20:22 20 Luty 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
53220
Subskrybuj nas na

W ostatnich dniach zdolności analityczne Europy Wschodniej ostro skoncentrowały się na kwestii, jak właściwie komunikować się z Rosją.

Po pierwsze, analitycy aktywnie podsumowują spotkanie prezydentów Rosji i Białorusi w Soczi oraz sporządzają prognozy. Po drugie, w Polsce rozgorzała dyskusja na temat Rosji, w której były prezydent Lech Wałęsa nagle stał się bardziej aktywny.

Tok myślenia wschodnioeuropejskich analityków biegnie mniej więcej w tym kierunku: wydaje się, że Rosja przestała „wymieniać ropę naftową na przyjaźń”. Czyli koniec z przyjaźnią.

Klinicznym przykładem takiej analizy jest artykuł w ukraińskim czasopiśmie biznesowym „Kapitał”. Publikacja przypomina, jak ściśle białoruska gospodarka jest powiązana z rosyjską („ponad 40% białoruskiego eksportu trafia do Rosji. Niektóre branże, tj. mięsna, mleczarska i budowy maszyn, są niemal całkowicie od niego uzależnione”).

Następnie wyciąga ciekawy wniosek: „Dialog na temat map drogowych dotyczących integracji jest albo nieaktualny, albo odłożony na czas nieokreślony. Bez tańszej ropy i gazu cały proces traci znaczenie dla Mińska”.

Oznacza to, że Mińsk jest tak gospodarczo zależny od Moskwy, że bez ustępstw ze strony rosyjskiej integracja nie ma dla niego sensu. Należy zapamiętać tę logikę.

Tymczasem w Polsce…

W kraju nad Wisłą też rozwinęło się na temat Rosji coś na kształt dyskusji. Najwyraźniej bodziec dał jej prezydent Francji Emmanuel Macron, który niedawno odwiedził Warszawę. Rytualnie poparł Polskę w jej historycznej konfrontacji ze wschodnim sąsiadem, a następnie dodał, że „dystansowanie Europy od jej części, Rosji, jest wielkim błędem”. Należy jednak szukać wspólnego języka i tak dalej.

Oznacza to, że takie jest stanowisko „starej Europy”: ostra konfrontacja z Rosją nie jest teraz potrzebna.

I polscy politycy spróbowali zmniejszyć napięcie – jednak nie do końca umiejętnie. Wystarczyło, na przykład, aby szef MSZ Polski powiedział, że „historyczny spór z Rosją odnośnie wydarzeń II wojny światowej został już wygrany” i „nadszedł czas na unormowanie sąsiedzkich stosunków”, tymczasem jego zastępca dodał, że Polska ma prawo żądać od Rosji reparacji za szkody wyrządzone podczas II wojny światowej.

Równolegle, jak już wspomniano, do dyskusji włączył się były prezydent Wałęsa, który już nie jest tak wpływowy, ale wyraźnie nie pozostawia nadziei na odzyskanie autorytetu – a przed weekendem wyszedł nawet w rosyjską przestrzeń medialną.

W wywiadzie dla publikacji „Sobesednik” Wałęsa powiedział, że:

  1.  chciałby przyjechać do Moskwy 9 maja;
  2. trzeba polepszyć relacje miedzy Polską a Rosją;
  3. tak, Polska promowała w Parlamencie Europejskim i przyjęła u siebie uchwałę, że Związek Radziecki jest odpowiedzialny za wybuch II wojny światowej. Ale Rosja powinna wyjść naprzeciw, powołać kilka komisji ds. pojednania z Polską itp.;
  4. „Jak Putin z tym wyjdzie, to ja, mimo że jestem emerytem, wymuszę na Polsce, aby przyjęła propozycję Putina”.

Za miłość trzeba płacić!

A teraz – najciekawsze. Jest coś, co łączy podejście Lecha Wałęsy, ukraińskich megaanalityków i całej plejady europejskich postaci w zakresie postrzegania Rosji. Powszechna żelazna pewność: sens wszelkich relacji z Rosją polega na tym, aby Rosja coś dała i poszła na ustępstwa. Żadnego z rosyjskich partnerów nie interesują inne relacje z tym krajem, jak wybijanie ulg i prezentów.

Po prostu jastrzębie kierują się przyzwyczajeniem wynikającym z dogmatu z lat 90. XX wieku: Rosja została pokonana raz i na zawsze, Rosja tylko wydaje się silna, a w rzeczywistości zaraz się rozpadnie, pisał o tym dosłownie wczoraj „The Times”. Rosja nie chce dać nam miliarda? Będziemy domagać się dwóch. A potem czterech, a potem ośmiu – i pewnego dnia, gdy się rozpadnie, odda nam wszystko.

A „gołębie” są „realistami” i zachowują się mniej więcej jak Wałęsa. Czyli wierzą, że Rosja odda i pójdzie na ustępstwa, jeśli powie się jej kilka miłych słów. Na przykład, że jest duża. Lub że jest silna. Lub że jest częścią Europy – dlatego nam, Europejczykom, jest potrzebny wspólny język.

A oto najbardziej uderzająca rzecz.

Nawet gdy widzą, że Rosja nie poddaje się już presji i nie płaci za miłość, nie mogą tego zaakceptować. Nie mieści się to w ich wizji świata. Jak to? Przecież jeśli nie będzie płacić nam za miłość, przestaniemy mówić jej miłe słówka.

Czy naprawdę zdecyduje się na to? Czy naprawdę nie obchodzi jej to, co o niej myślimy?

Istnieją podstawy by sądzić, że gdy do partnerów dotrze prawda, że Rosji jest faktycznie wszystko jedno – nie wierzy im i nie boi się – będzie to prawdziwy szok i otrzeźwienie.

Ale trzeba będzie na to jeszcze poczekać.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Hardcorowy oportunista o II wojnie światowej
Media: Wisła przeszkodzi USA w zwycięstwie w wojnie z Rosją?
Pieniądze wyniesione z CBA poszły na hazard?
Szefowie MSZ Polski i Rosji spotkają się w Smoleńsku?
Łukaszenka: Białoruś jest jak Szwajcaria Europy Wschodniej
Tagi:
stosunki polsko-rosyjskie, Europa, stosunki, Lech Wałęsa, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz