22:57 13 Kwiecień 2021
Opinie
Krótki link
Autor
162015
Subskrybuj nas na

Rolnik z Jeleniej Góry Marcin Bustowski kontynuuje walkę z chemią w polskiej żywności. Wcześniej wykrył u siebie stężenie glifosatu 4-krotnie wyższe niż dopuszczalna norma, a teraz wygrał w sądzie z największym producentem mięsa w Polsce, który oskarżył go o zniesławienie.

Zawartość konserwantów w wyrobach mięsnych aktywista ze Związku Zawodowego Rolników RP zaczął badać, posługując się rosyjskim urządzeniem – ekotesterem żywności firmy Soeks. - Masakra. Rozumiecie, dlaczego tyle dzieci trafia na onkologię – oburzał się Marcin Bustowski, w kolejnym filmie publikując wyniki testów.

„Ulubiona trucizna dzieci”

Parówki Berlinki oraz schab największego producenta mięsa w Polsce – Animex – też były wśród produktów, przeciw którym prowadził swoją kampanię pan Marcin w serwisach społecznościowych. Twierdził, że firma truje klientów glifosatem oraz innymi szkodliwymi dodatkami do żywności, w której są przekroczone normy zawartości azotynów i azotanów, spełniających funkcje konserwantów.

Bustowskiego miał uciszyć napisany przez prawników firmy Animex prywatny akt oskarżenia o zniesławienie (grozi za to do roku więzienia), pisze wp.pl. Spółka zdecydowała się na reakcję, gdy sieci handlowe zaczęły dopytywać, co zamierza zrobić z aktywistą, który wypisuje w internecie, że flagowy produkt Animeksu to „ulubiona trucizna dzieci”.

Warszawski sąd umorzył jednak postępowanie w sprawie zniesławienia. Nie dopatrzył się znamion przestępstwa, co więcej – we fragmentach uzasadnienia nawet pochwalił działalność rolnika z Jeleniej Góry.

- Sąd orzekł, że moje działania odbywają się w interesie społecznym, profilaktyce zdrowotnej i ochronie narodu polskiego – przytacza słowa Marcina Bustowskiego serwis jelonka24.pl, na który powołuje się wgospodarce.pl.

„Żywność w Polsce jest niebezpieczna”

Marcin Bustowski
© Zdjęcie : Marcin Bustowski
Marcin Bustowski

Nawiasem mówiąc, aktywista postanowił przebadać swój organizm na obecność chemii jeszcze w 2019 roku, gdy media aktywnie pisały o szkodliwych substancjach zawartych w wielu markach kaszy gryczanej dostępnej w polskich supermarketach. Jakież było jego zdziwienie, gdy przyszły wyniki: stężenie glifosatu w moczu było 4-krotnie wyższe niż dopuszczalna norma (według niemieckiej skali, ponieważ badanie przeprowadzało laboratorium z Niemiec).

„My, zwykli konsumenci, jesteśmy narażeni na oddziaływanie szkodliwej chemii używanej w przemysłowym rolnictwie” – mówił Marcin Bustowski.

Tego zdania aktywista trzyma się do tej pory. Według niego to, że warszawski sąd umorzył związane z nim postępowanie, potwierdza najgorsze obawy.

Nie da się ukryć, że żywność w Polsce jest niebezpieczna. Mamy do czynienia z chemizacją żywności przez korporacje zagraniczne, w tym korporacje chińskie. Poza tym, jeżeli chodzi o przemysł mięsny, Amerykanie zrobili sobie z Polski miejsce produkcji szkodliwej genetycznie modyfikowanej żywności.

Brak nadzoru nad jakością żywności, swoją drogą, jest przyczyną rozwoju chorób nowotworowych w Polsce” – dzieli się swoją opinią w komentarzu dla Sputnika Marcin Bustowski.

Aktywiści żądają zakazu stosowania glifosatu w Polsce

Według raportu NIK „Nadzór nad stosowaniem dodatków do żywności” ok. 70 proc. diety przeciętnego Polaka stanowi żywność przetworzona w warunkach przemysłowych, zawierająca substancje dodatkowe.

„Polacy konsumują rocznie od 2 do 3 kg substancji dodatkowych, czyli chemii, w żywności” – mówi aktywista, który uważa, że „wzrost umieralności Polaków i Europejczyków na świecie jest spowodowany właśnie chemizacją żywności”.

„Wyroby mięsne produkuje się w Polsce na bazie soi importowanej z Argentyny, Paragwaju, Ukrainy, gdzie stosuje się glifosat, który jest wektorem tej trującej rakotwórczej substancji. Na zawartość glifosatu powinna obligatoryjnie badać mocz świń też weterynaria. Jeżeli u ludzi znajdujemy glifosat w moczu, to dlaczego nie można zbadać tego u świń? Takie świnie nie powinny trafiać do przetwarzania – powinny trafić do utylizacji” – uważa Marcin Bustowski.

Co do stosowania glifosatu w polskiej żywności, aktywista jest nastawiony bardzo kategorycznie.

- Żądamy zakazu stosowania glifosatu w Polsce. Minister rolnictwa odpisuje, że glifosat można stosować, bo Unia Europejska go dopuszcza. Tymczasem w Niemczech trwają w tej chwili debaty nad koniecznością wprowadzenia zakazu sprzedaży glifosatu.

Meksyk wprowadził zakaz stosowania glifosatu, i w Polsce trzeba doprowadzić do zakazu stosowania glifosatu. To jest rzecz podstawowa, niezbędna
i tutaj musimy dążyć do wycofania tej chemii z żywności na terenie Polski

– twierdzi Bustowski.

„To urządzenie jest rosyjskie, a ja jestem „szpiegiem” rosyjskim”

Aktywista nie widzi nic dziwnego w tym, że spółka Animex będzie się odwoływać, przecież przedstawiciele firmy przekonują, że treści o rzekomym zagrożeniu dla zdrowia i życia konsumentów są nieprawdziwe.

- Jeżeli konsumenci zorientują się, co się dzieje, to jest śmierć dla tej spółki w Polsce. Normalny konsument tego nie będzie jadł.

Ja nie jem ich parówek – na ich opakowaniu piszą, że są to parówki bez glutaminianu monosodowego i bez fosforanów, czyli bez dodatków. To jest nieprawda. Ja zrobiłem badanie laboratoryjnie w Pradze, wyniki pokazały, że tam jest glutaminian monosodowy i są fosforany

– wyjaśnia rozmówca Sputnika.

Aktywista przyznaje, że stosunek do niego ze względu na użycie rosyjskiego urządzenia jest niejednoznaczny, chociaż cieszy się, że za jego pomocą udało się mu „zobrazować jakość mięsa na terenie Rzeczypospolitej Polskiej”.

- Generalnie tutaj trzeba podziękować Federacji Rosyjskiej, tak naprawdę panu Władimirowi Żyrinowskiemu (na jednej z sesji w Dumie Państwowej rosyjski polityk zachęcał do kupowania rosyjskich ekotesterów żywności – red.) za te urządzenia, które obnażyły rolnictwo europejskie. Nie ma ono nic wspólnego z rolnictwem, które było wcześniej na terenie Polski. To glifosat, chemia i nic więcej. To nie jest żywność – uważa Bustowski. I dodaje:

Oni mówią tak: to urządzenie jest rosyjskie, a ja jestem szpiegiem rosyjskim, tak mnie nazywają. Jeżeli ten miernik na normach europejskich pokazuje zgodność tego, co pokazują oni w laboratoriach w Polsce, to dlaczego na normach rosyjskich i na normach japońskich są takie różnice?

I dlaczego laboratoria odmawiają porównania z wynikami badań tych laboratoriów w Polsce? Ja bym też apelował do firmy Soeks, żeby opracowali urządzenie, wykrywające glifosat w mięsie – proponuje Marcin Bustowski.

Odbudować dobre stosunki z Federacją Rosyjską 

Rolnik uważa, że do momentu wyroku warszawskiego sądu ludzie nie za bardzo wierzyli w to, co on mówi. Stąd trudność w zbieraniu podpisów, żeby zarejestrować nową partię polityczną „Przebudzeni konsumenci”. Z inicjatywą jej powstania Marcin Bustowski wystąpił w zeszłym roku.

- Po tym wyroku, który się pojawił w sądzie, makabryczna ilość ludzi zaczęła do mnie dzwonić i zbierać podpisy pod rejestracją formacji politycznej.

Podstawową rzeczą jej programu musi być polityka wschodnia, a w szczególności dobre stosunki z Federacją Rosyjską i Białorusią, dlatego że jesteśmy Słowianami. Musimy ze sobą współpracować, odbudować dobre relacje z Rosją, a następnie wrócić do wymiany handlowej

– uważa Marcin Bustowski.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Skąd glifosat w kaszy? „Problem nie zniknie, dopóki właściciele upraw nie zmienią swoich praktyk”
Raport o kaszy gryczanej z glifosatem: producent zaskoczony wynikiem badania
Polak w szoku: badanie wykazało niedopuszczalne stężenie glifosatu w moczu
„Zmobilizowała” kasza gryczana z glifosatem. Nowa partia apeluje: „Polacy muszą się przebudzić”
Tagi:
glifosat, mięso, rolnictwo, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz