16:56 29 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
3220
Subskrybuj nas na

Bożena Sławiak to była posłanka Platformy. W Sejmie zasiadała dwie kadencje, dokładnie w latach 2007-2015. Teraz dorabia za zachodnią granicą, opiekując się starszą osobą. Była zmuszona dorobić do emerytury, jak większość Polaków.

Przynajmniej nikt jej nie zarzuci, że nie zna życia przeciętnego zjadacza chleba. O byłej posłance na saksach trąbią od rana wszystkie ogólnopolskie media, kiedy to pierwszy temat rzucił w eter „Fakt”.

Zobaczyła „prawdziwe” życie

„Po powrocie do rodzinnego Sulęcina (województwo lubuskie – red.) była posłanka została sama, z emeryturą 1600 zł” – czytamy. Sławiak jako posłanka cieszyła się pensją rzędu 8-9 tys. zł. Kiedy odeszła z Sejmu, przeskok musiał być dramatyczny.

„Szybko doszłam do wniosku, że jeśli chcę godnie żyć, muszę gdzieś dorobić” – powiedziała była posłanka „Faktowi”. „Praca raz była cięższa, raz lżejsza, zależało to od stanu pacjentki. Nie było łatwo, jednak w końcu znalazłam niemiecką rodzinę, u której pracuję już cztery lata”.

Znak drogowy na tle flag UE
© AP Photo / Virginia Mayo
Okazuje się, że Sławiak dorabia, opiekując się osobami starszymi. Z zawodu jest pedagogiem. Twierdzi, że obecni pracodawcy traktują ją jak członka rodziny. „Mam tu pokój dla siebie, z telewizorem i internetem. Ta praca daje mi dużo satysfakcji” – powiedziała dziennikarzom. Twierdzi, że nie chce już wracać do polityki. W 2014 roku przegrała wybory na burmistrza Sulęcina z własnym zięciem – i tak polityka stała się kością niezgody.

Portale informacyjne odnotowują z satysfakcją, że była posłanka wreszcie poznała, jak i za ile żyje większość Polaków.

Platforma jest bowiem oskarżana od lat o oderwanie od rzeczywistości i kreowanie politycznych elit, które dawno już zapomniały, jak to jest podróżować transportem publicznym. Z drugiej strony przykład Sławiak także wskazuje na to, że partia nieszczególnie chyba jest zainteresowana tym, aby wspierać swoich byłych parlamentarzystów.

Przeżyć za 9 tysięcy

W ostatnich miesiącach z krytyką spotkała się wypowiedź posła Lewicy Marcina Kulaska, który oświadczył, że trudno mu będzie utrzymać się w Warszawie za około 9 tysięcy złotych, przy założeniu, że w hotelu sejmowym nie ma urządzonej kuchni, a jedynie czajnik na wyposażeniu pokoju.

Swoją kalkulację poseł wywiódł z faktu, że śniadania będzie musiał zjadać każdego dnia na mieście.

Takie wypowiedzi, podobnie jak osławiona kwestia Jarosława Gowina: „8 tysięcy na rękę” w dużym mieście to nie są wysokie zarobki”. W 2018 roku ten sam polityk w Radiu ZET narzekał, że nie starcza mu do pierwszego i apelował, by podnieść posłom płace. Później przepraszał.

I chociaż obie te wypowiedzi miały bardzo specyficzny kontekst (w pierwszej Gowin miał na myśli zarobki w obliczu podniesienia składek dla ZUS na jednoosobowej działalności, w drugiej – wspominał o tym, iż jako poseł utrzymywał se swojej wypłaty rodzinę), tego typu stwierdzenia nigdy nie są przez Polaków odbierane pozytywnie. Większość obywateli zarabia równowartość pensji minimalnej lub niewiele więcej.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Morawiecki o czwartkowym głosowaniu w Sejmie: Wydarzyło się coś bardzo ważnego
Korwin: Sejm nie powinien zajmować się wypowiedzią Putina
Rząd bojkotuje Komisję Wenecką?
Ruszył proces Grażyny F. To ona wywiozła chorego pracownika do lasu
Wielka Orkiestra gra pomimo zeszłorocznej tragedii
Tagi:
PO, opieka, Niemcy, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz