13:56 15 Lipiec 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
440
Subskrybuj nas na

Rada Europejska zastanawia się jak podzielić środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Dedykowane są one regionom górniczym, które powinny dążyć do uniezależnienia się od węgla. Polska może nie dostać tyle pieniędzy, na ile liczyła. Wszystko dlatego, że nie dąży do neutralności klimatycznej i staje okoniem.

Polska początkowo miała dostać 2 mld euro – najwięcej z nowego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Drugie w kolejności były Niemcy z 800 mln euro. Cały fundusz to około 7,5 miliarda. Mają dostać go regiony UE, które są najbardziej uzależnione od węgla. Wszyscy potencjalni beneficjenci dostali jednak pewne warunki: mamy zadeklarować, że podejmiemy działania na rzecz osiągnięcia neutralności klimatycznej, czyli przeprowadzimy głębokie zmiany w energetyce, aby nie bazować na tych źródłach energii, które pogłębiają efekt globalnego ocieplenia.

Aby dostać pieniądze, dany kraj musi zatwierdzić i pokazać unijnym strukturom co najmniej jeden spójny plan na transformację energetyczną do 2050 roku. Nie zanosi się na to, by Warszawa miała w najbliższym czasie taki konkret zaoferować.

Miliard mniej dla Polski

Polska wie, że powinna postawić na zielone źródła energii, których w stosunku do reszty europejskich państw nadal ma za mało i są niedofinansowane.

Jednak połowa tej sumy stoi pod znakiem zapytania. Dlaczego? Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel zaproponował, by wysokość wsparcia państw członkowskich była uzależniona od podpisania przez nie celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku.

W przypadku państw członkowskich, które do 2050 roku nie zobowiązały się do osiągnięcia krajowego celu neutralności klimatu, dostęp do Just Transition Fund będzie ograniczony do 50 proc. ich krajowej alokacji – wyjaśnił w swoim stanowisku.

Co to znaczy? Że to „oferta nie do odrzucenia”, dedykowana tak naprawdę Polsce, która się z podpisaniem deklaracji ociąga. W przypadku dalszego braku decyzji, środki z Funduszu miałyby być zmniejszone o połowę.

Co ciekawe, „wymiękły” już Czechy i Węgry, które wcześniej także twardo stały na stanowisku, że neutralność do 2050 roku to mrzonka, ponieważ koszty transformacji w tych krajach będą niebotyczne. Jednak po namyśle oba państwa ustąpiły (to kraje, które postawiły na atom w ramach swojego planu ochrony środowiska i zmian w energetyce, a UE ze swojej strony zadeklarowała, że zaakceptuje te inicjatywy, choć z bardziej otwartymi ramionami przywitałaby inwestycje w OZE).

Cięcia dotkną wyłącznie nasz kraj

Na spotkaniu Rady Europejskiej 20 lutego odbędzie się dyskusja nad kwestią podziału środków z Funduszu.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, w styczniu, gdy Komisja Europejska przyjęła projekt mechanizmu sprawiedliwej transformacji, premier Morawiecki już po raz kolejny oświadczył, że „Polska będzie dochodzić do neutralności we własnym tempie”, a nie tym narzuconym przez Brukselę.

Dlatego teraz najzupełniej realna jest groźba utraty połowy środków. Górników to chyba jednak „nie rusza”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Hołownia wcale nie taki konserwatywny
Afera PCK na Dolnym Śląsku. Jest akt oskarżenia dla działaczy PiS
Międzynarodowe zamieszanie wokół Kingi Rusin
„Fak” Lichockiej nie będzie nowymi „ośmiorniczkami”
Tagi:
węgiel, UE, dofinansowanie, klimat, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz