyjnej retoryki i powrót do dialogu:

Żyjmy w przyjaźni. Popracujmy razem. Żyjmy normalnie! Jesteśmy sąsiadami, a sąsiadów się nie wybiera.

Na pytania komentatora Sputnika Leonida Swiridowa odpowiada dyrektor Centrum Badań i Rozwoju Integracji Kontynentalnej „Północna Eurazja”, pracownik naukowy Instytutu Filozofii Akademii Nauk Białorusi Aleksiej Dzermant.

— Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, uruchamiając elektrownię jądrową, wezwał państwa zachodnie do zakończenia konfrontacji i powrotu do dialogu. W szczególności zwrócił się do polskiego przywództwa, cytuję: „Chcę powiedzieć polskim przywódcom: nie uda wam się, nie padniemy na kolana, odpowiemy. Mówiłem nawet: jeśli zostaniemy otoczeni, odpowiemy. Myślę, że to zrozumieli. Pracujmy razem, współpracujmy otwarcie”.

Moje pytanie brzmi: czy możliwy jest dialog między Mińskiem a Zachodem?

— Mogą pojawić się sceptyczne zastrzeżenia, istnieją ku temu pragmatyczne argumenty. Moglibyśmy rzeczywiście współpracować z Polską w zakresie realizacji wspólnych projektów logistycznych. Nasuwa się projekt „Jeden pas, jedna droga”, odgałęzienie, które będzie się ciągnąć od Chin przez Rosję i Białoruś do Polski i Niemiec.

Białoruś, a władze rosyjskie to popierają, wystąpiła z pomysłem stworzenia szybkiej autostrady z Berlina, przez Warszawę, Mińsk do Petersburga czy Moskwy. Byłby to ciekawy projekt. Rozbudowa szlaków handlowych między naszymi krajami oczywiście wzmocniłaby wszystkich w sensie ekonomicznym i przyniosłaby bardzo duże zyski. To pragmatyka, jeśli mówimy językiem czysto ekonomicznych rachunków, to zjednoczenie przestrzeni euroazjatyckiej, a udział w tym naszych krajów byłby korzystny. Ale są też irracjonalne motywy.

Wśród elit polskich, a zwłaszcza litewskich, jest to lęk przed Wschodem, Eurazją, współpracą z Rosją, Chinami, a nawet tworzenie przeszkód w tej współpracy. Nie wiemy, co będzie dominować wśród polskich elit – pragmatyzm, kalkulacje i zrozumienie, że to bardzo korzystne, czy też próba budowania barier, zapobieganie temu, podgrywanie z interesami amerykańskimi czy brytyjskimi, aby te przeszkody wokół Rosji i Chin powstawały w Europie w jak największym stopniu. Nie sądzę, aby te wezwania prezydenta Białorusi do współpracy zostały przyjęte. Z drugiej strony życie jest takie, że nie wiadomo, jak to się potoczy.

Na przykład Polska powiedziała, że chciałaby też zbudować elektrownię jądrową, ale to odległy projekt, Polska będzie potrzebowała zbyt dużo pieniędzy, żeby na przykład zbudować amerykańską elektrownię i nie wiadomo, czy tak się stanie. Ale Białoruś może dokończyć budowę kilku bloków elektrowni jądrowej w Ostrowcu, to będzie bardzo tania energia, z której Polska może korzystać, całkowicie przebudować swój sektor energetyczny, który pracuje na węglu, który nie jest przyjazny dla środowiska, a na który Berlin i Bruksela patrzą spod byka. A zrobienie tego jest stosunkowo bezbolesne. Są takie tematy, samo życie może je podsunąć. Mogą skłonić nasze kraje do współpracy.

Oczywiście, jeśli choćby jakaś racjonalna świadomość polskich elit się obudziła. Przecież elity białoruskie w zasadzie zawsze myślą pragmatycznie i racjonalnie. Nie ma tam żadnych uprzedzeń ideologicznych, choć z Polską i Litwą istniały sprzeczności ideologiczne, ale gdy włączono jakieś racjonalne rzeczy, Białorusini zawsze szli naprzeciw i potrafili współpracować.

Chodzi właśnie o absolutną, bardzo często ideologiczną, irracjonalną zaściankowość bałtyckich i polskich elit, które robią wiele na własną szkodę, nie zdając sobie sprawy, że lepiej współpracować z sąsiadami, a nie być wrogo nastawionym.
Aleksiej Dzermant, białoruski politolog i filozof
© Sputnik . Victor Tolochko
Aleksiej Dzermant, białoruski politolog i filozof

— Teraz wszyscy z zaciekawieniem obserwują, jak wygląda liczenie głosów po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Kto byłby bardziej preferowany jako prezydent Stanów Zjednoczonych dla Białorusi i Białorusinów: Joe Biden czy Donald Trump?

— Wychodząc z narodowych interesów Białorusi, które zakładały nawiązanie relacji ze wszystkimi partnerami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, prawdopodobnie wygodniejszy byłby Donald Trump, bo za jego rządów nastąpiło pewne przesunięcie w kierunku poprawy relacji, istniała pozytywna dynamika. Widzieliśmy, że administracja Trumpa zachowywała się dość powściągliwie, także w odniesieniu do białoruskiego kryzysu politycznego, ponieważ nie chciała angażować się w konflikty na całym świecie.

Ideologia Trumpa przewidywała skupienie się na sobie przy minimum kontaktów. Z drugiej strony Amerykanów interesowały możliwości wypromowania swoich węglowodorów zamiast rosyjskich – taki pragmatyzm, podejście biznesowe. Szukali tutaj rynku dla swoich produktów naftowych. Dlatego Trump był prawdopodobnie bardziej korzystny z tego punktu widzenia.

Były wiceprezydent USA Joe Biden i prezydent USA Donald Trump
© AP Photo / Matt Rourke / Patrick Semansky
Ale jeśli spojrzeć z punktu widzenia interesów ogólnosojuszniczych – interesów, które obejmują nie tylko Białoruś, ale także Rosję, a może całą Eurazję, to Trump, moim zdaniem, działał na nasze elity – zarówno białoruskie, jak i rosyjskie – bardzo odprężająco. Istniała chęć dojścia do porozumienia z nim, znalezienia w jakiś sposób wspólnych interesów, podzielenia strefy wpływów.

Nadejście Joe Bidena jest oczywiście impulsem do mobilizacji i konsolidacji, ponieważ Biden i jego administracja, ci ludzie w jego administracji, którzy będą zajmować się naszym regionem, to nasi ideologiczni i przekonani rywale, którzy będą promować i wartości, i demokrację, i ideologię, i grać na absolutne powstrzymanie Rosji. Będą w tej grze wykorzystywać Białoruś jako narzędzie, będą wspierać reżimy krajów bałtyckich, Polski, Rumunii.

Oczywiście przyniesie to nam więcej problemów i kosztów. Jednak te wyzwania i zagrożenia pomogą nam ściślej się zjednoczyć i wypracować wspólne podejście, ponieważ po prostu nie pozostanie nic innego. Najprawdopodobniej wygra Biden i będziemy musieli zmierzyć się z bardzo problematycznym prezydentem USA, który nie jest zbyt przyjazny ani Rosji, ani dla Białorusi.

— Czy zgadza się Pan z tezą, że Polska rzeczywiście realizuje w stosunku do Białorusi proamerykański kurs?

— Powiedziałbym, że Polska stosuje raczej amerykański kurs, pewnego rodzaju amerykańską wizję polityki zagranicznej we własnym interesie. Polska, oprócz wielkiej amerykańskiej strategii, ma swoje ambicje regionalne: polskie elity mają obsesję na punkcie odrodzenia Rzeczypospolitej w postaci Międzymorza lub w postaci jakiegoś sojuszu umiejscowionego między Europą Zachodnią a Rosją i będącego bastionem pewnego rodzaju prawdziwego europeizmu, łacińskiego ducha, jak sądzą ideolodzy polskich elit konserwatywnych.

W tym sensie ich interesy i interesy amerykańskich elit w dużej części zbiegają się w realizacji takiego projektu, który jednocześnie osłabia Berlin, Brukselę i Moskwę. Ale w tym przypadku jest to wzajemne wykorzystanie się: Amerykanie korzystają z takiej platformy realizacji swoich interesów w postaci Polski, a Polacy wykorzystują ten amerykański „dach” do realizacji swoich ambicji i planów takiej samej ekspansji na wschód i nie dopuszczają do umocnienia Rosji w Europie Wschodniej.

— W ostatnich tygodniach w Polsce odbywają się masowe protesty antyrządowe, protesty związane z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Praktycznie cała polska opozycja polityczna popierała wychodzących na ulice ludzi. Jak ocenia Pan te protesty, czy naprawdę przekształcą się one w antyrządowe i ogólnie, czy tak się stanie?

— Na tym etapie nie sądzę, aby protesty przerodziły się w poważne zagrożenie dla rządu w Polsce, chociaż widać, że jest na to potencjał. Teraz jest to oczywiście zjawisko lokalne, nie wiąże się to z próbami całkowitej zmiany ustroju państwa i radykalnej zmiany władzy. Jak dotąd jest to raczej rodzaj nagromadzonego niezadowolenia z powodu działań władz; niezadowolenie z konserwatywnego fundamentalizmu polskich elit, bo nie całe polskie społeczeństwo to podziela. Tym bardziej, że tuż za rogiem istnieją bardziej liberalne kraje UE, takie jak Niemcy, gdzie istnieją różne podejścia do aborcji i wartości.

Myślę, że jest to oczywiście poważny problem polityczny dla polskich władz, ale nie zagraża to egzystencjalnie, czyli nie mamy do czynienia z próbą zamachu stanu.

— A jak skończyła się historia z wyjazdem kilku europejskich ambasadorów z Białorusi? Jak żyjecie bez ambasadorów?

— Nie ma w tym nic złego. Zdarzyło się to już kiedyś, gdy w związku z konfliktem wokół oficjalnych rezydencji ambasadorów w Drozdach poproszono ich po prostu o przeniesienie się w inne miejsce...

— To było dawno temu, pod koniec lat 90...

— Tak, był demarche, wszyscy zachodni ambasadorowie wyjechali, przez długi czas nie mieliśmy amerykańskiego ambasadora. W rzeczywistości nic fatalnego w tym sensie się nie wydarzyło i nie wydarzy się. Jak wyjechali, tak też wrócą.

W rzeczywistości nie widzę jakiegoś poważnego zainteresowania absolutnym pogorszeniem, zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Białorusią. Jest to takie zaostrzenie sezonowe, które ma charakter cykliczny i występuje okresowo w relacjach z UE. Przeżywamy kolejny taki sezon.

Myślę, że wraz z osłabieniem tego chaotycznego stanu na świecie wszystko też wróci do normy. Dlatego traktuję to jako pewnego rodzaju zjawisko naturalne, bez dramatyzowania konsekwencji.

— Bardzo dziękuję za rozmowę.


Aleksiej Dzermant urodził się w rodzinie wojskowej w 1979 roku w mieście Talgar w regionie Alma-Ata, w Kazachstankiej SRR. Ukończył Akademię Zarządzania przy Prezydencie Republiki Białoruś.

Dyrektor Centrum Badań i Rozwoju Integracji Kontynentalnej „Północna Eurazja”. Filozof, politolog, pracownik naukowy Instytutu Filozofii Akademii Nauk Białorusi. Redaktor naczelny portalu społeczno-politycznego IMHOclub.by. Redaktor naczelny almanachu „Siwer”. Członek Białoruskiego Związku Dziennikarzy.

Członek Rady Ekspertów Naukowych przy Przewodniczącym Rady Eurazjatyckiej Komisji Gospodarczej. Ekspert Centrum Analitycznego Republikańskiego Stowarzyszenia Społecznego „Biełaja Ruś”. Członek społeczności dziennikarzy i politologów Rosji i Białorusi „Przyjaciele-Siabry”, członek Klubu Redaktorów Naczelnych i Ekspertów Białorusi i Rosji, członek Klubu Liwadia.

Sfera zainteresowań: filozofia polityczna i społeczna, technologie polityczne i informacyjne, geopolityka, stosunki międzynarodowe, orientalizm, ideologia eurazjatyzmu, historia idei.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Pycha „Gazety Wyborczej”
Agencja bezprzykładnego wariactwa
Cenzura polityczno-korporacyjna?
„Jako Polak, nie lubię, gdy z Polaków się śmieją za granicą”: analityk o słowach szefa polskiego MSZ
Śnieżna ślepota pana Sławomira Dębskiego: patrzy na Rosję, widzi tylko śnieg i ten śnieg go oślepia
Wywiad z prof. Walickim w rosyjskich mediach – sygnał do Warszawy, że warto wznowić rozmowy
Francja oczami Polaka: „W Paryżu mogę korzystać z godziny policyjnej”
Tagi:
Alaksandr Łukaszenka, wybory prezydenckie, polityka, elektrownia atomowa, Rosja, Polska, Białoruś, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz