12:50 19 Czerwiec 2021
Opinie
Krótki link
Autor
715
Subskrybuj nas na

Polska ma niespełna 30 lat na pożegnanie z przemysłem węglowym, w każdym razie w obecnej formie. Władze kraju uzgodniły ze związkami zawodowymi górników zamknięcie kopalń węglowych do 2049 roku. Jaką cenę zapłaci Polska za tę „neutralność klimatyczną”, skoro dziś 70 proc. energii elektrycznej w kraju opiera się na węglu?

Rozmawiamy o tym z polskim politykiem, inżynierem górnikiem, byłym wiceministrem gospodarki Jerzym Markowskim. 

– Panie ministrze, umowa społeczna podpisana w kwietniu między rządem a związkami zawodowymi górników przewiduje harmonogram zamykania kopalń do 2049 roku, inwestycje w tak zwane „czyste” technologie węglowe oraz różne środki wsparcia społecznego. Odnośnie wsparcia społecznego: co i za co ma dostać zwykły górnik - przysłowiowy pan Kowalski czy pan Wójcik?

– Obszar wsparcia społecznego, czyli rekompensata dla górników, jest niezwykle atrakcyjna. Tak bardzo, że jeżeli wejdzie w życie, to jego rezultat będzie, moim zdaniem, wręcz nieoczekiwany. Każdy pracownik, który zdecyduje się odejść z pracy w kopalni, ma prawo do jednorazowej odprawy w wysokości 120 tys. złotych, czyli około 30 tys. dolarów. Jest to kwota trzykrotnie wyższa niż odprawy przyznawane za czasów pana premiera Buzka, które przyczyniły się wtedy, w latach 1998-2002, do odejścia z górnictwa 120 tysięcy osób.

Aż trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby dzisiaj wszyscy chcieli z tej odprawy skorzystać.

Dzisiaj w polskim górnictwie pracuje 80 tysięcy ludzi, z czego prawie 60 tysięcy jest uprawnionych do otrzymania wspomnianej sumy. Aż strach pomyśleć, co by się stało z polskim górnictwem, gdyby ci ludzie chcieli z tych odpraw skorzystać. Prawdopodobnie nie było by komu pracować w kopalniach. A węgiel w perspektywie najbliższych trzydziestu lat jest nadal uwzględniany w bilansie energetycznym i w polityce energetycznej państwa. Jak widać, oferta jest dla pracowników niezwykle atrakcyjna i to tak, że aż niebezpieczna dla funkcjonowania kopalń.

– W jednym z wywiadów powiedział Pan, że Polska demontuje własny przemysł, okłamując się, że ratuje politykę klimatyczną, ratuje świat przed problemami środowiskowymi. Proszę wyjaśnić, co miał Pan na myśli?

– Demontowanie przemysłu polega na stawianiu sobie bardzo wysokich celów emisyjnych. To nie dotyczy, oczywiście, tylko i wyłącznie przemysłu energetycznego, lecz również chociażby takich dziedzin, jak przemysł cementowy, przemysł wapienniczy, przemysł chemiczny, czy nawet zwykłe spalanie śmieci. Wszystkie te podmioty są zobowiązane ponosić koszty emisji dwutlenku węgla, których ceny jednostkowe rosną w sposób właściwie niekontrolowany. Dziś to jest prawie 50 euro za tonę. A jeszcze pięć lat temu było 8 euro za tonę.

Okazuje się, że znaleziono bardzo skuteczny sposób na to, żeby ekonomicznie skomplikować funkcjonowanie tych podmiotów. Ale to domena nie tylko Polski.

Sprawa dotyczy całej gospodarki Unii Europejskiej, która uparła się, że będzie ratowała świat niską emisją, ograniczeniem emisji praktycznie do zera, co jest o tyle nieskuteczne, że reszta świata, a zwłaszcza Azja, wcale nie zmniejsza tych wszystkich emitentów CO2 do atmosfery. Przypomnę tylko, że emisja gospodarki europejskiej do atmosfery wynosi około 16 proc., emisja Polski – niecały 1 proc. Wobec tego proszę mi powiedzieć, czy świat w ogóle zauważy to, że emisja z Polski będzie wynosiła zero? Nie, nie zauważy.

– Neutralność klimatyczna to definicja Unii Europejskiej, która jest taka sama dla każdego państwa w Unii Europejskiej. Kto ma w Polsce za to zapłacić?

– Według dzisiejszej optyki politycznej, nie tylko polskiej, mają za to zapłacić gospodarki, czytaj – podatnicy wszystkich państw. W Polsce całkowita przemiana energetyki – w 70 proc. węglowej – do energetyki o takim poziomie emisji, jakiego wymaga od nas tego Unia Europejska, wiąże się z nakładami – wyliczonymi przez Ministerstwo Energii mojego kraju – na poziomie około 380-400 miliardów euro. To są niewyobrażalne pieniądze. Oprócz tej zawrotnej sumy ważny jest również przedział czasowy i okres, kiedy te pieniądze mają być wykorzystane na rozwój nowoczesnych technologii. Jest on, moim zdaniem, nierealny. I właśnie ten aspekt podaję w wątpliwość.

Zaplanowaliśmy w Polsce w przeróżnych dokumentach i porozumieniach tempo odchodzenia od energetyki węglowej. Natomiast tak naprawdę nigdzie nie zapisaliśmy tempa tworzenia równowagi, substytutu dla energetyki węglowej. I o ile okres odchodzenia od węgla został zdefiniowany, o tyle okres tworzenia alternatywy dla energetyki węglowej pozostaje nieokreślony.

I tu, moim zdaniem, dojdzie do pewnego rodzaju zaskoczenia niekorzystnego dla gospodarki nie tylko polskiej, ale w ogóle unijnej, bowiem szybciej zlikwidujemy źródła węglowe, niż stworzymy alternatywne. To dotknie najbardziej takie kraje, jak Polska, w której jednak ta energia elektryczna pochodzi z węgla w 70 proc. Ale problem dotyczy nie tylko Polski, bo na przykład Niemcy mają w tej chwili 30 proc. energetyki węglowej. Proszę pamiętać, że dodatkowo likwidują u siebie energetykę jądrową, która stanowi kolejne 30 proc. potencjału energetycznego. Tak że wyzwania są takie same, tyle tylko, że niemiecka gospodarka jest nieporównywalnie bogatsza.

– Sądzi Pan, że Bruksela zgodzi się spełnić warunki tak zwanej umowy społecznej, tzn. porozumienia polskiego rządu z górnikami? Jednym z warunków umowy jest dopłata do wydobycia węgla do uzgodnionego terminu, to znaczy do 2049 roku? Dla kogo ta dopłata jest przeznaczona? Na wypłaty dla górników? Na co jeszcze? Pan wierzy, że Bruksela da na to zgodę? Co się stanie, jeśli nie da?

– Jeżeli nie da, to nic się w Polsce nie stanie. Wręcz przeciwnie, będziemy mieli więcej czasu na odchodzenie od energetyki węglowej. Natomiast jestem prawie pewien, że Bruksela da zgodę. Ponieważ Bruksela zrobi wszystko, co możliwe, żeby wyeliminować węgiel z energetyki Unii Europejskiej. Tym bardziej, że swoich pieniędzy na to nie wydaje. Bruksela tylko godzi się na to, że polski podatnik, polski budżet państwa za to zapłaci. I nie jest to żadna nowość, ponieważ tak naprawdę od 1998 roku jest już zgoda, również Brukseli, na angażowanie środków publicznych, czyli z budżetu państwa, na likwidację nierentownych kopalń. Dlatego jestem przekonany, że Bruksela zgodzi się na to porozumienie, bo to jest jej doktryna – eliminacja wszystkich źródeł związanych z emisją CO2, której główne źródło upatruje w węglu, w energetyce węglowej, jak gdyby nie zauważając, że 60 proc. emisji pochodzi z komunikacji, a 30 proc. – z systemu przemysłowego nie związanego z energetyką.

Zalewie 10 proc. pochodzi z energetyki. Jest to zatem taka „brudna teza”, która – moim zdaniem – służy bardziej generalnej tezie, że Polska – kraj, który w tej chwili jest jeszcze zdolny do całkowitego zaspokojenia swoich potrzeb energetycznych, zarówno w zakresie dostawy surowców energetycznych, jak i w produkcji energii elektrycznej – zostanie w niedalekiej przyszłości krajem importującym zarówno surowce energetyczne, jak i energię elektryczną, co, niestety, już się zaczęło.

– I ostatnie pytanie: co, Pana zdaniem, stoi za suwerennością energetyczną Polski? Przed kim lub przed czym Polska ma się bronić?

– Proszę Pana, każdy kraj ma inaczej zdefiniowane pojęcie bezpieczeństwa energetycznego kraju. Są takie kraje w Unii Europejskiej, czy też w ogóle w Europie, które nie wydobywają żadnych surowców energetycznych, a uważają się za absolutnie bezpieczne energetycznie. Są takie kraje, które prawie nie wytwarzają u siebie energii elektrycznej, ale umowami międzynarodowymi mają zagwarantowane dostawy i też uważają się za bezpieczne. My, w Polsce, przyzwyczailiśmy się, że nasze bezpieczeństwo polega na tym, że mamy zdolność do wyprodukowania takiej ilości surowców energetycznych, jaka nam jest potrzebna i mamy zdolność do wyprodukowania takiej ilości energii elektrycznej, jaka nam jest potrzebna. I te cele zostały osiągnięte w okresie między końcem II wojny światowej a początkiem XXI wieku.

Te parametry były niezagrożone. Dzisiaj wygląda na to, że zostanie to po prostu zmienione, w tym sensie, że nie będziemy mieli ani gwarancji dostaw surowców, ani gwarancji własnych surowców, ani zdolności do produkcji energetycznej. Będziemy się opierali w coraz to większej mierze na imporcie tych surowców, jak również samej energii.

Próbuję zdefiniować, poszukać miejsca, skąd można by to kupić. Tak naprawdę, po doświadczeniach ostatnich miesięcy widać, że z północy, czyli ze Szwecji, nie ma szans, bo tam sami mają deficyt; Niemcy również wkraczają w duży deficyt energii elektrycznej; na południu wprawdzie buduje się nowe reaktory jądrowe, ale to też jest ta zdolność, której potrzebuje Polska. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że będziemy importowali do Polski coraz więcej węgla, w tym z Rosji, i będziemy szukali dostaw energii elektrycznej, tylko też nie za bardzo wiem skąd. Bowiem żaden ościenny kraj nie ma takiej zdolności, która byłaby w stanie zaspokoić polskie potrzeby energetyczne, które rocznie wynoszą około 160 TWh.

Niemniej jednak wszystko to, o czym mówię, spowoduje pewnego rodzaju refleksję. Na razie wszyscy jesteśmy skoncentrowani na kwestii cen klimatycznych. Jeżeli na to, że tak powiem, z zimną głową nałożymy kalkulacje ubóstwa spodziewanego, ubóstwa energetycznego i utraty suwerenności gospodarczej zmierzonej miarą suwerenności energetycznej bezpieczeństwa energetycznego, to prawdopodobnie zweryfikujemy wszystkie te parametry i wszystkie cele, rozłożone na prawie trzydzieści lat, bowiem wszystko można sobie wyobrazić w cywilizowanym świecie, zwłaszcza w Europie, tylko nie braku dostępu do energii elektrycznej, która – przynajmniej dla mnie – jest podstawowym parametrem energetycznym. Sądzę, że tak samo myślą wszystkie władze w Polsce, bez względu na to, jakiej są orientacji politycznej.

– Dziękuję Panu za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Gaz dla energetyki dobry. Ale nie dla wszystkich
Minister Energetyki Rosji: Do zbudowania zostało ok. 100 km Nord Stream 2
Sprawa Baltic Pipe na szczycie NATO. Prezydent będzie działał na rzecz bezpieczeństwa energetycznego
Tagi:
przemysł górniczy, górnictwo, górnik
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz