13:22 03 Kwiecień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
3118
Subskrybuj nas na

Dotychczasowa polityka Polski, prowadzona w ramach NATO, jest droga donikąd, a ciągłe upieranie się o rosyjskim zagrożeniu i określanie Rosji jako jedynego czynnika, grożącego pokojowi w świecie, jest nie tylko błędne, ale przede wszystkim destrukcyjne dla porządku światowego.

Dopiero co zakończony szczyt NATO w Londynie może okazać się jednym z ważniejszych na przestrzeni ostatnich lat. Chodź deklaracja końcowa jest bardzo ogólnikowa i na pierwszy rzut oka nie wnosi niczego nowego, to ustalenia, jakie zapadły, będą miały następstwa w o wiele większym stopniu, niż deklaracje z poprzednich szczytów w ostatnich 15 latach.

Wszystko zaczęło się trochę groteskowo od wystąpienia Prezydenta Macrona, który swoją diagnozą „śmierci mózgu NATO” bardziej chciał wybudzić z letargu przywódców państw członkowskich, niż zdiagnozować prawdziwy stan Sojusz Północnoatlantyckiego, który bez zbędnych złośliwości nadal pozostaje największym sojuszem militarnym na świecie.

Powinniśmy przestać mówić ciągle o jednym kraju

Pohukiwania, jakie dało się słyszeć przed samym szczytem płynące: z Ankary, Waszyngtonu, Londynu, Berlina czy Paryża nie zapowiadały przełomu, który na tym szczycie rzeczywiście nastąpił. Przyzwyczailiśmy się, że ważne wydarzenia powinny mieć monumentalną oprawę, i dlatego wielu komentatorów nie zauważa istoty omówionych problemów na tym spotkaniu.

Podczas tego szczytu jedynym publicznym wydarzeniem – w sensie dla publiczności – było spotkanie z Elżbietą II, królową Wielkiej Brytanii, która zainaugurowała  spotkanie, wydając uroczystą kolacją w Pałacu Buckingham. Było to jedno z bardziej wzruszających politycznych wydarzeń, które przejdzie to historii, że względu na dwie okoliczności: brexit, zmianę priorytetów NATO i samą Elżbietę II.

Pośród wielu konferencji, jakie miały miejsce w trakcie szczytu, ta z uczestnictwem Trumpa z Macronem wydaje się być najbardziej płodną. To podczas tej wymiany opinii, Prezydent Stanów Zjednoczonych wspomniał, że w ramach NATO powinniśmy przestać mówić ciągle o jednym kraju (w domyśle – Rosji). Prezydent Francji powracał do tematu terroryzmu, który w ostatnich dniach dotknął  bardzo boleśnie Francję, która straciła 13 swoich żołnierzy w walkach w Mali.

Z naszej tzn. polskiej perspektywy myślę, że spotkania, jakie odbył prezydent Polski Andrzej Duda na szczycie min. z Erdoganem, Trumpem i Marcronem zmusiły go do przeorientowania naszych pozycji w sferze polityki wschodniej. Odbyło się to zapewne nie bez nacisków, ale przecież NATO – to polityka kolektywna, i nie wszystkich stać na indywidualizm.

Niedługo przed szczytem w Londynie Prezydent Macron sugerował Wiktorowi Orbanowi, aby ten wpłynął na Warszawę w sprawie złagodzenia kursu wobec Moskwy. Co prawda Orban odmówił, tłumacząc, że nie zabiera się za rzeczy niemożliwe i nie radzi robić tego żadnemu premierowi, to zmiana taka nastąpiła.

Początek zmiany

Dotychczasowa polityka Polski, prowadzona w ramach NATO, jest droga donikąd, a ciągłe upieranie się o rosyjskim zagrożeniu i określanie Rosji jako jedynego czynnika, grożącego pokojowi w świecie, jest nie tylko błędne, ale przede wszystkim destrukcyjne dla porządku światowego. Dlatego wypowiedzi Dudy na temat Rosji należy przyjąć jako początek zmiany kierunku w polityce zagranicznej, zmiany jakościowej, która musi nastąpić, a szkoda, że następuje tak późno.

Oświadczenie Andrzeja Dudy, nie jest jego autorską inicjatywą, ale nikt nie będzie pamiętał, z czyjego natchnienia było ono wygłoszone, bo zostanie zapamiętany ten, kto jej wygłosił.

Szukać inspiracji można u Prezydenta Erdogana, z którym Duda rozmawiał kilka razy w Londynie, u Prezydenta Trumpa i u Prezydenta Macrona.

Prezydent Duda wierzy w to, co mówi

Słuchając oświadczenia kończącego szczyt, pierwszy raz miałem wrażenie że Prezydent Andrzej Duda wierzy w to, co mówi. Dlatego myślę, że wszystko to, co powiedział, to jest początek czegoś nowego w polskiej polityce zagranicznej, w polskiej polityce wschodniej. A kolejnym krokiem będzie jego pobyt – o ile Rosja zaprosi Polskę – na uroczystości z okazji 75. rocznicy zakończenia wojny na Placu Czerwonym.

Co prawda, nie byliśmy podstawowym krajem, który przyczynił się do pokonania faszystowskich Niemiec, ale byliśmy jednym z tych krajów, którego żołnierze zdobywali Berlin.

Obecność polskiego prezydenta i polskiej kompanii reprezentacyjnej na Placu Czerwonym w 75. rocznicę Zwycięstwa – to spłacenie swego rodzaju długu wobec tych co zginęli za ICH (Związku Radzieckiego) i NASZĄ (Polską) wolność.

Bo „Rosja to jest nasz sąsiad, z którym nie we wszystkich sprawach się zgadzamy, na wiele kwestii mamy inny punkt widzenia i pewne działania ze strony Rosji uważamy za nieakceptowalne. Ale tu nie ma mowy o żadnej wrogości” – podkreślił Prezydent Duda i trudno się z tym nie zgodzić.

„Wrogiem być może można nazwać podmioty o charakterze niepaństwowym, czyli różnego rodzaju organizacje terrorystyczne, które pozwalają sobie na ataki czy to na obywateli państw NATO czy żołnierzy państw NATO … absolutnie nie możemy dziś mówić o jakimkolwiek wrogu na poziomie międzypaństwowym" – dodał w dalszej części.

I na koniec, rzecz najważniejsza z punktu widzenia Polski, o której dobrze, że Prezydent Duda wspomniał: „Z drugiej strony trzeba także rozmawiać, bo Rosja jest sąsiadem, bo Rosja jest partnerem, bo dzisiaj świat to jest także wielkie pole wymiany gospodarczej (…). Nie wolno się zamykać i nie wolno żadnego kraju bezwzględnie izolować. Trzeba stwarzać szanse na to, że relacje uda się poprawić. I taka polityka jest nadal realizowana”.

Nie jestem fanem Prezydenta Dudy, ale jego wypowiedź należy traktować jako oświadczenie w imieniu całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, bo kto inny – jak nie przedstawiciel polski – nadawał się bardziej do wygłoszenia tego rodzaju jakościowej zmiany w stosunki do Rosji.

Wywiad z Andrzejem Dudą na Placu Czerwonym

Miejsce, czas i okoliczności wygłoszenia tego oświadczenia zdają się potwierdzać, że „wolnoamerykanka” w polityce UE i NATO dobiega końca, a lakoniczne końcowe oświadczenie szczytu o „pojawieniu się” Chin i koniecznej walce z terroryzmem, to usatysfakcjonowanie Stanów Zjednoczonych w pierwszym przypadku, a Macrona i Erdogana – w drugim przypadku.

Zwykło się mówić, że „młyny watykańskie wolną mielą”, myślę, że dotyczy to także młynów polityki międzynarodowej, ale redaktor Leonid Swiridow już powinien przygotować się do przeprowadzenia wywiadu z Prezydentem Andrzejem Dudą na Placu Czerwonym, bo gdzie indziej – Prezydent Polski – można lepiej poczuć „ducha Rosji”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kreml skomentował politykę NATO wobec Rosji
Producent Ruptly zatrzymany przed szczytem NATO
Szczyt NATO w Londynie: prezenty, uśmiechy i... protesty
Turcja uważa, że aktualizacja strategii bezpieczeństwa NATO jest nieunikniona
Tagi:
parada zwycięstwa 9 maja, Plac Czerwony, Niemcy, Węgry, Francja, USA, Donald Trump, Viktor Orban, Emmanuel Macron, rusofobia, Rosja, Polska, NATO, Andrzej Duda
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz