15:26 14 Czerwiec 2021
Opinie
Krótki link
Autor
1133
Subskrybuj nas na

Polski Ład, czyli bardzo lewicowy w treści program polskiej prawicy. Celem koncepcji rządowej jest dogonienie gospodarek czołowych krajów Unii Europejskiej, ale kosztem samej Unii Europejskiej. Kto skorzysta na realizacji tego programu: najbiedniejsze warstwy ludności, młode rodziny, a może rolnicy? Czy koncepcja PiS nie „zaora” klasy średniej?

O programie Sputnik rozmawia z profesorem Marianem Nogą, polskim ekonomistą, senatorem IV i V kadencji, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej.

– Eksperci porównują plan rządu do reagonomiki, a krytycy mówią, że partia rządząca wraca do czasów PRL. Czego, Pana zdaniem, jest w tym więcej: reagonomiki czy PRL-u?

– Powiem w ten sposób, rzeczywiście, można tutaj mówić o elementach reagonomiki, można mówić o PRL-u w tym sensie, że próbuje się zaspokoić potrzeby naprawdę najmniej zarabiających, najbiedniejszych Polaków, ale skoro ten nowy Ład oparty jest na finansach z UE i to w kwocie 770 mld zł na okres siedmiu lat, to wolałbym raczej inne określenie – plan Marshalla, bo my jako państwo, jako członek UE jesteśmy jednym z dwudziestu siedmiu krajów, które biorą udział w tym krajowym planie, programie odbudowy.

Krótko mówiąc, jest to program bardzo szeroko zakrojony. Jest to program (jak to zwykle u rządzących) bardzo, bardzo ładnie wyglądający, bardzo nośny w tych swoich ogólnych obietnicach i zamierzeniach.

Natomiast kiedy wgłębimy się w szczegóły, to zaczynają się – jak to mówią moi studenci – „schody”. Rozumiem, że Pan Redaktor ma szereg szczegółowych pytań do tego planu. I w związku z tym chętnie na nie odpowiem. Ale może jeszcze tylko jedna uwaga: pomijając już te filary, które są tam wymienione, czyli dotyczące polityki podatkowej, inwestycji, emerytur i przede wszystkim ukształtowania na dobrym poziomie służby zdrowia, to po prostu są tam wymieszane horyzonty czasowe. Jedne obietnice, plany są nawet na dwa czy trzy lata, inne są na sześć lat – jak chociażby 7% PKB na ochronę zdrowia, a jeszcze inne sięgają 2030 roku. W związku z tym jest to taki lekko wymieszany program – można powiedzieć, dla każdego coś miłego.

– Komentując założenia podatkowe Zjednoczonej Prawicy, posłanka na Sejm Katarzyna Lubnauer twiedzi, że – tu cytuję: „PiS postanowił zaorać najbardziej aktywną klasę średnią”. Jej zdaniem, Polski Ład to „przekładanie z kieszeni jednych osób do kieszeni drugich osób, tych, które uznaje za swoich wyborców, kosztem osób bardziej aktywnych, przedsiębiorców”. Zatem kto zyska, a kto straci na Polskim Ładzie?

– To jest ciekawa sprawa. Znam tę wypowiedź pani poseł Katarzyny Lubnauer. Podobnych wypowiedzi było kilka. Zacznijmy od tego: co w tym systemie podatkowym jest nowego? Po pierwsze, jest długo, ale to bardzo długo wyczekiwana kwota wolna – suma dochodu, wolna od opodatkowania. Owszem, w tym roku jest to 8 tys. złotych. Ale to jest 8 tys. złotych dla tych najmniej zarabiających, natomiast im dalej, im wyższe dochody, suma wolna od opodatkowania się zmniejsza. Więc zaproponowane 30 tys. złotych w skali rocznej to jest 2,5 tys. miesięcznie i dotyczy absolutnie wszystkich dochodów. I to wydawało się pierwotnie bardzo ciekawe, bo taka suma wolna od opodatkowania jest w Niemczech, podobne kwoty są jeszcze w kilku innych państwach.

Natomiast natychmiast podano tam jedną ciekawą rzecz, o której oczywiście wszyscy w Polsce dyskutują. Mianowicie dotychczas tak zwana składka zdrowotna, czyli stawka w ubezpieczeniach społecznych odprowadzana na zdrowie, wynosiła 9%, ale ponieważ 7,75% było zwolnione – czyli zmniejszało podstawę opodatkowania – to właściwie płaciliśmy tylko 1,25% procenta naszych dochodów na ochronę zdrowia.

A tu nagle co się stało? Wprowadza się dziewięć… Znaczy, nie wprowadza się, bo było 9%, ale cała kwota, która wynika z dochodów pomnożonych przez 9% jest opodatkowana. Czyli ta kwota wchodzi do podatków, czyli to tak, jakby zwiększono podatek o 9%  procent. I teraz ci, którzy zarabiają 2,5 pół tys. miesięcznie (ale umówmy się: to jest nawet poniżej pensji minimalnej w Polsce, bo w Polsce pensja minimalna wynosi 2,8 tys. złotych), nie płacą nic, bo mają pełne dochody, które mieszczą sią w sumie wolnej od podatku. Natomiast ci, którzy przekroczą te dwa i pół tysiąca, będą już płacić te dziewięć procent na składkę. Jednak gdy się weźmie pod uwagę inne ulgi podatkowe, to ekonomiści już wyliczyli, że ludzie zarabiający do sześciu tysięcy złotych zyskują. Ci, których dochód wynosi pomiędzy sześć a dwanaście tysięcy złotych, nie tracą i nie zyskują. Natomiast ludzie zarabiający powyżej dwunastu tysięcy złotych zapłacą podatki dużo wyższe.

– Plan polskiego rządu jest szacowany na kwotę około 650 mld zł, które mają być wydane w okresie przed 2030 rokiem. A skąd pieniądze? Polski rząd twierdzi, że z kasy Unii Europejskiej. Czy jednak Bruksela zgodzi się na to, skoro środki z Unii obwarowane są różnymi zastrzeżeniami, choćby bardzo poważnymi działaniami na rzecz ochrony klimatu czy praworządnością w funkcjonowaniu instytucji państwowych?

– Tu musimy uszczegółowić pewne fakty. Z tych ponad 750 mld, które Polska dostaje na siedem lat, to znaczy od tego roku do 2027, krajowy plan odbudowy po pandemii, który sięga – w złotówkach już będę mówił – 250 miliardów, przeznaczony jest na wymienione przez Komisję Europejską bardzo konkretne cele, które muszą być zrealizowane, żeby w ogóle te pieniądze dostać. To jest ta ratyfikacja w zakresie środków własnych, które są dotacjami, ewentualnie pożyczkami. Jest ona w tej chwili w Senacie i niedługo będzie z powrotem w Sejmie. Czyli tutaj mówimy o perspektywie najwyżej trzech lat. Zgoda, pełna zgoda. Dwieście pięćdziesiąt miliardów złotych na bardzo określone cele na pewno będzie kontrolowane przez Unię Europejską. Natomiast te pięćset miliardów, które pozostaje, będzie rozłożone na siedem lat. Można powiedzieć, że będą to transze – transza na pierwszy rok, na następny i tak dalej.

To, co Pan powiedział, wygląda w tej sposób: jedna sprawa, to te 250 mld na odbudowę popandemiczną, gdzie zakreślone są konkretne cele i to trzeba będzie realizować według tych celów; a te 500 mld złotych z budżetu siedmioletniego, unijnego, jest mocno powiązane z praworządnością.

I oczywiście ma Pan rację i ja też jestem o tym przekonany, że żeby te środki dostać, trzeba przestrzegać wartości europejskich, w tym praworządności, która jest dość precyzyjnie określona, przede wszystkim w Traktacie z Maastricht z 1992 roku. 

– Z Pana wypowiedzi wnioskuję, że na realizację Polskiego Ładu są przewidziane środki z budżetu krajowego? Jakie to ma przełożenie na inwestycje? Przecież Polska ma jedną z najniższych w Unii stóp inwestycji (niższa jest tylko w Grecji i Luksemburgu), a bez inwestycji, rzecz jasna, wzrost gospodarki jest niemożliwy.  Jak to ma wyglądać w ciągu tych najbliższych siedmiu lat?

– My, ekonomiści, nazywamy to klimatem inwestycyjnym. I klimatu inwestycyjnego w Polsce można powiedzieć, że nie ma. Być może ten program ma służyć stworzeniu jakiegoś przedpola dla tego klimatu inwestycyjnego. Ale na razie to jest tylko rozdawnictwo. Czyli ten Polski Ład mówi o tym, jak rozdawać pieniądze, jak dzielić pieniądze, a nie mówi, jak zarabiać pieniądze. Czyli nie ma inwestycyjnego stymulatora. I w związku z tym na Pana pytanie, jak wygląda ten program inwestycyjny, mogę powiedzieć tylko tyle, że te pieniądze, które są z Unii, to na pewno będą. I to jest olbrzymi plus polskiej gospodarki, że my te środki unijne wykorzystujemy. 
– Dziękuję Panu za rozmowę. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Lewicowa „recepta dla Polski”. Hit czy PiS bis?
„PiS nie zrobił dla polskiej wsi nic, poza mówieniem”. Rolnicy z AgroUnii protestują
Antysemityzm w Polsce: izraelskie media piszą o kontrowersjach wokół państwowych dotacji
„Naturalny sojusznik” PiS: Musimy uznać, że Rosja istnieje, potrzebujemy pragmatycznej współpracy
PiS próbuje udobruchać klasę średnią. Skutecznie?
Tagi:
UE, społeczeństwo, podatki, polityka, PiS, rząd, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz