10:54 28 Styczeń 2021
Opinie
Krótki link
Autor
181
Subskrybuj nas na

Chociaż Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa nazywa Polskę największym producentem karpia w Unii Europejskiej, polscy wędkarze którzy uprawiają karpiarstwo, nawet w przededniu Wigilii nie wrzucają złowionego karpia na patelnię.

Jak informuje polsatnews.pl, powołując się na KOWR, krajowa produkcja karpi stanowi w dzisiejszych czasach około 30 proc. produkcji unijnej. Znaczącymi producentami karpi są także Czechy i Węgry.

W przededniu Wigilii Bożego Narodzenia dla polskiej gospodarki to dobre wiadomości. Polskich karpiarzy jednak nurtuje inne pytanie - jak zachęcić do karpiarstwa młodzież - przecież wędkarstwo rozwija wiele przydatnych umiejętności. Z tym stwierdzeniem w pełni zgadza się Krzysztof Rytych, właściciel łowiska karpiowego „Wiktoria” w gminie Szumowo w województwie podlaskim, z którym na ten temat porozmawiał Sputnik.

Konsole do gier wygrywają, ale nie zawsze

„Jest sporo młodych osób, które wędkują, ale myślę, że teraz Internet, konsole do gier jednak wygrywają z przebywaniem na łonie natury. Dzisiejsze dzieci mają większy wybór niż w czasach, kiedy ja byłem w ich wieku - mając 10-15 lat zawsze gdzieś tam z rodziną jechałem i wędkowałem, bo nie było tylu innych atrakcji” - mówi Krzysztof Rytych. Na 12 hektarach jego łowiska, oprócz leszcza jest praktycznie każda ryba, chociaż generalnie panuje karp. Jest też lin ładny, są duże sumy, spore szczupaki, sandacze, okonie, bolenie, dodaje Krzysztof Rytych. 

Właściciel łowiska karpiowego „Wiktoria” Krzysztof Rytych
© Zdjęcie : Krzysztof Rytych
Właściciel łowiska karpiowego „Wiktoria” Krzysztof Rytych

Przyznaje, że nie może się nie cieszyć, kiedy na jego łowisko przyjeżdżają ludzie ze swoimi dziećmi w wieku 10-17 lat. „Młodsze dzieci przyjeżdżają do towarzystwa. Nie zauważyłem, żeby były tak zainteresowane od strony wędkowania bardziej od spędzania czasu z rodzicem.

Jednak jest sporo dzieci mocno zaangażowanych w typowe wędkowanie. Dziewczynki czy chłopcy już ze swoim sprzętem aktywnie biorą udział w tym wędkowaniu. Sporo mają wiedzy jak na swój wiek. Niektórzy młodzi potrafią nawet lepiej i delikatniej niż dorośli tę rybę holować, żeby jej nie uszkodzić

- wyjaśnia Krzysztof Rytych.

„Trzeba zaciągnąć dziecko na pierwszy połów” 

Jak dodaje, jego 10-letni syn Eryk już w wieku 6 lat „ciągnął sam rybę”, chociaż ojciec „troszeczkę mu pomagał”. 

A teraz Eryk już ma swoje osobiste rekordy. To 14-kilogramowy karp i 13-kilogramowy amur. Aktualnie, mimo wieku, poluje na ryby różnych gatunków, chociaż oczywiście zaczęło się wszystko od chęci spędzania czasu z ojcem i naśladownictwa go. Jednak tak bywa nie zawsze.

Na przykład, moi starsi synowie Patryk i Dominik ze mną też jeździli na ryby i też mieli jakieś swoje rekordy, jednak dziś odeszło im to wędkarstwo” - mówi rozmówca Sputnika. 

Właściciel łowiska karpiowego „Wiktoria” uważa, że rozbudzanie zainteresowań młodzieży wędkarstwem zależy przede wszystkim od rodziców. 

„Jeśli dam jakiś sygnał, to później narzędzie w postaci Internetu na pewno tę wiedzę pomoże szybciej i łatwiej przyswoić. Innymi słowy, trzeba zaciągnąć dziecko na ten pierwszy połów, przecież nie wie, jak to wygląda, «z czym to się je» - a później będzie ciężko go w domu utrzymać - jak mojego syna. Nie trzeba dwa razy powtarzać. Jak Eryk tylko usłyszy hasło „Jedziemy na ryby”, rzuca wszystko i jest już w pełnej gotowości. Jedziemy bez względu na pogodę” - mówi Krzysztof Rytych. 

„Ani ja, ani mój syn karpi nie spożywamy”

Jest zdania, że wędkarstwo uczy dzieci i młodzież przydatnym umiejętności. 

To dyscyplina, spokój, umiejętność pogodzenia się z przegraną. Bo ryba też walczy o swoje, przecież ona nie wie, że zostanie wypuszczona i czasem zwycięża. To nauka, żeby nie poddawać się i walczyć dalej. To cierpliwość, bo czasem się siedzi i dwa, i trzy dni, ale nie ma nawet jednej ryby. Wędkarstwo uczy też logicznego myślenia – potrzebna jest taka duża aktywność mózgu

- wyjaśnia Krzysztof Rytych. I dodaje, że dbałość o naturę i środowisko to też podstawowe rzeczy w wędkarstwie: „Jeśli jest brudno, to posprzątamy, ale po sobie nie zostawiamy śmieci. To jest kodeks większości typowych karpiarzy. Może nie tylko karpiarzy, ale wędkarzy, którzy łowią dla sportu”. 

Jak podkreśla Krzysztof Rytych, młodzi karpiarze, w tym oczywiście dzieci, od samego początku wiedzą o zasadzie „Złap, zrób zdjęcie, wypuść” lub „Catch and release”. Innymi słowy, złowiony karp nie trafi na patelnię. 

„Tym bardziej daje radość ryba, która po raz kolejny zostanie złowiona, przecież będziemy na nią polować za rok, za dwa, za trzy. Zobaczymy, jak ona rośnie, czy o ile urosła” - mówi Krzysztof Rytych.

Łowisko karpiowe „Wiktoria” w Szumowie (Krzysztof Rytych z synem Erykiem)
© Zdjęcie : Krzysztof Rytych
Łowisko karpiowe „Wiktoria” w Szumowie (Krzysztof Rytych z synem Erykiem)

Tym niemniej na wigilijnym stole rozmówcy Sputnika karp też będzie.

Jest już kupiony. To tradycja. Dużo sklepów sprzedaje ryby z polskich hodowli. Jednak ani ja, ani mój syn, oczywiście, karpi nie spożywamy. Nawet z wigilijnego stołu - mówi Krzysztof Rytych.

Teraz sezon na jego łowisku „Wiktoria” prawie się skończył, jednak mimo pogody panuje tam dobra i przedświąteczna atmosfera.

„Temperatura wody wynosi około dwóch stopni, najbardziej wytrwali wędkarze jeszcze «siadają», ale faktycznie jest już po sezonie” - dodaje Krzysztof Rytych. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wielkie karpie ze żwirowni: wędkarz o tajnikach połowu idealnego karpia – foto
„Haczyki nie dają rady takim krokodylom”: wędkarz oszalał na widok gigantycznych szczupaków – wideo
„Nazwiemy go Wołodia”: wędkarz z Kaliningradu znowu złapał karpia rekordzistę i jedzie do Polski
Tagi:
karp, wędkarstwo, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz