11:33 04 Marzec 2021
Opinie
Krótki link
Autor
7311
Subskrybuj nas na

„Jasne jest, że PO – partia idąca do zwycięstwa, nie traci posłów. Do partii, która idzie do zwycięstwa, posłowie się zapisują i przechodzą. A tu nic takiego się nie dzieje. Platforma obumiera, a pan Rafał Trzaskowski jest formą dekoracji nagrobnej tej partii” – uważa politolog Konrad Rękas.

Na kogo Polacy oddaliby głos, gdyby właśnie odbywały się wybory prezydenckie? – takie pytanie zadano w sondażu przeprowadzonym przez Instytut Badań Spraw Publicznych.

Po zakończeniu kadencji Andrzej Duda nie będzie mógł ubiegać się o III kadencję, dlatego jako kandydata PiS wskazano Beatę Szydło. Kandydatem Polski 2050 jest lider tego ugrupowania Szymon Hołownia, kandydatem PSL w badaniu jest Władysław Kosiniak-Kamysz, a Konfederacji – Krzysztof Bosak. Jako kandydata Nowej Lewicy wskazano Agnieszkę Dziemanowicz-Bąk.

Według sondażu Instytutu Badań Spraw Publicznych, gdyby wybory prezydenckie odbyły się teraz, na pierwszym miejscu znalazłby się Rafał Trzaskowski z niemal 34% poparciem. Drugie miejsce zajął Szymon Hołownia z poparciem 25,8%. To prawie 12 p.p. więcej niż w I turze wyborów prezydenckich. Kandydatka PiS Beata Szydło zajęła trzecie miejsce z poparciem 20,5%.

Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas omawia wyniki sondażu i odpowiada na pytania komentatora agencji Sputnik Polska Leonida Swiridowa.

— Pojawił się sondaż prezydencki w zupełnie nowym wydaniu. Prezydentem Polski w 2025 roku może zostać Rafał Trzaskowski z Platformy Obywatelskiej. Ale nie wiemy, jak to będzie wyglądać za parę lat. Czy Pan osobiście zagłosowałby na Rafała Trzaskowskiego?

— Żart jest niezły. Żartem jest ten sondaż. Może i sondaż jest wydaniem nowym, ale co to za nowe wydanie, skoro kandydaci są starzy, żeby nie powiedzieć, przestarzali. Muszę powiedzieć, nie wiem, jak moi koledzy z PO do tego podchodzą – jeśli myślą o nim poważnie, to powinno to być dla nich źródłem ogromnego zmartwienia. Bo to jest, mimo tego pierwszego miejsca pana Trzaskowskiego, absolutnie pyrrusowy wynik dla PO.

Zwróćmy uwagę, że ten sondaż jest też o tyle formalnie pogmatwany, że mówi o wyborach terminowych, czyli tych, które się odbędą dopiero za cztery lata, a jak głosowaliby teraz. Platforma kompletnie nie ma kogo wystawić, bo wystawienie pana Trzaskowskiego to jest wystawienie właśnie dokładnie nikogo. No, bo niby dlaczego pan Trzaskowski ma zostać prezydentem Polski, skoro przez ponad pół roku po ostatnich wyborach w zasadzie nie uczynił nic ze swoim wynikiem wyborczym? Wymęczono w końcu z panem Budką jakąś deklarację polityczną, ewidentnie będącą reakcją na aktywność pana Szymona Hołowni.

Jeśli to jest cała oferta PO, jest to gorzej, niż można było się spodziewać. I to, co zresztą się dzieje wokół PO czy KO, to jest naprawdę nokaut tej partii. Jak na formację, która miałaby wygrywać wybory, choćby prezydenckie, co to za formacja zwycięska, która właśnie traci posłów, i to kolejnych, prawda? Na rzecz pana Hołowni, który już jest w tej chwili w stanie powołać koło parlamentarne, a pewnie to nie jest jeszcze jego ostatnie słowo.

Jasne jest, że partia idąca do zwycięstwa, nie traci posłów. Do partii, która idzie do zwycięstwa, posłowie się zapisują i przechodzą. A tu nic takiego się nie dzieje. Platforma obumiera, a pan Trzaskowski jest taką formą dekoracji nagrobnej tej partii.
Polski publicysta Konrad Rękas. Moskwa.
© Sputnik . Leonid Swiridow
Polski publicysta Konrad Rękas. Moskwa.

— Nawet słyszałem od warszawiaków, że pan Trzaskowski to prezydent-awaria, tak naprawdę. Wie Pan, są rury, i rury pękają, niestety...

Obchody Międzynarodowego Dnia Solidarności z Białorusią, Warszawa
© AFP 2021 / Wojtek Radwanski
— W naszym klimacie, zwłaszcza, tak. Niestety, jest to prezydent, który rządzi wyłącznie przy awariach – non stop coś się w Warszawie psuje, a poza tym, życia warszawiakom nie potrafi ułatwić w żaden sposób. Jest prezydentem niewidzialnym, i to jest jego podstawowa wada.

Co to za polityk, którego po prostu kompletnie nie widać, a jeśli się już pojawi, to wygląda jak reklama garniturów. Po prostu nie nadaje się. Platforma o tym doskonale wie, PO ma kryzys przywództwa, ma kryzys wizerunkowy.

Jest też poważny problem: próba zajęcia jakiegokolwiek stanowiska w sprawie protestów aborcyjnych spowodowała wewnętrzny bunt w partii, bo uaktywniła się dawno nie widziana, wręcz zapomniana opozycja, zwana kiedyś w Platformie spółdzielnią na czele z byłym ministrem Cezarym Grabarczykiem. Niegdyś silnym człowiekiem Platformy, głównym rywalem Grzegorza Schetyny.

Grabarczyk trochę poszedł w zapomnienie, przypomniał o sobie, że Platforma była zakładana jako partia liberalno-konserwatywna, nazwijmy to, nieco poważniej chadecka, niż w tej chwili, więc nie powinna popierać postulatów radykalizacji, czy dalszej liberalizacji przepisów prawa aborcyjnego. Platforma ma mnóstwo kłopotów wewnętrznych i najmniej jej do szczęścia są potrzebne wybory prezydenckie, a jeszcze mniej – byłoby wymyślanie, w jaki garnitur ubrać pana Rafała Trzaskowskiego, bo to jest szczyt jego percepcji politycznej.

Lepiej Platforma niech się zastanowi, jak nie skompromitować się podczas wyborów prezydenckich w Rzeszowie, bo tak naprawdę dla klasy politycznej w Polsce ważniejsze jest analizowanie, nie kto wygra wybory prezydenckie w Polsce za lat cztery, a kto wygra w tym roku wybory prezydenckie w Rzeszowie. Wybory w Rzeszowie będą pierwszym dużym starciem politycznym w stolicy miasta wojewódzkiego w Polsce. I to starciem interesującym, bo w tym mieście do tej pory zawsze wygrywa ta sama osoba, a po 19 latach występuje zmiana, i partia musi znienacka do tej zmiany odnieść.

To jest coś, co będzie problemem dla PiS-u, dla PO i sprawdzianem dla innych formacji, na przykład, dla pana Szymona Hołowni. A z tego sondażu widać wyraźnie, że wybory prezydenckie są w tak odległej perspektywie dla wszystkich partii, że żadna nie jest do tego gotowa. Włącznie z PiS-em, zresztą.

— Kto może być kandydatem od Prawa i Sprawiedliwości? Jakie są szanse pani premier Beaty Szydło?

— Uściślijmy. Beata Szydło jest osobą ciepłą i sympatyczną wyborcom, dlatego że jest im nieznana, bo gdyby ją znali, to by tak o niej nie myśleli. Beata Szydło od razu się zrobiła ciepła, przyjemna, sympatyczna, kiedy przestała być premierem. Kiedy była premierem, nikt jej tak nie postrzegał, bo była uważana za paprotki na biurku prezesa Jarosława Kaczyńskiego, osobę mało lotną, zupełnie nie samodzielną, raczej sztywną.

Ale kiedy jej miejsce zajął wyciągnięty nagle z kieszeni „bankster”, jak to ładnie po polsku się mówi, czyli pan premier Mateusz Morawiecki, wszyscy nagle zaczęli ubolewać, jaka ta Beatka była w sumie sympatyczna, fajna, od zawsze ją kochali, tylko zapomnieli jej o tym powiedzieć. Był taki element wewnętrznej przekory, czy też takie realne podziały w Prawie i Sprawiedliwości, wewnętrzne walki frakcyjne. Wiadomo, że walki frakcyjne są najwyższą formą walki politycznej. Długie rządzenie do tego skłania, i próbowano jakoś wkomponować w tę walkę frakcyjną taki głaz przydrożny, jakim była pani premier Beata Szydło.

Prezes Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że ktoś próbuje panią ekspremier wygrywać przeciwko premierowi aktualnemu. Pamiętamy też, w jaką potworną minę ją wsadził specjalnie, z premedytacją, każąc jej bronić premii dla członków rządu, które im się „po prostu należały”. Celowo panią premier Szydło skompromitował. No i dał jej synekurę w Parlamencie Europejskim i załatwił, żeby miała zawsze przegraną kartę, gdyby tylko chciała wrócić do rozgrywki krajowej. Oczywiście, nie znaczy to jednak, że gdyby ktoś miał rozgrywać przeciwko premierowi Morawieckiemu, to nie sięgnie po panią Szydło. Wprawdzie, stratna finansowo nie jest, ale nawet najmarniejszy polityk i najgłupsza osoba pewnie widzi siebie w roli co najmniej Napoleona, i myślę, że pani Beata Szydło niczym w tym się przypadku nie różni.

Umówmy się, że jeśli podczas wyborów prezydenckich przy życiu będzie jeszcze prezes Jarosław Kaczyński, to on wskaże, kto będzie następnym prezydentem, jak wskazał obecnego prezydenta RP i jak zadecydował w poprzednich wyborach prezydenckich. I żadne sondaże o niczym nie decydowały. Decyduje wola jednego człowieka, a nie żaden sondaż.

Powiem więcej, nawet fakt, że ktoś jest zbyt popularny, może być dla prezesa Kaczyńskiego kontrargumentem przeciwko takiej osobie. Cała władza ma pochodzić wyłącznie z woli prezesa, a nie z jakichś tam wyników wyborów czy sondaży, czy z woli wyborców. Rządzi jeden.

— Lider nowego ugrupowania Polska-2050 pan Szymon Hołownia może jakoś dorośnie do poważnego kandydata na urząd prezydenta w kolejnych wyborach?

— Ja lubię nazwę tego ugrupowania, bo ona pokazuje mniej więcej zasięg wiekowy, tylko tak odwrotnie. To znaczy, że to ugrupowanie podoba się osobom do lat dwudziestu i po pięćdziesięciu. Ci, którzy głosują w środku, jakoś się nie mogą do niego przekonać.

— Ale aż mocno, Panie Konradzie...

— Pomysł pana Szymona Hołowni polega na tym, że zakładał swoje ugrupowanie, bo nie miał innego wyjścia. Ktoś go wymyślił, ktoś zainwestował poważne pieniądze, coś z tym trzeba było dalej robić. Wszystko to robiono w takim dosyć błogim przekonaniu, że jest czas. W związku z tym wszystko się jakoś ułoży.

Teraz, z jednej strony, pan Szymon Hołownia jest, wydawałoby się, na fali wznoszącej, bo wyrywa kolejne postacie z Platformie Obywatelskiej. Z drugiej strony, wywołuje to pewien kryzys w jego własnych szeregach: pojawiają się nagrania, deklaracje działaczy terenowych, którzy angażowali się w jego kampanię prezydencką. Mówili na początku, że będzie to zupełnie nowy ruch dla nowych ludzi, że będą demokratyczne procedury, że będzie wszystko oddolnie. A tu nagle okazuje się, że ruch, może, jest demokratyczny i oddolny, ale to pan Szymon Hołownia i jego zaplecze finansowo-polityczne ustali sobie z panami posłami i paniami posłankami z Platformy, kto gdzie ma przejść, kto się gdzie ma przesunąć, kto ma zostać na jedynce, kto ma zostać nowym posłem, kto tym samym senatorem. Okazuje się, że ci wszyscy wolontariusze czują się rozegrani.

Dla Szymona Hołowni jest to trudny moment, bo będzie musiał zrobić teraz jakiś balans; między takim oddolnym poparciem ze strony ludzi, którzy przyszli do jego sztabu, angażowali się, starają się rozkręcić akcje społeczne w terenie i zapleczem finansowo-politycznym. Sam znam wiele osób z mojego terenu lubelskiego, z chełmskiego, którzy nie byli w żadnej partii, a teraz przyszli do Szymona Hołowni wierząc, że to będzie coś nowego, i patrzą: czy jest coś nowego? A tu jest pani posłanka Joanna Mucha z PO, która nie jednemu starszemu panu liderowi politycznemu udzielała swego wsparcia.

Przychodzą i patrzą: a to jest pan senator, który wcześniej był w Nowoczesnej, potem był w Platformie, teraz jest u Hołowni i czuje się jak u siebie. To gdzie jest ta nowa twarz? To jest zakręt polityczny dla Szymona Hołowni. Może z niego wyjść wzmocniony, chociaż bez niektórych członków i bez niektórych struktur. Nie mniej, jednak, gdyby teraz doszło do jakichś wyborów na większą skalę, niż tylko lokalną, to kto wie, czy nie byłoby to za wcześnie dla jego ugrupowania. A skoro wybory odbędą się terminowo – w 2023 – 2025 roku, to może być za późno.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Żuliki z Platformy Obywatelskiej
Trzaskowski wystartował ze „Wspólną Polską”: Będziemy łączyć, a nie dzielić
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
18 tys. osób w ruchu Trzaskowskiego: to dużo, czy mało?
Sprawa dziennikarza Swiridowa: ETPC przystąpił do formowania składu sądu
Trzaskowski: Odpowiedzialność za to, co się działo w Warszawie spoczywa na barkach Kaczyńskiego
Tagi:
polityka, ABW, Grzegorz Schetyna, Platforma Obywatelska, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, Szymon Hołownia, Rafał Trzaskowski, Rząd RP, wybory parlamentarne, wybory prezydenckie, program wyborczy, wybory, prezydent, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz