09:46 19 Kwiecień 2021
Opinie
Krótki link
Autor
102319
Subskrybuj nas na

„Polacy nie chcą regulacji i niszczenia Odry” – już około 1000 osób z Polski i UE podpisało się pod petycją w tej sprawie do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Szkodliwy wpływ na środowisko to jednak nie jedyne, czym są zaniepokojeni aktywiści. 

Jak uważają, pod pretekstem ochrony przeciwpowodziowej chodzi przede wszystkim o regulację Odry na potrzeby rozwoju żeglugi śródlądowej oraz o zaangażowanie w to pieniędzy polskich i unijnych podatników. Sprzeciwia się temu m.in. petycja, którą przygotowała Koalicja Ratujmy Rzeki (KRR). Jest ona „polską odpowiedzią na szczegółową petycję w tej sprawie przygotowaną przez mieszkańców Brandenburgii i skierowaną do polityków niemieckich”. 

„Ryzykowne inwestycje pod hasłem „bezpieczeństwa powodziowego”

Realizacja programu rządu RP i Banku Światowego, zaangażowanego w sprawę finansowo, wywołuje nie mniej pytań ze strony Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA. Paweł Pomian, członek zarządu tej organizacji, nie widzi w tym nic dziwnego. 

„Mieszkańcy Brandenburgii, podobnie jak mieszkańcy i mieszkanki Polski są poważnie zaniepokojeni tymi planami. Szczęśliwie wiedza na temat ekosystemów rzecznych w polskim społeczeństwie również jest coraz większa. Polskę na terenie różnych jej obszarów przed laty nawiedzały powodzie, przez co wielu mieszkańców ucierpiało i poniosło olbrzymie straty. Powódź tysiąclecia z 1997 r. stała się nierozłączną częścią naszej historii. Powodzie dotknęły również obszar Niemiec (w dolnym odcinku – od ujścia Nysy Łużyckiej – Odra stanowi granicę między Polską i Niemcami przez 161,7 km długości swojego biegu – red.)” – wyjaśnia Paweł Pomian w rozmowie ze Sputnikiem. 

Zauważa jednak, że stało się to z oczywistych przyczyn.

Dziś już wiemy, że to również infrastruktura hydrotechniczna, nieprawidłowa zabudowa, brak polderów zalewowych i niewłaściwe zarządzanie wodami w znacznym stopniu przyczyniły się do tych powodzi i podtopień. Niestety, ciągle próbuje się zrealizować ryzykowne i nieekologiczne inwestycje pod hasłem „bezpieczeństwa powodziowego”, aby zdobyć społeczną akceptację dla tych przedsięwzięć.

Po wspomnianej wielkiej powodzi powstał plan „Program dla Odry”. W założeniu miał on chronić przed ponownym zalaniem osiem województw: lubuskie, opolskie, dolnośląskie, śląskie, kujawsko-pomorskie, łódzkie, wielkopolskie i zachodniopomorskie. Jednak, jak media pisały jeszcze tego lata, „do dziś nie zrealizowano wszystkich inwestycji, a niektóre były budowane latami”. W sieci można też znaleźć „Założenia do planów rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce na lata 2016-2020 z perspektywą do roku 2030”, w tym projektów związanych z modernizacją Odrzańskiej Drogi Wodnej, które, jak mówi się, „mają największą szansę na realizację”.

„Prace hydrotechniczne to studnia bez dna”

Argument o potrzebie pogłębiania Odry na cele ochrony przed powodzią pozwolił polskim urzędnikom zdobyć w 2015 roku 1,3 miliarda dolarów na ten cel, z czego część stanowi pożyczka od Banku Światowego. Poza tym, w budżecie projektu znajduje się zapis o dofinansowaniu z Unii Europejskiej w wysokości ok. 220 milionów dolarów oraz pożyczki z Banku Rozwoju Rady Europy – ok. 330 milionów dolarów. Rozmówca Sputnika uważa, że koszty i dalej będą rosły.

Takie prace hydrotechniczne to studnia bez dna. Prace na Odrze prowadzone są od lat i pochłonęły już miliardy. Koszty będą rosły wraz z rozpoczęciem prac, bo zwykle okazują się one wielokrotnie droższe. Przykład przekopu Mierzei Wiślanej jest idealny (w tej chwili mówi się o 2 mld zł, ale nie skalkulowano jeszcze wielu kosztów koniecznych – red.), bo pokazuje, że koszty wzrosły już o 50% na przestrzeni zaledwie kilku lat. Prace są rozłożone na lata i ciągle pojawiają się nowe, czasem niespodziewane koszty

– mówi Paweł Pomian. 

III klasa żeglowności – nie tylko dla olbrzymich lodołamaczy?

Przeciwnicy regulacji Odry zwracają też uwagę na to, że projekt zakłada m.in. podnoszenie mostów, regulowanie nurtu, odbudowę ostróg, remonty śluz.

„Ten projekt zwiększa ryzyko powodziowe po stronie polskiej i niemieckiej. W wybetonowanym, obwałowanym, prostym i wąskim korycie woda spływa szybciej. W naturalnym korycie ma gdzie się rozlać i zwolnić swój nurt, kiedy wody jest dużo. Dziś powinniśmy zastanawiać się jak renaturyzować rzeki i zatrzymać w nich wodę, bo na skutek zmian klimatu mamy też coraz dłuższe okresy bez deszczu, suszę, która dotyka zarówno ekosystemy przyrodnicze, jak i pola uprawne” – uważa Paweł Pomian. Według jego słów „urzędnicy nawet nie kryją, że projekt zakłada utworzenie III klasy żeglowności o głębokości minimum 1,8 m” czyli w prostych słowach – pogłębienie Odry. 

Tłumaczą to absurdalnie – koniecznością użycia olbrzymich lodołamaczy. Wszystko dlatego, że Bank Światowy ma wspierać projekty chroniące bezpieczeństwo, zdrowie i środowisko. Nie udzieliłby kredytu na rozwój żeglugi

– podkreśla Paweł Pomian. 

Jednak, jeśli patrzeć na inwestycję nawet pod takim kątem, ten projekt może być pomysłem nietrafionym, uważa członek zarządu EKO-UNII. 

„Transport wodny jest zdecydowanie kosztowny, droższy niż transport kolejowy. W dodatku wymaga olbrzymich inwestycji w infrastrukturę i flotę. Kolej i drogi już mamy – biegną równolegle do rzeki. A co będzie latem, kiedy wody zabraknie? Przypomnijmy, że Polska ma bardzo małe zasoby wodne i może być z tym problem nawet po wyregulowaniu Odry.

Dodatkowo żegluga emituje dwutlenek węgla i inne zanieczyszczenia. Przebudowa Środkowej Odry w drogę wodną III klasy spowoduje dodatkową emisję ok. 1 mln ton CO2, co dodatkowo przyczyni się do pogłębiania kryzysu klimatycznego

– wyjaśnia Paweł Pomian.

Z podatków Polaków mogą ucierpieć cenne obszary Natury 2000 

Jest zdania, że na inwestycji zyskają nieliczni. „Najwięcej chyba ci, którzy wykonują i planują te kosztowne prace. Jaki zysk miałoby mieć z tego społeczeństwo? Inwestycje są przecież za nasze wspólne pieniądze. Z naszych podatków ucierpią cenne obszary Natura 2000 (program sieci obszarów objętych ochroną przyrody na terytorium Unii Europejskiej – red.), a mieszkańców znów dręczyć będzie zagrożenie powodziowe” – mówi Paweł Pomian.

Negatywnie oceniając projekt regulacji Odry, rozmówca Sputnika poleca patrzeć na rzeczy trzeźwym okiem.

To niestety smutny obraz tego, co już obserwujemy. Wiele państw wycofuje się z żeglugi, nie tylko ze względu na to, że jest to mało konkurencyjny i kosztowny środek transportu. Wzrasta wiedza na temat ekosystemów rzecznych, na temat ich olbrzymiej roli dla całego życia na ziemi. Coraz bardziej popularne staje się zarządzanie wodami w zgodzie z naturą: w porozumieniu ze specjalistami z różnych dziedzin, a nie tylko przez inżynierów gospodarki wodnej

– uważa Paweł Pomian i ostrzega: „Dotykają nas coraz większe susze, a po nich przychodzą gwałtowne opady deszczu. Takie są konsekwencje katastrofy klimatycznej, z którą trzeba walczyć, ale też dostosować swoje działania. To co miało rację bytu kilkaset lat temu, niekoniecznie jest możliwe lub potrzebne dzisiaj”.

Tym niemniej aktywiści nie zamierzają się poddawać. Apelują do Komisji Europejskiej o wycofanie się z finansowego wspierania regulacji Odry, co według nich „będzie zbieżne z polityką Zielonego Ładu dla Europy oraz odpowiedzią na kryzys klimatyczny i ekonomiczny wywołany pandemią COVID-19”, czytamy na stronie petycji, którą w momencie publikacji podpisało już 990 osób z Polski i póki co 131 – z Niemiec. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ekologiczna katastrofa na rzece Nidzie. Zajmie się nią prokuratura
Wisła pełna fosforu i azotu po awarii Czajki
Czesi „napalili się” na dostęp do Bałtyku: czy budowa kanału Dunaj-Odra-Łaba ma sens?
Tagi:
Odra, Niemcy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz