06:56 07 Grudzień 2019
Europa obraca się w stronę Rosji

Czy taki piękny świat za 30 lat?

Piszą dla nas
Krótki link
Autor
1243
Subskrybuj nas na

W minionym tygodniu, na zaproszenie Fundacji im. Aleksandra Gorczakowa, miałem przyjemność być w Moskwie i wziąć udział w konferencji z cyklu „Laboratorium pamięci historycznej” pod tytułem „Co było przed nami?”. Tytuł może być jednak mylący, bo nie dotyczyła ona tylko wspomnień, ale także wyzwań jakie stoją przed nami w przyszłości.

Charakterystyczne było to, że uczestnicy z kilku krajów Europy (Włochy, Niemcy, Polska, Rosja, Austria) byli w wieku niepozwalającym im na bezpośrednią pamięć o przemianach, które nastąpiły w Europie po 1989 roku. Było to o tyle istotne, że tacy „trzydziestolatkowie” są wolni od wspomnień i tym samym emocji związanych z sytuacją w Europie w tamtych latach.

Konferencja ogniskowała się wokół trzech zagadnień: oceny tego co było 30 lat temu, sytuacji dzisiejszej w odniesieniu do tych przemian, oraz zadań jakie stoją przed nami w przyszłości.

Rzeczywiście trudno zaprzeczyć, że we wszystkich naszych krajach czas sprzed 30 lat był „czasem nadziei”.

Wiec Polska Przeciwko Przemocy w Warszawie
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Rosjanie restytuowali swoją tradycyjną państwowość w formie Federacji Rosyjskiej, Niemcy zjednoczyli się po 45 latach, a w Polsce zwyciężyła Solidarność. Nie da się też zaprzeczyć, że rozczarowanie nastąpiło nader szybko. Rosja Gorbaczowa i Jelcyna, naciskana przez zachód, bezustannie obniżała poziom życia większości swoich obywateli i dopiero przejęcie władzy przez Władimira Putina powstrzymało ten proces. Polscy wyborcy, już w 1993 roku, a więc niedługo po przełomie, wybrali do władzy postkomunistyczne SLD, licząc zapewne na powrót bezpieczeństwa socjalnego z okresu PRL. Ale nawet i bogate Niemcy nie uniknęły podobnych efektów, czego dowodem była i jest ciągle popularność NRD na wschodzie kraju. Coś co nasi zachodni sąsiedzi nazywają „ostalgią”.

Oczywiście różni ludzie różnie to dziś oceniają, ale z polskiej perspektywy nie da się pominąć faktu, że z kraju „numer dwa” w bloku państw socjalistycznych, stoczyliśmy się do roli peryferyjnego państwa Zachodu.

Polska własność praktycznie nie istnieje, polska armia jest dużo bardziej zależna od Wielkiego Brata niż dawniej (niech symbolem będą obie wojny w Afganistanie, w której nasi żołnierze biorą udział?), a polscy pracownicy zasilają słabo płatne stanowiska pracy na zachodzie. Nie można od tego abstrahować gdy po latach patrzymy na 1989 rok, nawet jeśli doceniamy uzyskane wtedy swobody obywatelskie. Na świat należy patrzeć dynamicznie. Bo przecież sprawa Mateusza Piskorskiego to symboliczny koniec wolności przekonań w Polsce. Skoro człowieka można przytrzymać w areszcie przez 3 lata zarzucając mu „wpływanie na opinię publiczną”, to jednak okazuje się, że „ojcowie przemian” wcale nie są specjalnie przywiązani do wartości przez siebie głoszonych.

W siedzibie fundacji mówiliśmy jednak także o tym co nas czeka. Czy grozi nam wojna? A jeśli nie wojna, to czy postęp technologiczny nie stwarza innych zagrożeń? Upadek Układu Warszawskiego miał rozładować napiętą atmosferę w regionie, ale jakże prawdziwa okazała się zasada, że natura pustki nie znosi. NATO, czyli potężna wojenna machina pod egidą Stanów Zjednoczonych Ameryki, od tamtych lat poszerzyło swoje wpływy do granic możliwości, a przecież ciągle chce przyjmować nowych członków.

W efekcie obóz, który z przyzwyczajenia nazywamy „zachodem” jest w mocy obalać kolejne legalne rządy na całym świecie i to nawet jeśli ewidentnie ściąga w ten sposób na siebie zagrożenie.

„Arabska wiosna” spowodowała niespotykany napływ uchodźców, którzy najwidoczniej nie zdołali się przekonać do instalowanej bombami „demokracji” w swoich krajach. Międzynarodowy kapitał, poprzez Unię Europejską czy wspomniane NATO, jest gotów obalić legalny rząd jak na Ukrainie czy ostatnio w Boliwii, byleby tylko poszerzyć swoje wpływy.

Czy to pozwala nam patrzeć spokojnie w przyszłość? Oto rzekoma „ojczyzna wolności”, Ameryka, dosłownie i w przenośni buduje mur, by łatwiej jej było strzelać do wyhodowanych przez samą siebie biedaków.

Inny z tych „murów”, którego cegłą jest niestety Polska, ma służyć do ekonomicznego duszenia Chińczyków, którzy ku zdziwieniu tzw. białego człowieka okazali się zdolni do technologicznego wyprzedzenia zachodu. I to jeszcze pod rządami komunistycznej partii, czego stwierdzenie np. w Polsce jest już niemal myślozbrodnią. Im mniej zdobyczy społecznych epoki PRLu udaje się utrzymać, tym mocniejsza antykomunistyczna propaganda w naszym kraju.

Ale jeśli nawet wojny nie będzie, to co będzie z nami, gdy w pracy coraz częściej zastępować będą nas roboty? Oczywiście, tutaj dyskusja jest cały czas otwarta. Roboty ktoś też obsługiwać będzie musiał. Ale jeśli już nie tylu ludzi? A przecież ludność świata ciągle rośnie. Teoretycznie powinniśmy się cieszyć. Automatyzacja to mniej pracy, ale w kapitalizmie są to zwyczajne środki produkcji i jak nietrudno się domyśleć, ich właścicielami będą kapitaliści. Co więc z zyskami z ich pracy? Dziś pracownik za swoją pracę dostaje pensję, ale w zrobotyzowanym świecie wolnego rynku będzie zupełnie niepotrzebny.

W tym ujęciu jest tylko kwestią czasu, aż świat wypełniać się będzie miliardami biedaków bez środków do życia, a to w końcu doprowadzi ich do desperacji.

Pojawiają się takie pomysły jak „bezwarunkowy dochód podstawowy”, czyli wypłacanie comiesięcznych pensji obywatelom, bez względu na to czy pracują czy nie. Przekracza to jednak możliwości budżetowe wszystkich państw. Aby to sfinansować, trzeba by było opodatkować kapitał, który jednak stać na to by – brzydko mówiąc – przekupić polityków by takich przepisów nie uchwalali. Albo wybudować kolejne grodzone osiedla, uzbroić wokół nich strażników i wyrzucić biednych do getta pod kontrolą dronów.

Czy nie jest nam więc potrzebna jakaś nowoczesna myśl socjalistyczna?

Nie chcę jednak prowadzić tu agitacji. Raczej pobudzić do myślenia.

I pozostaje się tylko cieszyć, że w tym sensie rosyjska inteligencja wykazuje się otwartością na rozważania o przyszłości.

Gdy w Polsce tematem numer jeden jest bezustannie rosyjski prezydent, w Rosji dyskutuje się o tym co nas może czekać i jak zawczasu rozwiązać nadchodzące problemy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Deputowany Bundestagu: Europa nie potrzebuje amerykańskiego LNG
„Europa nie może być bezpieczna bez Ukrainy jako członka NATO”
Roboty uratują świat przed... robotami
Tagi:
polityka, przyszłość, świat, USA, Niemcy, Polska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz