17:15 09 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
9491
Subskrybuj nas na

Nikt na Dudę za słowa o Rosji się nie rzucił, ani z PO, ani z PiS. Ci ostatni jako bardziej zdyscyplinowani mogą milczeć, bo Duda to ich człowiek. Wypowiedź senatora PO Borusewicza, który mówi, że zniesienie ruchu przygranicznego z obwodem kaliningradzkim było błędem, należy tym czasem traktować w kategoriach — „lody puściły”.

O poziomie niezrozumienia sygnałów płynących po szczycie NATO zaświadcza także brak zdecydowanych komentarzy w Polsce, które w jakiś sposób objaśniałby przyczyny „przedszczytowej” gorączki.

Przechodząc do porządku dziennego nad zadowolonym Macronem, usatysfakcjonowanym Trumpem i przekonanym Erdoganem, trudno nie zauważyć jakościowej zmiany u Andrzeja Dudy. Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że polski prezydent powiedział to, co powiedział, nie zastanawiając się co mówi.

Wchodząc w polemikę z senatorem Puszkowem

To polskie „cicho sza” brzmi na tyle głośno, że stały komentator polskich spraw, rosyjski senator Aleksiej Puszkow, ograniczył się do stwierdzenia, że „słowa to jeszcze nie polityka”.

Wchodząc w polemikę z senatorem Puszkowem, można odwołać się do Ewangelii św. Jana o Słowie, które było na początku, a przez które wszystko się stało (por. J 1,1.3).

Zostawmy jednak wątek Puszkowa, choć jest on doskonałym przykładem, że londyński szczyt przyniosł owoce, i będą one zdrowe dla międzynarodowych stosunków, choć dziś wszystko wydaje się bardzo tajemnicze.

Wracając do Prezydenta Polski i polskiego podwórka, można zauważyć, że nikt na Dudę się nie rzucił, ani z PO, ani z PiS. Ci ostatni jako bardziej zdyscyplinowani mogą milczeć, bo Duda to ich człowiek. Ale wypowiedź — senatora PO — Borusewicza, który mówi, że zniesienie ruchu przygranicznego z obwodem kaliningradzkim było błędem, należy traktować w kategoriach — „lody puściły”.

„Rosja to jest nasz sąsiad”

Pomnik księcia Józefa Poniatowskiego w Warszawie.
© Sputnik . Krzysztof Żurek
Jeszcze cicho, jeszcze z pewną nieśmiałością, ale chyba wszyscy zaczynają rozumieć, że rusofobiczna histeria, którą nakarmiono naród, powinna zostać złagodzona, bo Duda nie odkrył Ameryki mówiąc: „Rosja to jest nasz sąsiad … Rosja jest partnerem, bo dzisiaj świat to jest także wielkie pole wymiany gospodarczej”.

Główne polskie partie — PO i PiS — nawarzyły piwa i teraz jakoś trzeba naród przekonać do zmiany frontu.

Oczywistym jest, że droga do normalności (nie mówię o miłości), jest długa i wyboista. Zasiać ziarno nienawiści jest łatwo, a polska mentalność zawsze z tego rodzaju ziarna wydawała większe plony, dlatego czeka nas długi proces, a tylko odwaga polityków może go wyraziście skrócić.

Dobrym przykładem jest zachowanie części SLD, szczególnie Czarzastego, który przypominając publicznie o wyzwolicielach Polski w czasie II wojny światowej dodaje wiary w siebie tym, którzy tej oczywistości nie zapomnieli, a którym brakło odwagi i siły woli, aby indywidualnie podjąć się obrony historycznej prawdy.

Warszawa, Polska
© AP Photo / Alik Keplicz
Samokrytycznie muszę przyznać, że pisząc o braku komentarzy dotyczących londyńskiego szczytu NATO mijam się z prawdą, bo takie komentarze były i bardzo często okraszano je licznymi zdjęciami, przy czym dotyczyły one … Melanie Trump, która ponoć swoimi kreacjami przyćmiła pozostałe damy. Wspominam o tym, bo ci sami komentatorzy i komentatorki, nie wiedząc, co napisać po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich, podobnie jak po szczycie NATO - a wiadomo, że zdecydowana ich większość kibicowała Hilary Clinton, oczekiwała ogłoszenia ataku na Rosję – rozpisywali/ły się i wyrażali/ły żal, że tak eleganckiej Pierwszej Damy, jak Michelle Obama, Biały Dom nie będzie miał nigdy. Przeprowadzano wywiady ze stylistkami, które odżegnywały się od współpracy w tym zakresie z Melanią Trump. Rozważano różne bzdury w oczekiwaniu na jakieś wytyczne. I dziś jest podobnie.

Potrzebny jest czas na ochłonięcie i przyjęcie odpowiedniej do sytuacji pozycji. Politycy nadali ton i kierunek.

Przemodelowanie polskiej polityki międzynarodowej jest nieodzowne

Za chwilę „wyjdą” kolejne ustalenia i zapewne tak samo „upublicznione” jak te w Londynie. Jest to nieodzowne i pozostaje tylko kwestią czasu, a ci, którzy oczekują, że umiędzynarodowiony problem ukraiński będzie wieczną dźwignią nacisku na Rosję, są naiwni jak dzieci we mgle.

Ukraina, która w ostatnim czasie była dość ważnym elementem niestabilności w Europie, używając języka Stefana Żeromskiego, „przyjadła się i obmierzła” szczególnie, że wielu polityków nawet jej przychylnych zorientowało się, że ukraińska klasa polityczna, jeśli w ogóle można to nazwać klasą polityczną, nie jest w siłach zarządzać państwem na poziomie cywilizowanych standardów.

Popisy, jakie dają politycy ukraińscy na tak zwanych salonach europejskich, zaświadczają o ich poziomie i przygotowaniu mentalnym do funkcjonowania w zjednoczonej Europie, do której tak bardzo dążą.

Wszelkie badania socjologiczne, w tym prowadzone przez ukraińskie ośrodki, zaświadczają, że Ukraińcy stracili wiarę w swoje państwo i nie wierzą w możliwość samodzielnego wyjścia z sytuacji, której nazwanie patową nie jest żadną przesadą.

Ta niewielka cześć ukraińskiego społeczeństwa, która uczyniła się odpowiedzialną za „ukraiński byt” zachowuje się na tyle odstraszająco, że tylko poprawność polityczna, królująca na salonach Europy, nie pozwala wyprosić ich od stołu.

Zatem, problem ukraiński, który także w polskich warunkach był elementem pozwalającym naciskać na Rosję, zaczyna tracić na wartości i nie dlatego, że Rosja z jakiś tam powodów przestała interesować się Ukrainą, ale dlatego, że sami politycy ukraińscy dezawuują swoje państwo także w oczach Polaków, którzy bardziej — umyślili sobie — szkodzić Rosji, niż pomagać Ukrainie.

Dotychczasowa polityka polskich władz w stosunku do Ukrainy nacechowana była — delikatnie mówiąc — dwuznacznością zmierzającą w kierunku fałszu. Odwrócenie się od polityki przyjaźni w stosunku do Ukrainy — o ile popłynie taki sygnał z Waszyngtonu — nie będzie stanowić dla Polski problemu. Szczególnie, że Polacy nie są stroną w żadnym formacie dotyczącym Ukrainy.

Przemodelowanie polskiej polityki międzynarodowej po ustaleniach londyńskich jest nieodzowne. Doprowadzi to do napięć w łonie PiS i jego koalicjantów, bowiem niektórzy politycy z tych partii zaangażowali się „prywatnie” w partie ukraińskie, szczególnie w te faszyzujące, które będą się domagać „dowodów miłości”.

Zmiana frontu i przyjaźń z Rosją

Przyjmując ilość niewiadomych w Unii Europejskiej i skalę problemów światowych należy zauważyć, że spotkanie w Londynie było przejawem odpowiedzialności ze wszystkich stron.

Może właśnie problemy własne — wewnętrzne — sprawiły, że uczestnicy spotkania zachowali się bardzo odpowiedzialnie i uznali, że do brexitu i wyborów w Wielkiej Brytanii, szykującej się do odejścia Merkel oraz materializującego się impeachmentu Trumpa nie ma co dolewać więcej oliwy. Bo mieszanka jest wystarczająco wybuchowa.

Zrozumiano to także w Polsce, bo w przypadku „nieszczęścia” Trumpa, Duda i PiS stracą amerykańską podporę, a w Europie już nie jest dobrze, więc zmiana frontu i przyjaźń z Rosją może w najbliższej przyszłości bardzo się przydać.

Oczywiście nadal pozostaje w mocy dysonans rosyjsko–amerykański, ale pozostali członkowie NATO zdają się go traktować jako niedotyczący ich obszaru, a z rozwiązaniem którego powinny uporać się strony zainteresowane.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Prezydent Duda oczekuje deklaracji jedności na szczycie NATO
Andrzej Duda przemówił. W NATO nastąpiła „dobra zmiana”
Tagi:
NATO, Polska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz