20:50 03 Czerwiec 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Wypowiedzi Władimira Putina o Polsce i II wojnie światowej (68)
14729
Subskrybuj nas na

Żyjemy w czasach, kiedy każda, nawet najbardziej sensacyjna informacja, szczególnie na temat historii, staje się nieaktualna i nieinteresująca dla mediów już po dwóch lub trzech dniach.

Ale oceny rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, dotyczące niektórych wydarzeń i faktów tuż sprzed wybuchu II wojny światowej, wypowiedziane po raz pierwszy 19 grudnia na konferencji prasowej w Moskwie i rozwinięte w kolejnych przemówieniach 20 i 24 grudnia, wywołały burzę informacyjną i polityczną w Polsce, która szaleje już od kilku dni.

Punktem kulminacyjnym wydarzeń było wezwanie ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Polski 27 grudnia oraz trwające ponad dwie godziny zebranie u prezydenta Andrzeja Dudy na temat rosyjskich ocen historii.

Główny tekst Putina dopiero przed nami

Logiczna jest próba zrozumienia, co się dzieje, podkreślając polityczną i historyczną stronę tych wydarzeń. Jako historyk jestem bliżej myślenia o faktach, wydarzeniach i ich interpretacji, pozostawiając czytelnikom polityczne akcenty aż po oświadczenia Antoniego Macierewicza (byłoby dziwne, gdyby go tu zabrakło), że oświadczenia prezydenta Rosji wydały mu się „publiczną i słowną agresją”.

Dlatego odłożymy na bok owoce bogatej wyobraźni polskich polityków na temat tego, co kryje się za wizją historii Putina i katastroficznych skutków, jakich spodziewa się po tym Polska (zaskakujące, że nikt nie wspominał na razie o przybyciu kosmitów nad Wisłę).

Przypomnijmy historyczny zarys dyskusji, która miała miejsce przed Bożym Narodzeniem. Władimir Putin emocjonalnie i z odniesieniem do źródeł podzielił się wrażeniami z dokumentów, które stały się materiałami przygotowawczymi do jego dużego artykułu na temat historii II wojny światowej, który będzie napisany i opublikowany w najbliższej przyszłości.

Logiczne byłoby poczekać na gotowy tekst na ten temat i spierać się z ostatecznie sformułowaną koncepcją. Ale od razu zauważę pewną charakterystyczną cechę: nikt nie kwestionuje autentyczności dokumentów historycznych, cytowanych przez prezydenta Rosji, ale polscy urzędnicy krytykują Putina za jego poglądy historyczne bardzo ostro i tylko na poziomie retoryki.
Jurij Borisionok
© Sputnik . Евгений Биятов
Jurij Borisionok

W poszukiwaniu stalinowskiej narracji

Nie tylko w komentarzu wiceministra spraw zagranicznych Marcina Przydacza z 27 grudnia, ale także w bardziej szczegółowym oświadczeniu polskiego MSZ z 21 grudnia, pomimo szczerych chęci nie znajdziemy nic innego, jak tylko odwetowe określenie prawd współczesnej polskiej polityki historycznej. Jednocześnie nie ma merytorycznej polemiki z punktem widzenia Putina, został on a priori nazywany „stalinowską narracją dziejową” przez dwóch zastępców szefa polskiego MSZ jednocześnie.

I podczas gdy Przydacz uważa, że w Rosji stara się wprowadzić tę samą narrację do wyobrażeń historycznych „świadomie i agresywnie”, to Szymon Szynkowski vel Sęk nazywa tę narrację „kłamstwem o II wojnie światowej, nikczemną propagandą obrażającą pamięć milionów ofiar totalitaryzmu.”.

Stalinowska narracja historyczna, której kulminacją, jak wiadomo, stał się „Krótki kurs historii KPZR”, opublikowany pod koniec 1938 roku, dziś jest już szczegółowo zbadana, w tym przez rosyjskich historyków. Jednak próby odkrycia tej wersji przeszłości w grudniowych przemowach Władimira Putina w 2019 roku nie przyniosły rezultatu – punkt widzenia prezydenta Rosji odzwierciedla tylko współczesny rozwój rosyjskiej polityki historycznej.

Ponowna ocena poglądów odnosi się bezpośrednio do trudnego okresu w przeddzień II wojny światowej i wydarzeń z lat 1938–1939. Faktem jest, że w epoce PRL, poczynając od czasów Władysława Gomułki, w imię „niezniszczalnej przyjaźni polsko-radzieckiej”, Polska w radzieckiej propagandzie była zwykle przedstawiana jako niewinna ofiara agresji Hitlera, świadomie milcząca o niewygodnych wydarzeniach i faktach dotyczących swojej polityki zagranicznej. I ta inercja rozprzestrzeniła się następnie na wczesną erę poradziecką.

Przy takim podejściu to Wielka Brytania i Francja były wyłącznie winne negatywnemu wynikowi rozmów Moskwy z mocarstwami zachodnimi w 1939 roku. Dokumenty, które w ostatnich latach stały się dostępne dla historyków i ogółu społeczeństwa, wyraźnie wskazują między innymi na znaczny wysiłek francuskiej dyplomacji, aby przekonać polskich sojuszników do złagodzenia ich samobójczej, twardej postawy wobec ewentualnego przepuszczenia Armii Czerwonej w przypadku realnego zagrożenia militarnego.

To stanowisko Ministra Spraw Zagranicznych Józefa Becka było jednym z kluczowych czynników, które doprowadziły w sierpniu 1939 roku do niepowodzenia negocjacji ZSRR z Wielką Brytanią i Francją oraz decyzji władz radzieckich o zaakceptowaniu niemieckich propozycji zawarcia traktatu o nieagresji, podpisanego 23 sierpnia.

Ślady narracji stalinowskiej (i ta rzecz jest bardzo rozpoznawalna, nie można jej pomylić z niczym) są nieoczekiwanie widoczne w tonacji ocen polskich oponentów Putina, często reprezentującej odwołanie do „jedynego słusznego punktu widzenia”, który Stalin lubił forsować w różnych dziedzinach.

Aksjomat z historii

Taki aksjomat z historii znajdujemy 28 grudnia w komentarzach rzecznika prezydenta Polski Błażeja Spychalskiego, który przypomniał przemówienie Andrzeja Dudy z 1 września w Warszawie, w którym wyraźnie podkreślono, że II wojnę światową „rozpoczął tandem rosyjsko-niemiecki” – właśnie w tej kolejności, którą też znajdujemy w skrytykowanej przez Putina rezolucji Parlamentu Europejskiego z 19 września w sprawie „Znaczenia europejskiej pamięci historycznej dla przyszłości Europy”, która ma „dokonać jednoznacznej i fundamentalnej oceny zbrodni i aktów agresji, za którymi stał totalitarny reżim komunistyczny i nazistowski”. Zwróćmy uwagę, że wicepremier Jarosław Gowin w Twitterze wyraźnie nazywa tę rezolucję „sukcesem polskiej polityki historycznej”.

Powróćmy do Spychalskiego. W jego prezentacji poglądów prezydenta Dudy, „gdyby nie porozumienie, pakt Ribbentrop-Mołotow, to pewnie II wojna światowa albo nigdy by się nie zaczęła, albo nie zaczęłaby się 1 września 1939 r.”. Hitler i tak zaatakowałby Polskę, nawet bez porozumienia z ZSRR – plany te pozostały niezmienione od wiosny 1939 roku, odkąd Berlin wypowiedział pakt o nieagresji z Polską.

Brak podpisania paktu nie oznaczałby wojny 1 września, ale około 20 sierpnia, czego dowodem jest przekroczenie polskiej granicy w tym czasie przez niektóre jednostki niemieckie na terenie byłej granicy z Czechosłowacją, które nie otrzymały na czas rozkazu anulowania ofensywy. I nie ma powodu, aby sądzić, że tragiczny wynik konfrontacji z Hitlerem dla Polski byłby inny, jeśli nie byłoby porozumienia z ZSRR, w tym stanowiska Wielkiej Brytanii i Francji.

Ten niewielki przykład wyraźnie pokazuje, że podejście do historii przy użyciu narracji aksjomatycznej, dla wygody zwanej stalinowską, w celu odpowiedniej oceny tak złożonej epoki historycznej, jak przeddzień II wojny światowej, jest bardzo słabe. Bardziej konstruktywne jest zastępowanie aksjomatów twierdzeniami, które należy zweryfikować metodami podlegającymi naukom historycznym.

Wyzwolenie Warszawy. Radzieccy żołnierze oraz żołnierz Wojska Polskiego z polską flagą.
© Sputnik . Anatolij Morozow
Ale w rzeczywistej praktyce politycznej w grudniu 2019 roku wszystko okazało się prostsze. Marcin Przydacz zapewnia:„Gotowi jesteśmy tłumaczyć dyplomatom prawdę historyczną tak długo, jak będzie trzeba. Do czasu, kiedy pogodzą się z tym, że świat nie zapomni paktu Ribbentrop–Mołotow i parady sowiecko-hitlerowskiej w Brześciu”.

Ale sam pakt i jego historia wraz z tajnymi protokołami, a także wspomniana parada zostały szczegółowo wyjaśnione już dawno i w różnych źródłach dokumentalnych, a w szczególności w rosyjskiej nauce historycznej. I logiczne jest, aby świat nie zapomniał również wypowiedzi ambasadora Lipskiego, nieprawdaż?

Czy Lipski to powiedział?

Szczególne oburzenie w Polsce wzbudziła ostra ocena dyskusji, prowadzonych przez przedwojenne polskie władze podczas negocjacji z Hitlerem na temat planów rozwiązania kwestii żydowskiej. Zwracam uwagę, że w przeciwieństwie do ocen wydarzeń z sierpnia 1939 roku, nie mówimy o wykorzystaniu niedawno odtajnionych źródeł archiwalnych. Niektóre z cytowanych dokumentów są znane od dawna, w tym raport ambasadora w Berlinie Józefa Lipskiego dla ministra Becka z 20 września 1938 roku, po raz pierwszy opublikowany w rosyjskim tłumaczeniu w Moskwie w 1948 roku w pierwszym tomie publikacji „Dokumenty i materiały z okresu przed II wojną światową” (S. 208 – 216) z opisem rozmowy między Lipskim a Hitlerem z tego samego dnia.

Należy podkreślić, że oprócz szeroko znanego obecnie antysemickiego zdania o budowie pomnika Hitlera w Warszawie, istnieją wyraźne oznaki koordynacji działań między Niemcami, Polską i Węgrami z akcentem antyradzieckim. Lipski pisze:

W odniesieniu do żądań węgierskich wyraźnie wyróżniłem kwestię Rusi Zakarpackiej, podkreślając strategiczny moment w stosunku do Rosji, propagandę komunistyczną prowadzoną na tym terytorium itp. Odniosłem wrażenie, że kanclerz [Hitler] był bardzo zainteresowany tym problemem, zwłaszcza gdy powiedziałem mu, że długość granicy polsko-rumuńskiej jest stosunkowo niewielka i że dzięki wspólnej granicy polsko-węgierskiej przez Ruś Zakarpacką stworzymy silniejszą barierę przeciwko Rosji.

Oznacza to, że zniszczenie Czechosłowacji nie było celem samym w sobie, najważniejsze było stworzenie „silniejszej bariery przeciwko Rosji”. Hitler podczas spotkania z Lipskim 20 września „upierał się, że Polska jest głównym czynnikiem chroniącym Europę przed Rosją”.

Nie mniej charakterystyczne są dwa pierwsze, główne punkty instrukcji Beka dla Lipskiego na spotkanie z Hitlerem, przekazane poprzedniego dnia, 19 września 1938 roku: „Proszę o przestrzeganie następujących dyrektyw w rozmowie z kanclerzem Rzeszy: 1. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że dzięki pozycji, jaką zajął, sparaliżował możliwość interwencji Sowietów w kwestii czeskiej w najszerszym sensie... Manewry przeprowadzone przez nas na Wołyniu były przez Moskwę uznane za ostrzeżenie. 2. Polska uważa ingerencję Sowietów w sprawy europejskie za niedopuszczalną”.

Chodzi o to, że Polska we wrześniu 1938 roku była sytuacyjnym sojusznikiem Niemiec nie tylko przeciwko Czechosłowacji, jak się zwykle uważa, ale także przeciwko ZSRR i jego wpływowi na sprawy europejskie w jakiejkolwiek formie. Dodajmy do tego, że korespondencję między Beckiem a Lipskim, biorąc pod uwagę ówczesne możliwości wywiadu radzieckiego i niemieckiego, czytali nie tylko ci dwaj polscy dyplomaci. Moskwa miała okazję po raz kolejny przekonać się o koordynacji działań między tymi dwoma krajami, a w Berlinie – o wiarygodności (w tym czasie) oczekiwań i obliczeń dotyczących kontynuacji powyższego sojuszu sytuacyjnego.

A oto punkt, który wywołał szczególne oburzenie Władimira Putina: Hitler „doszedł do myśli o rozwiązaniu problemu żydowskiego, poprzez emigrację do kolonii w porozumieniu z Polską, Węgrami, a może i Rumunią (tutaj odpowiedziałem, że jeśli uda się to rozwiązać, to postawimy mu cudowny pomnik w Warszawie)”.

Podobny pomysł Hitler przedstawił w rozmowie z ministrem Józefem Beckiem 5 stycznia 1939 roku, a Putin zacytował go z niemieckiego zapisu autorstwa pułkownika Schmidta, opublikowanego po raz pierwszy także w języku rosyjskim dość dawno, w 1971 roku. Komentatorzy są skłonni dopatrzeć się tu śladów polsko-francuskich planów przesiedlenia ludności żydowskiej na wyspę Madagaskar – ale słowa Lipskiego wyraźnie wskazują, że Hitler, w przypadku udanej koordynacji rozczłonkowania Czechosłowacji, budował swój własny projekt na przyszłość, który nie oznaczał pełnego udziału Francji.

Polityka uspokojenia mogłaby być kontynuowana przez dostarczenie przez Francję jej kolonii dla tego projektu, który, jeśli zostałby wdrożony, mógł naprawdę prowadzić do wielu ofiar – trudne warunki klimatyczne dla Europejczyków na Madagaskarze, w połączeniu ze słabo rozwiniętą infrastrukturą, jednoznacznie implikują przeniesienie do miejsc, które trudno nazwać rekreacyjnymi.

Niestety, ambasador Lipski powiedział to wszystko, o czym świadczą dokumenty od dawna znane historykom. Po prostu nie było niewinnych polityków i krajów w przedwojennej Europie lat 1938–1939 i o tym trzeba pamiętać, nie wypierając niewygodnych fragmentów z historii ze względu na aktualną politykę.

Zakończymy optymistyczną nutą. Czasami w Polsce słychać i głosy o nieco innym tonie. W „Gazecie Wyborczej” pierwszy zastępca redaktora naczelnego Jarosław Kurski powiedział, że w istocie Władimir Putin robi to samo, co PiS – a mianowicie prowadzi politykę historyczną. To prawda. W końcu każde państwo ma swoją własną politykę historyczną i można protestować przeciwko tej niewzruszonej prawdzie ile wlezie, ale wpłynięcie na inaczej myślącego sąsiada jest skrajnie trudne, jeśli nie niemożliwe.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wypowiedzi Władimira Putina o Polsce i II wojnie światowej (68)

Zobacz również:

Dlaczego Andrzej Duda nie odpowiada Putinowi?
Niemiecki ambasador w Polsce reaguje na słowa Putina
Polscy politycy mają pretensje do Putina. Rosjanie komentują
Mosbacher: „Drogi Prezydencie Putin...”
Morawiecki skomentował wypowiedź Putina
Tagi:
faszyzm, Niemcy, ZSRR, wypowiedź, II wojna światowa, Polska, Rosja, Władimir Putin
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz