Opinie
Krótki link
Autor
21823
Subskrybuj nas na

„Po co Polska ma prowadzić jakieś pogłębione relacje z banderowskim Lwowem, jeżeli tam nie ma refleksji? Powinna zacieśniać relacje, na przykład, z obwodem zakarpackim. Albo z obwodami środkowej czy też południowej części Ukrainy” – powiedział prof. Andrzej Zapałowski, komentując artykuł Marcina Skalskiego pod tytułem „Po co nam Ukraina?”.

Autor artykułu zamieszczonego na stronie kresy.pl napisał, że „...Ukraina wcale nie jest Polsce do niczego potrzebna. Wyjątek stanowi to, by pełniła ona rolę bufora od głównej części Rosji, co i tak przecież dostajemy od Ukrainy za darmo. Wystarczy, że ta po prostu istnieje”.

Zatem, czy rzeczywiście Polska nie ma potrzeby dialogu z Kijowem? Jeżeli jednak ma, to o czym rozmawiać i z kim, skoro, jak pisze Marcin Skalski, „Polska nie potrzebuje z inspirowaną neo-banderyzmem Ukrainą żadnego dialogu i jest w stanie się obyć bez niego”?

Swój punkt widzenia na ten temat w rozmowie ze Sputnikiem przedstawiają polski polityk i historyk, poseł na Sejm III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI kadencji prof. Andrzej Zapałowski oraz Wladimir Kornilow, historyk, analityk polityczny, ekspert ds. Ukrainy.

Po co dialog z Kijowem?

Prof. Andrzej Zapałowski jest zdania, że można się zgodzić z panem Skalskim w tym, że dla Polski nie ma istotnego znaczenia prowadzenie jakiegokolwiek dialogu z Kijowem, jeżeli nie nastąpi refleksja ze strony środowisk Zachodniej Ukrainy.

Przede wszystkim dlatego, że od trzech dekad Polska ma wyjątkowo złą politykę – politykę jednostronną, asymetryczną do ustępstw w stosunku do Ukraińców, na niekorzyść Polski. Uważam - i nie ukrywam tego od lat - że na kierunku ukraińskim Polska bardziej realizuje cele szeroko pojętego Zachodu, niż cele własnych interesów narodowych

– twierdzi prof. Zapałowski.

Zdaniem rozmówcy Polska z Ukrainą nie ma jakichś istotnych problemów gospodarczych, czy też politycznych, poza problemami historycznymi. Jak sądzi, dialog z Kijowem, przede wszystkim, odbywa się w przestrzeni, związanej z pamięcią historyczną.

„Na Ukrainie decydujący głos mają klany oligarchiczne, które mają wpływ na ukraińską politykę. I ta polityka historyczna dla nich ma drugo- i trzeciorzędne znaczenie.

Państwo ukraińskie nie przywiązuje istotnej roli do relacji z Polską i do rzeczywistego dialogu, czyli, po prostu oddaje to pole grze elit Zachodniej Ukrainy. Elity ukraińskie są zainteresowane tym, żeby forsować swoją, banderowską wizję rzeczywistości, narzucając ton polityce ukraińskiej w relacjach z Polską

– zaznacza prof. Zapałowski.

Omijać Zachodnią Ukrainę

Według rozmówcy Sputnika polska polityka zagraniczna powinna, na ile to możliwe, omijać Zachodnią Ukrainę.
„Powinniśmy rozmawiać ze środowiskami Ukraińców, którzy nie są zarażeni tą zarazą banderowską, a rozmawiać z pozostałymi obszarami Ukrainy w zakresie głównie współpracy gospodarczej. Nie mamy z Ukraińcami, czy innymi narodowościami, które zamieszkują Ukrainę, jakichś pól konfliktu. Po co Polska ma prowadzić jakieś pogłębione relacje z banderowskim Lwowem, jeżeli tam nie ma refleksji? Powinna zacieśniać relacje, na przykład, z obwodem zakarpackim. Albo z obwodami środkowej czy też południowej części Ukrainy” – uważa prof. Zapałowski.

Mówi, że jego jednoznaczne stanowisko jest takie, że nie może być żadnej uległości.

„Dlaczego? Bo w całej polityce historycznej Polacy muszą pamiętać o dwóch istotnych rzeczach: po pierwsze, nie o upamiętnieniu ofiar ukraińskich, tylko o upamiętnieniu zbrodniarzy ukraińskich. Po drugie, trzeba pamiętać, że ci zbrodniarze przed tym byli obywatelami polskimi.

Działając u boku armii hitlerowskiej, zostali jej poplecznikami: większość struktur Ukraińskiej Powstańczej Armii stanowili funkcjonariusze ukraińskiej policji pomocniczej i formacji Wehrmachtu i SS, którzy od 1942 r. brali udział w masowych mordach ludności żydowskiej, polskiej i innych narodowości na tych terenach. Więc, po prostu mówimy o formacjach ludobójczych. I tutaj po prostu musi być głęboka refleksja

- mówi prof. Zapałowski.

Prof. Zapałowski zwraca uwagę na to, że na Ukrainie trwa proces defragmentacji państwa, które jest wspierane przez zastrzyki finansowe z zewnątrz, i dalszy rozwój sytuacji zależy od zainteresowania zewnętrznych ośrodków siły.

Dokąd dryfuje Ukraina?

Prof.Andrzej Zapałowski widzi kilka wariantów tego procesu.

„Pierwsza strefa to obwód charkowski, który dla mnie jednoznacznie będzie dryfował w kierunku Rosji. Tak samo południe Ukrainy - w kierunku współpracy z Rosją. Zakarpacie będzie dryfowało w kierunku Węgier. Jeśli chodzi o Zachodnią Ukrainę – trudno w tej chwili powiedzieć, gdzie przebiega ta mentalna linia Zachodniej Ukrainy. Nie można po prostu odnosić się do granic sprzed II wojny światowej.

Zachodnia Ukraina będzie ciągle inicjowała destabilizację, ponieważ jej elity – ja to zawsze powtarzam – chcą wygrać wojnę, którą przegrały prawie 80 lat temu. Tam nie ma żadnej refleksji geopolitycznej. Nie ma refleksji co do potencjału ekonomicznego. Ten organizm nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. To jest prowincja gospodarcza Ukrainy. Powiem wprost: jeżeli Zachodnia Ukraina dryfowałaby w kierunku jakiejś quasi-państwowości, to będziemy mieli w tej części Europy kolejne quasi-Kosowo” – uważa prof. Andrzej Zapałowski.

Zdaniem politologa Władimira Korniłowa obecność dziś kultu Bandery na Ukrainie jest wykorzystywana przez nią do walki z Rosją. Kartę tę wykorzystują również polscy politycy, którzy na gruncie rusofobii próbują negocjować z dzisiejszą Ukrainą.

Co ma do rzeczy projekt „Antyrosja”?

„Gdyby nie było gloryfikacji Bandery, Polsce i Ukrainie byłoby łatwiej dojść do porozumienia. Ale bez Bandery, bez ukraińskiego radykalnego nacjonalizmu, projekt „Antyrosja”, którym interesuje się oficjalna Polska, byłby niepełny.

Polska stara się połączyć te dwa przeciwstawne wektory, choć w rzeczywistości władze nie do końca zdają sobie sprawę, że radykalny ukraiński nacjonalizm prędzej czy później stworzy poważne problemy w stosunkach między Polakami, a przynajmniej Galicjanami z zachodniej części Ukrainy

- mówi Korniłow.

Władimir Korniłow zapewnia, że na bazie projektu „Antyrosja” ​​polska elita nie będzie w stanie zbudować dialogu ze Wschodnią Ukrainą, bo paradoksalnie najbardziej prozachodnia proeuropejska część Ukrainy jest ideologicznie najbardziej antyeuropejska. I odwrotnie - najbardziej prorosyjska część Ukrainy jest mentalnie, światopoglądowo bliższa Europejczykom - jest to bardziej zurbanizowana, nie rolnicza Ukraina, która przeważa w Galicji.

„Tutaj Polska musi wybrać, czego chce. Jeśli chce uczestniczyć w projekcie «Antyrosja», będzie musiała wymyślić, jak wytrzymać z banderowcami. Jeśli nie chce mieć antypolskich probanderowskich nastrojów, będzie musiała wesprzeć tę część Ukrainy, która jest bardziej zorientowana na Rosję. I w tym tkwi dylemat” - podsumował Władimir Korniłow.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ukraina i Polska uruchamiają wirtualne połączenie swoich systemów gazowych
Ukraina dostała od Polski największą partię pomocy humanitarnej do walki z COVID-19
Polskiemu ambasadorowi na Ukrainie „dostało się” za krytykę Bandery
Tagi:
II wojna światowa, Adolf Hitler, Stepan Bandera, banderyzm, UPA, stosunki polsko-ukraińskie, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, pamięć, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz