17:38 17 Kwiecień 2021
Opinie
Krótki link
Autor
0 174
Subskrybuj nas na

„Część przedstawicieli związków zawodowych pocztowców woli siedzieć cicho, przytakiwać pracodawcy i liczyć na to, że coś tam z pańskiego stołu im skapnie. Uważam, że nająłem się za psa i będę szczekał bardzo głośno. A jeśli będzie trzeba, to i pogryzę” – powiedział Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty.

Pracownicy Poczty Polskiej weszli w spór zbiorowy z pracodawcą – Zarządem Poczty S.A. Dołączają kolejne związki zawodowe. Według Rzeczpospolitej w związku z kryzysem finansowym wywołanym m.in. pandemią koronawirusa zredukowanych ma być 7,3 tys. etatów pracowniczych. Tymczasem w obliczu zwolnień zatrudniani są ludzie z kręgów sprzyjających władzy, pisze RP. 

Coraz głośniej mówi się o możliwym strajku. Związkowcy zamierzają w ten sposób zablokować zwolnienia.

Na pytanie Sputnika, czy da się uniknąć strajku, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty Piotr Moniuszko powiedział, że kwestia samego strajku jest regulowana szczegółowo w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

- Jest to proces długi i skomplikowany, zwłaszcza w takim przedsiębiorstwie, jakim jest Poczta Polska, gdzie pracownicy są rozrzuceni po różnych zakątkach kraju, w małych miasteczkach, wsiach, w niewielkich grupach, do których trzeba by było przed strajkiem dotrzeć i w jakikolwiek sposób zapewnić proces przeprowadzenia referendum w Poczcie Polskiej. Jest to potężne wyzwanie, bardzo duże przedsięwzięcie – tłumaczy. Nie twierdzi, że to jest niewykonalne, tyle tylko, że to wymagałoby zaangażowania tysięcy ludzi.

Nie możemy dopuścić, żeby pracodawca mógł zarzucić, że to referendum było przeprowadzone niezgodnie z ustawą

- dodaje.

Dyskusje sprowadza się do monologu

Według prezesa Moniuszki ciężko jest mówić o jakichkolwiek negocjacjach, o jakimkolwiek dialogu z Zarządem Poczty Polskiej, gdyż to się sprowadza do monologu jednej strony, strony społecznej, ze strony związków zawodowych.

- Ciężko jest to po prostu nazwać jakimkolwiek dialogiem z przedstawicielami pracodawcy. Mówimy, postulujemy, a pracodawca udaje, że nie słyszy. A jeżeli udziela jakiejkolwiek odpowiedzi, to zaczyna opowiadać, że w ubiegłym roku śnieg padał… Raczej jest to takie udawanie. Zarząd po prostu nie ma refleksji żadnej– mówi Piotr Moniuszko.

Rozmówca nie ukrywa, że pieniądze są oczywiście ważne. Pracownicy chcieliby być lepiej wynagradzani, lepiej opłacani. Ale przekonuje, że zdecydowana większość pracowników Poczty Polskiej podchodzi do tej pracy bardzo poważnie. Szanuje tę pracę.

- Klienci teraz więcej się uskarżają na usługi Poczty Polskiej. Ale nie wynika to z niechęci pracowników do wykonywania swoich obowiązków. To jest wynik złych decyzji kierownictwa spółki, które nakładają się później na pracę tychże pracowników. Duży wpływ na to wszystko ma poziom zatrudnienia. W wielu urzędach, placówkach pracowników zaczyna już brakować – zaznacza prezes Moniuszko.

O kierownictwie Poczty Polskiej

- Mamy nowe kierownictwo blisko od roku. Przyszli zarządzać, w części z Ministerstwa Obrony Narodowej, z prezesem zarządu Poczty Polskiej Tomaszem Zdzikotem, wcześniej sekretarzem stanu w MON, na czele. Ja do tego podchodziłem na tej zasadzie, że, no dobrze, przychodzi człowiek na stanowisko prezesa. On nie zna tej firmy. Nie zna się na usługach, jakie ta firma świadczy i z jakimi problemami się styka. Myślałem, że może jest dobrym managerem, może się tego nauczy. Jednak perspektywa czasu pokazuje, że ani dobrym managerem on nie jest, ani niczego się nie nauczył – zaznacza związkowiec.

„Głośno krzyczeć, drzeć się, podnosić alarm”

Piotr Moniuszko nie umie powiedzieć, jak długo spór z Zarządem Spółki będzie trwać i kiedy się skończy.

- Mamy teraz szalejącą na całym świecie pandemię koronawirusa. Do niedawna jeszcze mieliśmy, można powiedzieć, rynek pracownika. Sytuacja się odwróciła. Mamy już rynek pracodawcy. I wskutek problemów gospodarki całego kraju bardzo wielu pracowników, niestety, traci pracę. Skala bezrobocia, wbrew temu, co rząd twierdzi, rośnie. I większość pracowników obawia się bardzo mocno utraty miejsca pracy. Każdy liczy, że jeśli będą jakieś redukcje zatrudnienia, to go może nie dotknie, że los go oszczędzi. Z drugiej strony, co mamy zrobić? Z częścią organizacji związkowych dosyć często udaje nam się wypracować jakieś jednolite stanowisko, jednolite podejście.

Niestety, część przedstawicieli związków zawodowych woli siedzieć cicho, przytakiwać pracodawcy i liczyć na to, że coś tam po prostu z tego pańskiego stołu im skapnie. Czyli: „mi jest dobrze, to, po co będę się wychylał?”. Tylko po co wtedy biorą się za działalność związkową?

Uważam, że właśnie od tego są przedstawiciele związków zawodowych, żeby w imieniu pracowników mówić głośno o ich problemach, głośno krzyczeć, drzeć się, podnosić alarm i stawać za tymi ludźmi. I, niestety, wystawiać własne „cztery litery”. I trudno, czasami, jak będzie bolało, to musi boleć. Ja podchodzę do tego, jak kiedyś dziadek mówił: trzeba pamiętać jedno na całe życie: jak się kiedyś najmę za psa, to mam szczekać, a nie warczeć. I ja uważam, że nająłem się za psa i będę szczekał, bardzo głośno. A jeśli będzie trzeba, to i pogryzę – mówi prezes Moniuszko.

Jest przekonany, że gdyby nie widział efektu swojej pracy, to z pewnością by ją zostawił. Ale są tysiące pracowników, którym udało się pomóc, setki, których udało się przywrócić do pracy. Trzeba widzieć sens w tej walce, bo nie można się poddawać. - Póki mogę, będę to robił

- twierdzi.

Piotr Moniuszko uważa, że „z kłód rzucanych pod nogi można schody budować i iść wyżej”.

- Nie ma tak, że nie ma wyjścia, zawsze jest jakieś, tylko nie zawsze znajdujemy je w danym momencie. Nieraz potrzeba czasu, żeby znaleźć rozwiązanie. Nieraz człowiek popełnia błędy, podejmuje złe decyzje, ale trzeba to naprawić jak najszybciej i szukać dobrych rozwiązań. Ja mam w sobie dużo nadziei, wiary w to, że ta firma jeszcze stanie na nogi, będzie normalnie – powiedział na zakończenie Przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty Piotr Moniuszko.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Poczta czy „sklep z dewocjonaliami”? Interwencja ws. sprzedaży towarów w placówkach pocztowych
53 miliony dla Poczty Polskiej za wybory widmo
Ponad 53 mln zł rekompensaty dla Poczty Polskiej za wybory
Poczta Dziadka Mroza: ponad 76 tys. listów
Tagi:
pracownicy, polityka, Poczta Polska, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz