Opinie
Krótki link
Autor
242
Subskrybuj nas na

„Związkowcy są zadowoleni, bo oni lubią negocjować z władzami. Rząd jest zadowolony, bo uzyskał akceptację związków zawodowych dla swojego programu. Jest to już piąta umowa społeczna zawarta w ciągu trzydziestu ostatnich lat. Spodziewam się, że do roku 2049 jeszcze będzie kilka takich umów społecznych” - mówi były sekretarz stanu Jerzy Markowski.

Po siedmiomiesięcznych negocjacjach w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach została uzgodniona treść umowy społecznej między rządem a górniczymi działaczami związkowymi. Rozmowy dotyczyły najbardziej spornych kwestii: gwarancji założonego czasu likwidacji dla kopalń, a także gwarancji zatrudnienia dla górników.

Ważą się losy górnictwa węglowego

Umowa, określająca szczegóły transformacji górnictwa węgla kamiennego oraz Górnego Śląska, a także indeksację wynagrodzeń w kopalniach na najbliższe cztery lata, zostanie parafowana w najbliższą środę. Treść umowy na razie nie jest do końca znana, ale, podobno, działacze dostali niemal wszystko, co chcieli – harmonogram zamykania kopalń rozciągnięty do 2049 r., obietnice inwestycji w tak zwane czyste technologie węglowe oraz program osłon socjalnych, odpraw, podwyżek pensji.

Porozumienie będzie miało cztery załączniki, dotyczące zasad pomocy publicznej, inwestycji przewidzianych do realizacji, terenów pogórniczych oraz instrumentów pomocowych dla firm okołogórniczych i gmin górniczych. Najważniejszym elementem porozumienia jest jednak załącznik o dopłatach z budżetu do produkcji węgla, dzięki którym kopalnie mają się utrzymać. Podobno jest to ok. 2 mld zł rocznie.

Jak podał wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń, „jesteśmy w ważnym momencie i dla polskiego rządu i dla strony społecznej, bo udało nam się porozumieć - uzgodnić umowę społeczną, która pokazuje przyszłość górnictwa węgla kamiennego do roku 2049, ale jednocześnie proces ten zaplanować w sposób uzgodniony, sprawiedliwy i pokazujący co dalej na terenach pogórniczych”.

Porozumienie musi być teraz zatwierdzone przez Komisję Europejską. Rząd zamierza zacząć rozmowy z Brukselą po środowym podpisaniu porozumienia ze związkowcami. Wiceminister Soboń wyraził przekonanie, że KE zaakceptuje polski program i zgodzi się na przewidziane w nim instrumenty pomocowe.

Czy można zatem wnioskować, że impas w negocjacjach między rządem a związkami został przezwyciężony? Czy tak naprawdę chodzi o zamknięcie górnictwa, jako branży przemysłowej? Z tymi pytaniami Sputnik zwrócił się do Jerzego Markowskiego, polskiego polityka, inżyniera górnika, byłego sekretarza stanu w Ministerstwie Przemysłu i Handlu.

Umowa gwarancją przewidywalności i perspektyw

Jerzy Markowski zwraca uwagę, że umowa ta obejmuje kopalnie Polskiej Grupy Górniczej i nie obejmuje kopalń Jastrzębskiej Spółki Węglowej, nie obejmuje kopalni Bogdanka, nie obejmuje kopalń prywatnych i nie obejmuje inwestycji górniczych, których zasoby węgla w rocznej eksploatacji zostaną wyczerpane do końca istnienia kopalni.

– Wartością tej umowy jest przede wszystkim to, że nie przyśpiesza likwidacji kopalń bez wyczerpania zasobów – zaznacza rozmówca. Nie zgadza się z tezą, że chodzi o całkowitą likwidację górnictwa.

To jest zakończenie okresu funkcjonowania czynnych kopalń Polskiej Grupy Górniczej. Do tego czasu, do 2049 roku, instytuty energetyczne muszą przestawić się na inne źródła energii: energetykę jądrowa, energetykę odnawialną, gaz. Skala przemian jest ogromna, dlatego ja bym nie przeceniał tego porozumienia. To porozumienie zostanie zweryfikowane przez rynek, bieżącą sytuację technologiczną, to jest perspektywa zbyt odległa, żeby wszystko przewidzieć w jednym dokumencie

– mówi Jerzy Markowski.

Zdaniem Jerzego Markowskiego związkowcy są zadowoleni z umowy, bo oni lubią negocjować z władzami, rząd jest zadowolony, bo uzyskał akceptację związków zawodowych dla swojego programu.

A tak w ogóle to jest piąta umowa społeczna zawarta w ciągu trzydziestu ostatnich lat. Spodziewam się, że do roku 2049 jeszcze będzie kilka takich umów społecznych. Bo każdy rząd chce tego typu dowód na akceptację społeczną swojej polityki

– powiedział Jerzy Markowski.

Według eksperta sama umowa dla środowiska górniczego jest pewną gwarancją przewidywalności i perspektyw. Za zaletę umowy uważa to, że ona nie przyspiesza procesów, które się i tak muszą dokonać.

Bruksela zadecyduje

„To jest duże wyzwanie.

Skala wydatków, zaplanowanych w umowie jest ogromna. Tu trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd w tak krótkim czasie znaleźć na to pieniądze. Bo taka przemiana kosztuje 480 mld euro. Natomiast z umowy tej – co wiemy z mediów – wynika, że ma ona otrzymać zgodę Unii Europejskiej na angażowanie środków publicznych na likwidację kopalń przeznaczonych do likwidacji

– zaznacza rozmówca.

Uważa, że Unia Europejska zrobi wszystko, żeby zlikwidować jak najszybciej górnictwo węgla kamiennego w Polsce, bez względu, co to oznacza dla polityki klimatycznej świata. Dlatego przewiduje, że UE ratyfikuje to porozumienie. Jak sądzi, subsydiowanie likwidacji kopalń przejdzie na 100 proc. Jerzy Markowski wątpi jednak, czy UE zgodzi się na subsydiowanie wydobycia, chociaż są precedensy, że UE się na to zgodziła, a przykładami są tutaj Niemcy i Czechy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
Bruksela, UE, rynek, rynek pracy, finanse, finansowanie, przemysł górniczy, górnictwo, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz