13:38 03 Kwiecień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
204513
Subskrybuj nas na

„Totalna opozycja en général jest efektem działania wroga. Wcale nie kłóci się z rządem o pryncypia, demokrację, czy choćby władzę. Kłóci się, bo Ruskie ją podpuszczają. Wszyscy, którzy dezorientują i relatywizują, działają na polecenie Kremla, nawet jak tego nie wiedzą”.

„Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego” to oficjalny periodyk ABW, otwierający swe punktowane łamy dla uczonych, działających na niwie bezpieczeństwa wewnętrznego. Znajdujemy tu monumentalny esej pt. „Wybory prezydenckie jako narzędzie destabilizacji państw w teorii i praktyce rosyjskich operacji informacyjno-psychologicznych w XX i XXI w.”, autorstwa dr Michała Wojnowskiego. To historyk, który 8 lat temu obronił na UJ doktorat na temat bizantyjskiej konnicy między 8 i 13 wiekiem, co czyni go osobą absolutnie kompetentną w dziedzinie współczesnych wojen informacyjnych. To, i jeszcze fakt, że pracuje w rzeszowskim IPN.

Trzeba być zupełnym idiotą

Esej jest o tym, jak Ruskie szkodzą Polsce, jako taki nie zasługiwałby na uwagę – to przecież wszyscy wiemy – gdyby nie szczególny kontekst, w którym wybitny uczony z IPN w kolaboracji z ABW go umieścił. Otóż nie pozostawia on zbyt wiele wątpliwości co do tego, że wszyscy kandydaci, występujący przeciwko Andrzejowi Dudzie, są „narzędziami destabilizacji” państwa polskiego, sterowanymi z Kremla. Doktor Wojnowski nie pisze tego wprost – ale trzeba być zupełnym idiotą, żeby nie dostrzec uderzających analogii między wyliczonymi przez autora metodami prowadzenia rosyjskiej wojny informacyjnej i sytuacją w Polsce.

Zasadniczym celem „operacji informacyjno-psychologicznych” prowadzonych w okresie wyborczym jest „sterowanie kandydatami i przedstawicielami partii politycznych oraz doprowadzenie do destabilizacji państwa przez wywieranie wpływu na zachowania poszczególnych grup społecznych”.

Jakich grup? Ależ to bardzo proste. Tych wszystkich, które dają się sprowokować do wystąpienia przeciw rządowi. Czyli przeciw ojczyźnie.

Andrzej Duda
© Sputnik . Aleksiej Witwickij
„Celem tego typu operacji jest kształtowanie nastrojów (np. kreowanie atmosfery niezadowolenia), opinii (np. wpływanie na brak zaufania do władzy państwowej), wartości i uczuć (np. prowokowanie niepokoju, niepewności, strachu) w sposób korzystny dla agresora”. A cóż innego robią, dajmy na to, sędziowie? Kreują atmosferę niezadowolenia poprzez ciągłe krytykanctwo wobec „ustaw ratujących sądy”, podkopują zaufanie do władzy, zarzucając jej nieczyste intencje i chęć upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości, zasiewają niepewność wśród obywateli, kwestionując legalność mianowania nowych sędziów, co rzuca cień na miarodajność ich ewentualnych wyroków. A to wszystko oczywiście jest w interesie Rosji, bo czyim? No, może jeszcze ich własnym, jako kasty broniącej swoich przywilejów, ale Putina przede wszystkim. Jest zatem oczywiste, w czyim interesie działają wspierający sędziów politycy, prawda?

Zachowania pożądane przez nieprzyjaciela

I na tym nie koniec. Innym rosyjskim środkiem oddziaływania jest „wprowadzenie do świadomości osób lub grup społecznych obcej im ideologii i postaw przez tworzenie fałszywych stereotypów oraz narzucenie takiego modelu świata, który implikuje zachowania pożądane przez nieprzyjaciela (np. tworzenie struktur opozycyjnych i organizowanie działań antyrządowych)”.

No przecież każdy widzi, że tzw. zwykli ludzie, którzy wychodzą na ulicę „bronić sądów” robią to wbrew swojemu interesowi, bo mają wyprane mózgi. Każdy niewyprany wie, że „demokratyzacja sądów” jest w jego najlepszym interesie.

Tymczasem rozsiewane przez wroga kłamliwe stereotypy sędziów wyznaczanych przez obecną władzę, jako dyspozycyjnych, nie niezawisłych i politycznie stronniczych, skłaniają biednych ogłupionych obywateli do „tworzenia struktur opozycyjnych i organizowania działań antyrządowych”.

Nie zapominajmy też o tworzeniu – „z reguły przez służby specjalne” – „sieci organizacji pozarządowych (ang. nongovernmental organization), które są powoływane zgodnie z przepisami prawa kraju, w którym funkcjonują. Faktycznie zajmują się one podważaniem prestiżu i wiarygodności instytucji stojących na straży prawa, zwłaszcza organów ścigania i sił zbrojnych (...), co odbywa się pod legendą >obrony wartości demokratycznych<”. No tu już przykłady nasuwają się z siłą wodospadu. Kliki prawnicze, oczywiście – „Iustitia”, „Themis”, „Lex Super Omnia”, Komitet Obrony Sprawiedliwości – ale też Inicjatywa „Wolne Sądy” i wszystkie inne KODy i Obywatele RP. Że niby „bronią wartości demokratycznych”? Wolne żarty.

A wiecie, jak to się dzieje, że ludzie tak masowo występują przeciwko sobie samym? Doktor Wojnowski wie. To wszystko przez złorzeczenie totalnej opozycji.

W wyniku oddziaływania informacji negatywnej, wywołującej intensywne emocje, w umyśle człowieka powstaje obraz przyszłości przez niego niepożądanej. Człowiek, łącząc prawdziwe lub prawdopodobne informacje z powstałą w jego umyśle nadinterpretacją, sam wprowadza się w stan załamania psychicznego, które czyni go plastycznym i podatnym na manipulację...

I tacy załamani i zmanipulowani ludkowie już sami dojdą do wniosków, o które Ruskim chodzi: „ Ma to spowodować zainicjowanie dyskusji prowadzących do sformułowania opinii korzystnych z punktu widzenia agresora”. Przy okazji wprawdzie  „dochodzi do utraty kontroli nad zapoczątkowanym przekazem” – ale to Ruskich nie martwi, bo im obojętne, jaka opinia powstanie, byleby była niesłuszna: „celem takiego działania nie jest upowszechnienie danej opinii, poglądu lub stanowiska, lecz zdezorientowanie społeczeństwa przez zrelatywizowanie jednego dominującego punktu widzenia”. Ów „jeden dominujący punkt widzenia”, którego nie wolno relatywizować, wyraża – jak nietrudno zgadnąć – minister Ziobro. Np tak: „Polacy oczekują oczyszczenia sądownictwa z czarnych owiec”. Wszyscy, którzy dezorientują i relatywizują, działają na polecenie Kremla, nawet jak tego nie wiedzą.

Dziennikarze TVN-u i „Wyborczej” też grają w ruskiej orkiestrze

Ulubione ruskie metody mącenia ludziom w głowach to „kontrolowany przeciek informacji” i „publikacja informacji z powołaniem się na urzędników, którzy chcieli pozostać >anonimowi<” – czyli treści, które bombardują obywateli z ekranów i łamów mediów sprzyjających „totalnej opozycji”. Dziennikarze TVN-u i „Wyborczej” też grają w ruskiej orkiestrze – choć ci, to na pewno specjalnie.

A tak w ogóle, to totalna opozycja en général jest efektem działania wroga. Jego narzędziem jest „polityczna polaryzacja frakcji (grup) społecznych odgrywających główną rolę w scenariuszu operacji (tzw. grupy kluczowe)”.

Inaczej mówiąc, opozycja wcale nie kłóci się z rządem o pryncypia, demokrację, czy choćby władzę. Kłóci się, bo Ruskie ją podpuszczają.

„Aby przekształcić segmenty, grupy i frakcje powstałe w wyniku stratyfikacji w posłuszne narzędzie niezbędne do zrealizowania celów operacji informacyjno-psychologicznej, konieczne jest ukształtowanie w świadomości tworzących je osób systemu norm zachowania politycznego, korzystnego dla agresora. Nosi on nazwę >imperatyw polityczny<”. Poprzez sączoną im w głowy „ideologię opracowaną w ośrodku prowadzącym operację informacyjno-psychologiczną” – np. absurdalne przywiązanie do niezawisłości politycznej sądów, której matecznikiem jest, jak wiadomo, Rosja – wróg podsyca konflikty, co prowadzi do „organizowania i zdynamizowania działalności” grup konfliktowych. A „to z kolei uczyni z nich podmioty destabilizacji, tzw. grupy tarany lub grupy zapalne, które łatwo sprowokować do działań wywrotowych”.

Ulubiona przez Ruskich metoda niszczenia zaatakowanych społeczeństw to „radykalizowanie sprzeczności o charakterze społeczno-klasowym”, które jest „prowadzone przez organy wojny psychologicznej w celu pogłębienia naturalnych różnic istniejących pomiędzy grupami społecznymi wrogiego państwa i doprowadzenia do >punktu wrzenia< na ich tle”.

Kiedy więc Krystyna Janda udostępnia niefortunny rysunek wspaniałego skądinąd Wiatera z przedstawicielką klasy ludowej „dającej głos” za 500 zł, albo Agata Młynarska utyskuje na Kiepskich nad Bałtykiem – to nie jest to po prostu głupie i nietaktowne. To zaplanowana w Moskwie akcja, której efekt jest tragiczny: „W rezultacie powstaje >piąta kolumna<, czyli kategoria osób, które są wrogo nastawione do polityki własnego państwa i potencjalnie gotowe do udzielenia pomocy wrogowi”.

My tu sobie krzyczymy „Konstytucja”, a wróg u bram
Teraz oczywiście przychodzi pora na odpowiedź na kluczowe pytanie: po co? Po co Ruskim totalna polska opozycja?

Żeby nas lepiej zjeść.

Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
„Pogłębienie sprzeczności istniejących pomiędzy pewnymi grupami ludzi aż do poziomu krytycznego pozwoli na zmniejszenie zdolności bojowej wrogich oddziałów, a także zdolności ludności cywilnej do stawienia oporu”.

Rozumiecie? My tu sobie krzyczymy „Konstytucja”, a wróg u bram. A jak już je przejdzie, to nie będziemy do niego strzelać, bo konstytucja osłabiła nam morale.

A, w tym miejscu warto wspomnieć jedną konkretną grupę, szczególne ważną w rosyjskich oczach: pedalstwo i innych nihilistów. Dr Wojnowski ujmuje to uprzejmiej: „Środowiska LGBT i wyborcy o poglądach liberalnych”. To ich Putin używał w USA: „Głównym celem narracji kierowanej do tej grupy było doprowadzenie do pogłębienia konfliktu ze środowiskami negatywnie ustosunkowanymi do działalności politycznej środowisk homoseksualnych (na przykład niektóre grupy religijne, wyborcy konserwatywni oraz prawicowi). (…) Próbowano podważyć zaufanie przedstawicieli tych środowisk do systemu politycznego, który rzekomo miał być wobec nich nietolerancyjny i opresyjny. Rosjanie, wykorzystując środowiska LGBT jako tzw. grupę taranową, dążyli do zwiększenia podziałów pomiędzy wyborcami liberalnymi a konserwatywnymi przez eksponowanie praw politycznych mniejszości seksualnych”.

Czytaj: na ruskim sznurku chodzą nie tylko uznani przedstawiciele elit totalnej opozycji, jak Kidawa-Błońska, czy Kosiniak-Kamysz, ale i Biedroń też.
Kto się stawia, ten ruski szpion

No i wreszcie, na koniec, funkcjonariusz pisowskiej policji pamięci oferuje rozwiązanie. Dość enigmatycznie, ale kto ma zrozumieć, zrozumie.

„Wprowadzenie zmian do obowiązującego prawa, które powinno uwzględniać zagrożenia związane z walką informacyjną”. Jeszcze 2 miesiące temu nie wiedzielibyśmy, co może mieć na myśli – ale ustawa kagańcowa nieco nam to rozjaśniła.

Oraz „podjęcie działań zmierzających do zneutralizowania wszelkich niepokojów i prowokacji, których wystąpienie wydaje się wielce prawdopodobne ze względu na polaryzację polityczną polskiego społeczeństwa i łatwość generowania konfliktów na tle historycznym, narodowościowym i religijnym”. Tu potencjał jest kolosalny: od powszechnej inwigilacji, którą i tak zapewnia nam już system Pegasus („Uczciwi obywatele mogą być spokojni” – mówi wicepremier Sasin, ale przecież ci, który realizują kremlowskie interesy nad Wisłą, to nie są „uczciwi obywatele”); poprzez dalsze ograniczanie swobody zgromadzeń, czy też realny zamach na póki co niedraśniętą wolność prasy; aż do brutalnego rozpędzania demonstracji, wywalania z roboty i zamykania do pierdla jej uczestników.

A kto się stawia, ten ruski szpion.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wstyd w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
Reforma sądownictwa w Polsce „na celowniku” PACE
Sprawa dziennikarza Swiridowa: ETPC przystąpił do formowania składu sądu
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Ingerencja Rosji w polskie wybory prezydenckie? Wydano zalecenia
„To nie reforma a próba partyjnego podporządkowania sądów”
Tagi:
ABW, polityka, polityk, PiS, opozycja, ingerencja, wybory prezydenckie, wybory, Kreml, Andrzej Duda, Polska, Rosja, skandal szpiegowski, szpieg, szpiegostwo
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz