22:20 15 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
251089
Subskrybuj nas na

Dzięki staraniom redakcji Tygodnika Przegląd i Klubu Lewica, w Sejmie udało się zorganizować konferencję historyczną. Pierwszy raz w tych murach mówiono krytycznie o „żołnierzach wyklętych”.

W Konferencji „Bezdroża państwowej polityki historycznej. Polemicznie o «żołnierzach wyklętych»” wzięli udział dziennikarze, politycy Lewicy, historycy. Spotkanie rozpoczął przewodniczący Klubu Lewicy, który przeprosił w imieniu SLD i własnym, że w 2011 roku głosowali w Sejmie za ustanowieniem 1 marca Dniem Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

Redaktor naczelny „Przeglądu”, Jerzy Domański, opowiadał o tym jak zmagają się w tygodniku z Instytutem Pamięci Narodowej w walce o prawdę historyczną, wydając własne książki historyczne i gromadząc wokół siebie historyków, którzy chcą przeciwstawiać wszechobecnym kłamstwom prawicowej polityki historycznej, prawdę.

Źródło powstania mitu „żołnierzy wyklętych” redaktor Paweł Dybicz widział w potrzebie stworzenia przez obecny obóz władzy własnej narracji historycznej i szukania własnego niepowtarzalnego rodowodu. Nie bardzo do tego nadaje się mit „Solidarności”, bo to mit, z którego z powodzeniem korzysta konkurencyjna prawica spod znaku Platformy Obywatelskiej, z którą PiS prowadzi śmiertelny spór. Spór, który sprowadza się do licytacji, kto był ważniejszy? Lech Wałęsa czy Lech Kaczyński?

Z mitu „żołnierzy wyklętych” korzysta obecnie przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość, ale należy pamiętać, że Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowił Bronisław Komorowski. Być może wprowadzając ten mit do mainstreamu, chciał ten mit odebrać PiS-owi?

Posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zauważyła, że mit „żołnierzy wyklętych” odpowiada silnym potrzebom dumy narodowej, posiadania przez społeczeństwo swoich bohaterów. Zwróciła uwagę, że z mitem tym nie da się walczyć wyłącznie poprzez krytykę i pokazywanie prawdy o tych ludziach, ale lewica powinna przedstawić własnych bohaterów. A przecież tych bohaterów, zwłaszcza bohaterów odbudowy naszego kraju, nie brakuje. Ktoś zwrócił uwagę, że gdy jedni siedzieli w lesie, grabili, gwałcili, palili i mordowali, inni budowali uniwersytety.

Lewica ma takich bohaterów i powinna ich przybliżać społeczeństwu. Nie jest to proste zadanie, bo z jednej strony jest IPN, którego budżet na pisanie nowej historii w tym roku wynosi 400 000 000 zł, a z drugiej wydawnictwo Przeglądu, które rocznie wydaje na swoje publikacje kilkanaście tysięcy.
Konferencja „Bezdroża państwowej polityki historycznej. Polemicznie o «żołnierzach wyklętych»”
© Sputnik . Jarosław Augustyniak
Konferencja „Bezdroża państwowej polityki historycznej. Polemicznie o «żołnierzach wyklętych»”

Pani profesor Nina Kraśko stwierdziła, że bardzo trudno jest zmieniać świadomość społeczeństwa w kwestii jego stosunku do tzw. żołnierzy wyklętych, gdy istnieje taka instytucja jak Instytut Pamięci Narodowej, który tylko z pozoru jest instytucją naukową. W rzeczywistości jest instytucją polityczną, a nie historyczną i opanowaną całkowicie przez prawicowe środowiska. Pani profesor jak i wielu innych mówców, postulowała likwidację IPN i pozostawienie jedynie jego archiwum, co spotkało się z brawami zgromadzonych.

Paweł Dybicz postulował również, by Lewica walczyła o likwidację tego święta, jednocześnie wyrażając obawę czy starczy jej na to odwagi. Zaproponował, by w ostateczności Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych zastąpić Dniem Pamięci o Ofiarach Wojny Domowej, który byłby takim dniem narodowego pojednania, nie rezygnując oczywiście dochodzenia historycznej prawdy o każdej popełnionej zbrodni.

W spotkaniu wzięli udział także członkowie zarządu głównego Niezależnego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, którzy przyjechali specjalnie z Podkarpacia na warszawską konferencję. Opowiadali szczegółowo o zbrodniach Józefa Kurasia na Podkarpaciu. Na Polakach, Słowakach czy Żydach. Kurasia przedstawili jako tego, który kończył dzieło Adolfa Hitlera mordując ocalałych z holocaustu Żydów. Przypomnijmy, że przed pomnikiem mu poświęconym klęczał i oddawał mu hołd w 2006 roku, prezydent Lech Kaczyński.

Kompleks memorialny Katyń
© Sputnik . Iliya Pitalev
Podczas spotkania apelowano, by nie łączyć „wyklętych” z Armia Krajową. Ta została rozwiązana przez jej komendanta Leopolda Okulickiego 19 stycznia 1945 roku. Grupy zbrojne, które później powstały, często rekrutujące się z byłych członków AK, z AK nic wspólnego już nie miały i organizacyjnie nie podlegały żadnej władzy.

W czasie spotkania wyświetlono krótki film, na którym Piotr Młodziankowski, bezpośredni świadek mordu oddziału „Burego” w Zaleszanach, opowiadał o tym jak cudem jako mały chłopiec uszedł z życiem przed „wyklętymi”.

To pierwsza taka konferencja. Miała więc i swoje wady. Dosyć dużo mówiono na niej o zbrodniach wyklętych popełnionych na Żydach, Białorusinach, Ukraińcach, i choć zwrócono uwagę, że najwięcej ofiar „wyklętych” to byli Polacy, to im też zbyt wiele miejsca w czasie tego spotkania nie poświęcono.

Zbrodniami popełnionymi na mniejszościach narodowych i religijnych zajmuje się nawet IPN. Te są dosyć dobrze udokumentowane. Szczególnie te na Żydach. Były to spektakularne zbrodnie, gdy oddział bandytów z lasu pacyfikował na przykład jakąś całą białoruską wieś.

Polaków tak nie pacyfikowano. Polacy ginęli indywidualnie. A to gdzieś zginął nauczyciel, a to w innym miejscu chłop, co wziął ziemię z reformy rolnej, a to pracownik banku spółdzielczego, który napadli wyklęci, by zdobyć środki do życia. W walkach z bandami z lasu zginęły też tysiące żołnierzy Wojska Polskiego i milicjantów, którzy reprezentowali ówczesne Państwo Polskie. O nich, którzy bronili porządku i bezpieczeństwa mieszkańców kraju nadal nikt się nie upomina. Jeszcze nie czas?

Bo zastanówmy się czy władza, jakakolwiek władza mogła tolerować uzbrojonych ludzi siedzących w lasach i napadających na jej posterunki? Czy dziś partia rządząca cackałaby się z ludźmi, którzy nie akceptując jej władzy wystąpiliby przeciw niej zbrojnie? Z całą pewnością nie. Tak samo nie cackała się z nimi władza ludowa.
© Sputnik .
Konferencja „Bezdroża państwowej polityki historycznej. Polemicznie o «żołnierzach wyklętych»”

„Żołnierze wyklęci” wbrew temu, co mówi propaganda prawicy przegrali swą walkę. Stanowili zdecydowaną mniejszość wśród naszego społeczeństwa. Ludzie w zdecydowanej większości wybrali życie a nie las. Wyklęci byli marginesem. Przegrali nie tylko militarnie. Przegrali dlatego, że współczesne im społeczeństwo nie udzieliło im poparcia i chętnie wręcz donosiło władzy o tym gdzie się ukrywają, gdzie gwałcą i kradną na tych, którzy nie pozwalali im spokojnie żyć. To społeczeństwo wybrało pokój, rozwój i odbudowę kraju, a nie jego niszczenie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wieńce i znicze na grobach czerwonoarmistów z okazji wyzwolenia Kielc – foto
„Uwolnić pustostany w Warszawie!” – wideo
Polskie media jak Radio Erewań
1963 metry „wilczym tropem” - wideo
Katyń Pro Memoria
Tagi:
PO, PiS, Żołnierze Wyklęci, Sejm, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz