20:04 15 Styczeń 2021
Opinie
Krótki link
Autor
5815
Subskrybuj nas na

Izraelskie władze więzienne zakazują wizyt małżeńskich palestyńskim więźniom, osadzonym za terroryzm. Dla wielu żon takich więźniów ten werdykt oznacza, że ​​nigdy nie zostaną matkami, ale niektóre biorą sprawy w swoje ręce, szukając sposobów zajścia w ciążę pod nosami czujnych izraelskich strażników.

Rok 2020 był szczególnie trudny zarówno dla Izraelczyków, jak i Palestyńczyków. Od wybuchu pandemii w marcu wielu straciło życie, setki tysięcy straciło pracę, popadając w ubóstwo.

Ale dla Sanay Salamy, izraelskiej Arabki z miasta Tira w środkowym Izraelu, ten rok był czystą radością, po prostu dlatego, że w końcu została matką.

Osiągnięcie tego celu nie było jednak łatwe, a powodem był fakt, że jej mąż, Walid Daqqa, jest więźniem odsiadującym dożywocie w izraelskim więzieniu za terroryzm.

Jak to się wszystko zaczęło

Daqqa został schwytany i uwięziony w 1986 roku po tym, jak przyznał się do porwania i zamordowania izraelskiego żołnierza Moshe Tamama dwa lata wcześniej przez komórkę Frontu Ludowego Wyzwolenia Palestyny, organizacji uznanej przez Izrael za terrorystyczną, której Daqqa był częścią. Ale dopiero 13 lat później poznał i poślubił Sanaę, która wówczas była dziennikarką, piszącą o życiu palestyńskich więźniów.

Pobraliśmy się w 1999 roku i bardzo chciałam mieć z nim dziecko - wyznaje Sanaa.

Problem polegał nas tym, że izraelskie władze więzienne nie zezwalają na wizyty małżeńskie oskarżonym o terroryzm i twierdzą, że te spotkania mogą zostać wykorzystane przez terrorystów do przemytu broni, pieniędzy, a nawet narkotyków.

I to właśnie skłoniło Sanaę do zaakceptowania propozycji jej męża, by użyć podstępu, który stał się popularny wśród żon palestyńskich więźniów - przemytu spermy.

„Mój mąż mnie zaskoczył, gdy zapytał, czy jestem gotowa zostać mamą” - wspomina spotkanie z Daqqą. „Nie wahałam się i powiedziałam mu, że z przyjemnością to zrobię”.

Jej akceptacja nie była dana. W konserwatywnym społeczeństwie palestyńskim ciąża kobiety, której męża nie ma, może wzbudzić podejrzenia, ale Sanaa mówi, że te myśli jej nie przeszkadzały, ponieważ jej rodzina przyjęła tę decyzję i obiecała ją wspierać.

Moja rodzina i rodzina mojego męża pochwaliły tę decyzję, głównie dlatego, że wszyscy zdawali sobie sprawę, że jedynym «prawdziwym» elementem, który może mnie z nim łączyć, będzie dziecko.

Długa droga do ciąży?

Proces przemytu spermy wymagał jednak całej operacji, a Sanaa mówi, że nie zna nawet szczegółów ani ludzi, którzy pomogli zmienić jej marzenie w rzeczywistość.

To było bardzo skomplikowane. Kapsułki ze spermą mojego męża musiały być przemycane poza więzienie, a to było wyjątkowo trudne, biorąc pod uwagę, że władze więzienne kontrolowały każdy drobiazg, który trafił do środka i na zewnątrz.

Ale jej wytrwałość opłaciła się i 13 tygodni po rozpoczęciu procesu lekarze w klinice leczenia niepłodności w Nazarecie powiedzieli jej, że zaszła w ciążę. Dziewięć miesięcy później, w lutym, urodziła zdrową córeczkę, którą nazwała Milad.

Sanaa nie jest jedyną Palestynką, która zastosowała ten schemat. Od 2012 roku, kiedy miały miejsce pierwsze takie przypadki, ponad 70 kobiet wybrało tę strategię poczęcia dziecka.

Do 2018 roku urodziło się ponad 60 dzieci ojców osadzonych w izraelskich więzieniach.

I pomimo długiego i raczej nienaturalnego procesu, Sanaa mówi, że było warto.

„Ona jest najlepszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła. Zrekompensowała mi poczucie deprywacji, którą miałam i zmieniła mnie w szczęśliwą kobietę, która poczęła dziecko mężczyzny, którego kocha. I to też daje mi nadzieję, że pewnego dnia spotkamy się i zamieszkamy razem jako rodzina”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Izrael i Palestyna zasiądą do stołu rozmów?
Tagi:
Izrael, Palestyna
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz