Opinie
Krótki link
Autor
0 182
Subskrybuj nas na

– Jedynym wyjściem, jakie nam zostało w warunkach epidemicznych obostrzeń, są te namioty. To nie jest robione wbrew komukolwiek, to jest robione ku dobru wspólnemu – tak, żeby firma ocaliła miejsca pracy i żeby klientom zapewnić bezpieczny dostęp do naszych produktów – tłumaczy przedsiębiorca Tomasz Rzepka w rozmowie ze Sputnikiem.

Z powodu restrykcji właściciel różnego rodzaju sklepów odzieżowych z Krosna (woj. podkarpackie) nie może otworzyć własnych sklepów w galerii handlowej: zgodnie z obostrzeniami, w centrach handlowych mogą działać jedynie wybrane przedsiębiorstwa, m.in. sklepy spożywcze, apteki, drogerie czy saloniki prasowe. Tomasz Rzepka wpadł więc na pomysł, jak w warunkach lockdownu prowadzić swój biznes: na parkingu przed centrum handlowym w Krośnie przy ul. Legionów jeszcze przed Wielkanocą pojawiło się kilka jego biało-czerwonych namiotów, które, co ciekawe, funkcjonują do tej pory. W tych namiotach klienci mogą nie tylko przeglądać ubrania, ale również przymierzyć je i kupić. 

„Ameryki nie odkryliśmy”

Jak wyjaśnia Tomasz Rzepka w rozmowie ze Sputnikiem, aby postawić namioty, tymczasowo wynajął część parkingu u właściciela galerii i zadbał o bezpieczeństwo. 

– Ratować się trzeba, ale trzeba się ratować w bezpieczny sposób, żeby nie narażać naszych klientów i pracowników na ryzyko zachorowania. Dlatego cały czas emitujemy z głośników prośby do klientów o zachowanie odstępu minimum 2 metrów od siebie, chodzenie w maseczkach ochronnych i przypominamy o konieczności dezynfekcji rąk – środki do tego są dostępne przy każdym naszym namiocie

– tłumaczy Tomasz Rzepka.

Jak mówi przedsiębiorca, nie miał żadnych problemów z policją, przecież „wszystko jest zgodnie z prawem”. 

– 50-100 metrów obok naszej galerii handlowej od wielu lat funkcjonuje targ na świeżym powietrzu. Więc nic nadzwyczajnego w handlu w namiotach nie ma – Ameryki nie odkryliśmy. Mocno wierzę w to, że po to Bóg dał nam rozum, żebyśmy z niego korzystali, a ręce po to, żebyśmy pracowali. Trzeba myśleć, jak dostosować się do tych nowych warunków i zmienić schemat swojego biznesu. Jedynym wyjściem, jakie nam zostało, są te namioty. To nie jest robione wbrew komukolwiek, to jest robione ku dobru wspólnemu. Tak, żeby firma ocaliła miejsca pracy i żeby klientom zapewnić bezpieczny dostęp do naszych produktów – przekonuje rozmówca Sputnika.

Lockdown nie daje wyboru 

Ze sprzedaży prowadzonej w namiotach dużych zysków Tomasz Rzepka póki co nie osiągnął, chociaż twierdzi, że nie stanowi to głównego problemu.

– Jeżeli w galerii mam sklepy o powierzchni 200-300 metrów kwadratowych, to trudno na 18 metrach kwadratowych namiotu rozmieścić wszystko. Obrót w tym przypadku jest zdecydowanie mniejszy, chociaż w tych czasach nawet niewielki obrót jest lepszy niż żaden

– uważa przedsiębiorca. 

Inicjatywa Tomasza Rzepki znalazła duże wsparcie wśród internautów. Piszą m.in. „Brawo za pomysł”, „Brawo, moje Krosno”, „Gość z głową na swoim miejscu”. Jak mówi Tomasz Rzepka, nie mniejsze poparcie wyrażają i sami klienci, którzy przychodzą na zakupy do tych namiotów. 

– Klienci pozytywnie się wypowiadają o naszej inicjatywie, kciuki pokazują, no i przede wszystkim robią u nas zakupy. To naprawdę uskrzydla. W czasach kryzysu, takiego powszechnego sceptycyzmu i takiej, można powiedzieć, społecznej depresji, to jest niesamowicie budujące, jak klienci reagują na ten nasz pomysł

– przyznaje przedsiębiorca. 

Tomasz Rzepka nie wyklucza, że swoim przykładem może zainspirować innych przedsiębiorców. Mówi, że jego telefon stał się podobny do „gorącej linii” – mnóstwo osób pyta o sposoby na kontynuowanie działalności ich zamkniętych z powodu pandemii koronawirusa firm. 

– Zainteresowanie jest bardzo duże. Nie widziałem jeszcze kolejnych namiotów. Jeżeli lockdown będą dalej przedłużać, to jednak nie będzie chyba wyboru, i większość przedsiębiorców będzie się w ten sposób starało jakoś ratować. Zwłaszcza, że mamy wiosnę, pogoda sprzyja sprzedaży na świeżym powietrzu, oczywiście, przy zachowaniu środków bezpieczeństwa. Przecież ryzyko zakażeń w tych namiotach jest zdecydowanie mniejsze niż, na przykład, w marketach spożywczych – mówi z przekonaniem Tomasz Rzepka.

„Ludzie albo zaczną łamać obostrzenia, albo nie będą mieli z czego żyć”

Inicjatywę z namiotami popiera m.in. przedsiębiorca ze Chorzowa (woj. śląskie) Łukasz Musiał

– Jak najbardziej popieram takie działania. Tym bardziej w takiej formie dość bezpiecznej – zrobiono to na otwartej przestrzeni. Ze względów epidemicznych ta akcja jest bezpieczniejsza.

Wcześniej czy później przedsiębiorcy będą szukać takich sposobów, przecież każdy z nas ma swoją wytrzymałość finansową. Myślę, że po prawie roku tego lockdownu ludzie dochodzą do tego punktu, w którym będą bez wyjścia. Albo zaczną łamać obostrzenia, albo nie będą mieli z czego żyć

– uważa rozmówca Sputnika. 

Łukasz Musiał wie, o czym mówi. Działalność jego firmy stoi niemal od roku. 

– Pracuję w branży imprezowo-eventowej, która jest dotknięta pandemią od samego początku. Zajmowałem się głównie oprawą muzyczną imprez okolicznościowych – urodzin, eventów i tak dalej. Jestem w takiej sytuacji, że zarabiam ostatnio nie więcej niż 1\4 dochodów, które miałem wcześniej.

Natomiast koszty życia pozostały takie same – jak zwykle płacę alimenty na dwójkę dzieci, spłacam kredyt za sprzęt, który kupiłem, żeby używać go w ramach swojej działalności. Jestem w takiej sytuacji, że w zasadzie muszę się martwić w każdym miesiącu, czy wystarczy mi pieniędzy na przeżycie. Nawet jeśli, na szczęście, ma się jeszcze drugi zawód – pracuję  jako psycholog dla polskiej służby zdrowia

– mówi Łukasz Musiał. 

Uważa, że blokada większości sektorów gospodarki z powodu pandemii koronawirusa to droga donikąd. 

– Rządy krajów wybrały szkodliwą i absurdalną drogę walki z tym zagrożeniem. Rządzący robią to chaotycznie, z takim brakiem organizacji, że nie może to przynieść pozytywnych efektów. Można byłoby stosować inne sposoby, a nie zamykać całej gospodarki. Na dłuższą metę będzie to miało gorsze skutki niż sama epidemia – twierdzi Łukasz Musiał.

„To byłaby zdecydowanie lepsza droga”

Łukasz Musiał wątpi, że powszechna kwarantanna z powodu COVID-19 jest niezbędna. Stąd – trudna sytuacja ekonomiczna, w której znajduje się m.in. jego przedsiębiorstwo.

– Nie jestem lekarzem, epidemiologiem, być może się mylę, być może gdzieś tam moje rozumowanie jest zbyt proste, jednak jak najbardziej ścisłe i skuteczne byłoby izolowanie osób, które faktycznie w związku z koronawirusem mogą mieć problemy – osób starszych i osób, które mają jakieś przewlekłe choroby, które w połączeniu z COVID-19 stanowią niebezpieczeństwo.

Natomiast, gdyby takie osoby jak ja, w wieku 30-40 lat, aktywne zawodowo, które stosunkowo rzadko mają jakieś problemy z powodu Covida, mogły normalnie funkcjonować, płaciłyby i dalej podatki do budżetu państwa. To byłaby zdecydowanie lepsza droga. Nie doprowadziłoby to do sytuacji, gdy faktycznie ludzie nie mają środków do życia

– uważa Łukasz Musiał.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Sklepy meblowe i budowlane walczą o przetrwanie
Protest przedsiębiorców w czasie obchodów smoleńskich. Policja podała liczbę zatrzymanych
Pełna mobilizacja na 10 kwietnia: „Jarek, zabrałeś nam wolność, my zabierzemy Ci rocznicę!”
Tagi:
koronawirus, polscy przedsiębiorcy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz