06:32 23 Styczeń 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Zaognienie konfliktu między USA i Iranem po zabójstwie generała Sulejmaniego (60)
6711
Subskrybuj nas na

Z całego świata płyną głosy oburzenia po zamordowaniu w Iraku gen. Sulejmaniego. Kolejne instytucje międzynarodowe zwołują swoje pilne posiedzenia, kolejni aktorzy sceny politycznej zabierają głos. Wydaje się, że napięcie w regionie i na świecie może narastać nadzwyczaj szybko.

Najnowsza historia świata zna wiele przypadków „zabójstw na zlecenie”, także na najwyższym szczeblu, ale chyba po raz pierwszy odbyło się to w taki otwarty sposób. Czy jesteśmy świadkami końca znanych nam metod kształtowania stosunków międzynarodowych? Czy wydarzenia w Iraku to tylko zwiastun tego co nas czeka? Czy to jeszcze cywilizowany świat?

Nowa jakość?

Aby zrozumieć czym różni się zabójstwo gen. Sulejmaniego od innych tego typu wydarzeń, warto zauważyć okoliczności towarzyszące całej aferze. Po pierwsze Islamska Republika Iranu i Stany Zjednoczone Ameryki nie są w stanie wojny. Utrzymują napięte, ale jednak standardowe stosunki dyplomatyczne. Pomimo wieloletniego sporu nie doszło między nimi do jakiegokolwiek aktu wypowiedzenia wojny. Ambasady obu państw pracują u siebie nawzajem.

Dowódca elitarnej jednostki specjalnej w strukturze irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej generał major Kasem Sulejmani
© AP Photo / Office of the Iranian Supreme Leader
Po drugie w zamachu ginie jeden z wyższych dowódców irańskich sił zbrojnych, sprawców zamachu się nie „domyślamy” lub na ten temat spekulujemy, ale za pomocą portalu społecznościowego o tychże informuje nas Prezydent Stanów Zjednoczonych. Co ważne, robi to w tonie chwalebno-zwycięskim. Ogłasza światu wszem i wobec, że polecił zlikwidować człowieka, którego arbitralnie uznał za zagrożenie.

Po trzecie cała akcja ma miejsce na terenie państwa trzeciego, do którego być może gen. Sulejmani przybył na zaproszenie oficjeli… USA (choć to jest informacja niepotwierdzona), państwa które kilkanaście lat temu zostało rzekomo przez Amerykanów wyzwolone od złowieszczej dyktatury. Państwa, które przecież przynajmniej formalnie dysponuje własnymi siłami bezpieczeństwa. Z podanych trzech powodów mamy do czynienia z zupełnym precedensem.

Jak było?

Od czasów Rewolucji Francuskiej świat ukształtował się jako teren zarządzany przez różne państwa. Większe lub mniejsze, silniejsze lub słabsze, ale to one były (?) jego podmiotami. Zawierały między sobą umowy, porozumienia, sojusze, wstępowały w stan wojny w przypadku sporów, których nie mogły lub nie chciały rozstrzygnąć na pokojowym gruncie.

Było jednak oczywiste, bo wynika to przecież z samej definicji państwa, że na własnym terytorium mają monopol na stosowanie przemocy, a przemoc obcego państwa jest uznawana za agresję.

Owszem, takimi metodami posługiwały się służby specjalne, ale przecież – co również jasne – nie w sposób oficjalny. Gdy dokonywały one jakiegoś zamachu, nie mówił o tym tego samego dnia na konferencji prasowej ich szef. Państwa wzajemnie się uznające przyjmowały w każdym razie określone metody postępowania wobec siebie. Gdy przykładowo spierają się ze sobą premier Wielkiej Brytanii i prezydent Francji, to nikt w Paryżu nie porwie brytyjskiego przywódcy i na odwrót.

Żaden rządzący żadnego państwa nie zleca zabójstwa urzędnika kraju drugiego, choćby nie wiadomo jak były napięte stosunki między nimi. Wyjątkiem jest czas wojny, gdy środkiem dyplomacji stają się siły zbrojne. Temu służyły dotychczas wszelkie konwencje, podpisywane przez wszystkie poważne państwa na świecie.

A kiedy się skończyło?

Historia to nigdy nie jest coś co możemy wskazać od linijki, niemniej i w niej każdy proces ma swój początek i koniec.

Gdybyśmy mieli wskazać pierwsze oznaki wyżej opisanej „nowej jakości” to należałoby cofnąć się do początków tzw. Arabskiej Wiosny, gdy bez wypowiedzenia wojny wojska amerykańskie podejmowały się bombardowań w kolejnych krajach.

Już w agresji na Libię było to widoczne, ale bardziej dobitnie mieliśmy okazję to zauważyć przy okazji wojny w Syrii, a konkretnie gdy na prośbę rządu Syryjskiej Republiki Arabskiej, do akcji wkroczyły sojusznicze wojska rosyjskie. Tzw. „wolny świat” podniósł wówczas larum o „eskalacji konfliktu”, nie zważając na to, że na terenie wspomnianego państwa operuje US Army. Jakim prawem? Oczywiście żadnym. Stany Zjednoczone nie wypowiedziały Syrii wojny, nie przestawały formalnie uznawać rządów Baszara Al-Assada, ani Syrii jako państwa, nie miały też zezwolenia władz tego państwa, a jednak podejmowały się bombardowań.

Za wygodny pretekst służyło Państwo Islamskie, ale ono zostało ogłoszone na terenach Syrii i Iraku, a nie Kalifornii! Świat nie reagował, dając Ameryce przyzwolenie na takie metody, więc dlaczego nie iść dalej? Długo nie trzeba było czekać – tym razem już w otwarcie gangsterski sposób, najwyższe władze światowej potęgi dokonują ataku rakietowego na terenie obcego państwa celem zabicia przedstawiciela innego, bynajmniej niepozbawionego znaczenia, państwa. I ogłaszają sukces. Donald Trump w sposób prostacki, ale niezwykle symboliczny pokazuje „nam wolno więcej”.

Co z nami będzie?

Konformiści wszystkich krajów żyją oczywiście przekonaniem, że to ich nie dotyczy, tylko „jakiś tam ludzi na Bliskim Wschodzie”. Ale skoro nie ma zdecydowanej reakcji świata zachodniego (a może jakieś sankcje?) to kto będzie następny?

Stany Zjednoczone posiadają swoje wojska w niemal każdej części ziemskiego globu. Skąd gwarancja, że nie zdecydują się uderzyć rakietą w jakiegoś niewygodnego polityka także w Europie?

A jeśli w Polsce pojawi się ktoś, kto zechce uwolnić Rzeczpospolitą od coraz cięższego amerykańskiego parasola? Śmierć generała Sulejmaniego może się okazać nie tylko tragedią dla jego rodziny czy państwa irańskiego, ale też śmiercią świata który znamy. Ot, kolejna nowinka prosto zza oceanu…

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Zaognienie konfliktu między USA i Iranem po zabójstwie generała Sulejmaniego (60)

Zobacz również:

Iran: USA odcięły nam rękę, my odetniemy im nogę
Iran: NATO „usprawiedliwia” zabójstwo Sulejmaniego
Zabójstwo irańskiego generała obnaża słabość USA
Polska w kryzysie, a szef Kancelarii Prezydenta zmienia pracę?
Ambasador Iranu w Polsce: Oczekujemy, ze żaden kraj nie stanie u boku USA przeciwko nam – wideo
Tagi:
stosunki dyplomatyczne, dyplomacja, polityka, Donald Trump, USA, Iran
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz