19:03 02 Lipiec 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
3283
Subskrybuj nas na

Ameer Alkhawlany, doktorant Uniwersytetu Jagiellońskiego, który w 2017 na wniosek ABW został deportowany do swojej ojczyzny, Iraku, postanowił pójść w ślady Leonida Swiridowa. Złożył skargę na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Trzymamy kciuki, aby wreszcie otrzymali należną im sprawiedliwość.

W ocenie służb przebywanie irackiego Kurda w Polsce zagrażało bezpieczeństwu państwa. Najpierw Ameer został zatrzymany w związku z kontrolą legalności jego pobytu w Polsce. Później zdecydowano o tym, że ma trafić do aresztu dla cudzoziemców, który jest w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu.

Co ciekawe, o tym, że Ameer został deportowany, nie został zawiadomiony jego pełnomocnik. Po 5 kwietnia 2017, kiedy to nastąpiło wydalenie mężczyzny z Polski adwokat Irakijczyka Marek Śliz przyjechał do przemyskiego ośrodka, ale nie zastał tam już swojego klienta.

Tajne przez poufne

Skierowaliśmy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ponieważ uważamy, że proces w Polsce przeprowadzony był nierzetelnie, doktorant nie miał pełnego prawa do obrony i oczyszczenia się z postawionych mu zarzutów. Że jest niebezpieczny dla państwa polskiego – nie udokumentowano tego zarzutu, twierdzono że znajduje się (zarzuty) w materiale tajnym, do którego podczas całego procesu nie dopuszczono ani mnie, jako jego adwokata, ani Ameera, co uważam za kuriozalne – wyjaśnił obrońca Irakijczyka, cytowany przez Onet.

Rusek w Strasburgu

Brzmi znajomo? Na początku 2019 Dziennikarz Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossiya Segodnya" Leonid Swiridow zaskarżył do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka decyzję władz Polski ws. pozbawienia go statusu rezydenta UE i wydania 5-letniego zakazu wjazdu do strefy Schengen. On również stanowić miał niebezpieczeństwo dla ładu państwowego. Niestety nie dowiemy się, czemu.

– Obywatel Rosji został całkowicie pozbawiony prawa do obrony, ponieważ wszystkie materiały zostały utajnione, chociaż jest to sprawa administracyjna, a nie karna – wyjaśnił sprawę Leonida w dwóch słowach jego adwokat Jarosław Chełstowski. Może to być precedensowa sprawa. Leonid jest pierwszym obywatelem Federacji Rosyjskiej, który poskarżył się na Polskę do ETPC.

Leonid w Warszawie pracował od 2003 roku. W 2014 nagle przestał podobać się polskim władzom. Bez podania przyczyn cofnięto mu akredytację na wniosek ABW. Na jesieni 2015 dostał nakaz: w ciągu 30 dni opuści Polskę albo go deportują.

– Oddałem temu krajowi w sumie 18 lat mojego życia i uważam, że taka decyzja wobec mnie jest absolutnie niesprawiedliwa zarówno z prawnego, jak i ludzkiego punktu widzenia – mówił Leonid Swiridow dziennikarzom na lotnisku w Warszawie w dniu swojego wyjazdu z Polski.

Był sobie cudzoziemiec… i cudzoziemka

O tym, co łączy, a co różni te dwie sprawy, Rosjanina i Irakijczyka pisaliśmy już w 2016 roku, w tekście, który zaczyna się tak:

Był sobie cudzoziemiec, taki spoza Unii Europejskiej. Siedział w Polsce ładnych parę lat. Pracował zawodowo. Nagle zainteresowała się nim ABW. Został uznany za człowieka zagrażającego bezpieczeństwu państwa polskiego. Dlaczego? Nie dowie się — bo zarówno uzasadnienie, jak i wszystkie materiały w jego sprawie są tajne. Ma opuścić Polskę i koniec.

Od tego czasu jednak przybył kolejny przypadek – o wiele bardziej medialny od tych dwóch.

– 5 września 2019 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzje wojewody mazowieckiego i szefa Urzędu ds. Cudzoziemców odmawiające mi prawa pobytu w Polsce. W myśl tajnej opinii szefa ABW miałam stanowić „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”.

Moskiewski Kreml
© Sputnik . Natalya Seliverstova
Opinia ta stała się także podstawą krajowego i europejskiego zakazu wjazdu (SIS), co z kolei 14 sierpnia 2018 r. doprowadziło do mojej deportacji ze strefy Schengen. Sąd zapoznał się z utajnionymi dokumentami i orzekł, że zawarte w nich informacje są „bardzo ogólnikowe”, „lakoniczne”, „niewystarczające do podjęcia decyzji o odmowie”, a wyciągnięte wnioski „nie wypływają w sposób racjonalny z zebranych materiałów”… – rozpoznajecie autorkę tych słów? Zgadza się, to Ludmiła Kozłowska, szefowa Fundacji Otwarty Dialog.

Jej historia zaczęła się tak samo, jak Leonida i Ameera, lecz zakończyła zupełnie inaczej: kapitulacją polskich władz. Jednak w tym przypadku zadziałał niewiarygodny nacisk polityczny i presja społeczna, a także wstawiennictwo europosłów i wielu organizacji pozarządowych. Ukraina ma wszak prasę „biednego krewnego”, któremu najwyraźniej trzeba „dawać fory”.

Ona, w odróżnieniu od Leonida (za którym wstawiała się Dunja Mijatović) i Ameera (za którym także wstawiał się przecież choćby Adam Bodnar) nie musi skarżyć Polski do Strasburga.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Panie Swiridow, czas do Bundestagu
Cudzoziemcy na polskiej emeryturze. Uzbierali w ZUS miliardy złotych
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
„Nie wszyscy lubią cudzoziemców”: co spotkało ludzi z „ciężarówki śmierci”?
„Pierdo***y cudzoziemiec”, „wracaj do swojego kraju”: Polak dostanie odszkodowanie za dyskryminację
Tagi:
rusofobia, sąd, prawo, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Leonid Swiridow, Strasburg, ABW, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz