12:03 11 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Koronawirus 2019-nCoV w Polsce (114)
214013
Subskrybuj nas na

Internauci są oburzeni na spółkę Orlen, która na swoich stacjach benzynowych oferuje płyn do dezynfekcji za prawie 100 zł. To skłania do refleksji nad całością rynku artykułów pierwszej potrzeby. Ekonomiści uważają, że inflacja będzie rosnąć.

Na Twitterze pod wpisem byłego posła Piotra Misiło rozgorzała dyskusja na temat ceny płynu do dezynfekcji dostępnego na stacjach benzynowych Orlen. Niektórzy internauci uważają, że spółka postąpiła nie fair, oferując produkt de facto pierwszej potrzeby w czasach zagrożenia epidemiologicznego za tak wysoką cenę.

To nie jest dobry czas na dorabianie

Polityk KO oświadczył że płyn ten powinien być dostępny za darmo, zwrócił się także do Orlenu: „To nie jest czas na dorabianie”.

Do krytyki spółki przyłączyła się także Izabela Leszczyna z PO.

– Ze względu na ogromny popyt na rynkach światowych, obserwujemy znaczący wzrost cen surowców do produkcji płynu – usiłowała tłumaczyć rzeczniczka Orlenu Joanna Zakrzewska. Dodała, że jest to cena za opakowanie 5-litrowe, wkrótce na stacjach mają pojawić się mniejsze. Poza tym. Jak twierdzi, „cena została skalkulowana znacznie poniżej średniej rynkowej”.

W obronę wzięli spółkę dziennikarze Krzysztof Stanowski i Jakub Wiech, wicenaczelny portalu energetyka24.com.

Warto przypomnieć, że – jak podaje money.pl, premier Mateusz Morawiecki zlecił produkcję płynu dezynfekującego Orlenowi i Polfie Tarchomin. Płyn z Orlenu w pierwszej kolejności miał trafiać do Agencji Rezerw Materiałowych, a dopiero w dalszej kolejności – na stacje.

Inflacja będzie wzrastać

Awantura wokół Orlenu wskazuje na to, że Polacy obawiają się wzrostu cen, a zakupy, które w ostatnich dniach robią w ramach gromadzenia zapasów na kwarantannę, nadwyrężyły ich budżety. Obawy Polaków nie są bynajmniej przesadzone.

Sytuację ekonomiczną może pogorszyć ewentualne zatrzymanie produkcji na skutek kwarantann pracowników. To może doprowadzić do braków niektórych towarów, czego efektem może być też skok cen.

Także szybkie opanowanie epidemii i jej cofanie w skali globalnej oraz gospodarczy run do "odrabiania straconego czasu", może przynieść wzrosty cen a tym samym podnosić inflację – prognozuje Business Insider.

Na razie premier Morawiecki uspokaja: wypłaty świadczenia 500 plus nie są zagrożone, a z budżetu popłyną środki na pomoc małym firmom. Niestety, nie ma jak bronić się przed ewentualnym skokiem cen. Drożyzna bowiem nie odpuszcza. W lutym ceny dóbr i usług konsumpcyjnych były średnio o 4,7 proc. wyższe niż rok wcześniej. Polakom we znaki dają się także podwyżki m.in. za wywóz śmieci, prąd i żywność.

Potencjalnie spaść mogą za to… ceny mieszkań.
– Jeśli konsekwencje gospodarcze epidemii będą poważne i długotrwałe, to potencjalni kupujący zaczną obawiać się zaciągania kredytów na kilkaset tysięcy złotych, a banki jeszcze mocniej ograniczą finansowanie – twierdzi Jakub Sadowski, ekspert Expandera.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Koronawirus 2019-nCoV w Polsce (114)

Zobacz również:

Kampania w czasach zarazy
Koronawirus zabija nie tylko ludzi, ale i biznesy
Krytyka rosyjskiej narracji historycznej: Estonia idzie w ślady Polski?
Tagi:
dezynfekcja, ofiary, epidemia, pandemia, Polska, koronacja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz