Opinie
Krótki link
Autor
5296
Subskrybuj nas na

Rozbudowa należącej do spółki PGE kopalni Turów w gminie Bogatynia (woj. dolnośląskie) na czesko-polsko-niemieckim pograniczu nadal budzi zdecydowany sprzeciw południowego sąsiada Polski. Już od 1 stycznia Czechy mogą wnieść w tej sprawie pozew do Trybunału Sprawiedliwości UE. Chodzi m.in. o ekologię na tych terenach. 

Podczas gdy media informują o prototypie koparki wielkich gabarytów, która „została skonstruowana z myślą o pracy w należącej do PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna Kopalni Turów” i już trafiła do kompleksu, przeciwnicy wydobycia węgla brunatnego na jej terenie nie przestają powtarzać - Polska bezprawnie przedłużyła koncesję na wydobycie do 2026 roku z zamiarem kontynuowania go do 2044 roku.

Turów nie pozostanie wewnętrznym polskim problemem

Jak powiedział czeskiemu dziennikowi Deník N wiceminister spraw zagranicznych Czech Martin Smolek, którego słowa przytaczane są w komunikacie prasowym stowarzyszenia ekologicznego EKO-UNIA, „spór o wydobycie w kopalni Turów na granicy czesko-polsko-niemieckiej może być kontynuowany poprzez złożenie pozwu przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.

Twierdząc, że Polska naruszyła prawo Unii Europejskiej poprzez pewne działania podjęte w ramach procedury przedłużenia do 2026 r. koncesji na wydobycie dla kopalni węgla brunatnego w Turowie, Czechy jeszcze 30 września 2020 roku wniosły skargę do Komisji Europejskiej na mocy art. 259 Traktatu o funkcjonowaniu UE.

W swojej uzasadnionej opinii Komisja uważa, że Polska popełniła pewne naruszenia prawa UE, które Czechy podnosiły w swojej skardze, ale nie wszystkie

- głosi komunikat prasowy na stronie KE. 

„Teraz rząd czeski ma już możliwość - rzecz niespotykana w Grupie Wyszehradzkiej - żeby pozwać Polskę bezpośrednio do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czyli od 1 stycznia Czechy mogą skierować pozew do TSUE” - wyjaśnia w rozmowie ze Sputnikiem Kuba Gogolewski z fundacji „Rozwój TAK - Odkrywki NIE”.

Jest zdania, że szanse na to, że Turów, jak chciałyby polskie władze i PGE, pozostanie wewnętrznym polskim problemem, maleją.

Wcześniej czy później Turów zostanie zamknięty. Nieprzyjmowanie rzeczywistości i niechęć do rozmów z czeską stroną jednak stanowi większy problem. W czeskich mediach, mediach Kraju libereckiego, nawet w Ministerstwie Środowiska podkreślano, że Polacy nie rozmawiają z nimi

- mówi Kuba Gogolewski.

Niemieccy specjaliści: Będzie osiadanie domów o 1 do 1,2 metra

Jeszcze w lipcu podczas rozmowy ze Sputnikiem aktywista przypominał, że kopalnia odkrywkowa jest przedsięwzięciem, które wymaga odwodnienia wyrobiska, co z kolei powoduje osuszenie pobliskich terenów. 

„Mieszkańcy Czech mówią, że doszło do znaczącego obniżenia poziomu wód podziemnych po ich stronie. Niektórzy mieszkańcy terenów przygranicznych już odczuwają brak wody w kranie, rolnicy zabijają swoje stada, bo nie są w stanie ich napoić. I te efekty będą się nasilały. Innymi słowy dalsza praca kopalni i przedłużenie tej koncesji może sprawić, że pozbawi ona źródeł wody pitnej przeszło tysiące osób mieszkających w tym regionie” - mówił nam Kuba Gogolewski.

W końcu listopada na spotkaniu plenarnym Międzynarodowej Komisji Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniem (MKOO) delegacje z Polski, Czech i Niemiec zgodziły się na włączenie górnictwa węgla brunatnego, w tym kopalni Turów, do problemów o znaczeniu ponadregionalnym.

Było to inicjatywą niemieckiej delegacji, przecież niemieccy specjaliści pokazują, że wpływ odkrywki Turów jest nie tylko na wody podziemne Czech, ale też na wody przy granicy niemieckiej, dodatkowo zanieczyszczając lewobrzeżny dopływ Odry - rzekę Nysę Łużycką. I powoduje, że będzie osiadanie domów o 1 do 1,2 metra

- wyjaśnia Kuba Gogolewski.

Więcej miejsc pracy - z przejściem na odnawialne źródła energii

Rozmówca Sputnika uważa, że z powodu konfliktu nie ma możliwości wspólnego myślenia o losie kompleksu, a zaciekła obrona Turowa przez górników i polski rząd nie ma ekonomicznego sensu.

Zespół ekspertów z Politechniki Warszawskiej w jednym z opracowań udowodnił, że kompleks wydobywczo-energetyczny Turów taniej będzie do 2030 roku zastąpić miksem odnawialnych źródeł energii (OZE). I sama odkrywka Turów musiałaby zostać zmieniona na elektrownię szczytowo-pompową, czyli na taką, której zadaniem jest przemiana energii elektrycznej w energię grawitacyjną wody pompowanej do górnego zbiornika oraz proces odwrotny.

To by było bardziej korzystne ekonomicznie, niż kontynuowanie działalności kopalni i elektrowni Turów. Poza tym, dawałoby to więcej miejsc pracy” - uważa Kuba Gogolewski.

Strona internetowa Stop Turów podaje konkretne dane, powołując się na autorów opracowania:

„Z zamieszczonego w raporcie porównania zatrudnienia związanego z OZE oraz w kopalni i elektrowni Turów wynika, że przejście na odnawialne źródła energii może zapewnić od 4,522 do 7,83 miejsc pracy na tysiąc mieszkańców. Elektrownia i kopalnia zapewniają jedynie 3,7 miejsc pracy na tysiąc mieszkańców”. 

Zieloni w rządach i brak otwartych danych

Jak dodaje rozmówca Sputnika, w grudniu sytuacja wokół kompleksu Turów znalazła się też w centrum uwagi Europejskiego Kongresu Zielonych.

„Została przyjęta rezolucja, związana z odkrywką Turów, która zebrała głosy właśnie za zaprzestanie wydobycia do czasu rozwiązania problemu - zamknięcia tej kopalni i elektrowni do 2030 roku.

Zieloni teraz są w rządach Luksemburgu, Finlandii, Szwecji, Austrii, Irlandii, sprawa coraz bardziej nabiera znaczenia międzynarodowego. W przyszłym roku są wybory i w Czechach, i w Niemczech, więc zieloni mają wielkie szanse jeszcze bardziej zwrócić uwagę na ten problem

- uważa Kuba Gogolewski.

Według niego spółka PGE prowadzi grę podwójną. Z jednej strony, „nie chce mieć aktywów węglowych od końca 2021 roku, przecież rynek finansowy nie lubi grup, które mają takie aktywa”. A z drugiej, „nie jest tak naprawdę specjalnie zainteresowana tym, co stanie się z kompleksem i jego pracownikami w przyszłości”.

„Kiedy po raz pierwszy była składana petycja o zachowanie miejsc pracy w regionie, była mowa o 15 tys. Teraz jest już mowa o 60 tys. tych miejsc, a europosłanka Anna Zalewska, która broniła petycji obrońców Turowa w KE, mówiła już o 70 tys. miejsc pracy. Chodzi o brak otwartych danych” – stwierdza Kuba Gogolewski. I dodaje:

W czasie przekształcenia elektrowni, czyli zastąpienia jej czymś innym, będzie potrzebna współpraca i budowanie czegoś wspólnie. Nie tylko przez Polskę, ale też przez sąsiadów - Czechy i Niemcy. Najlepszą decyzją dla wszystkich pracowników regionu w jakimś określonym horyzoncie czasowym, np. 5-10 lat, byłaby możliwość wspólnego wybudowania różnych elektrowni i stworzenia miejsc pracy, potrzebnych dla naszych gospodarek - w Kraju libereckim, Saksonii, Turowie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Parlament Europejski znów zajmie się kwestią zamknięcia polskiej kopalni
Kopalnia Turów: gmina Bogatynia nie ma przyszłości bez węgla, a Czechy – bez wody 
„Zagrożenie dla przyszłości nas wszystkich”: polsko-niemiecko-czeski sojusz przeciwko kopalni Turów
Unijne „przepychanki” ws. kopalni Turów
Tagi:
zmiany klimatu, woda, globalne ocieplenie, energetyka, Europa, kopalnia, węgiel, Polska, gospodarka, Czechy, UE
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz