Opinie
Krótki link
Autor
6510
Subskrybuj nas na

Pytanie, postawione niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” brzmi: „Jak uciec nam z pułapki niskich płac?”. Ten temat omawiamy z ekonomistą, doktorem Beniaminem Nogą z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

— Polska jest krajem taniej siły roboczej. Czy ci, którzy tak mówią, mają rację? Czy uwzględnia to różnice w cenach i wahania kursów walut? W artykule Rzeczpospolitej koszt pracy Eurostat podaje w ujęciu nominalnym, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że parytet siły nabywczej płac w Polsce jest tylko o połowę niższy w Niemczech, to sytuacja z kosztami pracy nie wygląda tak przygnębiająco. Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem? Czy Polacy naprawdę odczuwają tę różnicę, skoro życie w ich kraju jest tańsze niż w Niemczech?

— Tak, zgadzam się z tym stwierdzeniem jak najbardziej, natomiast musimy właśnie tę informację podzielić na dwie części. Po pierwsze, nominalna płaca faktyczna jest ponad trzykrotnie niższa niż średnia unijna. Jeżeli chodzi o siłę nabywczą, to faktycznie tam ten wskaźnik już nie wygląda tak źle. Możemy mówić o półtorakrotności niższej płacy, jeżeli chodzi o siłę nabywczą naszych pieniędzy. Natomiast musimy zwrócić uwagę na to, że patrząc przez pryzmat siły nabywczej, mówimy o konstrukcji krajowej. Bo trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy obywatel Niemiec, mieszkający, powiedzmy, w Berlinie, jeździłby do Polski do fryzjera. Taka usługa byłaby praktycznie nieopłacalna ze względu na koszty logistyki, jaka musiałaby powstać pomiędzy Berlinem a, załóżmy, jakimś tam miastem znajdującym się na zachodzie Polski.

Natomiast patrząc przez pryzmat realnych zarobków, realnych środków finansowych, które trafiają później na konto, to należy zwrócić uwagę, że jedno euro jest tak samo warte, powiedzmy, w Polsce jak też w krajach wysoko rozwiniętych i w krajach typowo turystycznych. Są przez to kraje tanie turystycznie: powiedzmy, obywatel Niemiec może wydać tysiąc euro na  turystykę, na wydatki okołoturystyczne, związane z wakacjami. Zupełnie inaczej to odczuje, niż Polak, który na to przeznaczy taką samą kwotę. Tak że wydaje mi się, że właśnie ten problem należy rozpatrywać w dwóch kategoriach. O ile faktycznie – jeżeli chodzi o parytet siły nabywczej – tutaj odczuwalność portfela jest zupełnie inna niż odczuwalność portfela, jeżeli mówimy o wartości nominalnej zarobków w Polsce i w krajach wysoko rozwiniętych Unii Europejskiej.

— Panie doktorze, jak duża jest różnica w wynagrodzeniach w poszczególnych sektorach gospodarki? Szacuje się, że największa różnica w wynagrodzeniach w Polsce i w krajach rozwiniętych występuje w sektorze finansowym, przetwórstwie i działalności zawodowej. Czym tę różnicę da się wytłumaczyć?

— Jeżeli chodzi o różnicę w poszczególnych sektorach, to na pewno sektor finansowy będzie tu sektorem, który te dysproporcje będzie najbardziej wyraziście odczuwał. Pamiętajmy, że polski sektor finansowy, a w szczególności, największy podsektor tego sektora, czyli sektor bankowy, jest, można powiedzieć, dopiero na jakimś etapie wstępnego rozwoju. Najczęściej polskie banki są jednak, mimo wszystko, konsumowane przez duże korporacje bankowe europejskie czy nawet światowe. 

Natomiast polskie banki nie prowadzą jakiejś ekspansji, awizowania, pozyskiwania nowych instytucji finansowych do swojego zasobu. W związku z tym, jak by nie było, jesteśmy, jeżeli chodzi o sektor bankowy, bardzo mocno uzależnieni od sektora finansowego światowego czy europejskiego. W związku z tym te warunki na rynku płac dyktują bardzo często właściciele tychże instytucji. I faktycznie w Polsce zdarzają się takie sytuacje, gdzie pracownicy sektora bankowego potrafią zarabiać nawet siedmiokrotnie mniej, niż pracownicy tych samych szczebli, na tych samych stanowiskach w krajach bardzo wysoko rozwiniętych – w Szwajcarii czy w Luksemburgu, gdzie, jak wiadomo, jest jedna ze stolic europejskiej finansjery, europejskiego rynku finansowego. Tak że w tym sektorze na pewno jest bardzo duża dysproporcja.

Podobnie, niestety, rzecz się ma również i w sektorach produkcyjnych. Wiadomo, że bogate, czy, można powiedzieć, efektywnie funkcjonujące i efektywnie zarządzane firmy produkcyjne w zdecydowanej większości wynagradzają swoich pracowników w krajach wysoko rozwiniętych  często cztero-, pięciokrotnie lepiej. Oczywiście, ta większa dysproporcja występuje także w sektorze produkcyjnym, w podsektorach związanych z wysokimi technologiami. Tam na pewno jest dużo większa zyskowność tej produkcji, no i wyższe są wynagrodzenia zdecydowanie w stosunku do porównywalnych stanowisk w Polsce.

— Wiadomo, że bezwarunkowy wzrost płac wpływa na koszty produkcji, dzięki czemu ceny produkcji rosną. Czy może to wpłynąć na konkurencyjność polskich towarów na światowych rynkach?

— Konkurencyjność, jeżeli chodzi właśnie o koszty, jest bardzo znaczącym zjawiskiem, natomiast pamiętajmy o tym, że jeżeli mówimy o uzyskiwaniu przewagi konkurencyjnej w stosunku do produktów zagranicznych wytwarzanych przez koncerny europejskie, czy wytwarzanych w krajach wysokorozwiniętych, to sama wersyfikacja kosztowa chyba już nie odegra aż tak znaczącej roli ze względu na to, że w tym momencie jednak producenci konkurują zdecydowanie bardziej jakością niż ceną. Dlatego tutaj podejście do polskiego produktu na zasadzie „polskie to znaczy tanie”, ta formuła już absolutnie się wyczerpała. W związku z tym, teraz rynek europejski i światowy oczekuje produktów z Polski, które będą produktami wysokojakościowymi, które będą miały swoją specyfikę i będą się charakteryzowały właśnie walorami jakościowymi, będą się charakteryzowały bardzo wysokim standardem.

Uważam, że tylko w ten sposób można właśnie prowadzić politykę, jeżeli chodzi, powiedzmy, o sprzedaż produktów polskich, gdyż tego oczekuje rynek, tego oczekuje rynek europejski, światowy. Te kraje wysoko rozwinięte są już na tyle bogate, że jeżeli chodzi o konsumpcję produktów zagranicznych, importowanych, to one mogą sobie pozwolić naprawdę na wysoki poziom kosztów. W związku z tym konkurowanie właśnie tym elementem w tym momencie już staje się przeszłością.

— Zdaniem Grzegorza Sorochińskiego, głównego ekonomisty Krajowej Izby Gospodarczej, „musimy porzucić politykę promocji naszych produktów na rynkach zagranicznych po niskich cenach. Towar wyprodukowany w Polsce jest wysokiej jakości i czas, aby ceny dorównywały tej jakości”. Na ile realistycznie brzmi propozycja Soroczyńskiego?

Kryzys finansowy
© AP Photo / David Goldman
— Tutaj całkowicie zgadzam się z tą opinią, gdyż faktycznie produkcja produktów wysokojakościowych jak najbardziej jest możliwa. Chodzi tylko o to, żeby faktycznie umiejętnie podnosić jakość tych produktów. To znaczy, nie produkować wszystkiego po to, żeby po prostu ten produkt był tańszy, tylko po to, żeby jednak następowała specjalizacja w produkcji i nie tylko w produkcji rozwiązań powtarzalnych, ale w produkcji rozwiązań wysokotechnologicznych. I tu, uważam, jest największe pole do popisu, jeżeli chodzi o polskie przedsiębiorstwa. Już mamy pewne wprawki, które pokazują, że, jak to się mówi, „Polak potrafi”. Polak potrafi wyprodukować coś na miarę rynku europejskiego czy światowego, chociażby paczkomaty. To jest typowo polskie rozwiązanie.

— Chyba ostatnie pytanie. Jak ściśle polska gospodarka jest powiązana kooperacyjnie z firmami zagranicznymi? Zdaniem części ekonomistów to właśnie te powiązania utrudniają wzrost wynagrodzeń w RP. Co Pan o tym myśli?

— Niestety, też się z tym zgadzam. Powiem szczerze, że faktycznie wielokrotnie potwierdzała się ta teza w rzeczywistości. Otóż, przede wszystkim, polski rynek gospodarczy jest mocno powiązany, niestety, poprzez fakt, że wiele przedsiębiorstw stało się częścią dużych korporacji międzynarodowych, a w tym momencie jak gdyby warunki płacowe są dyktowane przez te duże korporacje. Tak że ta zależność w tej chwili o tyle jest niekorzystna, że mało jest takich rozwiązań, gdzie polski kapitał tworzyłby jakąś grupę kapitałową, która mogłaby inicjować powstawanie przedsiębiorstw mogących zająć miejsce na rynku globalnym. W związku z tym, niestety, jak gdyby dyktat korporacji powoduje, że faktycznie te płace nie rosną.

Natomiast jeżeli nawet powstają przedsiębiorstwa z polskim kapitałem, które mogłyby odwrócić ten trend i faktycznie spowodować, że płace by rosły, no to, niestety, w tym momencie natrafiłyby na barierę konkurencyjności, ponieważ te firmy korporacyjne dyktują też warunki cenowe na rynku.

Nie oszukujmy się, że perspektywa osiągnięcia poziomu krajów wysoko rozwiniętych, to nie kilka lat, ale, myślę, około trzydziestu lat, a może nawet więcej.

— Dziękuję za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Zgrzytów z Niemcami nie będzie - przedstawiciel władz Świnoujścia komentuje budowę tunelu
Prezydent Zamościa o skandalu z Tarnopolem: „Nie rozumiemy się. Trzeba czekać na kolejne pokolenie”
Biden rozmawiał z Putinem. Kiedy przyjdzie kolej na Dudę?
Wiceadmirał Toczek o orędziu Putina: „U Rosji nigdy nie było straszenia, tam był realizm”
Tagi:
gospodarka, polityka, praca, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz