08:41 20 Luty 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
12571
Subskrybuj nas na

Rocznice wyzwalania kolejnych miast polskich w 1944 i 1945 roku przez Armię Czerwoną i Ludowe Wojsko Polskie generują ostatnio nieprawdopodobne emocje w sporze historycznym, który – nie ma co ukrywać – przekłada się na trudności w stosunkach politycznych między Polską, a Rosją.

Należy jednak uzmysłowić sobie, że konflikt ten nie jest tylko sporem o rolę Armii Czerwonej w ocaleniu narodu polskiego od zagłady, ale walką o rząd dusz, potencjalną awangardę w realizacji planu odcięcia Federacji Rosyjskiej od Europy.

Odczłowieczanie

To oczywiście prawda, że czerwonoarmiści budzą w Polsce dwuznaczne skojarzenia i trudno żeby było inaczej. Lata 1939-1941 to jednak okres represji wobec polskiej ludności na zajętych ziemiach II Rzeczpospolitej, w tym zbrodnia katyńska.

Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej optyka się jednak zmieniła i tak naprawdę Armia Czerwona była dla Polaków jedyną nadzieją na przetrwanie tej straszliwej wojny.

A jednak taka, wydawałoby się – umiarkowana narracja, jest dzisiaj traktowana na równi z zaprzaństwem wobec narodu. Nie o to bowiem chodzi jak było, ale o to jak większość Polaków ma myśleć że było. Bez trudu możemy zauważyć przecież, że rok po roku ruguje się z podręczników do historii i także z przestrzeni publicznej jakiekolwiek pozytywne odwołania do polsko-rosyjskiej wspólnoty. Co więcej, misja ta okazuje się być aż tak ważna, że wg jej wyznawców warto niszczyć nawet typowo polskie miejsca pamięci (pomnik Berlinga, orły białe bez korony na szkołach z okazji 1000-lecia Państwa Polskiego) byle tylko przy okazji usunąć to co z Rosją może się jakkolwiek dobrze kojarzyć. I jasne, mówi się nam, że chodzi o „prawdę”, ale w rzeczywistości klucz tkwi we wstępie do dehumanizacji Rosjan w oczach Polaków. To stara taktyka, stosowana niegdyś przez hitlerowców wobec Żydów – najpierw zniszczyć pozytywne opinie, potem przedstawić jako nieludzi/podludzi, a na końcu wezwać do ich unicestwienia. Właśnie jesteśmy na drugim etapie.

Niemiecka wersja historii

Przy takich okazjach zawsze warto jest przeprowadzić krytykę źródła. Odmawiający uczestnictwa  w uroczystościach rocznicowych m. st. Warszawy, Prezydent Rafał Trzaskowski wywodzi się przecież z formacji, która jest głównym reprezentantem interesów niemieckich w Polsce.

Wg słów Pawła Piskorskiego (nie mylić z Mateuszem, to zbieżność nazwisk) jej poprzednie wcielenia były sowicie finansowanie właśnie przez różnego rodzaju instytucje z RFN. Donald Tusk, dzięki niemieckiemu poparciu został najpierw szefem Rady Europejskiej, a teraz szefem Europejskiej Partii Ludowej, gdzie przecież najpotężniejsze są niemieckie CDU i CSU. Podczas sprawowania funkcji Ministra Spraw Zagranicznych RP, Radosław Sikorski zasłynął z kolei wezwaniem Berlina do większej aktywności w Europie i świecie. Przykładów tego rodzaju działań można podawać jeszcze mnóstwo. I z tego punktu widzenia naprawdę nie powinniśmy się dziwić, że politycy Platformy Obywatelskiej oponują przeciwko nazywaniu wysiłku naszych i radzieckich żołnierzy „wyzwoleniem”. No przecież dla Niemców to z pewnością była tragedia!

Antykomunizm = antypolonizm

Problem jest jednak dużo szerszy i nie można go ograniczać do jednej formacji politycznej. Na tą całą piosenkę o „drugiej okupacji” nabiera się przecież niemal cała prawica, w tym zwłaszcza jej bardziej zdecydowane nurty żywiące się antykomunizmem. O ile partii rządzącej jest on potrzebny do uzasadniania kolejnych podłości czynionych własnym obywatelom, o tyle skrajna prawica jest po prostu wychowana na kulcie różnego rodzaju łajdaków w typie gen. Francisco Franco czy gen. Augusto Pinocheta, którzy wprawdzie niczego wielkiego nie osiągnęli, ale „pokonali komunę”. Tak też i u nas szuka się podobnych wzorów, a o to nieco trudniej, bo Marszałek Piłsudski komunistów zamykał… w celi razem z narodowcami, a Polska Ludowa zupełnie sprawnie radziła sobie z oporem tzw. żołnierzy wyklętych.

Szczepionka antykomunizmu bywa zresztą na tyle silna, że narodowcy są w stanie przełykać kolejne upokorzenia wobec własnego narodu, jeśli tylko są one antykomunizmem uzasadniane.

Można by rzecz „lepiej by Polski w ogóle nie było, niż żeby była socjalistyczna” – to chyba nieoficjalne motto radykalnej prawicy. Ale jak inaczej podsumować wrzeszczące „raz sierpem, raz młotem…”
tłumy, które (nie)świadomie negują status polskiej własności czy polskość Ziem Odzyskanych? Tych, którzy wychwalają zdradziecki czyn płk. Kuklińskiego, wydającego własne wojsko i własny naród na pastwę wrogich wówczas Amerykanów?

Pięknoduchy z Londynu

Rak antykomunizmu wzmacniany nowotworem rusofobii rozprzestrzenia się dość szybko i przenika kolejne organy Państwa Polskiego.

Okazuje się, że dotarł również na lewicę gdzie ostatnio świętuje się już nawet rocznicę… upadku ZSRR i również powtarza narrację o „drugiej okupacji” po 1945 roku. Mniejsza o to czy to zwyczajny polityczny oportunizm, tchórzostwo czy jakaś forma korupcji, a może zwykła głupota – ale jeżeli polska lewica chce potępić PRL to musi tym samym potępić życiorysy znakomitej większości własnych twórców. Musi potępić Reformę Rolną PKWN, musi potępić brak bezrobocia, a w końcu otwarcie stanąć obok kontrrewolucyjnych reform Balcerowicza. Tylko czym wtedy będzie odróżniać się od prawicy? Tym, że nie chodzi do kościoła i popiera związki tej samej płci? Jak widać nawet tutaj nie ma potencjału do odrzucenia propagandy podżegaczy wojennych. Obecnie na lewicy trwa moda na odwoływanie się do tych nurtów ideowych, które nigdy niczym nie rządziły, więc za nic nie mogą odpowiadać, jak emigracyjna PPS albo pomordowani w czasach zaborów rewolucjoniści. Obrzydliwy konformizm każe socjaldemokratom rezygnować z ochrony pamięci o opluwanych partyzantach Armii Ludowej, bo ci przecież po wojnie tworzyli zręby socjalistycznego państwa.

Nadzieja w narodzie

A jednak nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać. Polacy to naród przekorny i jak politycy powtarzają coś jak mantrę, to Polak w końcu zaczyna się zastanawiać czy to czasem nie jakieś wielkie kłamstwo.

Być może dlatego mnóstwo rodaków obejrzało w internecie moskiewską salwę na cześć wyzwolicieli Warszawy, być może też dlatego mieszkańcy stolicy wzięli udział w nieoficjalnych obchodach minionej rocznicy.

I być może dlatego cmentarze żołnierzy Armii Czerwonej w Polsce są ciągle pełne kwiatów i zniczy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Morawiecki swoje, a Korwin-Mikke – swoje
Rosyjski historyk: Antyrosyjskie nastawienie Morawieckiego jest nie do przyjęcia
Konrad Rękas: „Putin twarzą polskiej polityki historycznej - takiej, jaką być powinna”
Duda wciąż mocny w sondażach. Jednak poniżej 40 proc.
Putin przemówił. Czy warto było rozdzierać szaty?
Tagi:
historia, II wojna światowa, stosunki polsko-rosyjskie, stosunki, ZSRR, Rosja, Polska, Wojsko Polskie, Armia Czerwona
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz