21:58 20 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
4012
Subskrybuj nas na

Według śledztwa TVN24 marszałek Senatu Stanisław Karczewski w latach 2006-2015 miał pełnić jako wolontariusz dyżury w szpitalu w Nowym Mieście. Formalnie nie mógł tam pracować, ponieważ pełnił funkcję senatora. Sęk w tym, że mimo to na dyżurach zarabiał i to niemało: w sumie dostał 400 tys. zł.

Wszyscy pamiętają głośne słowa Karczewskiego wypowiedziane do strajkujących lekarzy rezydentów, że pracować w służbie zdrowia należy dla idei. Niestety najwyraźniej sam nie chciał podpisać się pod tymi słowami.

Pracuj dla idei, za 400 tysięcy

W szpitalu w Nowym Miescie nad Pilicą Karczewski pracował od 1981 roku, był chirurgiem. W 2005 roku po raz pierwszy dostał się do Senatu i wziął bezpłatny urlop. Rok później podpisał z ówczesnym dyrektorem umowę w sprawie wolontariatu. Karczewski mógł brać dyżury i pracować w charakterze ordynatora oddziału. Miało to wiele plusów: nie utracił uprawnień do wykonywania zawodu.

W 2009 podpisał kolejne porozumienie, a także umowę o dzieło, zawierająca już regularne stawki za pracę. Jak podaje TVN24 było to: 65 zł za godzinę w niedzielę, święta i w porze nocnej, 50 zł w dni robocze i 15 zł za godzinę „pozostawania w gotowości”. Tak to Karczewski zaczął de facto zarabiać, będąc na bezpłatnym urlopie – magia!

W 2011, po kolejnych wyborach, gdy Karczewski ponownie wszedł do parlamentu, a nawet został wicemarszałkiem izby wyższej, poprosił dyrektora szpitala Tomasza Skurę o to, by mógł dalej korzystać z płatnych dyżurów. Dyrektor jednak odmówił. Karczewski prośbę ponowił, a także stwierdził iż podjął już odpowiednie „czynności na oddziale”. Dyrektor zwrócił się więc o opinię do ministerstwa oraz Głównego Inspektoratu Pracy.

O ile jednak instytucje związane ze służbą zdrowia przedstawiły jednoznaczne stanowisko (tych funkcji łączyć nie wolno), to już Kancelaria Senatu nie była tak kategoryczna. W dwóch opiniach odniosła się wyłącznie do kwestii możliwości odbywania wolontariatu, ale nie wypowiedziała się w kwestii pobierania wynagrodzenia przez posła lub senatora w innym miejscu. Wobec tego dyrektor zmiękł i w grudniu 2011 po raz kolejny podpisał z Karczewskim umowę o dzieło. Ostatecznie polityk dostawał przelewy od marca 2009 do września 2015 r. Dostawał od 3,7 do 11,4 tys. zł na rękę – wpisywał te dochody do oświadczeń majątkowych.

Panie, daj pan spokój

Tomasz Skura tłumaczył dociekliwym dociekliwym dziennikarzom z TVN24, że sytuacja kadrowa w jego szpitalu była wówczas bardzo zła, a on sam nie chciał wchodzić w konflikt z Kancelarią Senatu. Trudno mu się dziwić. A co mówi sam Karczewski?

– Działałem w pełnym przekonaniu, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem.

Kiedy jednak dziennikarze pokazali dokumenty Karczewskiego Państwowej Inspekcji Pracy oraz rzecznikowi Naczelnej Izby Lekarskiej. Oba podmioty stwierdziły, że „ustawa o działalności leczniczej nie dopuszcza wykonywana zawodu lekarza na podstawie umowy o dzieło” podczas bezpłatnego urlopu.

Marszałek Senatu uważa, że postępował zgodnie z przepisami, ponieważ konsultował się z prawnikami z Kancelarii Senatu praz ówczesnym ministrem zdrowia (nieżyjącym już Andrzejem Włodarczykiem z PSL).

Ciąg dalszy tej sprawy prawdopodobnie jeszcze nastąpi. Na razie nie możemy wyjść z podziwu nad przedsiębiorczością polityków PiS.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Nowe standardy żywienia w szpitalach. MZ zapowiada zmiany
Skandal w szpitalu. Ktoś sprzedawał igły od kroplówki znanego piosenkarza
Wałęsa w szpitalu. Publikuje zdjęcie w piżamie – foto
Tagi:
wolontariusz, szpital
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz