02:19 17 Styczeń 2021
Opinie
Krótki link
Autor
63749
Subskrybuj nas na

Rosyjskie media donoszą, że w czasie II wojny światowej niektóre europejskie kraje wyzwalała brygada reniferów. Co mają znaczyć te zwierzęta? Sputnik spieszy z wyjaśnieniami.

W latach 70. w ZSRR dużą sławą cieszył się piosenkarz Kola Beldy – Nieniec, czyli przedstawiciel nielicznego narodu Dalekiej Północy. W jednej z żartobliwych pieśni twierdził, co następuje:

Parowozy – dobra rzecz,

Parowce – też,

Samoloty mogą być

Ale nic nie przebije reniferów!

Gdy ta piosenka powstała, wojna na Wschodnim Froncie dawno dobiegła końca. Gdyby jednak wybrzmiała wtedy, nie odebrano by jej jako przesadę czy humor, lecz jako surową rzeczywistość.

„Terenówki” z kopytami

Pod koniec 1941 roku dla ZSRR wojna przyjmowała katastroficzny obrót. Żeby bronić północnych granic głównodowodzący Józef Stalin wydał rozkaz utworzenia batalionów z rdzennych mieszkańców – Nieńców, Nanajów, Komiaków, Samów – zamieszkujących te ogromne, praktycznie bezludne tereny.

Hodowla reniferów od stuleci była ich tradycyjnym zajęciem, a w warunkach panujących tam bezdroży, ekstremalnie niskich temperatur i burz śnieżnych lepszego „łazika” nie sposób było znaleźć. To, czego nie mogły dokonać ciężarówki i traktory, z łatwością dokonywały renifery, niewymagające ponadto troski i same zapewniające sobie wyżywienie.
Ogólny przebieg działań wojennych na północy kraju podczas kampanii letnio-jesiennej w 1941 roku.
Ogólny przebieg działań wojennych na północy kraju podczas kampanii letnio-jesiennej w 1941 roku.

W sumie na Karelski Front, przebiegający wzdłuż radziecko-fińskiej granicy, w 1942 roku wysłano kilkuset hodowców i 7 tysięcy reniferów. To właśnie oni utworzyli słynną 31. brygadę reniferów.

Historyk, autor książki „Armia reniferów” Jurij Kaniew w rozmowie ze Sputnikiem wyjaśnia, że średnia prędkość, z jaką poruszała się karawana, wynosiła 5-6 kilometrów na godzinę. W takim tempie w ciągu doby można było przejechać do 40 kilometrów. W razie konieczności nawet 80 kilometrów, przy czym zwierzętom potrzebny był potem dłuższy wypoczynek.

W zależności od typu sani zaprzęgano w nie od trzech do pięciu reniferów. Na jednych saniach można było przewieźć od 100 do 300 kilogramów ładunku. Na przykład 5 tysięcy nabojów karabinowych lub 10 tysięcy naboi do broni maszynowej. Ale żeby przewieźć coś naprawdę masywnego, na przykład rozebraną baterię składającą się z czterech armat przeciwpancernych 45 mm z wyposażeniem bojowym, potrzebnych było 160 reniferów.

W ciągu dwóch lat czcigodne zwierzęta przewiozły na pierwszą linię frontu i z powrotem – do szpitali – tysiące żołnierzy.

W archiwach historycznych można znaleźć następujący ustęp pochodzący od jednego z żołnierzy, Saama o nazwisku Sorwanow:

Ranny człowiek traci wiele krwi, ciepło z niego uchodzi. Człowiek stygnie, umiera. A skóra renifera bardzo dobrze trzyma ciepło. Rannych otulano w skórę, kładziono na sanie i wieziono. Człowiek dojeżdżał do szpitala ciepły, żywy.

W wojennej kronice filmowej zachowały się kadry z ćwiczeń z wykorzystaniem tych parzystokopytnych: w szybkobieżnych zaprzęgach żołnierze radzieccy z zaskoczenia atakują wioskę, w której znajduje się wróg, inna grupa minuje most, i ledwie renifery i żołnierze znikają z kadru, on eksploduje w powietrze.

Renifery często wykorzystywano do wywożenia zestrzelonych samolotów lub ich części składowych stanowiących dużą wartość.

Historyk Jurij Kaniew przywołuje fragmenty wspomnień sierżanta Anatolija Rożyna, który opowiadał, że każdy silnik samolotu ważył co najmniej pół tony, pomysłowi hodowcy reniferów skonstruowali jednak ogromne sanie, w które można było zaprzęgać do 20 reniferów.

Musiało to wyglądać imponująco, jak dwadzieścia barczystych, pięknych reniferów o rozgałęzionym porożu, odpychając się od ziemi potężnymi nogami, ciągnęło sanie z „ognistym sercem” (silnikiem – red.) kolejnego „Jaka” lub „Hawkera Hurricane’a” – mówi Kaniew.

Bywało też, że wyciągano zestrzelone niemieckie samoloty. W sumie w ciągu dwóch i pół roku rdzenni mieszkańcy tundry mieli na swoim koncie nieco ponad 200 maszyn, nie licząc silników. „To daje mniej więcej pełnowartościowy korpus lotniczy” – zauważa rozmówca Sputnika.

Jak renifery ratowały ludzi, a ludzie renifery

Niemcy i Finowie wykorzystywali zaprzęgi reniferów fińskich Saamów, ale mieli tych zwierząt stosunkowo niewiele, dlatego masowe wykorzystanie „rogatych żołnierzy” było zaskoczeniem dla przeciwnika.

Renifery idą na front
Renifery idą na front

Weteran jednej z brygad Iwan Fiłatow wspominał, jak hitlerowcy z początku nie traktowali poważnie brygad reniferów, ale potem zrozumieli całe znaczenie tych formacji, zwłaszcza kiedy wojska radzieckie zaczęły je wykorzystywać w celach wywiadowczych.

„Czasem, jeśli trzeba było przedostać się na tyły wroga, zakładaliśmy stroje maskujące, czepialiśmy się renifera, a on biegł po śniegu. Renifera widać, a nas – nie. Kiedy faszyści zrozumieli, że renifery na wojnie to także żołnierze, zaczęli je rozstrzeliwać”.

Niestety reniferom tundrowym nie wyszło na dobre ich posłuszeństwo, o którym nie wiedziało wielu niemiejscowych żołnierzy:

„Renifery pasą się spokojnie, nagle podlatuje niemiecki samolot, ludzie zaczynają krzyczeć – jak gdyby renifery ostrzegają. A zwierzęta, przywykłe do krzyku pastuchów, zamiast się rozbiec zbierają się w jedno stado. I tutaj faszysta zaczyna sobie folgować. Pamiętam, wiele reniferów wtedy poległo”.

Historyk Jurij Kaniew opowiada przekazywaną z ust do ust historię żołnierza i hodowcy reniferów Siemiona Filipowa, który przyszedł na front ze swoja ulubienicą – białośnieżną reniferzycą.

W czasie zimowych nalotów zwierzę przykrywało swego pana „maskującą” sierścią, a latem on z kolei ukrywał swoją „towarzyszkę” przed niemieckimi szturmowcami, zasłaniając ciałem ubranym w zieleń wojskową i płaszcz pałatkę. Tak przetrwali wojnę – mówi Kaniew.
Ewakuacja rannych
© Zdjęcie : Z archiwum Jurija Kaniewa
Ewakuacja rannych

Wiele reniferów wojny oczywiście nie przeżyło. Jurij Kaniew wyjaśnia, że na początku 1944 roku armia miała do dyspozycji nieco ponad 4 tysiące reniferów. Inne źródła podają, że z nadejściem jesieni w 1944 roku z siedmiotysięcznego stada ocalało nieco ponad 1000 „zmobilizowanych” zwierząt.

Radziecki poeta Aleksander Ałszutow napisze potem „Balladę o batalionie reniferów”, w której nabożeństwo nad „dumnymi rogami” poległych odprawia sroga północna zamieć.

Jednocześnie w 1944 roku wojska radzieckie odzyskały kontrolę nad obszarem, przez który przebiegał Front Karelski, i po wyjściu Finlandii z II wojny światowej został rozformowany. W związku z tym faktem Jurij Kaniew przywołuje wypowiedź jednego z dowódców transportów zaprzęgowych Siemiona Szerstibitowa: „Udało nam się wykonać zadania bojowe, jakie postawiło przed nami dowództwo, tylko dzięki obecności (…) bajecznie przystosowanych, doskonale przeszkolonych udomowionych reniferów, zdumiewająco wygodnego, mocnego i sterowalnego w lasach i górach, na lądzie i morzu, zaprzęgu, niezawodnego o każdej porze roku”.

Z Polarnego Świata pod Pragę

W ostatnich latach w Rosji odsłonięto jednocześnie dwa pomniki batalionów reniferów: jeden w 2012 roku w Narjan-Mar, drugi – w grudniu 2020 roku – w Murmańsku. W artykułach poświęconych temu wydarzeniu często powraca zdanie, że 31. brygada reniferów przez Polskę dotarła pod Pragę.

Oczywiście to nie tak. W 1944 roku, po wyzwoleniu Karelii, dla reniferów wojna była zakończona. Ale nie dla brygady, której pierwotnie nadano nazwę batalionu reniferów. Ta formacja została przemianowana na brygadę narciarską, następnie strzelców górskich.

Na początku 1945 roku brygada została zasilona nowymi żołnierzami i przerzucona do południowej Polski. Potem uczestniczyła w operacji morawsko-ostrawskiej: forsowała Odrę pod nawałą ogniową Niemców, szturmowała Morawską Ostrawę. Potem była Operacja Praska, która dla brygady dobiegła końca 11 maja 100 kilometrów na wschód od czeskiej stolicy. Wojna na zachodnim froncie dobiegła końca i formacja, która na tamten moment nosiła już nazwę 31. Samodzielnej Brygady Strzelców Górskich odznaczonej Orderem Czerwonego Sztandaru i Czerwonej Gwiazdy, została przerzucona na Daleki Wschód.

Wyrażenie „drogi wojny” brzmi jak sztampa, ale ono chyba najlepiej opisuje geograficzny rozmach losów tych, którzy zginęli na polach bitw, zamieniając się z „armii reniferów” w wyzwolicieli Europy.

Oto nazwiska niektórych z nich:

Anufriew Tit Łukicz, 1911, wieś Wierchniaja Piosza. Rosjanin. Gefrajter 31. Brygady Strzelców Górskich. Zmarł w wyniku doznanych ran 26.03.45 w Polsce.

Barakuliew Dmitrij Daniłowicz, 1920. Nieniec. Szeregowiec, wywiadowca 31. Brygady Strzelców Górskich. Order Czerwonej Gwiazdy i 2 medale za odwagę. Zginął 22.04.45 w Czechach.

Zielianin Iwan Jakowlewicz, 1908. St. sierżant 31. Brygady Strzelców Górskich. Zginął 30.04.45 pod Morawską Ostrawą. Order Sławy 3 st. (1945) i order Czerwonej Gwiazdy (1944).

Choziainow Wasilij Jakowlewicz, 1920, Ustje. Komi. Lekarz wojskowy, starszy lejtnant, 31. Samodzielna Brygada Strzelców Górskich. Zginął 05.04.45 na przyczółku odrzańskim. Nagrodzony orderem Wojny Ojczyźnianej 1 i 2 stopnia (1944, 1945).

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Macedonia Północna w NATO. Czy istnieje życie po „śmierci mózgu”?
Społeczeństwo konsumpcyjne PiS-u: czy Polacy będą musieli zacisnąć pasa po pandemii koronawirusa?
Ekspert: Opowieści o rosyjskim zagrożeniu nie robią wrażenia na Bułgarach
Fighterbomber o „nieodpowiednim” manewrze polskich pilotów i najlepszym rosyjskim samolocie
Łukaszenka, rosyjscy najemnicy i gospodyni domowa. Co czeka Białoruś po wyborach?
Tagi:
II wojna światowa, wojsko, renifery, Armia Czerwona, Czechy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz